Logurgia z antypodów

Autor tekstu: Wojciech Chudziński



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 2 z 2010 roku.


----------------------------------------------


O fenomenie chirurgów mediumicznych napisano już sporo książek, a wiele znanych postaci nauki i parapsychologii (m.in. Lyall Watson, Alfred Stelter, Hans Naegeli-Osjord, George W. Meek, Edgar Mitchell, Hiroshi Motoyama, Andrija Pucharich) pojechało na Filipiny i do Brazylii, by na własne oczy ujrzeć bezkrwawe operacje, wykonywane gołymi rękoma bądź z wykorzystaniem zardzewiałego noża. Niestety, nie przybliżyło nas to ani o krok do rozwiązania tajemnicy.


By do końca zrozumieć, o czym mówimy, trzeba stwierdzić – jak czyni to autor książki Magicy Boga, Jaime T. Licauco – że brazylijscy i filipińscy uzdrowiciele potrafią otworzyć ludzkie ciało nie korzystając ze skalpela i nie stosując środków znieczulających. Kolejny etap ich poczynań to usunięcie chorej tkanki, albo cysty – i zamknięcie nacięcia, po którym na skórze nie pozostaje najmniejszy nawet ślad. Taki zabieg, w odróżnieniu od tego, co dzieje się na salach operacyjnych zachodnich szpitali, określa się jako operację parapsychiczną, ponieważ według znanych nam praw fizyki i chemii coś takiego w ogóle nie ma prawa zaistnieć.


A jednak jesteśmy świadkami wielu uleczeń, z których dużą część należałoby uznać za cudowne, przy czym zdarzenia te potwierdza wiarygodna dokumentacja lekarska.


Autorami pierwszych sensacyjnych doniesień na temat medycyny mediumicznej byli ludzie wywodzący się z zachodniego kręgu kulturowego. Dla rdzennych Brazylijczyków czy Filipińczyków ten rodzaj uzdrawiania stanowił element ich tradycyjnej kultury. Nie zapominajmy, że oba te kraje znalazły się pod silnym wpływem spirytyzmu spod znaku Alana Kardeca, w ramach którego kontakty mediumiczne z istotami z zaświatów traktuje się jako coś oczywistego. Żyzny grunt dla tej doktryny przygotowały też miejscowe religie, które – nawet poddane chrześcijańskiej infiltracji – zachowały w dużej mierze swój animistyczny i transowy charakter.


Pośród zachodnich badaczy fenomenu chirurgów parapsychicznych znalazł się jednak człowiek, który – jako osoba wywodząca się z tego samego kręgu kulturowego – znacznie lepiej rozumie specyfikę medycyny magicznej. Właśnie dlatego warto posłuchać, co ma do powiedzenia, zwłaszcza że jego spojrzenie wydaje się odmienne od poglądów badaczy okcydentalnych w kilku istotnych punktach.


Jaime T. Licauco, bo o nim mowa, analizował zjawisko bezkrwawych operacji, uczestnicząc w 2000 tego rodzaju zabiegów. W swojej książce podkreśla fakt, że o chirurgach mediumicznych, napisano więcej prac na Zachodzie, niż na Filipinach. Również Filipińskie Stowarzyszenie Lekarskie zachowuje niezmiennie negatywne stanowisko w kwestii logurgów, odcinając się od tradycyjnego nurtu lecznictwa w swoim kraju.


W cytowanym przez autora liście przedstawiciele tego szacownego organu proponują przykładowo taką oto definicję uzdrowiciela duchowego: Jest to osoba, która rzekomo dokonuje sztuki uzdrawiania poprzez oszukańcze metody niezgodne z prawem oraz procedurami medycznymi i czerpie korzyści z wiary swoich klientów.


Rozeźlony krótkowzrocznością adwersarzy Licauco kontrargumentuje z przekąsem: Wydaje mi się, że państwa definicja doskonale pasuje nawet do Jezusa Chrystusa, który uzdrawiał chorych, jak to opisano w Biblii. Był on prawdziwym uzdrowicielem duchowym, w najściślejszym tego słowa znaczeniu...


Licauco – znany dziennikarz i specjalista od zarządzania biznesem – przez wiele lat towarzyszył pracy logurgów, oglądając ich poczynania z bliska. Ponadto, jak zapewnia dr Alfred Stelter, niemiecki fizyk i chemik, we wstępie do jego książki, jest on także obdarzony pewnymi darami parapsychicznymi, w tym mocą uzdrawiania magnetycznego. Kto więc bardziej nadawałby się do przybliżenia zachodniemu czytelnikowi niezwykłego świata filipińskich szamanów, którzy wydają się funkcjonować w jakimś innym wymiarze, nierzadko czyniąc rzeczy z punktu widzenia zdrowego rozsądku nie do wyobrażenia?


W Magikach Boga czytamy, iż znany filipiński uzdrowiciel Alex Orbito wykonuje przed zabiegiem coś w rodzaju prześwietlenia rentgenowskiego, wykorzystując przy tym zwykłą kartkę papieru i odrobinę oliwy. Po przyłożeniu kartki do chorej części ciała odbija się na niej guz, torbiel, chory organ – zupełnie jak na kliszy fotograficznej! Dowiadujemy się również, że otwieraniu ciał pacjentów towarzyszy na ogół charakterystyczny dźwięk, przywodzący na myśl świst, a następnie plusk. Podobno słyszą go jedynie osoby sensytywne.


Ciekawy wydaje się przypadek nieżyjącego już Tony'ego C. Agpaoa. Od dziecka czuł on silny związek z Naturą, praktykami medytacyjnymi i pewnym rodzajem naturalnej intuicji, czy też głosu, który podpowiadał mu, jak powinien postępować. Ów głos sprawił, że Tony został uzdrowicielem, a potem wyraźnie zabraniał mu na przykład dokonywania zabiegów na kobietach ciężarnych, aby nie ryzykować uszkodzenia płodu. Wiele młodych kobiet z biednych rodzin wyrażało swój gniew, kiedy odmawiał wykonania aborcji. Jednak inni pacjenci byli mu wdzięczni, co wyrażali za pomocą rozmaitych darów.


Tony otwarcie głosił, że nie ma żadnej wiedzy z zakresu medycyny. Dociekania badaczy na temat jego znajomości anatomii kwitował opowieściami o gołębiach pocztowych, które bez wykształcenia geograficznego są w stanie trafić do celu. Nie wiedział, skąd biorą się jego diagnozy – wszystko tłumaczył intuicją.


Poprawę swego zdrowia zawdzięczał Tony'emu między innymi wspomniany już Alfred Stetler, który z wdzięczności oraz chęci rozpropagowania podobnych praktyk pośród osób o nastawieniu sceptycznym, napisał książkę, w której otwarcie broni podobnych uzdrowicieli i ich prawa do wykonywania zawodu, jednocześnie zachęcając naukowców, aby zainteresowali się fenomenem, zamiast z góry odmawiać mu wiarygodności.


Z opisów Licauco, poświęconych chirurgom mediumicznym, wyłaniają się ludzie z krwi i kości, którzy uzdrawianie traktują jak rodzaj powołania. Kiepsko wykształceni, nie uciekający przed przyjemnościami życia, na ogół już w dzieciństwie przeżyli rodzaj wtajemniczenia – spotkania ze swym niematerialnym przewodnikiem duchowym.


Np. Terte rozpoczął praktykę uzdrowicielską po tete-á-tete z dwoma istotami anielskimi, które nawiedziły go, gdy obłożnie chory leżał w łóżku. Twierdził, że może operować wyłącznie wówczas, gdy pozwalają mu na to duchy.


Agpaoa już w dzieciństwie był odwiedzany przez przewodnika – pocieszyciela, który występował pod postacią starego człowieka. Jak podkreślał Filipińczyk, to od niego dowiadywał się, w jaki sposób ma diagnozować i operować swoich pacjentów.


Z kolei Alex Orbito otrzymał w darze od swego przewodnika tajemnicze „słowo”, które pozwalało mu w mgnieniu oka przenieść się na inny poziom świadomości, co było niezbędne do prawidłowego wykonania zabiegu. Licauco tak opisuje zachowanie uzdrowiciela przed seansem leczniczym: Orbito wchodzi do sali osobnym wejściem, natychmiast podchodzi do swojego krzesła na środku, siada i modli się intensywnie przez kilka minut, zwykle chowając twarz w dłoniach. Gdy podnosi głowę, jego zachowanie przechodzi widoczną przemianę. (…) wyraz twarzy staje się głębszy i poważniejszy, a jego spojrzenie – przenikliwe i mrożące krew w żyłach. Porusza się, jakby był w lekkim transie. Tak naprawdę publiczności wydaje się, że bierze nad nim górę inna osobowość.


Od przeznaczenia zostania logurgiem niezwykle trudno uciec, co udowadnia los jednego z mediumicznych uzdrowicieli, który przeżył piekło, ignorując przez pewien czas własną ścieżkę duchową.


Badacze z krajów Zachodu mają skłonność do tłumaczenia zjawisk parapsychicznych operacji z punktu widzenia materialistycznej nauki – podsumowuje Jaime T. Licauco. – Nawet ci naukowcy, którzy nie odrzucają interwencji bytów duchowych w proces uzdrawiania, nie potrafią uciec od tłumaczenia tego zjawiska w kategoriach zasad elektryki i magnetyzmu, czy też odkryć nowoczesnej fizyki kwantowej. Niektórzy z nich szukają na przykład podobieństwa w zdolności uzdrowicieli do otwierania ludzkiego ciała i zamykania rany bez śladu, do działania promieni lasera na komórki ciała. Mówią też o unipolaryzacji, która doprowadza do rozdzielenia się ludzkich komórek albo tkanek bez uszkadzania ich tak, jak czyni to fizyczna chirurgia.


Filipińczyk uważa, że nie tędy droga. I choć zrozumiałe są próby umieszczania trudnych do wyjaśnienia zjawisk w szufladkach sprawdzonych teorii – działanie takie musi prowadzić na manowce.


Jest to w porządku – uzupełnia Licauco – dopóki zajmujemy się zjawiskami czysto fizycznymi. Jednak zjawiska parapsychiczne są czymś zupełnie innym. Nie da się ich wyłożyć w kategoriach zgrabnej, czystej logiki. Zatem szukanie odpowiedzi wyłącznie czysto naukowej i racjonalnej oznaczałoby przeoczenie całej istoty poszukiwań. (…) Musimy uświadomić sobie, że postęp w nauce dokonywał się tylko wtedy, gdy pełen wizji umysł przeciwstawiał się przyjętym „regułom nauki”.


Specyfika operacji parapsychicznych dokonywanych w Brazylii ma nieco inny charakter. Pierwsza, rzucająca się w oczy różnica polega na tym, że pozostający w transie uzdrowiciele nie otwierają ciał pacjentów gołymi rękoma, jak to ma miejsce na Filipinach, ale korzystają z pewnych narzędzi: nożyczek, zardzewiałego noża itp. Po wtóre, zgodnie z tradycją religii transowych w rodzaju candomble, znacznie wyraźniej da się tu dostrzec moment, kiedy w ciała chirurgów wstępują określone byty, co w sposób naturalny rodzi skojarzenia z opętaniem – zjawiskiem obecnym w wielu kulturach świata.


Proces ten, wraz z towarzyszącym mu wachlarzem zaskakujących wydarzeń, można prześledzić na podstawie przypadku doktora Fritza – istoty niematerialnej, która – jak wiele na to wskazuje – nie poprzestała na inkorporacji w ciało jednego nosiciela, lecz realizowała (i robi to nadal!) coś na kształt inkarnacyjnej sztafety.


Żadnemu z badaczy nie udało się jak dotąd zebrać wiarygodnych dokumentów potwierdzających historyczność osoby dr. Fritza. Z materiałów zgromadzonych przez konsultujących się z tym duchem spirytystów odtworzono natomiast jego biografię, która funkcjonuje jako oficjalna w kręgach postkardekowskich.


Według tych danych, byt znany jako doktor Fritz, używał w swym ziemskim życiu nazwiska Adolf Fritz i urodził się w Monachium w 1876 roku. Chorujący na astmę ojciec Adolfa, kierując się wskazówkami lekarzy przeniósł się do Polski, gdy chłopak miał cztery lata. Pracując ciężko na swoje utrzymanie i studia (jego rodzice wkrótce zmarli), Adolf zdobył dyplom lekarski.


W miesiąc po ukończeniu studiów przyjmuje w swym gabinecie pewnego generała z obłożnie chorą córeczką w ramionach. Pomimo usilnych starań, nie udaje mu się uratować dziecka. Oficer obarcza go winą za zgon córki i doprowadza do uwięzienia Fritza. W celi Adolf doznaje całej serii upokorzeń. Po opuszczeniu więzienia osiedla się w Estonii, gdzie zastaje go wybuch I wojny światowej.


Inna wersja tej domniemanej biografii utrzymuje, że dr Fritz zaciągnął się do wojska, a następnie włączył w działania służby medycznej armii niemieckiej, gdzie dosłużył się rangi kapitana. W okresie I wojny światowej trafił na front, co umożliwiło mu zdobycie doświadczenia w praktykowaniu chirurgii w ekstremalnie trudnych warunkach.


Zgodnie z tą opowieścią Fritz zmarł w wieku 42 lat w roku 1918. Szczegóły jego śmierci, dotyczące miejsca i przyczyny zgonu, pozostają nieznane.


Po opuszczeniu ziemskiego padołu duch doktora zaczął udzielać porad medycznych w Brazylii. Według jednego ze źródeł, najpierw inkorporował się w pewną siostrę zakonną. Inna wersja głosi, iż pierwszym jego nosicielem był mieszkaniec stanu Bahia, który za wykonane konsultacje lecznicze pobierał słone opłaty. Fakt ten doprowadził do konfliktu pomiędzy duchem lekarza a pazernym medium.


Istnieje też opowieść mówiąca o tym, że Adolf Fritz i José Arigó byli towarzyszami broni i przyjaciółmi w czasie I wojny światowej. W późniejszym okresie, podczas II wojny, José ponownie urodził się w Brazylii, a duch doktora Fritza przybył do tego kraju na zaproszenie legendarnego brazylijskiego rzeźbiarza i architekta, Antônia Francisca Lisboy. Podobno od czasu swej tragicznej śmierci Arigó pracuje po tamtej stronie jako pielęgniarz w zastępie pomocników doktora Fritza!


Po wypadku samochodowym Joségo Arigó – notabene przepowiedzianym przez to medium – duch doktora Fritza zaczął manifestować się poprzez media z brazylijskiego stanu Bahia – Edivalda Oliveirę (zwanego także Edivaldo Wilde), a po śmierci tego ostatniego, przez jego brata Oscara Wilde. W wyniku fatalnego zbiegu okoliczności (?!) obaj mężczyźni także zginęli w wypadkach samochodowych.


Pod koniec lat 70. ub. w. Fritz na krótko zagościł w ciele medium pochodzącego ze stanu Mato Grosso – Mauricia da Silva Magalhăesa. Wkrótce jednak podjął stałą współpracę z lekarzem ginekologiem, Edsonem Cavalcante Queirozem, pochodzącym ze stanu Pernambuco.


Po morderstwie Queiroza, zasztyletowanego przez dozorcę, w roku 1991 duch doktora Fritza zaczął manifestować się poprzez inżyniera z Saő Paulo Rubensa Fariasa Juniora, rezydującego w Rio de Janeiro.


Nosicielem innych duchów – lekarzy w Brazylii jest również nieco mniej popularny od Fariasa Geraldo de Pádua, który praktykuje od 33 lat. Medium, w które wciela się przede wszystkim duch holenderskiego lekarza Claytona, mieszka obecnie w Sorocaba (stan Saő Paulo), gdzie przyjmuje pacjentów w założonym przez siebie kościele, Świątyni Uniwersalnej Jezusa Chrystusa.


Poprzez Geralda de Pádua leczą następujące duchy:

Dr Clayton – medycyna duchowa;

Ojciec Benedykt z Plaży – doskonalenie duchowe i chirurgia kręgosłupa;

Dr Guilherme – usuwanie skutków opętania;

Dr Marcelo – najtrudniejsze operacje nowotworowe.


Już w dzieciństwie Geraldowi zdarzały się tajemnicze wizje. W roku 1976 stworzył pierwszy w świecie duchowy szpital chirurgiczny. W ośrodku tym odbywają się operacje, które medycyna konwencjonalna uznaje za niewykonalne.


------------------------------


logurgia - rodzaj bioenergoterapii polegającej na uzdrawianiu mediumicznym

logurg - uzdrowiciel-medium, którym kieruje niematerialny przewodnik duchowy


----------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów