Niezniszczalni ?

Autorka tekstu: Katarzyna Kusek



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 3 z 2010 roku.


----------------------------------------------


To, że człowiek przemija i odchodzi z tej rzeczywistości, jest dla każdego faktem oczywistym. Również ciało, które towarzyszy naszej duszy w wędrówce przez życie, podlega naturalnym procesom starzenia, a w końcu rozsypuje się w proch. Rodzimy się, żyjemy i umieramy zniewoleni przez czas.


Śmierć – to słowo budzi strach. Dzieje się tak, ponieważ nie wiemy, co czeka nas po drugiej stronie. To graniczny moment pomiędzy tym, co doczesne, a tym, co wieczne. Można powiedzieć, że o ile przyszłość duszy, która jest wielką niewiadomą, pozwala jeszcze żywić nadzieję na jej dalszą egzystencję, los naszych fizycznych szczątków wydaje się być z góry przesądzony. Czas, ten okrutny złodziej, prędzej czy poźniej zamieni to, czym jesteśmy, w nicość.


Człowiek jednak jest w swej naturze istotą wojowniczą i nawet przed czymś, co jawi się nieuchronne, skapitulować nie ma zamiaru.


Od samego początku ludzie dążyli do tego, by ciała swoich bliskich zmarłych jak najdłużej ustrzec od rozkładu. Wierzyli bowiem, że dusza dopóty egzystuje w zaświatach, dopóki ich powłoka materialna jest dobrze zachowana. Zaczęto więc poszukiwać sposobów, które pomogłyby maksymalnie opóźnić pośmiertne procesy. Niestety działania te z góry były skazane na porażkę, ponieważ pewnych reakcji fizjologicznych po prostu nie da się powstrzymać.


Tym większe zdumienie budzi fakt, że istnieje spora liczba przypadków, kiedy ciała, pomimo upływu nawet kilku stuleci, nie ulegają rozkładowi. Wbrew skrajnie niesprzyjającym warunkom panującym w miejscach, gdzie zwłoki te przechowywano, były one niekiedy odnajdywane w stanie nienaruszonym.


Jak to możliwe, że w stosunku do niektórych osób przestają obowiązywać prawa rządzące naszą rzeczywistością? Dobrym punktem wyjścia dla podróży śladami tego niezwykłego fenomenu jest książka Joan Carroll Cruz Niezniszczalni, opisująca ponad sto starannie udokumentowanych przypadków ludzi, których ciała zdają się nie podlegać pośmiertnej destrukcji.


Zacznijmy jednak od tego, iż rozróżniamy dwa podstawowe rodzaje mumifikacji – naturalną oraz celową. Ta pierwsza występowała właściwie od zawsze. Ma ona miejsce, gdy ciało zmarłego, wskutek takiego czy innego splotu okoliczności, spoczywa w warunkach sprzyjających konserwacji.


Kilka lat temu głośno było o Oetzi'm (Człowieku Lodu), którego doskonale zachowane szczątki znaleziono w topniejącym alpejskim lodowcu (w roku 1991). Jego historia przypomina dobrze napisaną powieść sensacyjną. Oto bowiem na jednym z górskich stoków zbiega dosięgła strzała rzezimieszka podążającego tropem Oetzi. Ciało ofiary pokrył lód, by ponownie odsłonić je dopiero po prawie 53 stuleciach.


Podobnie musiało być z Człowiekiem z Tollund. Został on zmumifikowany dzięki specyficznym warunkom panującym na torfowisku, gdzie najprawdopodobniej dokonał swego żywota. Warto również wspomnieć o tym, że po wybuchu Wezuwiusza w przysypanych popiołem Pompejach odnajdywano świetnie zachowane odlewy ludzkich ciał.


Mumifikację celową zaczęto stosować około 3000 lat p. n. e. Na jej potrzeby zaadoptowano początkowo procedury wykorzystywane przy konserwacji żywności. Najbardziej znanym przykładem działalności człowieka w tej dziedzinie są egipskie piramidy, a ściślej rzecz ujmując, znajdujące się w ich wnętrzach doczesne szczątki władców.


Znacznie mniej osób słyszało o mumiach inkaskich, a podobne rytuały odprawiane przez żyjących na Wyspach Kanaryjskich Guanczów są praktycznie nieznane. Aby osiągnąć zamierzony cel, czyli jak najdłużej ustrzec powłokę wybranej osoby przed pośmiertnym rozkładem, usuwano najszybciej psujące się części ciała, takie jak mózg i organy wewnętrzne, z wyjątkiem serca oraz nerek. Następnie czaszkę wypełniano gorącą żywicą, całe zwłoki myto w winie, po czym jamę brzuszną wypychano trocinami lub tamponami lnu. Jeszcze później – w zależności od warunków klimatycznych – suszono je na najrozmaitsze sposoby.


W Egipcie do tego celu służył początkowo gorący piasek. Potem zaczęto używać również natronu – naturalnej sody występującej w słonych jeziorach nieopodal Kairu. Na koniec gotowe już mumie owijano specjalnie przygotowanymi bandażami.


Nieco inaczej ceremonie te wyglądały w Ameryce Południowej, gdzie ciała znaczących dostojników suszono na słońcu. Gdy osiągnięto zamierzony skutek, szczątki zawijano w wełnianą tkaninę.


Z kolei w Tybecie zwłoki najwyżej postawionych lamów wypełniano masą przesiąkniętą lakierem, a później – usadzone w pozycji lotosu osuszano gorącym powietrzem. Kolejnym etapem rytuału było lakierowanie oraz okręcanie jedwabiem. Ostatecznie tak spreparowanych mnichów pokrywano złotą folią i umieszczano na specjalnym tronie w Sali Inkarnacji.


Po tej dygresji powróćmy do głównego wątku publikacji. O ile bowiem opisywane przed chwilą skomplikowane rytuały nie mogły w istotny sposób wpłynąć na kondycję poddawanych im ciał, o tyle mechanizm, który – mimo upływu bardzo długiego niejednokrotnie czasu od momentu śmierci – zachowuje doczesne szczątki wybranych osób w stanie nienaruszonym, bez wątpienia zasługuje na miano niecodziennego misterium.


Jak w czysto racjonalny sposób wytłumaczyć fakt, iż zwłoki pewnych ludzi nie tracą elastyczności i przyjemnego zapachu, chociaż spoczywają w grobach wiele stuleci?


Owszem, w części tego typu przypadków warunki panujące w miejscu ich wiecznego snu mają właściwości sprzyjające mumifikacji. Nie tłumaczy to jednak wszystkich sygnalizowanych zjawisk. Teoria o samoistnej mumifikacji w wielu przypadkach nie sprawdza się. Jak bowiem zinterpretować przykłady, kiedy to po osobach pochowanych w tych samych grobach, co Niezniszczalni, pozostała jedynie garstka prochu, a ciała wybranych zdają się być nietknięte zębem czasu?


Bardzo często zwłoki w stanie nienaruszonym klasyfikuje się błędnie jako mumie pochodzenia naturalnego. Tymczasem zmumifikowane ciała w istotny sposób różnią się od szczątków ludzi, którzy dopiero co odeszli z tego świata. Joan Carroll Cruz w swej książce podaje, iż po otwarciu grobu ciało, jakie znaleziono, wydawało się dopiero co w nim złożone, a przecież przebywało tam kilka wieków.


Przykłady można mnożyć: Rita z Cascia, Sarbeliusz Makhluf, czy Bernadetta Soubirous, to tylko kilkoro z licznego grona Niezniszczalnych.


Św Katarzyna Laboure, której ciało ekshumowano w 1933 roku, wciąż wygląda jak żywa.

Św Rita, czczona jako „święta od spraw trudnych i beznadziejnych”. Sarkofag z jej nienaruszonym ciałem znajduje się w Bazylice w Cascii we Włoszech.

Nienaruszone ciało św Bernadetty Soubirous spoczywa w kaplicy w Nevers we Francji.


Doskonałą ilustracją tego stwierdzenia są losy relikwii św Jozafata Kuncewicza, którego ciało zaraz po śmierci wrzucono do rzeki, gdzie przebywało prawie tydzień nie doznając uszczerbku. Gdy po pięciu latach otwarto jego grób, stwierdzono ze zdumieniem, iż szczątki biskupa – męczennika zachowały się w doskonałym stanie. Jakby tego było mało, kiedy po dwudziestu siedmiu latach, w 1650 roku, ponownie dokonano uroczystej ekshumacji, z ciała świętego popłynęła świeża krew!


Do innego, równie niecodziennego zjawiska doszło za sprawą wspomnianego wcześniej św Sarbeliusza Makhlufa. Cztery miesiące po uroczystym pogrzebie tego świątobliwego maronickiego mnicha, który został pochowany zgodnie z regułą swego zakonu (czyli bez użycia trumny), otwarto jego mogiłę. Oczom zdumionych świadków ukazał się wówczas osobliwy widok. Wskutek obfitego deszczu ciało po prostu pływało w wodzie, jednak w najmniejszym stopniu nie wpłynęło to na jego kondycję. Mnich znajdował się w idealnym stanie, mimo że habit Sarbeliusza zaczął się już rozkładać. Ale było to zaledwie preludium do późniejszych wydarzeń: po przebraniu ciała w suche szaty ostatecznie złożono je w drewnianej trumnie, w miejscowym kościele. Kilka dni później stwierdzono, iż z sarkofagu sączy się substancja łudząco podobna do krwi. To zdumiewające zjawisko trwało wiele lat i zostało gruntownie udokumentowane. Liczne komisje lekarskie nie potrafiły wyjaśnić istoty fenomenu.


Godna przytoczenia jest także historia polskiego męczennika, św Andrzeja Boboli, okrutnie zakatowanego w roku 1657 przez Kozaków. Pomimo straszliwych okaleczeń, jakim duchowny został poddany przed i zaraz po zgonie, jeszcze w 1835 roku, jego szczątki badane przez Kongregację Obrzędów były w zdumiewająco dobrym stanie. Poćwiartowane członki zachowały elastyczność, a krew pokrywająca rany sprawiała wrażenie dopiero co zastygłej.


Warto w tym kontekście odnotować również przypadek Germany Cousin, francuskiej wieśniaczki żyjącej pod koniec XVI wieku. Czterdzieści lat po jej śmierci grabarz przypadkiem odkopał mogiłę, w której spoczywała, by z konsternacją stwierdzić, że ciało dziewczyny jest świeże i zachowane w stanie nienaruszonym. Co więcej, podczas prac ekshumacyjnych zraniono nos Germany. Wówczas, ku osłupieniu ludzi wydobywających zwłoki, z ciała, które przecież po upływie tylu lat powinno być prochem, popłynęła krew. Zdarzenia te zostały uznane za cudowne i w znaczący sposób przyczyniły się do kanonizacji niepełnosprawnej dziewczyny.


Gwoli kronikarskiego obowiązku należy dodać, iż Joan Carroll Cruz w swej publikacji bardzo dużo miejsca poświęca opisom innych dziwnych zjawisk towarzyszących cudownej konserwacji ciał. I tak możemy na przykład przeczytać o feerii pięknych zapachów, wyczuwalnych w momencie konania osoby uznanej za świętą. Znane są również opowieści o nieziemskim świetle, unoszącym się nad mogiłami kilkorga bohaterów Niezniszczalnych.


Trudno w jednoznaczny sposób odnieść się do przytaczanych przez autorkę rewelacji. Pozostaje jednak faktem, iż stanowią one integralną część hagiografii wspomnianych ludzi, którą trzeba przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza.


Bardzo podobnie ma się rzecz z samym fenomenem niewytłumaczalnego z racjonalnego punktu widzenia odstępstwa od reguł pośmiertnego rozpadu ciał. W przypadku zjawiska, o jakim mowa, nie ma przejrzystych reguł czy klarownych aksjomatów. Nie da się bowiem zbadać i przeanalizować wszystkich tego rodzaju przypadków. W książce Joan Carroll Cruz opisano ich ponad setkę, lecz bez wątpienia wydarzyło się ich dużo więcej. Autorka ograniczyła obszar swych poszukiwań do grupy świętych i błogosławionych Kościoła katolickiego, a przecież ci, których ziemskie powłoki nie ulegają destrukcji, z całą pewnością nie wywodzą się tylko z jednej wybranej religii.


W tym kontekście koniecznie trzeba również wspomnieć o lamie Khambo Dashi-Dorgio Itighilowie, któremu Nieznany Świat poświęcił specjalną publikację (NŚ nr 9/2006). Niezwykle interesujący jest także przypadek prawosławnych mnichów spoczywających w katakumbach Ławry Pieczerskiej w Kijowie. Nie dość, że ich ciała znajdują się w nadspodziewanie dobrym stanie, to badania przeprowadzone przez radzieckich uczonych w podziemiach Ławry wykazały występowanie w tym miejscu wielu fizycznych anomalii.

--------------------------------------------


Kijowską Ławrę wzniesiono w XI wieku. Kryje ona w swym wnętrzu niecodzienną nekropolię. Chodzi o groby prawosławnych mnichów, którzy spoczęli w podziemiach tego monastyru. Ciała braci pozostające przez setki lat, w stanie wolnym od pośmiertnego zepsucia, są dziś czczone jako najświętsze relikwie religii prawosławnej.

W połowie lat 80. ubiegłego wieku radzieccy uczeni pod kierownictwem doktor Tamiły Reszotnik postanowili zbadać sprawę. Rezultaty opisanych przez nich eksperymentów okazały się sprzeczne z obowiązującym w ZSRR światopoglądem materialistycznym, w efekcie czego sporządzony przez doktor Reszotnik końcowy raport utajniono na kilka lat.

Badania z użyciem najnowocześniejszej, jak na owe czasy aparatury, wykazały niezbicie, że relikwie mają ogromny wpływ na organizmy żywe. (…) W wyniku prac wspomnianego zespołu naukowców dowiedziono również, że siły energetyczne oddziałujące w Pieczerskiej Ławrze wpływają na obiekty żywe. Procesy te zachodzą na poziomie molekularnym poszczególnych organizmów. Radzieccy uczeni skonstatowali, iż mamy tu do czynienia z oddziaływaniem nieznanej nauce energii. Badając zaś same mumie mnichów odkryto u nich specyficzne przekonstruowanie organizmu, umożliwiające odparowywanie wody z martwych komórek ciała.

Sformułowano także tezę, że długotrwałe przebywanie w stanie modlitewnego uniesienia tak bardzo wpływa na molekuły ciała, iż nawet po śmierci są one translatorami fal energetycznych, docierających do nas z Kosmosu. Z zawartością raportu doktor Tamiły Reszotnik można dziś zapoznać się w bibliotece-muzeum Ławry Kijowsko Pieczerskiej.



Notka informacyjna uzupełniająca z Wielkiego Kalendarza Imion (w internecie):

Klasztor został założony w Caves w roku 1051 przez św Antoniego Peczerskiego (983 - 1073). Klasztor znajduje się na stromym zboczu na zachodnim brzegu Dniepru na południe od dzisiejszego centrum Kijowa i składa się z układu rozgałęzień jaskiń i kościołów podziemnych. Klasztor składa się z dwóch obszarów. Najstarszą częścią jest teraz tzw. "Dolna Ławra" lub "Odległe jaskinie." Kiedy Antoni w 1057 roku udał się do pobliskiej jaskini, wykopano nową komórkę, zwaną "Ławra Górna" lub "Bliskie jaskinie", znane również jako Jaskinie św Antoniego. Odległe jaskinie nazywane są również klasztorem św Theodosiusa Caves po drugim igumenie, św Teodozjuszu Peczerskim (ok 1008 - 1074). W 1926 roku rząd sowiecki zamknął klasztor w jaskiniach, a dopiero w 1992 roku zwrócono go prawosławnym mnichom.


------------------------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów