Kto się boi homeopatii

Autor tekstu: lek. med. Tomasz Kokoszczyński



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 4 z 2010 roku.


-------------------------------


Nie nawołujemy do tego, by w medycynie wprowadzać radykalne zmiany. Oczekujemy natomiast, by nie deprecjonować homeopatii w imię jedynie słusznej ideologii medycznej. Jeśli lekarzom homeopatom pozwoli się działać, wartość stosowanej przez nich metody zweryfikuje samo życie.


W swojej praktyce lekarskiej niejednokrotnie spotykam się z powrotami stanów emocjonalnych i fizycznych, doświadczanych przez pacjentów w przeszłości. Powroty te, jak wynika z moich obserwacji, wyraźnie wiążą się z zastosowanymi lekami homeopatycznymi. Pojedynczy nawrót bólu, który wcześniej był odczuwany przez pacjenta przed dziesięcioma laty w związku z wypadkiem samochodowym, a który ponownie wystąpił po podaniu indywidualnie dobranego leku homeopatycznego, może być oczywiście czystym zbiegiem okoliczności.


Drugie, podobnie charakterystyczne zdarzenie u innego pacjenta, daje już jednak sporo do myślenia. Jeśli zaś różnego rodzaju nawroty dawnych dolegliwości i stanów emocjonalnych powtarzają się wielokrotnie u dziesiątek pacjentów, zawsze wyraźnie w związku z zażytymi lekami homeopatycznymi, trudno uznawać je za przypadek.


Zjawisko to jest niełatwe do obiektywnego zbadania, ponieważ u każdego chorego wracają stany dla niego charakterystyczne i nie zawsze muszą one pojawiać się przy każdym podaniu tego samego leku. Znamienne jest jednak, że jeżeli owe powroty dolegliwości występują, to przeważnie dzieje się tak w początkowym okresie po zmianie leków i najczęściej szybko ustępują. Często zaskakuje to pacjentów wyraźnie odczuwających te krótkie nawroty. Przypisywanie wspomnianego efektu tylko sugestii wydaje się mało racjonalne. Dlaczego grupa lekarzy homeopatów miałaby dysponować tak szczególną siłą tej sugestii?


Podobne cierpienie


Problem ze statystycznym ujęciem opisanego fenomenu polega także na zmienności dolegliwości u różnych osób i ich względnym podobieństwie do stanów, które pacjenci już wcześniej odczuwali. To indywidualne podobieństwo dolegliwości, w myśl wielu przesłanek, jest istotą leczenia homeopatycznego, a jednocześnie stwarza problem zweryfikowania wpływu leków. Większość homeopatów, którzy – jak każdy – chorują, przekonała się o takim działaniu leków na siebie. Znani krytycy homeopatii, z którymi miałem kontakt, nie próbowali tego ani wyjaśniać, ani tym bardziej spróbować na sobie działania indywidualnie dobranych leków. Negowali homeopatię dla zasady, opierając się na informacjach z drugiej ręki, z punktu widzenia swojego paradygmatu i siłą własnego – w tym kontekście trudnego do uznania za obiektywny – autorytetu.


Pacjenci po nawrocie dolegliwości wielokrotnie odczuwają zdecydowaną poprawę. Czy więc wszystkie je można przypisać złudzeniom? Jeśli nawet tak, to trzeba przyznać, że są to złudzenia logiczne i konsekwentne: to co się pogarsza w pierwszej fazie po podaniu leku, później się poprawia. Jakby specyfik wywoływał podobne cierpienie (homeo – podobne, pathos – cierpienie), dające w efekcie poprawę zdrowotną. Oczywiście nie jest to cudowny sposób na wszystkie bolączki, lek musi być dobrany do stanu pacjenta, może się też okazać, że sami homeopaci skąpo ordynujący specyfiki, w niewielkim ułamku wykorzystują potencjał swojej metody. Jednak nawet przy tych zastrzeżeniach pacjenci odczuwają ich działania na tyle skutecznie, by trwać przy swoim lekarzu homeopacie niejednokrotnie latami. Tłumaczenie takiego stanu rzeczy większą ilością poświęconego im czasu wydaje się mało rozsądne i życzę sukcesów każdemu, kto chciałby przekonać przerażonego rodzica, że jego choremu dziecku nic nie dolega.


Przy okazji warto również zastanowić się, kto trafia do lekarzy homeopatów. Niejednokrotnie są to pacjenci, którzy wciąż chorują, byli wielokrotnie leczeni konwencjonalnie i oni lub ich rodzice w desperacji podejmują próbę terapii homeopatycznej. Pod opieką homeopaty przestają tak często chorować. W przypadku dzieci zawsze próbuje się to tłumaczyć określeniem typu: wyrosło. Skoro jednak większość intensywnie korzystających z homeopatii dzieci wyrasta z chorób, to może warto zaprosić homeopatów do współpracy przy ich leczeniu?


Jatrogenne skutki hospitalizacji i faszerowania farmaceutykami nie są wszak obojętne, a tym bardziej zdrowe. W praktyce okazuje się, że chore dziecko może sobie niejednokrotnie dać radę bez niezbędnych farmaceutyków jedynie dzięki – jak określają to krytycy homeopatii – zwykłemu placebo (co bez homeopatii wcale nie tak często się udaje). Wprawdzie rodzice sami pokrywają koszty kuracji, ale z ekonomicznego punktu widzenia byłoby to po prostu rozwiązanie tańsze, co potwierdza zresztą słynny szwajcarski raport PEK, oceniający m. in. ekonomiczne aspekty różnych gałęzi medycyny alternatywnej.


Wiarygodność homeopatii


Podstawowym zarzutem kierowanym pod adresem homeopatii jest rzekomy brak wiarygodności doświadczalnej i podstaw teoretycznych. Szczególnie często wykorzystywanym argumentem przeciwników homeopatii jest pojedyncza metaanaliza, opublikowana w 2005 roku przez szwajcarskich badaczy w periodyku medycznym Lancet. Nikt z krytyków zapewne nie zajrzał na stronę Europejskiego Komitetu Homeopatii (ECH), gdzie omówione zostały inne badania, w tym wcześniejsza metaanaliza, zamieszczona w tym samym Lancecie, w której nie podważono skuteczności homeopatii. Przyjęte a priori założenie, że leki homeopatyczne nie działają, potwierdzone jedną – jak wkrótce się przekonamy – dyskusyjną metaanalizą, nie usprawiedliwia odrzucenia wniosków płynących z pozostałych badań. Czym innym jest nawet najlepsza metaanalityczna krytyka badań klinicznych, nie najtrafniej dobranych z punktu widzenia istoty metody, a czym innym samo potwierdzenie działania choćby jednego z leków homeopatycznych. A takiego działania autorzy artykułu z Lancetu nie podważają, zajmując się tylko statystykami efektów klinicznych.


Metaanaliza dotycząca homeopatii opublikowana w czasopiśmie Lancet z 2005 roku w rzeczywistości wykorzystywała 8 badań wybranych z grupy liczącej 110. Przekazując wnioski płynące z tej analizy, tzw. popularna prasa podała nierzetelnie, iż była ona oparta na wszystkich 110 badaniach, które analizowano tylko w pierwszej fazie. W wybranych przez naukowców badaniach względnie duża grupa osób otrzymywała jeden, ten sam lek, co jest niezgodne z podstawową regułą leczenia homeopatycznego, a mianowicie zasadą indywidualizacji. W rzeczywistości takie badania nie odzwierciedlają obecnej homeopatycznej praktyki medycznej i nie mogą służyć do zweryfikowania metody.


Badania, o jakich mowa, były częścią szerszego Szwajcarskiego Programu Oceny Medycyny Komplementarnej. Autorzy całego raportu wnioskowali, że kliniczna skuteczność homeopatii jest prawdopodobna. Przeciwne wnioski wyciągnęli autorzy omawianej metaanalizy, która została oparta na tych samych badaniach.


Czy rzeczywiście nie ma żadnych badań potwierdzających działanie leków homeopatycznych? W maju 2008 roku w Belgii uczestniczyłem w 63. dorocznym kongresie Międzynarodowej Medycznej Ligi Homeopatycznej, którego tematem była: Homeopatia oparta na dowodach (Evidence Based Homeopathy). Zaprezentowano tam wiele ciekawych doniesień dotyczących skuteczności homeopatii, popartych zarówno rzetelnymi badaniami naukowymi, jak i obserwacjami klinicznymi. Niestety, takie wyniki są marginalizowane, a w zalewie krytycznych wypowiedzi giną głosy osób próbujących dokonać obiektywnej oceny sytuacji i sugerujących, iż tego rodzaju doświadczenia dyskredytuje się na rozmaite sposoby tylko dlatego, że ich pozytywne wyniki nie pasują do obowiązujących poglądów. Wokół homeopatii narosło wiele nieporozumień i uprzedzeń, które stwarzają złą atmosferę dla badań w tej dziedzinie.


Trudność w badaniu wpływu leków homeopatycznych polega na tym, że różne leki różnie oddziałują w różnych sytuacjach na różne osoby (organizmy). Kto jednak odczuł na sobie i widział u innych działanie homeopatycznie przygotowanych substancji, ten częstokroć zastanawia się, jak to działanie wykorzystać w praktyce. Środowisko medyczne zdaje się nie zauważać, a czasem nie dopuszczać możliwości, że większość lekarzy homeopatów kieruje się tymi samymi przesłankami, co zwykli lekarze: chęcią niesienia pomocy innym ludziom, którzy w tym przypadku częstokroć nie mogli jej znaleźć na gruncie powszechnie uznawanej medycyny.


Osoby negujące skutki leczenia homeopatycznego twierdzą, że nie może ono działać, ponieważ dla takiego sposobu przygotowywania leków nie ma żadnych przesłanek doświadczalnych i teoretycznych. Często przy tym powołują się na fizykę, która jakoby nie dopuszcza przekazu informacji poniżej rozcieńczeń, w których nie ma ani jednego atomu substancji pierwotnej. Mogłoby to być prawdą, kiedy jako odniesienie przyjmiemy szkolny model atomu, jednak świat ani nie kończy się na atomach, ani się od nich nie zaczyna.


Od 1991 roku prowadzone są eksperymenty pod kierunkiem doktora nauk biologicznych P. C. Endlera z Kolegium Międzyuniwersyteckiego w Grazu nad wpływem leków homeopatycznych na kijanki żab. W ostatnio ogłoszonym, zrandomizowanym według przyjętych standardów badaniu, przeprowadzonym niezależnie przez trzy grupy badaczy, wykazano statystycznie istotne działanie leku homeopatycznego na organizmy zwierząt.


Porządkowanie fraktali – hipotetyczny sposób działania homeopatii


Jakie wiarygodne teorie naukowe mogłyby tłumaczyć i uzasadniać działanie homeopatii? Być może sposobem wyjaśnienia tego problemu jest opis zjawisk przyrodniczych przy użyciu fraktali – samopodobnych struktur. Struktury organizmu, takie jak sieć naczyń płucnych, czy nerkowych, wykazują cechy fraktalne, co więcej – powierzchnie, przynajmniej niektórych białek, mają wymiar fraktalny, a dynamikę przebiegu wielu procesów chemicznych w organizmie można opisać właśnie za pomocą fraktali. Zaznaczmy to raz jeszcze: istota fraktala polega na samopodobieństwie, a więc w jego najmniejszym fragmencie zawarta jest idea całości. Gdzie jednak może mieścić się ta najmniejsza część? Być może krokiem do odkrycia zagadki będzie jedna z nowych wersji kwantowej teorii grawitacji opisana przez Jana Ambjorna, Jerzego Jurkiewicza i Renate Loli w artykule Samoorganizujący się kwantowy Wszechświat (Świat Nauki nr 8/2008). Zacytujmy autorów: Obecnie badamy obszary o jeszcze mniejszych rozmiarach. Być może Wszechświat jest w nich fraktalny, co oznaczałoby, że nie składa się z żadnych niepodzielnych cegiełek w rodzaju strun lub atomów czasoprzestrzeni, lecz jest nieskończenie podzielny: struktury pojawiające się tuż po przekroczeniu pewnej granicznej skali powtarzają się bez końca w skalach coraz mniejszych.


Jeżeli cała czasoprzestrzeń sprowadza się do struktur fraktalnych, w praktyce mogłoby to oznaczać, że sposób, w jaki są przygotowywane leki homeopatyczne – polegający na rozcieńczaniu i wstrząsaniu substancji pierwotnej np. pochodzenia roślinnego czy zwierzęcego – może prowadzić właśnie do uporządkowania fraktalnego wzorca czasoprzestrzeni charakterystycznego dla danej substancji. Istnieje zatem teoretyczna możliwość, że lek homeopatyczny wzmacnia i przekazuje informację o fraktalnym wzorcu materii pierwotnie w nim zawartej. Być może to porządkowanie ma naturę sinusoidalną podobną do fali, czego dowodem może być sposób detekcji wysokich rozcieńczeń poprzez układy białkowe. Ostatnio zaczynają się pojawiać badania wskazujące na możliwy fizyczny wymiar działania leków homeopatycznych.


Wspomnijmy przy okazji, że chorobotwórczy wpływ bakterii również negowano tylko dlatego, że nie umiano go potwierdzić, a twórca antyseptyki, angielski chirurg Joseph Lister był wyśmiewany przez współczesnych mu badaczy.


Na obraz i podobieństwo, czyli co jest do czego podobne


Gdyby w leku homeopatycznym rzeczywiście udało się zawrzeć jakiś fundamentalny, fraktalny wzorzec, co by to mogło oznaczać w praktyce? Być może zbliżamy się tu do platońskich idei – matematycznych bytów opisujących wyższą rzeczywistość. Nie można wykluczyć, że np. fraktalny wzór konkretnej rośliny, tożsamy dla całego ich gatunku, współgra z jakimś dynamicznym stanem naszego organizmu. W istocie nie ma substancji chemicznych, które po ich przyjęciu nie wpływałyby w charakterystyczny dla siebie sposób na nasz organizm, psychikę i emocje.


W większości przypadków potrafimy szybko i bez problemu wyczuwać i klasyfikować analogiczne stany emocjonalne u innych ludzi. Być może jest tak, że każdy z nich można opisać konkretnym wzorem – zgodnym dla całej grupy podobnych doświadczeń. Ze stanem emocjonalno-psychicznym wiąże się zaś odpowiadający mu stan fizjologiczny.


Homeopaci praktycznie od początku starają się takie wzorce rozpoznawać i przypisywać je konkretnym lekom. Efektem tej mrówczej pracy, zapoczątkowanej na przełomie XVIII i XIX wieku przez Samuela Hahnemanna i wprowadzającej jako podstawę metodologii badawczej próby lekowe, są mniej lub bardziej udane książki zawierające zbiory objawów z wyliczonymi lekami (Repertoria homeopatyczne) i inne publikacje z całościowymi opisami obrazów lekowych (Homeopatyczne Materia Medica). Na tej właśnie podstawie leki ordynuje się pacjentom. Lek homeopatyczny przyjęty do organizmu ma wzmacniać chorobowy (nieadekwatny) stan (podobnie jak dzieje się to w przypadku interferencji fal), czego wynikiem są obserwowane przez homeopatów pierwotne pogorszenia homeopatyczne. Tylko wzmocnienie sygnału pozwala na jego dostrzeżenie i właściwą odpowiedź, bo wcześniej organizm po prostu nie widzi zagrożenia. Zauważmy, że w efekcie z jednej strony, organizm działa zgodnie ze wspomnianym prawem przekory, reagując na nasilenie wygaszeniem danych reakcji (na ile to dla niego jest możliwe), a z drugiej – uczy się takie wyraźniejsze sygnały lepiej odczuwać. Mogłoby to zatem poprawiać adekwatność jego reagowania (organizm byłby w stanie lepiej korygować swoją równowagę, trafniej rozpoznawać błędy odbioru rzeczywistości). Leki homeopatyczne stymulowałyby w ten sposób regulację organizmu. Zamiast wykonywać za niego pewną pracę, jak to się dzieje w przypadku farmaceutyków chemicznych, mobilizowałyby go do samodzielnej aktywności. Tym samym ich działanie zawierałoby się w ramach tzw. placebo, czyli możliwości organizmu wpływania na samego siebie, ale byłoby też swoistego rodzaju regulatorem tego placebo. Jest więc prawdopodobne i zarazem logicznie uzasadnione, że homeopatia otwiera przed nami inny sposób leczenia, prowadzący do rzeczywistego zdrowia, u którego źródeł leżą najgłębsze prawa Natury.


Gdzie są granice działania homeopatii?


Skoro homeopatia działa, dlaczego nie jest stosowana powszechnie, czemu wiąże się z nią tyle wątpliwości i sceptycyzmu? Wynika to z kilku powodów. Pierwszym z nich okazuje się organizm. Jesteśmy przyzwyczajeni do szybkich i efektownych działań. Coś nas boli – ma przestać. Coś się z nami dzieje – natychmiast domagamy się, by było lepiej. Jednak nie każdy organizm i nie zawsze potrafi tak szybko reagować, nie mówiąc o tym, że pewne procesy wymagają dłuższej transformacji.


Ponieważ homeopatia opiera się na reakcjach organizmu, zarzuca się jej, że nie działa dostatecznie szybko. Z jednej strony to nie prawda, bo w sytuacjach ostrych, które nie są podbudowane głęboką patologią, trafnie dobrane intensywne leczenie homeopatyczne działa niemniej szybko i sprawnie jak najlepsze farmaceutyki. Z doświadczeń homeopatów wynika, że wiele nagminnych chorób u dzieci mogłoby być leczonych wyłącznie przy użyciu homeopatii. Jeśli jednak zamiast wyleczenia żądamy obniżenia temperatury, które w większości przypadków nie ma dowiedzionego uzasadnienia (a jest przecież fizjologicznym sposobem obrony przed infekcją), to homeopatia na pewno się tu nie sprawdzi.


Z drugiej strony, homeopatia nie może szybko zadziałać tam, gdzie wyczerpały się możliwości organizmu, a jego stan jest głęboko utrwalony. Organizm funkcjonujący przez lata w sposób patologiczny nie jest w stanie od razu (a czasem w ogóle) podjąć odpowiednich kroków. Lek homeopatyczny nie będzie skuteczny również w sytuacjach, gdy występuje wrodzony brak możliwości działania organizmu, bowiem granice homeopatii leżą właśnie tam, gdzie leżą granice możliwości organizmu. Są one jednak częstokroć bardzo rozległe, a przy tym mogą się poszerzać. Tak jak zwiększa się sprawność rehabilitowanej osoby, tak samo organizm poddawany działaniu leków homeopatycznych przestraja się i zwiększa swoje możliwości fizjologiczne. Jednak stan taki nie pojawia się natychmiast. Poprzedza go długi i mozolny proces, przypominający uczenie się lub regularne ćwiczenia fizyczne.


Homeopatia u wielu chorych, szczególnie osób z utrwalonymi chorobami przewlekłymi, nie zastąpi leczenia chemicznego, chociaż i w takich przypadkach może skutecznie pomóc, podobnie jak pomaga niedoceniony przez większość lekarzy ruch i inne formy terapii. Jednak jej najważniejszym polem działania powinno być – a w praktyce jest już obecnie – budowanie harmonijnego zdrowia od najmłodszych lat.


Dziś największą przeszkodą dla powszechnego stosowania homeopatii są dotychczasowe efektowne osiągnięcia dominującego obecnie wzorca medycznego. Dzięki niemu ujarzmiliśmy wiele chorób zakaźnych i potrafimy w większości przypadków ograniczać i niwelować cierpienia. Jednocześnie próbujemy nie dostrzegać faktu, że np. na niewątpliwy sukces antybiotykoterapii kładą się cieniem coraz częstsze zakażenia wysoce opornymi superbakteriami. Czy zabijanie bakterii, będących bezpośrednią przyczyną powstania objawów, leczy chorobowy nieadekwatny stan organizmu, który pozwolił na wniknięcie patogenów i rozwój choroby, czy raczej pomaga go utrwalić, a efektem tego utrwalenia może być inna, częstokroć bardziej przewlekła choroba i odmienne objawy? W homeopatii taki proces pozornego leczenia określa się mianem stłumienia.


Czasami rzeczywiście trzeba zastosować antybiotyk i może to być najlepsze działanie w konkretnej sytuacji, pomagające organizmowi przeżyć lub uniknąć nieodwracalnego kalectwa. Nie powinno się to jednak stać istotą leczenia, co potwierdzają między innymi częste nawroty infekcji u dzieci. Sednem ich problemu są w większości niewspółmierne (nieadekwatne) emocje powodujące obniżenie sprawności układu odpornościowego, a nie mało zjadliwe bakterie, które to osłabienie wykorzystują.


Brak nękających objawów i przedłużenie życia w przypadku wielu osób okazują się na obecnym etapie zadowalające. Czy tego rodzaju podejście będzie wystarczające w przyszłości? Czy takie leczenie prowadzi do radosnej starości? O wiele trudniej nauczyć się kontrolować swój organizm, niż ulegać zachciankom. Medycyna na bazie swoich sukcesów stwarza nadzieję, że – obojętnie jak postępujemy – znajdą się środki, by zapobiec niepożądanym konsekwencjom naszych działań. Homeopatia również nie zastąpi refleksji i konieczności dokonywania wyborów, ale stwarza szansę uruchomienia uwalniających od problemów mechanizmów, które zapisane w ciele, towarzyszyłyby organizmowi przez całe życie. To z kolei pomaga nawiązywać lepszy kontakt z rzeczywistością, zwiększa poczucie realizmu, pozwala stawać się odpowiedzialnymi za własne zdrowie i życie. Czy i jak te możliwości wykorzystamy, zależy od nas samych.


Homeopatyczne kontrowersje


Wprawdzie homeopatia rozwija się od ponad 200 lat, jednak nie oznacza to, że jest systemem dojrzałym i jednolitym. Przeciwnie, zajmując się nią można odnieść wrażenie, iż chodzi o system podzielony na różne frakcje i odłamy. Z jednej strony mamy do czynienia z homeopatią stosowaną według klasycznych zasad, z pojedynczymi, indywidualnie dobranymi, oszczędnie dawkowanymi lekami, z drugiej zaś, coraz bardziej popularne stają się leki złożone, mające zadziałać objawowo i konkurować z medycyną chemiczną. Pomiędzy tymi biegunami uplasowało się sporo różnych pomysłów na dobór najlepszego leku homeopatycznego, w których mogą się zagubić nawet sami homeopaci, zaś laicy taki terminy jak terapia sekwencyjna, dobieranie leków według królestw, czy miazm będą kojarzyć raczej z magią niż leczeniem ludzi. Po części przyczynił się do takiego stanu rzeczy sam twórca homeopatii, Samuel Hahnemann.


Jego odkrycia dawały zadziwiające efekty praktyczne, ale jednocześnie Hahnemann nie zezwalał innym na zbyt swobodne rozwijanie tej metody i nie tylko odżegnywał się od jakiejkolwiek współpracy z lekarzami alopatami, ale wręcz był do nich nastawiony wrogo. Prawdopodobnie bez takiego podejścia nie byłoby szansy na rozwój tej metody. W konsekwencji jednak zaowocowało ono późniejszym rozkwitem licznych nurtów homeopatii, co w XX wieku doprowadziło do jej kryzysu. Wszystko to nie służy poważaniu i uznaniu homeopatii w szerokich kręgach medycznych, a obecny stan rzeczy pogłębiają również sami homeopaci wychowani przecież na obowiązujących zasadach walki z chorobą. Ulegając medycznym oczekiwaniom, częstokroć poszukują cudownego leku, który ma szybko wyleczyć organizm. Pospieszne i powierzchowne próby uwalniania od chorób przewlekłych przy użyciu leków homeopatycznych obracają się przeciwko tej metodzie. Jak wykazano w doświadczeniu Endlera na kijankach, izopatyczna (ta sama) substancja przygotowana homeopatycznie w pierwszej fazie niweluje działanie substancji chemicznej, lecz przy częstym podawaniu następuje konwersja, czyli odwrócenie działania. Mówiąc innymi słowy, doświadczenie udowadnia działanie leku, ale sama istota leczenia homeopatycznego okazuje się przeciwna. Jest nią właśnie owa konwersja, słynne pogorszenie homeopatyczne, unikane przez niektórych homeopatów i krytykowane przez lekarzy, mimo że tu właśnie tkwi istota powrotu do zdrowia, sens dezintegracji pozytywnej. Nawet spora część osób zajmujących się homeopatią wydaje się tego nie dostrzegać i nie doświadcza dobroczynnego działania częściej powtarzanych leków w wysokich potencjach. Takiemu rozwojowi homeopatii nie sprzyja również wrogie nastawienie środowiska lekarskiego ani stronniczość krytycznych wobec niej publikacji prasowych.


W efekcie już od stuleci trwa wojna homeopatów i alopatów. Pamiętajmy, że w czasach, gdy żył Hahnemann, stosowano oczyszczanie rtęcią i powszechne były upusty krwi (jedną z ich prawdopodobnych ofiar stał się prezydent Stanów Zjednoczonych Jerzy Waszyngton). Od tego czasu medycyna diametralnie zmieniła swoje oblicze i wycofała się z takiego leczenia, jednak pada na nią cieniem nadal obowiązująca, ta sama idea walki z objawami.


Homeopatia – niezmienna w swej zasadzie – stara się obecnie pogodzić wieloletnie doświadczenia homeopatów ze współczesną wiedzą na temat fizjologii i patologii organizmu. Z pokolenia na pokolenie pojawiają się ciągle nowe osoby, które widzą w tej metodzie coś więcej niż zwykłe placebo i które nie chcą wojować, a jedynie dążą do poprawy zdrowia.


Homeopatią zajmują się przeważnie lekarze, którzy nie mają za sobą bogatych firm, pieniędzy z grantów, stypendiów itp. Mimo to – oprócz pracy z pacjentami – większość z nas z własnych środków finansuje udział w kursach i seminariach, a wielu stara się szkolić innych homeopatów i rozwijać metodę. Działający głównie w swoich gabinetach homeopaci wspierani są również przez garstkę niezależnych czy zrzeszonych w GIRI (Groupe International de Recherche sur l'Infinitesimal) naukowców. Z pewnością nie są to wystarczające siły, by zunifikować teorię i praktykę homeopatii wbrew narastającemu dążeniu do wyeliminowania konkurencyjnej metody przez środowisko lekarskie, wspierane przez koncerny farmaceutyczne.


Czy naprawdę musi dojść do głębokiego kryzysu obecnej ochrony zdrowia, z załamaniem przyrostu długości życia całej populacji, żebyśmy zrozumieli, jaką drogą kroczymy? Czy dyskredytowanie homeopatii nie jest sposobem odwrócenia uwagi od niedopatrzeń systemowych medycyny i eliminowania ze środowiska lekarskiego krytyków, którzy mogliby stanąć na drodze do pomnażania zysków? Lekarze homeopaci, podobnie jak wszyscy lekarze, popełniają błędy, ale odbieranie pacjentom możliwości alternatywnego sposobu podejścia do zdrowia jest często skazywaniem ich na cierpienie. Wielu chorym, którym ulgę przynieśli homeopaci – a sam mam w swojej praktyce sporo takich osób – konwencjonalna medycyna nie była w stanie pomóc w takim stopniu, w jakim uczyniła to właśnie homeopatia. I z tego powodu uważam wspomniane traktowanie homeopatii za wysoce niehumanitarne. Czy jedynie słuszną drogą ma być przewlekłe niewolnictwo lekowe, któremu hołduje coraz większa część społeczeństwa?


Różne pojmowanie zdrowia doprowadziło obecnie do starcia dwóch światopoglądów dotykających samej istoty człowieczeństwa. Z jednej strony mamy do czynienia z podejściem konsumpcyjnym, w którym za usuwanie objawów choroby i przedłużanie życia trzeba płacić coraz wyższą cenę, z drugiej – z podejściem rozwojowym, jakie wiąże się z długotrwałym procesem przebudowy samego siebie, brania odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie. Z jednej strony stosowane są farmaceutyki chemiczne narzucające organizmowi swoje działanie, z drugiej leki homeopatyczne, stymulujące go do reagowania. Wbrew pozorom rzecznicy obu kierunków często dostrzegają wzajemne osiągnięcia i niedostatki. Lekarze homeopaci wcale nie uważają, iż są w stanie wyleczyć nowotwory i nie odstawiają bezkrytycznie leków chemicznych, co im się niesłusznie przypisuje. Najczęściej potrafią rozpoznać ograniczenia swojej metody i nierzadko współpracują z innymi lekarzami. Z kolei lekarze alopaci, zachęcani chemicznym opanowywaniem dolegliwości, starają się łagodzić efekty uboczne serwowanych przez siebie specyfików i w dużej mierze nie negują wielu pozytywnych działań homeopatów, przypisując je jednak nie samej metodzie, lecz czasowi poświęconemu chorym. Dla dobra pacjentów obu grupom lekarzy powinno zależeć na wzajemnej współpracy, bez której istota zdrowia będzie ciągle wypaczana.


Mimo wielu lat, jakie upłynęły od wydania książki Racjonalna diagnoza i leczenie; Wprowadzenie do medycyny wiarygodnej czyli Evidence-Based Medicine, zawarte w niej podsumowanie przez autorów stanu obecnej wiedzy medycznej i perspektywy jej rozwoju w pełni zachowuje swoją aktualność. Piszą oni m. in.: W większości dziedzin nasza wiedza jest nadal powierzchowna i niepełna. W najbliższych latach biologia molekularna bez wątpienia pozwoli lepiej zrozumieć proces chorobowy. Ale jest całkiem możliwe, że od tradycyjnego sposobu myślenia odejdziemy o wiele dalej. (…) Posługiwaliśmy się (w jednym z rozdziałów – przyp. aut.) pojęciem „modelu mechanicznego”, które mogło się wydawać pewnym uproszczeniem. Wybór ten można jednak usprawiedliwić racjami filozoficznymi. Myślenie naukowe w ogóle, a myślenie fizjologiczne szczególnie, ma charakter „mechaniczny” w tym sensie, że opiera się na newtonowskim obrazie świata, czyli świata, w którym obowiązują proste prawa przyrody. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat powstało jednak wiele nowych, rewolucyjnych idei, które istotnie zmieniają nasz pogląd na przyrodę. Pojawiły się nowe terminy i, zależnie od podejścia, mówi się o teorii złożoności, dynamice nieliniowej, teorii chaosu, teorii fraktali, czy też teorii otwartych samoorganizujących się systemów. Te nowe pojęcia mogą nam istotnie pomóc w zrozumieniu twórczego charakteru i rosnącej komplikacji organizmów żywych. Nauka newtonowska nie potrafiła tego wyjaśnić. I dalej: Niepodobna przewidzieć przyszłego rozwoju; z całą jednak pewnością można stwierdzić, że nowy światopogląd będzie miał głęboki wpływ na myślenie medyczne oraz nasze rozumienie procesu chorobowego.


Może już dzisiaj warto spróbować zapoczątkować zmiany, o których mówią autorzy Racjonalnej diagnozy i terapii opartej na EBM? Nawet jeżeli przyjmiemy, że homeopatia to tylko placebo (z czym się nie zgadzam), możemy zauważyć dwa pozytywne dla rozwoju medycyny i koncepcji zdrowia (acz często niewygodne dla samych lekarzy i przemysłu farmaceutycznego) aspekty homeopatii: 1. Homeopaci potrafią niejednokrotnie wspomóc wewnętrzne mechanizmy zdrowienia ograniczając przy tym przyjmowanie leków chemicznych. 2. Reprezentują oni inny sposób widzenia zdrowia i choroby, wskutek czego są naturalnymi oponentami wobec obecnie obowiązującego paradygmatu medycznego.


Medycy konwencjonalni powinni to docenić i wykorzystać dla zdrowia pacjentów, anie deprecjonować i negować homeopatię, jak czynią dotychczas, bowiem nie mają monopolu na zdrowie. Dialogowi nie sprzyja również przyjęte za plecami homeopatów stanowisko Naczelnej Rady Lekarskiej negatywnie oceniające homeopatię. Nie sprzyjają mu też działania rządu zmuszające producentów leków homeopatycznych do niewspółmiernie wysokich i niczym nieuzasadnionych, w stosunku do specyfiki produkcji, opłat za rejestrację poszczególnych leków. Nawet, jeśli w leku niczego nie ma, ręczne wytworzenie jego wysokiej potencji zajmuje kilka miesięcy pracy, a takich specyfików istotnych dla homeopatów mogą być nawet setki. Bez różnorodności pojedynczych leków homeopatycznych prawdziwie poszukujący homeopaci nie będą mogli rozwijać swojej dziedziny, rodzima produkcja upadnie, a państwo na tym straci. Przy rosnącym zapotrzebowaniu na alternatywne sposoby leczenia takie działania spowodują przejęcie metody przez osoby przypadkowe, często bez wykształcenia medycznego, które w dodatku będą zmuszone do stosowania dostępnych, podstawowych leków w niskich potencjach. Wszystko to – zamiast zapewnić rozwój – prowadziłoby do wypaczenia metody.


Niektórych być może ucieszyłoby to. Oni jednak z pewnością nie mieli okazji przekonać się, jak wiele mogą zdziałać leki homeopatyczne np. w przypadku urazów. Ja miałem okazję obserwować, jak dzięki temu pacjenci opanowywali stres towarzyszący takiej sytuacji, a ich tkanki goiły się na tyle szybko, że wywoływało to zdziwienie opiekujących się nimi lekarzy.


To dobra okazja do przeprowadzenia dużego badania skuteczności homeopatii, jednak obecnie homeopaci nie mają możliwości, a alopaci woli, by inicjatywę tę zmaterializować. Może, zamiast krytykować homeopatię za brak badań klinicznych, dla dobra pacjentów warto byłoby umożliwić takie badania na oddziałach urazowych, do których homeopaci ze swoim placebo nie mają dostępu? Wszak z punktu widzenia obowiązujących obecnie w medycynie kanonów trudno sobie wyobrazić mniej inwazyjne badanie, a największym problemem pozostawałaby w tym przypadku (paradoksalnie) kwestia rzetelności podawania takich leków przez osoby do nich nieprzekonane. Leki te oczywiście nie zastąpią operacji, ale mogłyby wspomóc proces gojenia i radzenia sobie przez pacjenta z powstającymi w takich sytuacjach emocjami.


Nie nawołujemy do tego, by w obecnej medycynie wprowadzać jakieś radykalne zmiany. Oczekujemy jedynie, by nie deprecjonować homeopatii w imię jedynie słusznej ideologii medycznej. Jeśli lekarzom homeopatom pozwoli się działać, wartość stosowanej metody zweryfikuje samo życie.


Osobiście jestem głęboko przekonany o tym, że homeopatia przynosi chorym wiele korzyści. Potwierdza to ostatnia inicjatywa szwajcarskich pacjentów, którzy zwrócili się do parlamentu o głosowanie nad przywróceniem cofniętego refundowania m. in. leczenia homeopatycznego. Rozsądnym krokiem, zabezpieczającym przed atakami co bardziej gorliwych kolegów, byłoby ustanowienie prawnej gwarancji uprawiania homeopatii przez lekarzy. W Polsce lekarze homeopaci, podobnie jak wszyscy inni, podlegają jurysdykcji własnego środowiska, a poprzez zrzeszanie się w stowarzyszeniach dbają o jakość szkoleń homeopatycznych. Zniechęcanie do takiego działania spowoduje przejęcie homeopatii przez osoby, nad którymi środowisko medyczne, mimo usilnych starań, nie ma w praktyce żadnej kontroli. Trudno bowiem sądzić, że rosnące zainteresowanie tą formą terapii nagle osłabnie, tym bardziej, że stosowanie leków homeopatycznych jest w Unii Europejskiej prawnie dozwolone (np. w Niemczech szkolenia lekarzy w zakresie homeopatii są oficjalnie uznane przez tamtejszą Izbę Lekarską). Dopuszczalność stosowania leków homeopatycznych w Polsce potwierdzają także Ministerstwo Zdrowia i Naczelna Rada Aptekarska.


Dziękuje wszystkim, którzy ten tekst przeczytali i podzielili się ze mną swoimi uwagami.

Źródło: Strona internetowa www.homeopathica.pl Tekst oryginalny autor zaopatrzył w przypisy, które tu, z powodów technicznych, zostały usunięte.


Od redakcji: Przypomnijmy, że lek. med. Tomasz Kokoszczyński – autor niniejszego opracowania, które udostępniliśmy Czytelnikom Nieznanego Świata w nr 3 i 4, jest specjalistą medycyny rodzinnej, Krajowym Wiceprezydentem na Polskę Międzynarodowej Medycznej Ligi Homeopatycznej (National Vice-President LMHI for Poland), oraz sekretarzem Polskiego Towarzystwa Homeopatycznego. Tytuły obu części pochodzą od redakcji.


----------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów