Jednoosobowy projekt odtajnienia

Tłumacz tekstu: Karol Pankowski



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 5 i 6 z 2010 roku.


----------------------------------------------


Wywiad dziennikarki Kerry Cassidy (z Projektu Camelot) z Robertem Deanem, emerytowanym starszym sierżantem sztabowym armii USA, badaczem UFO i innych tajemnic.


Robert Dean – urodzony w 1920 roku. Odebrał wykształcenie w zakresie historii starożytnej, psychologii oraz filozofii na Indiana University. Emerytowany starszy sierżant sztabowy Armii Amerykańskiej, związany z organizacją MUFON.


Stał się znany w kręgach ufologicznych, gdy oświadczył, że zapoznał się z dokumentami Cosmic Top Secret potwierdzającymi aktywność Obcych na Ziemi. Obecnie wygłasza wykłady z ufologii na całym świecie. Wiele razy występował w radiu, telewizyjnych filmach dokumentalnych oraz na konferencjach poświęconych zagadnieniu UFO i życia pozaziemskiego. Jest również znany z faktu, że wygrał sprawę sądową ze swym pracodawcą na podstawie prawa chroniącego przed dyskryminacją – chodziło o niesprawiedliwe traktowanie z powodu jego przekonań dotyczących UFO.


Dean służył w armii 27 lat. Walczył w wojnie koreańskiej. W roku 1963 został przydzielony do organizacji SHAPE (Supreme Headquarters Powers Europe). W 1964 od płk USAF Franka Collinsa otrzymał kopię dokumentu zatytułowanego Oszacowanie. Dean stwierdził, że istnieje tylko 15 kopii tego pisma, z których jedna jest przechowywana w sejfie. Powiedział, że czytał to, gdy tylko nadarzała się okazja, ponieważ miał zezwolenie tzw. Cosmic Top Secret Clearance. Jak to zwykle bywa w przypadku dokumentu o tak wysokim stopniu tajności, Dean nie był w stanie dostarczyć dowodów potwierdzających jego oświadczenie.


Według Deana dokument o pełnym tytule Oszacowanie: Ocena możliwego zagrożenia dla sił aliantów w Europie (An Assesment: An Evaluation of a Possible Threat to Allied Forces in Europe), wydany w roku 1964, miał grubość półtora cala i był tajnym raportem NATO na temat aktywności UFO. Dołączono do niego osiem i pół cala aneksów i dodatków.


Raport opracowano na zlecenie brytyjskiego marszałka sił powietrznych, sir Thomasa Geoffreya Pike'a w związku z wydarzeniem zaklasyfikowanym jako czerwony alarm (ang.Red Alert), które miało miejsce 2 lutego 1961 r.o godz.2:00. Formacja około 50 obiektów, wyraźnie sterowana przez jakąś inteligentną siłę, przemieściła się wówczas nad Europą na znacznej wysokości i z dużą prędkością. Nadleciały ze wschodu, przeleciały nad Niemcami, Francją i Anglią, a następnie udały się na północ, znikając nad Morzem Norweskim.


Po odejściu ze służby Dean pracował dla Federalnej Agencji Zarządzania Kryzysowego (Federal Emergency Management Agency) aż do przejścia na emeryturę w roku 1996.


W swoich licznych oświadczeniach utrzymuje, że rząd USA zataja informacje na temat kontaktów z obcymi cywilizacjami, w tym fakt wejścia w posiadanie pozaziemskiej technologii. Wielokrotnie występował do Kongresu, aby obowiązujące wojskowych rozkazy dotyczące tajności poluzowano tak, by większa ich grupa mogła bez ryzyka wypowiadać się na tematy związane z UFO. Poza tym często wyraża się z sympatią o Obcych, którzy – według niego – są źle traktowani przez utajniających wszystko rządowych oficjeli.



Ryzykowałeś na wiele sposobów. Można powiedzieć, że uosabiasz żywą ciekawość, która kiedyś szalała w każdym z nas. A do tego robiłeś to wszystko w trudnych czasach, i na dodatek w wojsku. Łamałeś reguły i miałeś odwagę się wychylić. Jesteś jak... jednoosobowy projekt odtajnienia!


– Dziękuję Kerry, to bardzo miłe. Jednak muszę coś wyjaśnić. Przez znaczną część swego życia byłem zwyczajnym człowiekiem. Robiłem karierę w wojsku, należałem do osób nie tolerujących nonsensów. Miałem krótko przystrzyżone włosy jak typowy rekrut. Gdy w latach 1963 – 1965 dowiedziałem się pewnych rzeczy, zmieniło to moje życie i sposób myślenia. To, na co wówczas trafiłem, stało się poniekąd moją obsesją. A z biegiem lat nauczyłem się dużo więcej.


My, ludzie, zamiast zmierzyć się z rzeczywistością, czasem tworzymy sobie własny, mały świat. Wstajemy każdego dnia i idziemy do pracy. Wychowujemy dzieci. Kupujemy dom i samochód, bierzemy urlop, próbujemy zaoszczędzić pieniądze, żeby wysłać syna czy córkę do collage'u. I żyjemy normalnym życiem. Ja jednak nauczyłem się, że nie ma czegoś takiego jak normalne życie, i że świat wcale nie jest taki, jak sądzimy. Mój paradygmat, by tak rzec, rozsypał się w kawałki.


Prawdę mówiąc sam skontaktowałeś się z nami i oznajmiłeś, że masz coś nowego do powiedzenia. Wiem, że wygłosisz te rewelacje także na Bay Area Conference.


– Dam ci przedsmak tego, co uznałem za interesujące. Jak zapewne wiesz, należałem do organizacji, którą żartobliwie nazwaliśmy The Old Boys' Network. Byłem człowiekiem tej grupy przez ponad 40 lat, a gdy ją tworzyliśmy, składała się ona z wojskowych wszystkich rang i rodzajów służby. Znaliśmy nawet kilku kosmonautów, którzy dostarczali nam potrzebnych informacji. Niektórzy zajmowali bardzo ważne stanowiska i mieli dostęp do ściśle tajnych materiałów.


A jednak byliśmy otwarci w kwestii dzielenia się tym z innymi, dzięki czemu działaliśmy przez długi czas. Nie zostało nas zbyt wielu. Początkowo grupa liczyła 150 członków, teraz jest ich pewnie nie więcej niż tuzin. W każdym razie, jak już wspomniałem, dzieliliśmy się informacjami.


I wtedy kilku z nas wystąpiło otwarcie i starało się zainteresować tymi kwestiami opinię publiczną. Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że ujdzie mi to na sucho. Uważałem, że zostanę szybko wyeliminowany. Być może udaje mi się dlatego, że w kręgach rządowych funkcjonuje ktoś, kto chce, żebym robił to, co robię. W przeciwnym razie, jak sądzę, nie pozostawiono by mi takiej możliwości. No, ale miałem dać ci mały „przedsmak”... Zapewne słyszałaś o National Reconnaissance Office? (Narodowe Biuro Rozpoznania – jedna z agencji Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych, zajmująca się rozpoznaniem strategicznym – przyp. red.).


Oczywiście.


– Otóż National Reconnaissance Office od około pięciu lat posiada serię satelitów, tzw. Keyhole System (ang. keyhole: dziurka od klucza – przyp. red.). Jest to ściśle tajny system satelitów, być może najlepszych na świecie. Ostatnio, o czym wiem, jeszcze bardziej go ulepszono. Podobno jego twórcy mogą dojrzeć z orbity to, co znajduje się na znaczku pocztowym. No i pojawiły się pytania związane z tzw. anomalią góry Ararat. Słyszałaś o tym?


Góra Ararat to ta od Arki Noego?


– Tak. No więc ludzie z NRO wycelowali system Keyhole w górę Ararat. I podobno, gdy w końcu ściągnęli zdjęcia, po czym poddali je obróbce cyfrowej i czyszczeniu, wyświetlając obraz na dużym ekranie, zareagowali mniej więcej tak: – Jezu, tam jest jakaś wielka łódź!


No i teraz można zapytać, dlaczego taka informacja miałaby być aż tak utajniona? Czemu odkrycie jakiejś łodzi na górze Ararat miałoby być bardziej tajne niż wszystko inne?


Lecz tak właśnie jest, ponieważ po tym odkryciu skierowano w to miejsce oddział SEAL. Tak w wojsku określa się wyekspediowanie elitarnego oddziału swoich ludzi na miejsce jakiegoś zdarzenia. Prawdopodobnie dostarczyli ich z powietrza. I to komando spędziło wiele dni w odnalezionej łodzi, a następnie zostało odtransportowane śmigłowcami. Żołnierze wzięli ze sobą anomalne artefakty, których nie opisano ani też nie powiadomiono o nich opinii publicznej. Jednak to właśnie te przedmioty sprawiły, że sprawę zakwalifikowali nie tylko jako Top Secret, ale coś dużo bardziej znaczącego. Ustalili to członkowie naszej sieci Old Boys.


Uważasz, że to jest Arka Noego?


– Tak naprawdę nikt nie wie, co to jest. Początkowo nazywano to anomalią góry Ararat. Potem okazało się, że to gigantyczna łódź...


Zbudowana przez ludzi?


– Na to wygląda. Według tego, co ustalono na miejscu, została wykonana z drewna. Jest to jednak dzieło geniusza. Ma w istocie bardzo skomplikowaną budowę.


I przetrwała tyle lat?


– Najwyraźniej. Jednak pytanie brzmi: ile właściwie lat? Kiedy nastąpił potop? Według ostatnich doniesień było to 12 000 lat temu, w roku 10 500 p.n.e. Wiesz, każda starożytna kultura na naszej planecie posiada tradycję przekazującą podobną historię i jestem pewien, że wiele z nich miało swojego Noego. To znalezisko jest tak niewygodne z powodów religijnych, że ktoś z NRO zdecydował się je utajnić.


Charles Berlitz napisał książkę „Zaginiony statek Noego” (The Lost Ship of Noah), opublikował też garść fotografii (są dostępne w internecie) przedstawiających coś, co wygląda jak statek na górze Ararat. Z tego, co słyszałam, tłumaczy się to na dwa sposoby. Pierwsza wersja mówi, że znalezisko jest usytuowane stosunkowo nisko i przypomina wielkie zbiorowisko drewnianych części statku. Druga wskazuje obiekt umieszczony dużo wyżej, daleko ponad linią śniegu, blisko szczytu. Który z nich został namierzony przez satelity „Keyhole”? I czy dostarczony tam oddział SEAL przeprowadził datowanie drewna węglem radioaktywnym?


– Domyślam się, że tak, ale nie mam na ten temat żadnych informacji. Przypuszczam, że oddział SEAL został dostarczony blisko szczytu, ponad linią śniegu, na co wskazuje to, co do mnie dotarło.


A w którym roku sprowadzono tam jednostkę SEAL?


– O ile wiem, mniej więcej pięć lat temu (wywiad przeprowadzono w 2007 r. – przyp. red.). Program Keyhole był czymś niezwykłym pod koniec lat 90. ub. wieku. Jestem pewny, że teraz mają satelity, które są jeszcze lepsze. Obecnie istnieją tak dobre programy cywilne, że Departament Obrony często zwraca się do (…) kontrahentów i zakupuje od nich fotografie wykonane przez cywilne satelity. Na tej podstawie mogę się tylko domyślać, o ile lepsze są dziś satelity wojskowe. W końcu utajnili przecież fakty dotyczące jeziora Wostok. Odebrali tę sprawę JPL (Jet Propulsion Laboratory – Laboratorium Napędu Odrzutowego – przyp. red.), które ją monitorowało. Znasz jezioro Wostok na Antarktydzie?


Nie.


– To jezioro samo w sobie stanowi niewygodną historię. Pod lodem na Antarktydzie znajduje się słodkowodny zbiornik wody, położony głęboko poniżej pokrywy lodowej, o długości 100 i szerokości 50 mil (mila = 1,76 km). Słodkowodny!! Temperatura sięga tam około 65 stopni [Fahrenheita] (to jest około 18 stopni Celsjusza), a więc można w nim całkiem przyjemnie popływać. A na jednym z krańców jeziora Wostok mieści się coś, co nazywamy gigantycznym maskonem – skupiskiem masy metalu bardzo podobnym do tych odkrytych na Księżycu. Gigantyczny, okrągły, metaliczny obiekt tkwiący głęboko pod lodem! Zajmowało się nim JPL, ale National Security Agency (Agencja Bezpieczeństwa Narodowego – przyp. red.) przejęła tę sprawę. Teraz jest to jedna z najbardziej niewygodnych rzeczy na świecie – no bo czym miałaby być ta anomalia na krańcu jeziora? Koncentracją masy, którą tak łatwo wykrywają satelity? Wychodzi na to, że zwykli ludzie nie powinni o tym wiedzieć...


A Chińczycy wiedzą?


– Jestem pewien, że tak. Jak wiesz, Chińczycy ruszyli teraz w Kosmos w wielkim stylu. Może to nie trafia na czołówki gazet, ale ostatnio słyszałem, że obecnie dysponują satelitą okrążającym Księżyc i wykonującym mnóstwo zdjęć. Mam nadzieję, że niektóre z nich opublikują, bo jak wiesz, NASA także uzyskała tysiące zdjęć w ramach projektu Clementine... To był program Departamentu Obrony. Wykonali tysiące zdjęć, a upublicznili jedynie tuzin.


Masz kontakt z Richardem Hoaglandem?


– Oczywiście znam Richarda, to dobry przyjaciel. Czytałem jego ostatnią książkę. Prawdziwy dynamit!


A więc wiesz, co to Secret Space Program? Wiesz też o von Braunie i nazistach oraz rzeczach, które zostały przejęte przez Amerykanów od Niemców?


– O tak, i zapewniam cię, że to coś więcej, niż zakładasz. Początkowe etapy naszego Programu Kosmicznego to w zasadzie produkt partii nazistowskiej. Bez Wernhera von Brauna i jego ludzi oraz programu Paperclip (ang. Spinacz), pewnie nie dostalibyśmy się tak szybko na Księżyc, a tym bardziej nie pokonalibyśmy Rosjan w tym wyścigu. Rosjanie mają własny wspaniały program naukowy. Oni nie potrzebowali nazistowskich naukowców – w końcu sami by tam dolecieli.


Jednak jednym z największych sekretów w Secret Space Program jest oczywiście Blue Book (Projekt Błękitna Księga – projekt Armii Stanów Zjednoczonych, który dotyczył obserwacji Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Realizowano go w latach 1952 - 1969 – przyp. red.).

W grudniu 1969 wydano rozkaz zakończenia tego projektu. Tylko, że w Blue Book nie znajdziesz tego, co najlepsze. Tą wielką, utrzymywaną tak długo tajemnicą jest kwestia: dlaczego utajniliśmy istnienie ogromnych budowli na Księżycu. Bo to nie my je zbudowaliśmy.


A kto?


– Dobre pytanie. Wiesz, kim są Anunnaki?


Oczywiście.


No cóż, trzeba zrozumieć dzieła Zecharii Sitchina, żeby uchwycić naszą aktualną relację z tą grupą kosmicznych inteligencji. A nie jest to jedyna taka grupa. Według moich najnowszych ustaleń weszliśmy w relacje z czterema różnymi cywilizacjami. Anunnaki to jedna z nich.


Anunnaki. Według Sitchina kosmiczna rasa, która stworzyła ludzkość 450 tys. lat temu


Czy możesz opisać Anunnakich, z którymi zetknąłeś się, nazwijmy to twarzą w twarz?


– Nie wiem, czy to byli akurat Anunnaki. Ci, których spotkałem, mieli wygląd typowo ludzki. Mogliby założyć garnitur i krawat, albo dżinsy i t-shirt, i chodzić sobie między nami – nigdy byśmy nie domyślili się prawdy.


I nie mieli ponad dziewięć stóp wzrostu?


– Nie. Ci, których spotkałem i widziałem na pokładzie statków, nie są bynajmniej tak wysocy. Są jak my. Doszedłem do wniosku, że istnieją cztery różne grupy (Obcych – przyp. red. NŚ), takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Możecie porozmawiać z Jimem Sparksem i być może powie wam, że jest ich osiem, dziesięć albo o tuzin więcej. Nie wiem. Ja zetknąłem się z czterema różnymi grupami i wszystkie są humanoidalne. Przy czym nie wszyscy Anunnaki mają dziewięć stóp wzrostu (około 275 cm). Na tyle przypominają ludzi, że musimy być z nimi spokrewnieni. Szósty rozdział Księgi Rodzaju w dużej części potwierdza tę tezę. Anunnaki rzeczywiście poddali inżynierii genetycznej geny i chromosomy gatunku już istniejącego na tej planecie... Bóg raczy wiedzieć jak dawno. Sitchin mówi, że to było 200 000 lat temu. Według moich informacji jedna z głównych modyfikacji miała miejsce przed około 60 000 laty.

A więc gatunek Homo sapiens był znacznie bardziej modyfikowany i manipulowany genetycznie, niż to się powszechnie zakłada.


Istnieją więc cztery rasy kosmiczne. Wymieńmy je zgodnie z Twoją wiedzą.


– Po pierwsze, są wśród nich tacy, jak ludzie. Niektórzy nazywają ich Nordykami. Dalej – są tacy bardzo bladzi, wysocy i potężni, których określa się Big Whites. No i są jeszcze ci mali...


Szaraki? No i Anunnaki. A więc to są te rasy, z którymi się zaznajomiłeś?


– Nie wszystkie Szaraki stanowią gatunek, który wyewoluował. Niektórzy z nich wydają się być sztuczną formą życia.


Androidami?


Tak, to humanoidalne androidy – zostali skonstruowani w laboratoriach. Często zastanawiano się, czemu po katastrofach statków, w których jakieś istoty przeżyły, nikt nie wracał, żeby je uratować. Historia krążąca wiele lat w kręgach wojskowych mówiła, że Oni po prostu spisywali te istoty na straty. Wracali i wytwarzali sobie ich więcej. Niektórzy twierdzą, że te istoty nie mają duszy. No cóż, spotkałem ludzi, co do których także można zwątpić, czy ją mają... [śmiech].


Z tego, czego się dowiedziałem wynika, że są dwa rodzaje Szaraków. Ci mali, którzy wydają się być wyprodukowani w laboratorium. I Szaraki wysokie na sześć stóp, których oczy są bardziej okrągłe. Oni nie są naprawdę szarzy. Ich skóra ma jakby odcień kredy, taki białawy. Wygląda na to, że stanowią oddzielną rasę, która wyewoluowała zupełnie odrębnie. Myślę, że to właśnie na nich natrafili Betty i Barney Hill w tym słynnym incydencie sprzed wielu lat.(http://pufoc.republika.pl/wziecia_hil.htm )


A czy słyszałeś, co Dan Burisch mówi o Orionach? Podobno siedzą w statkach i obserwują naszą planetę?


– Coś z tego do mnie dotarło. Nie wiem zbyt wiele o historii Dana – on już prezentował wiele różnych teorii.


No więc Oni przyglądają się naszej planecie, żeby zobaczyć, co się stanie: czy będzie katastrofa i czy będą musieli wkroczyć.


– Mam fotografie i wiele z nich pokażę na Bay Area Conference. To są slajdy i zdjęcia gigantycznych obiektów. A mówię tu o naprawdę ogromnych obiektach w Kosmosie! Wiele z nich to satelity na orbicie wokół naszej planety, inne krążą wokół Księżyca i Marsa. Mam też kilka zdjęć od sowieckiego kosmonauty pokazujących, co naprawdę stało się z radziecką sondą Phobos. Jak wiesz, Rosjanie wysłali ją tam jakiś czas temu, ale została zestrzelona przez anomalny obiekt, który podleciał z powierzchni Marsa. Na szczęście sonda, zanim została uszkodzona, wykonała pewną ilość wyjątkowych fotografii. Program Phobos zakładał wysłanie sond w kierunku Marsa, ponieważ Rosjanie mieli nadzieję wylądować na księżycu noszącym nazwę Phobos. Najwyraźniej jakieś formy inteligencji zdecydowały się do tego nie dopuścić i zestrzeliły sondę.


Wydaje się, że od lat robią tak z sondami wysyłanymi na Marsa przez JPL.


– Na Czerwonej Planecie jest jakaś forma inteligencji, która chce ograniczyć nasz dostęp do ich świata. I bardzo dobrze im się to udaje.


No cóż, nasz świadek, Henry Deacon... Nie wiem, czy go znasz?


– Słyszałem, ale nie znam go zbyt dobrze.


No więc on powiedział, że Anunnaki są na Marsie... w bazach.


– Zgadzam się z tym.


Czy to Oni zestrzeliwują sondy?


– Prawdopodobnie...Posłuchaj: Zecharia powiedział – a znam tego człowieka i bardzo go szanuję – że tak naprawdę Obcy nigdy nie odlecieli. Wycofali się ze swoich jawnych przedsięwzięć względem nas, na naszej Planecie, jednak kontynuowali ukryte działania na Ziemi, Księżycu i Marsie. Według mojej wiedzy i wyselekcjonowanych informacji, które udało mi się uzyskać, główną inteligencją stojącą za tym wszystkim są właśnie Anunnaki – ta sama grupa, która poddała nas inżynierii genetycznej wiele tysięcy lat temu.


A więc wśród Anunnakich jest Enki i Enlil, tak? Ci wojujący bracia, z których jeden wspiera ludzkość, a drugi nie?


– No cóż, to taka patologiczna rodzinka. Kiedyś wybuchła między nimi wojna, a człowiek znalazł się w jej centrum, jak to się czasem zdarza. Wspominałem już, że jesteśmy produktem ich inżynierii genetycznej. Stworzyli nas jako gatunek niewolników, abyśmy dla nich pracowali.


Czy ta ich wojna trwa nadal?


Hmm...mamy zdalnych obserwatorów (ang. remote viewers), a ja znam niektórych z nich. Sam też się tym zajmowałem. Wierz mi, to naprawdę działa. Jednym z nich jest oczywiście Ingo Swann.


Ingo Swann, amerykański artysta malarz oraz medium. Twórca metody „zdalnego widzenia” (Remote Viewing), w której wyszkolił dla celów wojskowych wielu jasnowidzów.


Rzadko spotyka się takich ludzi, to wyjątkowy intelekt. Nie tylko jest jednym z naszych najlepszych zdalnych obserwatorów (nie zapominajmy o Patcie Price'ie), ale Ingo znalazł takie rzeczy na Księżycu, że...najlepiej przeczytaj jego książkę Penetracja.

No dobrze. Wróćmy do pytania, czy Oni dalej są w stanie wojny?


– Przede wszystkim zastanówmy się, czy oni jeszcze żyją... Będąc takimi geniuszami w zakresie genetyki, mogli oczywiście przetworzyć własne DNA w ten sposób, że stali się praktycznie nieśmiertelni. Dlatego nie zdziwiłbym się, gdyby Enki i Enlil nadal cieszyli się dobrym zdrowiem. W każdym razie podział istnieje nadal i jedna strona chce nas wykorzystać, taki cel mieli zresztą od samego początku. Natomiast druga strona oferuje nam możliwość bycia samodzielnym gatunkiem i decydowania o własnej przyszłości. Między nimi istnieje duża różnica poglądów na ten temat.


Wróćmy jeszcze do kwestii bezpieczeństwa narodowego, tu i teraz. Jesteś byłym wojskowym... to znaczy trudno mi Ciebie nazwać byłym, bo w końcu niektórzy coś tam z Tobą konsultują. A niedługo pewnie ruszymy na wojnę z Iranem...


– Nie wyruszymy. Nie sądzę, żeby groziła nam wojna nuklearna, ponieważ nasi opiekunowie na to nie pozwolą. Ta planeta jest zbyt cenna. Jest zbyt bogatym siedliskiem życia. I nie chodzi tu tylko o Homo sapiens, ale o wszystkie inne stworzenia. Ziemia to absolutny róg obfitości, jeśli chodzi o formy życia. To nie tylko fauna, ale też flora, która wydaje się nieskończenie zróżnicowana. Nie, nasza planeta okazuje się zbyt cenna. Dużo zainwestowali w ten glob i nie pozwolą, żeby wybuchła tu wojna nuklearna, bo mają możliwości, żeby temu zapobiec. Słyszałaś o pierwszej dyrektywie, tzw. zasadzie nieingerencji?


Tak.


– A to właśnie jest bzdura! Nic takiego nie istnieje, ciągle mieszają się do naszych spraw, przez wiele stuleci tysiące razy. Zgodnie z opisami historycznymi ciągnie się to od czasów starożytnej Grecji. Prawdopodobnie maczali palce w zamieszaniu, jakie wybuchło wokół Troi – to znaczy opowiedzieli się po jednej ze stron. Jak donosi Homer, sami bogowie wówczas zeszli (na Ziemię – przyp. ) i stanęli po stronie walczących grając w tę grę. Bo dla nich to była gra.


No właśnie, jest jeszcze „Bhagavad Gita”...


– W Wedach także znajdziesz pełno tego rodzaju faktów. Jeśli chodzi o tę tematykę, prawdziwym geniuszem jest Richard Thompson. Razem z Richardem Cremo napisał książkę Zakazana archeologia, a sam jest autorem Tożsamości Obcych. Tom ten zawiera przykłady zaczerpnięte z Wed, które by Ci się spodobały. Wszystko wydaje się jasne. Obcy interweniowali raz po raz w ciągu stuleci, gdy tylko wydawało się to właściwe z punktu widzenia ich własnych korzyści.


A co powiesz o „Planecie X”?


– (…) Według Sitchina i Sumerów jest to prawda. Najwyraźniej astronomowie także doszli do wniosku, że ona istnieje. Dam Ci przykład. Jakiś czas temu naczelny astronom w Obserwatorium Marynarki Wojennej (Naval Observatory) Robert Harrington udzielił wywiadu Sitchinowi; myślę, że to było w roku 1991. Harrington powiedział, że jego badania mają pewien związek z tym, co Sitchin ogłosił w kwestii Sumerów i ich planety Nibiru. Stwierdził mniej więcej tak: Znaleźliśmy ją, ona istnieje, mamy fotografie. Jest mniej więcej dwa i pół razy większa od Ziemi i najwyraźniej zmierza do Układu Słonecznego. Tyle, że jeszcze jej nie nazwaliśmy. A Zecharia odpowiedział: Ona jest już nazwana. Nazwijcie ją po prostu Nibiru, tak jak określali ją Sumerowie.


Nibiru, czyli planeta skrzyżowania. No i potem żona Sitchina, która obecnie już nie żyje, powiedziała mi, że według niej Robert Harrihgton zmarł nieoczekiwanie, ponieważ ktoś go wyeliminował ze względu na to, iż miał odwagę udzielić takiego wywiadu. Mam jego kopię i wysłałem ją do Neila Freera, z którym też powinniście przeprowadzić rozmowę. On interesuje się życiem pozaziemskim od czasów dzieciństwa. Napisał książkę Przełamanie bożej klątwy (Breaking the God Spell) i przez lata wspierał pracę Zecharii.


Słyszałam pewne pytanie od wielu ludzi... Otóż jeżeli Nibiru nadleci z odległych rejonów Układu Słonecznego, to pewnie będzie to lodowa bryła, niezbyt przyjazne miejsce dla żywych istot?


– Nie, mylisz się. Myślę, że Nibiru wypromieniowuje trochę własnego ciepła, jak wiele innych planet w Układzie Słonecznym. A wybitny brytyjski astronom Freeman Dyson powiedział jakiś czas temu, że niewiarygodnie zaawansowana technologia sprawi, iż pojawi się możliwość zamknięcia planety pod swego rodzaju kloszem i utrzymywania nie tylko jej ciepła, ale także atmosfery. Podejrzewam, że Anunnaki tak właśnie uczynili z Nibiru. I myślę, że jej kolor, przyćmiony złotoczerwony, jest skutkiem założenia na tę planetę takiej właśnie kopuły – utworzenia wokół niej Sfery Dysona. Uważam, że tak postąpiłaby każda cywilizacja zaawansowana technicznie. To po prostu ma sens i jest praktyczne.


Jeśli mają aż takie możliwości inżynieryjne, czemu po prostu nie zamieszkają na Marsie, zamiast przemierzać w ten sposób Układ Słoneczny?


– Oni nie byli przecież rodowitymi mieszkańcami Marsa. Mamy do czynienia z całym Wszechświatem wypełnionym życiem! I ono w większości dalece wyprzedza nasze! Kiedyś użyłem takiej analogii: Oni patrzą na nas tak, jak my na łowców głów z Nowej Gwinei. Widziałaś filmy w History Channel itp. Ci łowcy są nadzy. Biegają w kółko z jakimiś głupimi ozdobami na penisach i mają kawałki kości przewleczone przez różne części ciała. Żałosne, prymitywne dzikusy. Nie można się ich bać. Nie wypada ich krzywdzić. Należy się nimi opiekować. A więc różnica między Obcymi a nami tutaj jest mniej więcej taka, jak między nami, a tymi biedakami z Nowej Gwinei.


Są tam stworzenia i formy życia dosłownie zbliżone potęgą do bogów. Wielu zdalnych obserwatorów, którzy się z nimi zetknęli, postrzegało ich jako istoty transcedentalne. Przejawiają się jako formy życia w postaci energii – światła. Takiego samego rodzaju jak ta, którą był otoczony Jezus na ziemi. Być może ten sam rodzaj istot widział też Joseph Smith. Znam historię wiary Mormonów. Biedny Joe miał incydent w sypialni, kiedy objawiły mu się dwie świetliste, piękne, wysokie istoty utkane z czystego światła. To właśnie były transcedentale. Różnica pomiędzy wspomnianymi istotami a nami jest taka, jak między nami a małpkami-rezusami.


Oczywiście w pewnym sensie ja też jestem nieśmiertelny, jestem nieskończoną formą życia. Gdybyś mogła zobaczyć mnie takiego, jakim naprawdę jestem, nie byłoby to wyłącznie żałosne ciało...


Opisujemy zwykle tylko nasze ciało fizyczne.


No właśnie! A przecież to jedynie skorupa. Mam ją już 79 lat. Przez wszystkie te lata źle z niej korzystałem, źle się z nią obchodziłem. I zaczynam teraz za to płacić. Ale gdybyś mogła na mnie spojrzeć tak jak ja na Ciebie... Jesteśmy w istocie migoczącymi, świetlnymi bytami. Uwierz mi!


Zecharia Sitchin wydał nową książkę zatytułowaną „End of Days” (w Polsce ukazała się pod tytułem: U kresu czasów. Armagedon i proroctwa powrotu Warszawa 2009 r. – przyp. red.).

– Domyślam się, czemu o tym wspominasz. Ja jednak uważam, że koniec świata nam nie zagraża. Sprawi to Ich technologia. I nie mam tu na myśli wyłącznie Anunnakich – we Wszechświecie istnieją inteligencje liczące sobie miliard lat. Posiadają technologie, które plasują Ich w kategorii tzw. cywilizacji typu III według klasyfikacji Michio Kaku. Zapewniam Cię, że społeczności te dysponują środkami zdolnymi złagodzić skutki przejścia planety Nibiru obok Ziemi. Są one w stanie otoczyć nasz glob ochronnym kloszem, tak jak zrobili to na swojej planecie – stąd bierze się ten dostrzegany w teleskopach niezwykły złoto-czerwony kolor. Przecież na samym początku właśnie przybyli do nas z powodu złota. Tracili atmosferę i musieli rozsiać w niej ten kruszec, aby zapobiec katastrofie – ostatecznie mieli przed sobą długą drogę.


A więc twierdzisz, że Anunnaki są tutaj, na Ziemi. A jednak żyją też podobno na planecie Nibiru?


– Cywilizacja Anunnakich funkcjonuje zarówno na swojej planecie, jak i u nas; jest ich tu pełno – np. w głębinach mórz. Znamy Ich ośrodki rozmieszczone wewnątrz Mount Hayes na Alasce czy Mount Perdido w Pirenejach. Istnieje jeszcze jeden w Australii, niedaleko Alice Springs – Pine Gap. Ta akurat placówka, to rodzaj R&R, czyli Rest and Relaxation (relaks i wypoczynek).


Dla kogo jest przeznaczony ten ośrodek? Dla Anunnakich?


– Dla Obcych w ogóle, a więc i dla Anunnakich. Wciąż mają do czynienia z ludźmi, dlatego kiedyś muszą odpocząć! [śmiech]


No dobrze, a czy szacowana data końca świata mogłaby okazać się bliższa niż ta wskazana przez Sitchina na 2060 rok?


– Masz na myśli rok 2012? Nie sądzę, aby doszło do tego przed 2020. Moim zdaniem będzie to powolne narastanie różnych problemów, a nie jakieś nagłe zdarzenie, niczym pstryknięcie palcami. Wydarzy się cała seria zjawisk, które zaczną wpływać na różne struktury geologiczne. Zwiększy się aktywność wulkaniczna i liczba plam na Słońcu. Prawdopodobnie dojdzie do erupcji tzw. Pierścienia Ognia. W miejscach, które już dawno nie były niepokojone, pojawią się huragany. Stopniowo zaczną ujawniać się zagrożenia geologiczne, pogodowe oraz aktywność plam na Słońcu. A jak zareaguje na to nasz rząd? Każe obywatelom założyć kaski i wykopać dziury w ziemi.


Chyba właśnie z tego powodu zaprojektowano podziemne schrony?


– No cóż, zawsze byłem przekonany, że tzw. elita od lat przygotowuje się na czekający nas chaos. Zaczęło się od zagrożenia termonuklearnego ze strony Sowietów – chodziło o podziemne schrony, do których można by się schronić przed opadem radioaktywnym. Funkcjonowałaby tam własna klimatyzacja, zgromadzonoby zasoby żywności oraz wody. To był program, który dobrze poznałem, kiedy pracowałem dla Federalnej Agencji Zarządzania Kryzysowego FEMA (Federal Emergency Management Agency). Trafiłem do takich podziemnych ośrodków, wierzcie mi! Jest wiele podobnych miejsc, które w ogóle nie są znane. Na przykład duży ośrodek pod Fortem Wachuga w Arizonie. Mówię wam, on jest naprawdę ogromny!


Czy wszystko zaczęło się od zagrożenia ze strony Sowietów...?


– Tak, i to będzie stopniowo poszerzane, będzie się rozrastać, co zauważ, już się dzieje. Ale oni nie chcą o tym mówić. Nikt nie chce podzielić się tymi informacjami. Cóż, ostatecznie nie ma w tym nic dziwnego, skoro tak szczelnym wiekiem przykryto kwestię aktywności Obcych na Księżycu i Marsie!


Tak jak wcześniej wspomniałem, myślę, że Robert Harrington stracił życie, bo za dużo powiedział. Najpierw zdradził w wywiadzie: Wygląda na to, że to całkiem przyjemna planeta (chodzi tu o Nibiru – przyp. red.), jeszcze tylko potrzebujemy dla niej nazwy. A potem nieoczekiwanie wysiada mu serce...On nigdy nie miał problemów z sercem, a już rok później nie żył. Ike (prezydent Dwight Dawid Ike Eisenhower – przyp. red.) spotkał się z Anunnakami w Muroc, zwanym teraz Edwards, w 1954 roku. Biedny Ike potem również zaliczył atak serca. To było dla niego zbyt wiele. Zabił go szok.


Właśnie w związku z tym faktem tzw. Brookings Report kończy się takimi, a nie innymi konkluzjami. Jego twórcy uznali, że nie można powiedzieć ludziom o wszystkim, bo by tego nie znieśli! Ja uważam odwrotnie – jeśli znieśliśmy Attylę i Hitlera, zniesiemy wszystko. Zostaliśmy zaprojektowani w ten sposób, żeby umieć sobie poradzić. Nie przeznaczono nas co prawda do długiego życia, ale to już zupełnie inna historia.


A swoją drogą, jak sądzisz, skąd wziął się taki nagły przypływ wiedzy o podwójnej helisie, RNA, DNA itp.? Może właśnie stąd, że teraz utrzymujemy relacje z istotami, które kiedyś nas zaprojektowały? Jesteśmy w trakcie projektowania na nowo i poddawania inżynierii naszego własnego DNA. Ktoś nam podpowiada, jak to robić. Podziękujmy Bogu, że właśnie dziś dzielą się z nami tą wiedzą, bo za pierwszym razem, gdy Adam i Ewa chcieli wejść w jej posiadanie, zostali wygnani z Raju.


Chcę przy okazji oświadczyć, że nie istnieje żaden grzech pierworodny, choć przez wieki nam go wmawiano. Ludzki gatunek nigdy nie upadł, został po prostu wykopany. Jednak ten gatunek, piękna , wspaniała ludzka rasa ma świetlaną przyszłość. Leży ona w gwiazdach. Kiedyś tam wyruszymy, aby zająć należne nam miejsce, gdzie powinniśmy trafić już na samym początku.


Powróćmy do Tajnego Programu Kosmicznego oraz tzw. terraformingu, ponieważ coś takiego jest rozważane – myślę tu o terraformowaniu Marsa. Słyszałeś o tym projekcie?


Tak, terraforming to wyrafinowana technika. Jest stosowana od milionów lat. Sama Ziemia także została sterraformowana i uzdatniona. Dla przyszłego życia przygotowano prawdziwie rajski ogrod, a następnie zaszczepiono je, od początku roztaczając nad nim opiekę. Terraforming wymaga artyzmu, a niektórzy z Obcych, istniejący już od miliarda lat, są w tym bardzo sprawni.


Jednak nie wiem, czy planują nas sterraformować po tym, jak minie nas Nibiru. Może raczej w tzw. międzyczasie spróbują złagodzić szkody? Podejrzewam to drugie. Być może zakładają coś takiego – mój Boże, w końcu posiadają w Kosmosie, zawieszone pomiędzy pierścieniami Saturna, obiekty o długości ponad 2000 mil! Statki kosmiczne takich rozmiarów. Mam zdjęcia – pokażę je na konferencji.


A co z Johnem Walsonem? Znasz jego fotografie statków kosmicznych orbitujących wokół Słońca?


– Słyszałem o nich, ale ich nie widziałem. Dysponuję fotografiami wykonanymi przez załogę Apollo 13, które ukazują obce statki o długości ponad 5 mil. No i mamy załogę Apollo 13. O ile się nie mylę, wszyscy trzej jej członkowie jeszcze żyją, a jednak ani jeden nie przyznał się, kto nacisnął spust migawki. Film istnieje, a negatyw ma konkretny, przypisany sobie numer. Jest też znany numer rolki filmowej. Tak więc w zasobach NASA znajduje się zdjęcie ukazujące pięciomilowy obcy statek kosmiczny!


Porozmawiajmy o astronautach. Spotkałeś się kiedyś z Edgarem Mitchellem?


– Kilka razy rozmawiałem przez telefon z Gordonem Cooperem, kiedy jeszcze żył. Przysłał mi swoje zdjęcie z autografem. Podziwiałem go, ponieważ był indywidualistą, który miał odwagę powiedzieć publicznie, co naprawdę zobaczyli na Srebrnym Globie. Natomiast Eda Mitchella znam od paru lat. Prowadzę z nim pogawędki, gdy pojawia się ku temu okazja i uważam go za wspaniałego człowieka. Jest bardzo przyjazny i piekielnie inteligentny.


Czy umysły tych astronautów są twoim zdaniem kontrolowane?


– Do pewnego stopnia tak.


Ich pamięć została w jakiejś części wymazana?


– W przypadku Coopera nie. Nie dobrali się też do Gordona. Nie sądzę również, żeby udało im się stłamsić Armstronga. Natomiast cała reszta do pewnego stopnia została poddana takim zabiegom, by uzyskać pewność, że się nie wygadają. W odniesieniu do pewnych zdarzeń wpłynięto na nich również poprzez hipnozę.


W książce Dark Mission: The Secret History of NASA (Mroczna misja: Tajna historia NASA) Richard Hoagland pisze – a dowody w tej sprawie wydają się dość mocne – że cała załoga została przesłuchana w stanie hipnozy.


Bestseller autorstwa Richarda Hoaglanda, jednego z czołowych amerykańskich dziennikarzy zajmujących się Kosmosem, doradcy naukowego CBC News oraz konsultanta Centrum Lotów Kosmicznych im. Goddarda (NASA)


Rzekomo zahipnotyzowano ich w tym celu, aby poprawić im pamięć. Najwyraźniej jednak niektórym zaserwowano hipnotyczną sugestię, żeby sobie niczego nie przypominali. Chociaż podziwiam Mitchella i bardzo go szanuję (to wspaniały człowiek), pamiętajmy o tym, że publicznie przyznał, iż czas, który spędził na Księżycu, przechadzając się po jego powierzchni, pamięta dość mętnie i nie wszystko może sobie odtworzyć. Jak by na to nie patrzeć, to dość smutne.

Nie sądzę natomiast, żeby kiedykolwiek dobrali się do Armstronga, ponieważ, kiedy wrócił, opuścił program NASA kwitując całą sprawę: – Do diabła z tym, wynoszę się stąd! Potem przyjechał do Cincinati i zaczął nauczać matematyki na tamtejszym uniwersytecie. Od tej pory nie powiedział publicznie nawet kilku zdań.


No i jest jeszcze sprawa Aldrina. Zdarzało się, że gdy spędzał czas z przyjaciółmi i ktoś poruszył temat Księżyca, zaczynał płakać, albo miał mdłości.


Edwin Aldrin, pułkownik Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, astronauta. Wziął udział w pierwszym lądowaniu na Księżycu


Kiedyś doszło do tego (Hoagland porusza tę kwestię w dziesiątym rozdziale swojej książki), że Aldrin w rozmowie z kilkoma ludźmi oraz z żoną był już po paru drinkach i w rozluźnionej atmosferze odreagowywał stres. Wtedy ktoś nieoczekiwanie zadał mu bezceremonialne bardzo konkretne pytanie na temat lotu. Aldrin natychmiast wybiegł z pokoju i zwymiotował. Nagle dostał mdłości! Wygląda to na klasyczną sugestię hipnotyczną – wystarczająco długo badałem takie zdarzenia, żeby uznać je za fakt. Sądzę, że został poddany zabiegowi hipnotycznemu, który sprawił, że wielu rzeczy nie pamięta, a nawet nie wolno mu o nich dyskutować. Gdy sytuacja staje się niebezpieczna, zaczynają dręczyć go problemy żołądkowe. Znam też przypadek, kiedy Aldrin przebywał z paczką starych przyjaciół – pilotów i nieoczekiwanie rozpłakał się...


Musisz wiedzieć, że takie doniesienia łamią mi serce, bo to naprawdę dobry człowiek, jeden z najlepszych, którzy zostali wybrani do tego projektu. Trzeba też wspomnieć, że gdy załoga Apollo 11 powróciła na Ziemię, Aldrina wysłano na sześć tygodni do sanatorium pod pretekstem, że cierpi na alkoholizm. Uwierzyłabyś w to? Jeden z najlepszych i najodważniejszych ludzi w programie Apollo nadużywa alkoholu? To nonsens!


Najwyraźniej chodziło o zaprogramowanie jego umysłu – wzmocnienie jakiegoś przekazu. Dlaczego dorosły mężczyzna z takim doświadczeniem, jak on, miałby się załamywać i płakać jak dziecko, albo cierpieć mdłości za każdym razem, gdy ktoś w rozmowie porusza temat Księżyca? Tak właśnie działa sugestia posthipnotyczna.


Zastanawiałeś się, co na Księżycu może być aż tak ważne, że pewne czynniki chcą to usunąć z pamięci astronautów?


– Mój Boże! Uważam, że społeczność astronomiczna, zawodowi astronomowie w naszym kraju prowadzą działalność kryminalną! Możecie to zacytować. Ich zbrodnia polega na tym, że nie podejmują dyskusji na temat tego, co rzeczywiście stało się na naszym satelicie. A przecież znajdują się tam ogromne budowle i trwa konkretna aktywność. Co więcej, na Księżycu istnieje woda. Bez względu na to, czy to skutek jakiegoś naturalnego procesu, czy też została ona tam zgromadzona do późniejszego wykorzystania, natrafiono na oznaki rozrzedzonej atmosfery na dnie części kraterów.


Astronomowie widzieli te zdjęcia, ale banda nieszczerych bałwanów nie chce o tym dyskutować. Boją się. A wiesz dlaczego? Ponieważ dziewięćdziesiąt procent ich dochodów pochodzi z grantów przydzielanych przez rząd. A jeśli głównym źródłem, z którego się utrzymujesz, jest rządowy grant, powiesz wszystko, co rząd ci każe, albo nie powiesz tego, co zabroni ci mówić. W każdym razie na Księżycu istnieją śladowe ilości atmosfery. A poza tym sporo tam się dzieje. Mam na myśli działania inżynieryjne. Gigantyczne statki startują z kraterów, po czym odlatują. Pojawiają się światła. Zauważono też ukazujące się i znikające mosty. Inaczej mówiąc, Księżyc tętni aktywnością. Podobnie jest na Marsie! Widzieliście już chyba moje zdjęcia... A nie tylko ja takie posiadam. Na Marsie funkcjonuje podziemne miasto wielkości Chicago, które generuje tyle ciepła, że można to bez problemu dostrzec na fotografiach w podczerwieni.


Utrzymujesz kontakt z Johnem Learem?


– Znam Johna. Byłem u niego raz czy dwa. Odwiedziłem go osobiście i bardzo go szanuję. Jest tak, bo określono go jako głupca i odważnego indywidualistę, co i mnie kiedyś spotkało. Establishment próbował ośmieszyć Leara, ale jego nie da się ośmieszyć, bo powołuje się na źródła, które dobrze znam. Ma tam swoich ludzi, którzy dostarczają mu informacji w sposób ciągły. Ja teraz otrzymuję z tych źródeł jedynie strzępy, gdy jeżdzę na konferencje i spotykam się z ludźmi. Natomiast John ma to wszystko bezpośrednio i od ręki.


Czas zapytać o Arlington Institute oraz to, co może się wydarzyć w przyszłości. Posiadamy informacje, że coś zostało zaplanowane. Mamy świadków, którzy utrzymują, że nasza gospodarka jest obecnie manipulowana w ten sposób, żeby doprowadzić do spektakularnego krachu...


– Jest rzeczą oczywistą, że gospodarką się manipuluje. Chcą nas wykantować. To brzmi jak żart, ale biedni ludzie ciężko pracują, a robi się ich w konia. Właściwie jestem o krok od stwierdzenia, że 90 % tego, co nazywamy rzeczywistością – nasze zagrożenie ze strony Rosjan, ostatnia inwazja na Gruzję, załamanie rynku akcji – wszystko to zostało w pewien sposób celowo zaaranżowane.


Jeśli chodzi o monitorowanie podobnych wydarzeń, zajmuje się tym organizacja Half Past Human. Skupiają się głównie na języku – za pomocą botów internetowych śledzą zawartość językową sieci. Robią to od roku 1998. I podobnie jak przed 11 września, zauważają obecnie wzrost samoświadomości, wskazujący, że wkrótce wydarzy się coś istotnego.


– Mam ogromny szacunek dla Johna Petersena z Arlington Institute. To genialny człowiek, znam go od wielu lat. Ale wiesz, Marcia (żona Deana – przyp. red.) jest w bliższym kontakcie z Johnem niż ja. Ona jest osobą bardziej komputerową, ja tego nawet nie dotykam. Bo widzisz, cenię sobie prywatność. A jeśli znajdziesz się w takim miejscu, jak światowa pajęczyna, to z prywatności nici.


OK, zgadzam się z tym. Co, twoim zdaniem, stało się z Gruzją? Co wiesz na ten temat?


– Wszystko zostało oczywiście zaaranżowane. Prezydent Gruzji postąpił, jak postąpił, żeby zwabić Rosjan. Wkroczył, a Rosjanie nie byli w stanie go zignorować.


Ale jaki stał za tym cel? Wiemy, co się stało, zapytajmy jednak: dlaczego?


– A jakiż inny mógł być cel, niż odwrócenie uwagi od tego, co dzieje się u nas, przez pokazanie, co dzieje się tam. Gospodarka runęła na łeb na szyję, a my śledzimy, jak Rosjanie najechali Gruzję! No więc oni nie najechali maleńkiej Gruzji. Wkroczyli i trzepnęli prezydenta po łapkach – kazali mu przestać. I wycofali się. Wiesz jak postępuje magik estradowy – jedną ręka odwraca twoją uwagę, a drugą wyciąga ci portfel. I to właśnie czyni rząd, ale nie tak jak myślisz. Ten rząd jest prawdopodobnie kierowany przez Anunnakich, bo to Oni sprawują władzę ponad naszą władzą i pociągają za sznurki. Mówi się też o organizacji Iluminatów, ale jestem pewien, że nad nią jest jeszcze ktoś inny, kto dzierży prawdziwą władzę.


Istnieje taki pogląd, że za wieloma z tych rzeczy, które dzieją się dziś w USA, stoi Watykan. Ty jednak wskazujesz na Anunnakich. Czy zniszczenie Ameryki rzeczywiście jest najlepszym z możliwych planów?


– No cóż, Ich ostateczny cel jest dość pozytywny – chodzi w końcu o utworzenie rządu światowego. To oczywiste, że Im na tym zależy.


Pozytywny rząd światowy? To chyba niemożliwe.


– Oczywiście zanim do tego dojdziemy, musimy pokonać sporo trudności. I nie chodzi tu wyłącznie o Nibiru. Wszystkie procesy, które doprowadzą do utworzenia rządu światowego, będą dość bolesne. Z pewnością poleje się dużo krwi. Tym właśnie manipuluje się obecnie z bardzo wysokiego poziomu władzy.


Ale są przecież ludzie w amerykańskim rządzie, którzy próbują zapobiec takiemu obrotowi rzeczy. Nie mylę się, prawda?


– Są dobrzy ludzie, którzy zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje i próbują wszystko załagodzić. Pragną zmniejszyć, o ile to możliwe, ból naszego dorastania. Chcą ograniczyć rozlew krwi. Dorastanie w ramach gatunku i społeczeństwa przypomina bolesne dorastanie 13-latka. Pamiętasz ten czas? Nie było to szczególnie przyjemne doświadczenie. Ludziom, którzy chcą słuchać tego, co mam do powiedzenia, mówię więc, że nadciągają naprawdę trudne czasy i nie da się tego uniknąć. Nie można już funkcjonować tak jak przedtem, bo niektore z naszych systemów do szczętu przegniły. Bankowość, ubezpieczenia, rynek akcji, Wall Street – to wszystko straciło swą wartość. Przemysł mieszkaniowy też był skazany na krach. Cieszę się zatem, że to już się zaczęło – może czegoś się nauczyli.


Ale o czym dokładnie mówimy? Czy uważasz, że w USA zostanie wprowadzony stan wyjątkowy?


– Mówimy o okresie, gdy coś takiego może zostać ogłoszone. Jak wiadomo, może to uczynić prezydent – Kongres dał mu takie prawo już wiele lat temu. Wystarczy powiedzieć, że istnieje narodowa konieczność i nieważne, kto to powie, bo jeden bałwan niewiele różni się od drugiego. I wtedy będziemy mieli stan wyjątkowy. To się stanie. Ostatecznie Iluminaci istnieją naprawdę i pozostają u władzy od wielu dekad. Demonstrują ten fakt od roku 1913, gdy utworzyli Rezerwę Federalną, która tak naprawdę stanowi prywatne przedsięwzięcie kilku osób.


W tym kontekście naprawdę znaczący był rok 1947. Wtedy powołaliśmy do życia Narodową Agencję Bezpieczeństwa (National Security Agency), zawarliśmy pakt z Brytyjczykami, Australijczykami, Kanadyjczykami, Nową Zelandią – tzw. pakt UKUSA. Nawiasem mówiąc, większość ludzi nawet nie wie o jego istnieniu. Wszyscy, którzy podpisali ten pakt, trzymają się odtąd razem. I nie jest już ważne, kto zasiada w Buckingham Palace. Tajna władza kieruje tym od roku 1947, a Ike (prezydent Eisenhower – przyp. red.) to zrozumiał i szczerze mówiąc,bardzo go to wystraszyło. Jak już wspomniałem spotkał też Anunnakich, którzy de facto nadal pociągają za sznurki.


W końcu wyjdziemy z tego trudnego procesu, ale już nie jako ludzie, którymi byliśmy wcześniej. Mimo wszystko to jest dobre rozwiązanie! Chociaż będzie bolało. Powtarzam: nie należy się z tego powodu denerwować. Już wcześniej przechodziliśmy piekło, więc to jeszcze nie jest koniec. Ale jak już przez to przebrniemy, będziemy mieli nowy świat, nową przyszłość i nowy początek.


Myślę, że przechodzimy teraz zakończenie cyklu trwającego 26 000 lat. Rok 2012 czy jakiś inny nie ma znaczenia. Bo przecież Chrystus urodził się siedem lat wcześniej niż sądziliśmy. I to jest fakt – jeśli mi nie wierzysz, opowie ci o tym sir Lawrence Gardner, który jest prawdopodobnie jednym z najlepszych historyków, jakich mamy. Gardner zna fakty – Jezus urodził się w 7 roku p.n.e., 1 marca. Więc jeśli dodamy siedem lat do 2008, to wyjdzie nam 2015.


Czyli twierdzisz, że właściwie jest teraz rok 2015. Dlatego, jeśli uważamy, że Nibiru nadleci w 2020, raczej stanie się to nie później niż w 2017. W grę wchodzi rok czy dwa różnicy, bo to jest tzw. „mechanika niebieska” i tego jeszcze do końca nie dopracowano. Wróćmy na koniec do kwestii ''zdalnych obserwatorów”. Masz kontakt z Ingo Swannem?


– Od jakiegoś czasu nie mam, ale muszę powiedzieć, że sam zajmowałem się zdalnym widzeniem. Zaliczyłem nawet kilka doświadczeń poza ciałem. Dużo medytowałem. Kiedy wejdzie się do tamtego świata, nie istnieje czas i można rozmawiać z kimkolwiek się chce, a nawet ze wszystkimi naraz. To oczywiście może zabrzmieć niedorzecznie dla kogoś, kto tego nie doświadczył. Gdy wkracza się w bezczas i staje się zdalnym obserwatorem po opuszczeniu ciała – w zmienionym stanie świadomości czy w medytacji – odnajdujemy się w bezczasowej nieskończonej rzeczywistości, gdzie ludzie mogą się ze sobą komunikować. Byłabyś zaszokowana ilością informacji, które są tam dostępne. Mówi się w tym kontekście o Kronice Akaszy. Ona naprawdę istnieje. Znajdują się tam wszystkie informacje, nie tylko te dotyczące przeszłości, bo tak naprawdę nie ma ani przeszłości, ani przyszłości – istnieje tylko wieczne Teraz.


No cóż, (w naszej rozmowie) poruszyliśmy wiele tematów. Dobrze spędziłem ten czas, jesteście miłymi ludźmi. Kończąc, chciałbym powiedzieć każdemu, kto to przeczyta: Pozbądź się strachu, nie ma się czego bać. Jesteś nieśmiertelną, bezczasową istotą, która ma zapewnioną nieskończoną przyszłość w pięknym i wypełnionym światłem Wszechświecie. Powtarzam ludziom: Na Boga, nie bójcie się! Zbierzcie wokół siebietych, których kochacie. Rozszerzajcie miłość i wchodźcie z odwagą w jutro, bo doświadczaliście już o wiele gorszego piekła. Miejcie nadzieję, kochajcie się i okażcie odwagę!

--------------------------------------------------------------

Na podstawie strony internetowej Projektu Camelot tłumaczył i opracował: Karol Pankowski.


Od redakcji NŚ. Mimo, że niektóre ujawnione w prezentowanym materiale fakty sprawiają wrażenie ocierających się o science-fiction, uznaliśmy, że drukowany wywiad należy udostępnić naszym czytelnikom, choćby ze względu na osobę Roberta Deana, którego życiorys i wojskowa kariera zdają się wykluczać, by postradał on zmysły. Skoro zaś tak – jest się nad czym zastanawiać.

--------------------------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów