Prawda o zdrowiu: niewygodne fakty i znaki zapytania

Autor tekstu: lek. med. Eustachiusz Gadula



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 11 z 2007 roku.


----------------------------------------------



Lek. med. Eustachiusz Gadula jest specjalistą chirurgii i rehabilitacji.

Adres kontaktowy: Centrum Rehabilitacji Medycyny Zintegrowanej EKOMED ul. Jankowskiego 18, 45-269 Opole

tel. 77-421-20-84 lub 0601-553-683 e-mail: egadula@list.pl strona internetowa: www.ekomed.opole.pl



Lekarz o książce doktora Ratha


Książka doktora Matthiasa Ratha Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca... tylko my, ludzie, która od kilku miesięcy dostępna jest również w języku polskim, wzbudziła ogromne zainteresowanie nie tylko wśród zwykłych Czytelników, lecz także w środowisku lekarskim. Dzieje się tak, że względu na światową sławę, jaką cieszy się doktor Rath (uważany przez lobby farmaceutyczne za wroga publicznego numer jeden), przede wszystkim jednak śmiałe i nowatorskie ujęcie w niej kilku kluczowych dla ludzkiego zdrowia problemów.

Przypomnijmy, że o doktorze Matthiasie Rath i jego walce ze światowymi koncernami farmaceutycznymi pisaliśmy w Nieznanym Świecie kilkakrotnie, m. in. w nr 10 z 2004 r. i 12 z 2005 r., a także przy okazji omówienia jego książki Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca... tylko my, ludzie (zob. Lektury w nr 1/2007). Dziś oddajemy głos jednemu z najwybitniejszych polskich lekarzy – naturalistów, dr. Eustachiuszowi Gaduli, który dzieli się własnymi refleksjami dotyczącymi wątków oraz tez poruszonych w pracy doktora Ratha. Redakcja



Statystyki światowe niezbicie wskazują, że choroby serca i układu krążenia nie tylko stanowią najbardziej popularną grupę schorzeń cywilizacyjnych, ale są także najczęstszą przyczyną zgonów. Każda więc publikacja wnosząca istotne informacje do wiedzy na ich temat okazuje się na wagę złota. Do takich zaś publikacji należy niewątpliwie książka dr. Matthiasa Ratha Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca... tylko my ludzie.


Współczesna kardiologia jest specjalnością szczycącą się niezwykle dynamicznymi postępami w ratowaniu ludzkiego życia. Szkoda tylko, że dotyczą one głównie diagnostyki i terapii, a nie profilaktyki, która stanowi optymalną metodę rozwiązywania problemów zdrowotnych.


Mimo rozwoju wielu dziedzin wiedzy profilaktyka wydaje się jakby pozostawać na uboczu zainteresowań medycyny. To jeden z ważnych powodów, dla których współczesną medycynę coraz częściej nazywa się złośliwie przemysłem chorób, a firmom farmaceutycznym zarzuca się zainteresowanie profitem z chorób.


Aby profilaktyka zdrowotna mogła być skuteczna, musi w swych działaniach docierać do czynników etiologicznych, a więc pierwotnych przyczyn schorzeń. Ich dokładna znajomość warunkuje postęp w medycynie, nie oznacza jednak jeszcze pełnego zwycięstwa w sferze zapobiegania i leczenia schorzeń. Do pełnego sukcesu konieczne jest także skuteczne unikanie przyczyn schorzeń i usuwanie skutków ich działania, co jest możliwe jedynie w ograniczonym zakresie. Tym większej więc wartości nabiera każda informacja na temat skutecznych instrumentów, łatwych do stosowania w profilaktyce.


Taka właśnie wiedza zawarta jest w książce dr. Ratha. Proste i – jak wiele na to wskazuje – efektywne rady na temat stosowania określonych suplementów diety, poparte obszernymi i przekonywującymi dowodami klinicznymi, spełniają taką właśnie rolę. Na pierwszy rzut oka praktyczne rady dr. Ratha wydają się nie być niczym nowym. Wszak od pierwszych lat studiów medyków uczy się znaczenia fizjologicznej roli witamin (warto przy okazji, że ich odkrywcą był Polak, Kazimierz Funk), minerałów i mikroelementów. Znacznie jednak mniejszą wagę we wspomnianym nauczaniu przywiązuje się do jakości tych substancji i źródeł ich pochodzenia, nie rozróżniając w istotny sposób, czy chodzi o odmiany naturalne, chemiczne czy syntetyczne. Co prawda dr Rath w swej książce o takich rozróżnieniach także nie wspomina, ale na podstawie jego opinii na temat leków syntetycznych nietrudno wysnuć wniosek, że autor pisze o witaminach, minerałach i mikroelementach naturalnych.


Ale główna wartość jego koncepcji i doświadczeń klinicznych polega na tym, że dr Rath udowodnił rzecz na pozór szokującą i w pierwszej chwili trudną do przyjęcia, szczególnie dla przedstawicieli świata medycznego: że szkorbut i miażdżycę w pewnym sensie można sprowadzić do wspólnego mianownika.


Okazuje się, że obydwa schorzenia, choć na pozór tak różne, mają to samo podłoże, którym jest zaburzenie produkcji kolagenu pod wpływem niedoboru witaminy C. W przypadku szkorbutu (podobnie jak u marynarzy Krzysztofa Kolumba) chodzi o niemal całkowity brak tej witaminy, natomiast jednym z ważnych czynników powstawania miażdżycy jest przewlekły, długotrwały niedobór witaminy C.


Zdaniem dr. Ratha obydwa niedobory prowadzą do zaburzeń w wytwarzaniu kolagenu, który stanowi podstawowy składnik tkanki łącznej i główne lepiszcze naszego ciała, odpowiadające za jego kształt, konsystencję i odporność mechaniczną.


W pierwszej sytuacji dochodzi do dramatycznego rozpadu dziąseł i wyniszczających krwawień oraz infekcji – w drugim do naruszenia struktury kolagenowej ścian naczyń krwionośnych, na co organizm reaguje wzmożoną produkcją substancji cholesterolowych i procesem miażdżycowym. W efekcie ma miejsce patologiczne pogrubienie i pozorne wzmocnienie ścian naczyń krwionośnych, co prowadzi albo do zwężenia ich światła i w końcu do niedrożności, albo wtórnego uszkodzenia ścian naczyń w postaci tętniaków czy wylewów krwi, na przykład do mózgu. Tworzące się często podczas tych procesów złogi miażdżycowe i zakrzepy w świetle naczyń stanowią także groźny materiał zatorowy.


Choć dr Rath kluczową rolę w powstawaniu wielu schorzeń przypisuje niedoborom w pożywieniu witaminy C, jego zdaniem poza witaminą C do szczególnie ważnych suplementów diety należą także: witaminy z grupy B, witamina E, beta-karoten, luteina, zea- i kryptoksantyna, witamina D3, minerały: wapń, magnez, potas, fosfor tudzież mikroelementy: cynk, mangan, miedź, selen, chrom, molibden i aminokwasy: L-prolina, L-lizyna, L-kamityna, L-arginina, L-cysteina, inozytol, koenzym Q10, pycnogenol czy bioflawonoidy. W ramach tzw. programu podstawowego dr Matthias Rath podaje dzienne dawki wspomnianych składników. Natomiast w przypadku ludzi chorych dawki te zaleca zwiększać w zależności od indywidualnych potrzeb, najlepiej po konsultacji z lekarzem.


Swoje poglądy na temat znaczenia suplementów diety w profilaktyce i terapii dr Rath publikuje od roku 1981. Dla mnie osobiście pewnym drobnym zgrzytem w tej sprawie jest fakt, że swoje odkrycie na temat profilaktyki i terapii wielu schorzeń za pomocą wybranych suplementów diety lekarz ten nazywa opatentowaną terapią. A przecież – zgodnie z prawem międzynarodowym – nie mogą istnieć patenty dotyczące metod leczenia.


W tym miejscu chciałbym odwołać się do swojej osobistej drogi zawodowej. Wydział Lekarski Akademii Medycznej w Gdańsku ukończyłem w roku 1960. Jestem lekarzem specjalistą chirurgii ogólnej i rehabilitacji. Poza pracą w oddziałach szpitalnych przez 14 lat byłem także lekarzem wiejskim. Ponadto od ponad 40 lat zajmuję się medycyną naturalną, szczególnie akupunkturą i terapią manualną.


W trakcie studiów, zafascynowany konwencjonalną farmakodynamiką (nauką o punktach uchwytu i mechanizmach działania leków), byłem aktywnym członkiem studenckiego koła farmakologicznego. Zniechęcony jednak praktycznymi efektami tej dziedziny, już od roku 1975 przestałem stosować farmakoterapię chemiczną w leczeniu chorób ambulatoryjnych, a od roku 1977 częściowo także pacjentów szpitalnych, m. in. w Górniczym Centrum Rehabilitacji Leczniczej i Zawodowej „REPTY” w Tarnowskich Górach i w Akademii Centrum Rehabilitacji w Zakopanem. Od tego czasu wyjątkiem byli dla mnie jedynie najciężej chorzy paraplegicy, kiedy to często walczyliśmy o ich życie, i to niestety nie zawsze z sukcesem. Niemniej już tam stosowałem suplementy diety w postaci apiterapii (mleczka pszczelego, propolisu, pyłku pszczelego i miodu). Dodam, że u chorych, o jakich mowa, ograniczenie się tylko do suplementów diety okazywało się z wielu powodów niemożliwe. Ale już wtedy – dzięki apiterapii – udawało mi się ratować życie nawet najciężej chorych i osiągać zaskakująco konkretne efekty.


Choć zakres wiedzy i doświadczeń praktycznych dr. Ratha i mój są z pewnością inne, w kwestiach najważniejszych, gdyż dotyczących skutecznych i bezpiecznych metod profilaktyki oraz terapii, mamy poglądy nie tylko zbliżone, lecz bardzo sobie bliskie. Dotyczy to szczególnie suplementów diety, oceny roli cholesterolu w organizmie, poglądów na wartość leków przeciwcholesterolowych i większości innych specyfików chemicznych, czy oceny działalności firm farmaceutycznych.


Dr Rath, który jest z pochodzenia Niemcem, jak wiadomo od lat pracuje w Stanach Zjednoczonych. To, co robi, ze względów praktycznych zasługuje na najwyższą uwagę. Sądzę natomiast, że sposób (typowo amerykański), w jaki głosi wiele ze swoich poglądów, może niekiedy niepotrzebnie zrażać do niego ludzi z nieco głębszą wiedzą (choć sądzę, że i on ją posiada).


Sprawa, która niekorzystnie ciąży na stosunku oficjalnego świata medycznego do doktora Ratha i jego koncepcji, jest bez wątpienia mało dyplomatyczna i niejednokrotnie zbyt ostra krytyka producentów leków i sprzętu medycznego oraz decydentów medycznych różnych szczebli. Jak zaś skutecznie potrafią oni dyskryminować każdego, kto pozwala sobie na ostrzejszą krytykę, boleśnie odczułem na własnej skórze na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.


Mimo, że postępowanie ludzi z tych kręgów zasługuje nie tylko na słowa dezaprobaty, ale w niektórych przypadkach powinno spotkać się z odpowiedzialnością karną, wiadomo, że mają oni potężną siłę przebicia i dysponują wpływem na niemal wszystkich możnych tego świata. Ostra krytyka tego, co się dzieje w medycynie, ciągle jeszcze przysparza potężnych wrogów nie tylko w kręgach producentów leków i sprzętu medycznego, lecz także w medycznym świecie beneficjentów ich produkcji, a nawet w sferach rządowych większości krajów.


Wiadomo mi, że Unia Europejska w ramach wdrażania integracji w medycynie od paru lat domaga się od Polski opracowania katalogu metod naturalnych i niekonwencjonalnych oraz programu ich wdrażania, co świadczyłoby o jej zainteresowaniu postępami w sferze wspomnianej integracji. Dlatego jestem trochę zdziwiony tym, iż dr Rath uważa, że zarówno Unia, jak i Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) stoją na straży interesów przemysłu farmaceutycznego. Być może jednak moja wiedza na ten temat jest zbyt ograniczona, albo doktorowi Rathowi nie są znane poczynania, o jakich wspomniałem.


Ze swej strony wiem o wieloletnim nawoływaniu Komisji WHO ds. Medycyny Niekonwencjonalnej, aby medycyna konwencjonalna otworzyła się na metody terapii ludowej różnych kontynentów, z szamanizmem włącznie. Szczególną wymowę w tym kontekście wydaje się mieć słynne, oficjalne stwierdzenie WHO sprzed kilkudziesięciu lat, że Ludzkie zdrowie jest sprawą zbyt poważną, by pozostawiać je wyłącznie w rękach lekarzy.


Aby nie być gołosłownym, posłużę się tu pewnym przykładem. Mianowicie w 1995 roku w Paryżu na II Światowym Kongresie Akupunktury, organizowanym przez WUFES, byłem świadkiem podobnych wypowiedzi przewodniczącego tej Komisji. A może to tylko zasłona dymna dla odmiennych działań, spowodowanych korupcją, jaką uprawiają firmy farmaceutyczne? Nie wykluczam, że informacje dr. Ratha są bardziej wiarygodne od moich.


Wróćmy jednak do książki dr. Ratha i jej niewątpliwej wartości praktycznej, a także zastrzeżeń w stosunku do niektórych sformułowań użytych w niej przez tego, niewątpliwie zasłużonego dla pacjentów i medycyny zintegrowanej lekarza.


Tym, co najbardziej przeszkadza mi w poglądach medycznych dr. Ratha, jest zbyt proste, jednostronne i ograniczone podejście do zasad funkcjonowania organizmu człowieka. Podobnie jak większość lekarzy amerykańskich, stan ducha człowieka i jego psychikę autor traktuje marginalnie, a pole biologiczne i energetykę procesów życiowych ogranicza niemal tylko do energii zawartej w niektórych suplementach diety. Za odmiennym, znacznie szerszym spojrzeniem na te kwestie przemawiają fakty zebrane na przestrzeni dziejów ludzkości, a także poglądy wielu największych uczonych świata.


Choć schorzenia sercowo-naczyniowe są obecnie najczęstszą przyczyną zgonów, ograniczanie patologii ludzkiej niemal wyłącznie do tej grupy schorzeń, oraz do nowotworów i tylko paru innych chorób jest w praktyce ważne, ale okazuje się zdecydowanie niewystarczające, kiedy omawiamy ogólne problemy związane z ludzkim zdrowiem. Niemniej – zanim zaakcentuję swoje zastrzeżenia w tej mierze – wskażę wątki, w przypadku których moje opinie poparte wieloletnim doświadczeniem są zgodne z poglądami doktora Ratha i tak:


1* W pełni podzielam ocenę autora w odniesieniu do cholesterolu i innych, drugorzędnych czynników ryzyka w chorobie sercowo-naczyniowej. Podobnie negatywną jak on opinię mam też na temat leków przeciwcholesterolowych. Jednocześnie za bardzo cenne uważam przytaczane przez doktora Ratha wiadomości odnoszące się do roli lipoproteiny A w funkcjonowaniu organizmu.


2* Mamy także podobne poglądy w kwestii efektów zachowawczego leczenia w miokardiopatiach. Zgadzam się, że w tym schorzeniu, stanowiącym klasyczne, konwencjonalne wskazanie do przeszczepów serca, pod wpływem naturalnych metod leczenia (akupunktura, bioterapia, homeopatia i in.) oraz odpowiednio dobranych suplementów diety istnieje możliwość odstąpienia od przeszczepów, a rezultaty takiego leczenia mogą być trwałe. Miałem paru tego typu chorych, u których wyniki leczenia śledziłem przez okres wielu lat.


3* Zbliżone są także nasze oceny na temat angioplastyki. To niewątpliwie mało inwazyjna metoda, która w wielu przypadkach ratuje życie, choć trudno o niej mówić, że leczy schorzenie, ponieważ nie ma istotnego wpływu na przebieg miażdżycy – najczęstszej przyczyny zawałów i niedokrwienia mięśnia sercowego. Podobną metodę stosował w latach 1965 – 1975 mój szef, ordynator Oddziału Ogólnej Szpitala Wojewódzkiego w Opolu, dr hab. med. Klemens Kiryłowicz. Co prawda jego zabiegi wykonywane metodą operacyjną nie dotyczyły naczyń wieńcowych serca, lecz miażdżycowo zmienionej aorty lub tętnic kończyn dolnych, które prof. Kiryłowicz także mechanicznie udrażniał specjalnym, opracowanym przez siebie zestawem narzędzi chirurgicznych, ale trudno tej techniki nie docenić. (Na metodzie tej zrobił on nawet habilitacje u słynnego kardiochirurga, prof. Wiktora Brossa z Wrocławia). Natomiast rezultaty były nienajlepsze, ponieważ, podobnie jak angioplastyka, wspomniana metoda nie miała wpływu na przyczyny powstawania niedrożności tętnic. Usuwała ona jedynie czasowo ich skutki.


4* Idźmy dalej. Na odpowiednio dobrane suplementy diety bardzo dobrze reagują nie tylko miażdżyca naczyń, ale także zaburzenia rytmu serca, nadciśnienie tętnicze i niewydolność krążenia. Podobnie jak dr Rath jestem zdania, że w leczeniu schorzeń sercowo-naczyniowych beta-blokery i leki wpływające na funkcjonowanie kanału wapniowego działają korzystnie głównie w teorii. W praktyce przynoszą znacznie więcej szkody niż pożytku, zaburzając wiele ważnych czynności wegetatywnych, których zasad funkcjonowania tak naprawdę jeszcze do dziś nie znamy.


Na temat cukrzycy i suplementów wiem sporo. Dlatego uważam, że poza suplementami diety leczenie cukrzycy wybitnie wspomaga także akupunktura, bioterapia, a nawet roślinne pole biologiczne.


Niemniej i dla mnie cenne jest stwierdzenie dr. Ratha, że Im więcej witaminy C – tym mniejsze zapotrzebowanie na insulinę. Jestem przekonany, że korzystnie działają tu także witaminy z grupy B, zalecane przez diabetologów jako jedna z form profilaktyki powikłań cukrzycy, a szczególnie powikłań neurologicznych.


Dr Rath pisze, że zwierzęta nie chorują na zawały serca tylko dlatego, że same produkują witaminę C. Rozmawiałem ostatnio na ten temat z wieloma lekarzami weterynarii i moi rozmówcy opinię tę w pełni potwierdzają.


Akceptuję także poglądy dr Ratha na temat chemioterapii, środków antykoncepcyjnych i hormonalnej terapii zastępczej. Są one zgodne z najnowszym podejściem do tej sprawy w obrębie medycyny zintegrowanej, a także stają się coraz powszechniejsze wśród bardziej postępowych lekarzy konwencjonalnych.


W pełni podzielam krytyczny stosunek dr. Ratha do stosowania diuretyków i dializ. Diuretyki – mimo że skuteczne w zwalczaniu obrzęków – pozbawiając organizm najcenniejszych minerałów i mikroelementów, najczęściej walnie przyczyniają się do dalszego osłabienia organizmu, a zwłaszcza krążenia i pogarszają rokowanie. Jednak większość lekarzy konwencjonalnych takiego poglądu nie przyjmuje do wiadomości, nie mając niemal żadnej wiedzy na temat naturalnej detoksykacji. A przecież wiemy, że można to czynić za pomocą odpowiedniej suplementacji, z jednoczesnym usuwaniem zarówno patologicznych płynów, jak i obrzęków.


Z kolei dializy, choć stanowią istotny postęp medycyny w przedłużaniu życia chorych z wybitną, nieodwracalną niewydolnością nerek, nie kwalifikujących się do przeszczepów i często są niezbędne w trakcie przygotowań pacjentów zakwalifikowanych do transplantacji tego narządu, w istotny sposób pogarszają jakość życia większości chorych i niosą ze sobą liczne, często nieodwracalne powikłania. Dlatego tak ważne jest właściwe, głęboko przemyślane kwalifikowanie do dializoterapii. Moje wieloletnie doświadczenie (kilkunastu chorych z niewydolnością czynnościową nerek) wskazuje, że wskazania zarówno do dializoterapii, jak i przeszczepów nerek stawiane są zbyt często. U części spośród tych chorych za pomocą innych, naturalnych terapii, takich jak akupunktura, bioterapia i kompleksowa suplementacja, udawało się nie tylko poprawiać funkcję nerek, zwiększać diurezę, obniżać poziom mocznika i kreatyniny, łagodzić objawy i poziom nadciśnienia, ale także na długi czasu poprawiać nastrój, kondycję i stan ogólny pacjentów.


Na uwagę zasługują informacje podawane przez dr. Ratha na temat wyników superszybkiej tomografii komputerowej (TK), dzięki której możliwa jest obiektywna i nieinwazyjna ocena zaawansowania zmian miażdżycowych i wykazanie możliwości ich regresji, w co dotychczas nie wierzono. Jest to jednak metoda strukturalna, pozwalająca na ocenę zmian już zaawansowanych, a więc niezbyt wczesnych.


Nawiasem mówiąc, jeszcze ciekawsze informacje na temat nieinwazyjnej, subtelniejszej, czynnościowej diagnostyki pracy serca przyniósł grudniowy numer z 2006 r. w artykule Zbadaj swoje serce. Dla nas, lekarzy, metoda o jakiej mowa w tej publikacji, okazuje się tym cenniejsza, że stanowi efekt polskiego patentu. Nosi ona nazwę „SATRO” i polega na komputerowej analizie i cyfrowym wzmocnieniu czułości sygnału EKG w oparciu o nowy model elektrycznej pracy serca. Podobnie jak w przypadku superszybkiej tomografii komputerowej chodzi o metodę obiektywną, ale jako badanie czynnościowe serca pozwala ona na znacznie wcześniejszą diagnostykę, z czym wiąze się możliwość skuteczniejszej profilaktyki i terapii. Przypomnijmy tu, że standardowe EKG jest nieinwazyjnym, cennym badaniem diagnostycznym serca, jednak niezbyt czułym, o czym świadczy fakt, że ponad 40 % zawałów serca zostało poprzedzonych prawidłowym wynikiem badania EKG.


Dodam wreszcie i to, że choć na ogół dowodów skuteczności profilaktyki czy terapii w postaci listów od wdzięcznych pacjentów nie uważam za istotne argumenty, przemawiające za stosowaniem konkretnych metod leczenia, w książce dr. Ratha są one wiarygodne i mają niewątpliwą wartość kliniczną. To się intuicyjnie czuje.


A teraz trochę o różnicach w poglądach dr. Ratha i moich.


Mimo głębokiego przekonania do profilaktycznych i leczniczych efektów suplementów diety, generalnie w pełni podzielam zdanie dr. Ratha, że u ludzi chorych o zmianie czy odstawianu leków powinien decydować lekarz prowadzący pacjenta. Stąd tak wiele moich zastrzeżeń do niektórych poglądów dr. Ratha na zdrowie i chorobę. Artykułuję je dlatego, że z wiedzy praktycznej dr. Ratha powinni (i z pewnością będą) korzystać nie tylko ludzie zdrowi w ramach profilaktyki, ale także, a może nawet przede wszystkim chorzy, stosując je w ramach wspomagania terapii. Zachodzi zatem obawa, że nawet lekarze otwarci na poglądy dr. Ratha, prowadzący konkretnych chorych, zamiast rad, w jaki sposób kojarzyć dotychczasowe leczenie konwencjonalne z suplementacją zalecaną przez doktora Ratha, będą zwracali uwagę na te fragmenty jego publikacji, które okażą się nie do przyjęcia w świetle ich wiedzy, nie tylko z zakresu medycyny konwencjonalnej. Może to niekorzystnie wpływać na pacjentów i ich najbliższe otoczenie, podważać zaufanie i motywację do realizacji cennych rad praktycznych doktora Ratha, a nawet zaufanie niezwykle cennych dowodów klinicznych potwierdzających słuszność jego poglądów.


Dalej: nie tylko większość lekarzy konwencjonalnych, ale i dr Rath bez zastrzeżeń używa pojęcia choroby nieuleczalne, w domyśle wyłączając z tej grupy praktycznie tylko schorzenia serca i układu krążenia, a także nowotwory. To wyraźny brak konsekwencji. Nie dlatego, że autor wyjmuje je z szuflady schorzenia nieuleczalne, ale z tego powodu, że na taką nazwę niesłusznie godzi się w stosunku do wielu innych schorzeń. Od dawna uważam, że przy odpowiednio wczesnym rozpoznaniu schorzenia, już na etapie zaburzeń funkcjonalnych, czy wczesnych zmian biochemicznych, a czasem nawet somatycznych, wszystkie schorzenia mogą być uleczalne, pod warunkiem prawidłowego, zgodnego ze stanem najnowszej wiedzy podejścia do nich zarówno ze strony pacjentów, jak i lekarzy.


Nie widzę także podstaw do używanego często w książce pojęcia medycyna komórkowa, ponieważ nazwa ta nie tylko upraszcza, ale wręcz deformuje podejście do problemów zdrowia, ograniczając się tylko do funkcjonowania komórek. Od kilkunastu lat spotykam się z taką nazwą w kręgu osób zajmujących się m.in. suplementami diety, a nawet efektami profilaktycznego i terapeutycznego działania pól magnetycznych. I gdzie tylko mogę, wyrażam w stosunku do niej swoje zastrzeżenia. Uważam bowiem, że wielu ludzi używających tego terminu, nierzadko całą swoją wiedzę stara się ograniczać do wspomnianego poziomu komórkowego, zwalniając się niejako z konieczności zdobywania wiedzy na temat funkcjonowania psychiki oraz podstawowych układów i superukładów ciała sterujących wszystkimi funkcjami naszego organizmu i integrujących je. Ta znacznie szersza wiedza w niczym nie pomniejsza rangi samych komórek. Wręcz przeciwnie, w pełni docenia znaczenie nie tylko ich, ale także struktur subkomórkowych, a nawet schodzi na poziom kwantowy (np. bioelektronika). Jednak ograniczanie się jedynie do komórek jest nie do przyjęcia. Dlatego nazwa medycyna komórkowa, nie ma moim zdaniem racjonalnego uzasadnienia.


Wyznaczając sobie rolę swoistego pomostu pomiędzy światem medycyny naturalnej i niekonwencjonalnej a medycyną konwencjonalną, jestem być może przeczulony na punkcie terminologii medycznej. Bardzo dobrze znam jednak swoich kolegów po fachu i wiem, że kiedy nie mogą podważyć meritum przedstawianej im sprawy, swoje zastrzeżenia formułują w stosunku do terminologii.


Z pewną przesadą dr Rath pisze, że odkrycie przez Ludwika Pasteura chorobotwórczych mikroorganizmów, dzięki szczepieniom ochronnym i antybiotykom pozwoliło ludzkości wyeliminować groźne epidemie. To tylko część prawdy. Ludwik Pasteur ustalił co prawda, że w określonych warunkach mikroorganizmy mogą stać się chorobotwórcze, ale mimo tego odkrycia twierdził, że o zdrowiu decyduje stan środowiska i nasza odporność, a nade wszystko stan psychiczny człowieka. Jakoś dziwnie producenci szczepionek i antybiotyków, bardzo często powołujący się jedynie na odkrycie przez Pasteura chorobotwórczych mikroorganizmów, nie wspominają o znaczeniu ogólnej odporności, nierzadko spaczonej przez szczepionki i obniżanej przez antybiotyki, nie mówiąc już o degradacji środowiska naturalnego i stanie psychicznym, jako czynnikach decydujących o naszym zdrowiu.


Owszem, z różnych powodów (w większym jednak stopniu dzięki korzystnym zmianom w higienie życia, niż dzięki szczepionkom i antybiotykom) opanowaliśmy wiele groźnych epidemii. Ciągle jednak pozostajemy bezradni wobec innych, nowych zagrożeń, choćby epidemii wirusowych. W tej sytuacji trudno mówić o ich rzeczywistej eliminacji.


Przekonanie dr. Ratha o możliwości całkowitej eliminacji suplementami diety tylko określonych grup schorzeń stanowi przykład zbyt wąskiego podejścia specjalistycznego. Za większość chorób, profilaktykę zdrowotną i wyniki leczenia odpowiada bowiem wiele różnych czynników leżących u podstaw zdrowia, choroby i leczenia.


Nie mogę również zgodzić się z ogólnie przyjętym poglądem (podzielanym także przez dr. Ratha), że nasze serce to tylko mechaniczna pompa lub silnik. Gdyby nie inne mechanizmy wspomagające jego pracę (swoisty serwomechanizm zwany sercem obwodowym), nie byłoby ono w stanie nieustannie wykonywać tak ogromnej pracy. W rzeczywistości serce bardziej pełni rolę dyrygenta procesów krążenia niż mechanicznej pompy. M. in. pracę habilitacyjną na ten temat przed ponad 40 laty obronił słynny polski kardiochirurg, prof. Ludwik Manteuffel-Schöege z Akademii Medycznej w Warszawie.


Nie zgadzam się także z opinią, że za schorzenia serca i układu krążenia odpowiedzialne są wyłącznie niedobory ważnych składników odżywczych, choć są one bardzo istotne. Istnieje wiele dowodów na to, że o stanie i pracy układu sercowo-naczyniowego poza jakością żywienia decyduje także: stan psychiczny, ogólna aktywność ruchowa, jakość środowiska naturalnego, używki, a także pewne skłonności genetyczne. Poza powikłaniami miażdżycy dotyczy to również rytmu pracy serca i stanu ciśnienia tętniczego, a nawet ciśnienia żylnego. Miażdżycę coraz częściej stwierdza się u dzieci znacznie młodszych niż dziesięcioletnie.


Trudno mi – dalej – zaakceptować pogląd dr. Ratha, że jedynym złym następstwem stresu jest wyczerpywanie się zapasów witamin i innych składników odżywczych. Od dawna wiadomo, że stres, szczególnie przewlekły, to proces niezwykle skomplikowany, o różnych przyczynach i prowadzący do bardzo wielu niekorzystnych skutków.


Zgadzam się ze sformułowaniem zawartym w tej książce, że Zdrowie zaczyna się wraz z wiedzą. Ale chodzi nie tylko o ograniczoną wiedzę na temat suplementów diety. Musi to być wiedza ujmująca najważniejsze sprawy, pozwalająca poznać zasady budowy i funkcjonowania otaczającego nas świata, najważniejsze poglądy na temat zdrowia i choroby wraz z wynikającymi z nich wnioskami ogólnymi dotyczącymi profilaktyki, diagnostyki i terapii. Chodzi tu wreszcie o bardziej szczegółowe zasady postępowania profilaktyczno-terapeutycznego w konkretnych schorzeniach czy ich grupach.


Omawiając składniki odżywcze (w tym także jako źródła energii) dr Rath chyba przez przeoczenie niemal nie wspomina o podstawowych składnikach odżywczych: białkach, węglowodanach i tłuszczach. Twardogłowi lekarze konwencjonalni tylko na to czekają, aby wytknąć, że medycyna komórkowa to same bzdury. W ten sposób autor bezwiednie podsuwa im argumenty przeciwko swoim koncepcjom i niezwykle cennym zaleceniom praktycznym.


Jak wiemy, suplementy diety mogą być: naturalne, chemiczne i syntetyczne. Dr Rath nie tylko o tym nie mówi, ale pisze tak, jakby nie zauważał istotnej różnicy pomiędzy efektami, czy ewentualnymi skutkami ubocznych działań suplementów pochodzących z różnych źródeł. Jednocześnie jednak – odnosząc się krytycznie do funkcjonowania firm farmaceutycznych i leków syntetycznych – daje do zrozumienia, że w swoim programie stosuje naturalne suplementy diety. Zależność jakości diety od źródeł ich pochodzenia stanowi obszerny i ważny temat, zasługujący na oddzielne omówienie.


Ponadto, jeśli mówi się o wpływie jakości żywienia na stan zdrowia, to sądzę, że wartość opracowań dr. Ratha może ewidentnie podnieść choćby tylko skrótowe przedstawienie opinii od czego, poza dostarczeniem organizmowi odpowiedniej jakości składników odżywczych, zależy stan naszego odżywiania. A są to: stan psychiczny, szczególnie podczas posiłków, dobór odpowiedniej jakości składników pożywienia, zasady ich przyrządzania, kolejność spożywania, sposób przeżuwania, a także stan przewodu pokarmowego. Nawet najlepsze suplementy dodawane do racjonalnej diety nie wywołają spodziewanych efektów, jeśli nie zostaną spełnione inne, ważne warunki, związane z jedzeniem i trawieniem.


Mówiąc w sposób kompleksowy o wpływie żywienia na stan zdrowia, nie sposób także pominąć znaczenia właściwości biologicznych wody. Szkoda, że sprawie tej dr Rath także nie poświęca ani słowa.


A co sądzę o koalicji w ochronie zdrowia postulowanej przez dr. Ratha? Czy może to być dobry pomysł na podjęcie działań popularyzujących i wdrażających choćby tylko dorobek autora? Tu przeszkadza mi sama nazwa. Koalicja kojarzy się z polityką i z nieodłączną od koalicji opozycją. W medycynie bardziej dyplomatycznie i chyba z większą szansą na powodzenie byłoby przedstawiać częściowo nowe poglądy jako jedynie uzupełniające (choć mogą mieć decydujące znaczenie) dotychczasowe postępowanie. Myślę, że uzasadniając potrzebę i istotne znaczenie stosowania suplementów diety, lepiej oficjalnie koncentrować się na profilaktyce, a tylko wspominać o możliwości wykorzystania ich także jako metody wspomagającej leczenie (choć w istocie jest to leczenie prawdziwe, skuteczne i bezpieczne, o czym przekonuję się od ponad 30-tu lat). Taką taktykę warto przemyśleć w stosunku do wielu innych naturalnych i niekonwencjonalnych metod leczenia.


Wiele przemawia za tym, że podstawą życia w zdrowiu, zwłaszcza w obecnej epoce szybkiego postępu cywilizacyjnego i związanych z nim coraz liczniejszych zagrożeń, powinna być nowoczesna, zintegrowana profilaktyka zdrowotna. Winna ona wychodzić naprzeciw coraz szerszym zapotrzebowaniom ludzi na wiedzę ściśle związaną z sednem życia, prawdziwą naturą człowieka, z istotą zdrowia i choroby, profilaktyką, wczesną i bezpieczną diagnostyką, a także bezpiecznym i skutecznym metodom terapii.


Mimo wspomnianych zastrzeżeń książka dr. Matthiasa Ratha w pełni zasługuje na dogłębną analizę zawartych w niej zaleceń praktycznych, jako skutecznej metody profilaktyki zdrowotnej i wspomagania terapii wielu schorzeń. I choć chwilami sam sposób przedstawiania problemów może budzić wątpliwości, niezwykłą wartość praktyczną tej edycji potwierdzają liczne dowody kliniczne w postaci wiarygodnych relacji licznych pacjentów, przede wszystkim zaś dane publikowane przez znane placówki naukowo-badawcze i słynne na świecie kliniki amerykańskie, japońskie i europejskie.


Na końcu ważne przypomnienie.


Ponieważ w prasie ogólnej i medycznej od czasu do czasu pojawiają się różne publikacje dewaluujące wartość profilaktyki i wspomagania terapii witaminami oraz innymi suplementami diety, a nawet straszące ich szkodliwością (co w niektórych krajach przejawia się próbami ograniczeń formalnych w dostępie do tych suplementów), warto za doktorem Rathem podać do wiadomości fakt, że w sierpniu 1994 roku Kongres USA jednogłośnie(!) przyjął ustawę gwarantującą amerykańskim obywatelom swobodny dostęp do witamin i innych niezbędnych składników odżywczych. To bardzo istotna informacja, pochodząca z kraju, na którego medycynie wzoruje się wiele państw. Warto o tym pamiętać, aby nie ulegać panice, na której zależy większości firm farmaceutycznych!


----------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów