Wpadka witryny DEON

Autor tekstu: Zbigniew Chorąży



Tego artykułu nie planowałem pisać. Swoje uwagi krytyczne wobec Deon.pl chciałem przekazać bezpośrednio redakcji. Puściłem wstępnego emaila, aby nawiązać kontakt. Okazało się, że redakcja tego portalu nie chce rozmawiać ze swoimi czytelnikami. Nie wiem, czy ze wszystkimi, ale wiem, że zetknąłem się z przypadkiem lekceważenia. Ludzie na właściwym poziomie, jeżeli nie chcą rozmawiać, to krótko to uzasadniają. Takie są reguły.



Towarzystwo Jezusowe (jezuici) oraz, istniejące od ponad 137 lat, Wydawnictwo WAM poszukując nowych sposobów – przekraczających możliwości książki – pozytywnego oddziaływania na współczesne społeczeństwo, zdecydowali się otworzyć portal społecznościowo-informacyjny.

Portal adresujemy przede wszystkim do odbiorców w wieku 25 - 65 lat, mamy jednak nadzieję, że wszyscy, którzy będą go odwiedzać, znajdą w nim bieżące i znaczące informacje z Polski, ze świata i z życia Kościoła.

Stawiamy na nowoczesną technologię i społeczeństwo Web 2.0. Mamy nadzieję, że udostępnione przez nas narzędzia (tworzenie profili, dodawanie artykułów, tworzenie galerii, komentowanie, toczenie dyskusji w grupach tematycznych) zachęcą wielu użytkowników do współtworzenia portalu DEON.pl

redakcja portalu deon.pl



Powyższa deklaracja wydaje się być teoretycznie prawidłowa. Czy jest jednak zgodna z rzeczywistą treścią zawartą w tym portalu? Chyba nie do końca. W portalu Deon.pl istnieje dość obszerny dział dotyczący imion, imienin oraz świętych patronów. Mimo starań, nie udało mi się znaleźć autora lub autorów tego właśnie działu. W tej sytuacji pełna odpowiedzialność za całokształt tego działu spada na redakcję portalu. A wówczas powyższa deklaracja w odniesieniu do wspomnianego działu staje się fałszywa.


Podejrzewam, że w składzie redakcji znalazł się conajmniej jeden zakonnik jezuita „starej daty”, który w swoim zakonnym życiu nie zdołał opanować współczesnego języka polskiego. Jego przełożeni wyrządzili mu wielką krzywdę, zlecając opracowania żywotów świętych osobie bez właściwego przygotowania na każdej płaszczyźnie. Biedny zakonnik nie poradził sobie z tematem.


Wyprodukował zwyczajnego knota. Jeżeli przełożeni nie potrafili tego dostrzec, to nie są wcale bardziej wykształceni i prezentują bardzo niski poziom intelektualny. Mam wrażenie, że dzisiejsze Towarzystwo Jezusowe pod tym względem nie ma szans dorównać jezuitom ze Średniowiecza.


W opisach żywotów świętych patronów współczesny autor jezuita nagminnie stosuje słowa, które nie są już dzisiaj używane:

wedle, zrazu, pomieszcza, podległo, znikły, otwarł, wespół

zamiast

według, początkowo, umieszcza, uległo, zniknęły, otworzył, razem


Te słowa z minionej polszczyzny zapewne nie rażą w prywatnej osobistej rozmowie z autorem, ale w pisanym tekście adresowanym do odbiorców 25 – 65 lat są zwyczajnie naganne.


Podstawową treścią omawianego tu działu są ułożone poprawnie alfabetycznie krótkie żywoty niektórych świętych i błogosławionych Kościoła Katolickiego. Generalnie jednak są to żywoty budzące wątpliwości rzeczoznawców. Ci rzeczoznawcy w pewnym okresie dziejów KK podważali historyczną prawdziwość tych żywotów. W wielu przypadkach twierdzili wprost, że żywoty świętych są fałszywe, ponieważ dotyczą nigdy nie istniejących postaci. Zapewne częściowo mieli rację. Hagiografowie na podstawie szczątkowych informacji „budowali” obszerne żywoty, nasycone wymyślonymi cudami w zasadzie w celu chwalebnym. Te zmyślone żywoty miały rozbudzać u czytelników większą religijność i ufność w moc Bożą. Jednocześnie miały się przyczyniać do umacniania potęgi religijnej KK. W czasach współczesnych ludzie wykształceni dostrzegają prostackie cechy i naiwność żywotów dotyczących starożytnych świętych. Pojawiły się zatem krytyczne opracowania tych żywotów. W dużym stopniu tym tendencjom uległy też instytucje Stolicy Apostolskiej. W ostatniej reformie liturgicznej w roku 1969 watykańskie wykazy świętych zostały w dużym stopniu zredukowane lub zmodyfikowane. Ostatecznie to co próbuje robić Watykan można jakoś „przełknąć”. Gorzej jest wtedy, gdy za takie rewolucyjne zmiany biorą się lokalni „rzeczoznawcy”, tacy właśnie jak autor omawianego działu w Deon.pl.


Jego krytyczne podejście do wielu żywotów przejawiło się w typowych dla niego określeniach: prawdopodobnie ...; wydaje się, że...; zachodzi jednak pytanie...; tak właśnie przypuszcza wielu, ale...; zresztą nic ponadto powiedzieć nie potrafimy. Do tego wszystkiego autor dodał swoje własne komentarze. W efekcie powstał natłok wątpliwości i zastrzeżeń. Tylko komu i czemu ma to służyć? Czytelnikowi szukającemu pozytywnych żywotów ta praca anonimowego autora nie przyda się do niczego. I to ma się nazywać „pozytywnym oddziaływaniem na społeczeństwo”?


Nie przynoszą też chwały autorowi i redakcji portalu przypadki urwanych tekstów w niektórych żywotach.


przy Wilhelm Józef Chaminade: Cel będą miały pod …..(brak dalszego tekstu)


Znalazłem kilka takich przypadków. W moim przekonaniu są to dowody niechlujstwa. Nie przystoi to witrynie o religijnym charakterze. Przecież Jezus propagował dobrą i rzetelną pracę.


W jakiż to sposób ma się odbywać „pozytywne oddziaływanie na współczesne społeczeństwo”, jeżeli testy o świętych są naszpikowane łaciną i innymi obcojęzycznymi cytatami?



patrz Odo z Cambrai

patrz Nicetas z Remezjany

patrz Radegunda

patrz Benon z Miśni cytat niemiecki



Każdy przyzwoity autor stosując obce zwroty dodaje też polskie tłumaczenie. Chyba że ten autor zna doskonale łacinę, a nie zna w stopniu dostatecznym języka ojczystego. Tylko że wtedy nie powinien brać się za pisanie czegokolwiek.


Przeanalizowałem dość dokładnie zawartość działu imion witryny DEON, gdyż materiał ten w pewnym stopniu posłużył do weryfikacji poprawności żywotów świętych w moim archiwum. Ale jako zwykły czytelnik nie miałbym tu czego szukać.


Autor działu w swojej pracy użył programu, który nie przenosi niektórych obcych liter i zamiast nich wstawia znak „-”. Jest ich bardzo dużo. Żaden czytelnik nie może skorzystać z wybrakowanego tekstu. Przykłady poniżej.




Abbona z Fleury nie należy mylić z autorem wierszowanych Bella Parisiace Urbis. Ten ostatni był opatem w Saint-Germain-des-Pr-s, a zmarł po r. 921.

Prawidłowa nazwa - Saint-Germain-des-Prés

Rudezynd (Rosendo), biskup Mondo-edo. Urodził się 26 listopada 907 r. w rodzinie spokrewnionej z królami Asturii i Leonu. Bardzo wcześnie został biskupem w Mondo-edo.

Prawidłowa nazwa - Mondońedo



Poniższy przykład obrazuje zamieszczanie przez autora niezweryfikowanych danych historycznych. Czytelnik, który chciałby skorzystać z takich informacji w sytuacjach pozareligijnych ryzykuje ośmieszeniem się w oczach na przykład szkolnego historyka.




Urosz II Milutin. Znany także jako Stefan Urosz I Milutin, był najmłodszym synem Stefana Urosza I, zwanego Wielkim (1243-1276). Na tron wstąpił po swym bracie, Stefanie Dragutinie, którego w 1282 r. zmuszono do abdykacji.(...)W początkach XIV stulecia zmierzyć się musiał ze swym bratem Dragutinem. Po kilku latach walka zakończyła się ugodą. Król zmarł 2 grudnia 1321 r. Jego następcą został jego syn, Stefan Urosz II, zwany Deczańskim. Za panowania też syna, w 1324 r. Cerkiew uznała Urosza II Milutina świętym.


Wersja poprawna: Król Urosz II Milutin zmarł 29 października 1321, w Cerkwi czczony 30 października. Natomiast 2 grudnia, ale w roku 1371 został zamordowany Urosz V. Stefan Deczański, syn Milutina, był Uroszem III, a nie Uroszem II.




Rahab z Księgi Jozuego była prostytutką, która przyjęła u siebie dwóch zwiadowców, wysłanych na spenetrowanie obronności Jerycha. Gdy ich pilnie poszukiwano, ona dała im schronienie. W nagrodę za to razem z rodziną ocalona została w czasie rzezi, jaka nastąpiła po zdobyciu miasta przez Izraelitów. Wedle tradycji żydowskiej, miała potem poślubić Salmona, księcia z pokolenia Judy, a tak stała się matką Booza. W każdym razie widnieje w podanej przez Ewangelię św. Mateusza genealogii Jezusa (1, 5). W Liście do Hebrajczyków ukazano ją jako przykład usprawiedliwienia przez wiarę (11, 31). Natomiast w Liście św. Jakuba ma potwierdzać zasadę, że -wiara bez uczynków jest bezowocna- (2, 20-26). Ojcowie Kościoła dopatrywali się w niej ponadto figury narodów, które z pogaństwa nawróciły się na chrześcijaństwo. Do martyrologiów jej nie wpisywano. Mimo to tu i ówdzie wysławiano jej postać tak, jak wysławia się święte.

W Pismach Nowego Testamentu nie ma ani jednej wzmianki, która sugerowałaby że prostytutka Rahab z Jerycha poślubiła księcia Salmona. Nic też o tym nie wiadomo z jakiejś tradycji żydowskiej. Imię Rahab w czasach starożytnych w Kanaanie było bardzo popularne. Takie imię nosiła też córka Besaleela, biblijnego mistrza rzemiosł u Mojżesza. To ona około roku 1254 p. n. e. poślubiła Salmona. Tymczasem Rahab nierządnica nie dała żadnych powodów, aby ją później wspominano w aspekcie wiary. Zawarła zwykły typowy układ z wywiadowcami. Pomogła im zachować życie za obietnicę zachowania życia jej i rodziny.

Ponadto autor z Deonu stosuje charakterystyczne dla siebie i rażące zwroty typu "a tak..." oraz "tu i ówdzie".


Inny typ błędnej informacji:


Sydnejusz. Jest to zlatynizowana forma angielskiego imienia Sydney, które zostało utworzone od nazwy australijskiego miasta, lub jedna z postaci grecko-łacińskiego imienia SYDONIUSZ.


Sydnejusz w żaden sposób nie może być jedną z postaci imienia Sydoniusz. „Gdzie Rzym, gdzie Krym...”
Chyba należy to traktować jako autorski przebłysk inteligencji jezuickiej.




Patern, biskup Avranches. W literaturze hagiograficznej występuje zazwyczaj w towarzystwie św. Skubiliona. Urodził się około 480 r. w Poitiers. Gdy miał dwadzieścia lat, przywdział w Ansion habit mnisi. Tęskniąc za życiem doskonalszym, udał się potem ze Skubilionem do Scicy, gdzie panowało jeszcze bałwochwalstwo. Najpierw przebywali w odosobnieniu, potem jęli się pracy ewangelizacyjnej. Gdy około r. 550 zmarł w Avranches biskup Idzi, Paterna powołano na osieroconą stolicę. Zmarł 16 kwietnia 564 r. W czasie napaści Normanów ciało przeniesiono do Orleanu. Paterna wzywano po ukąszeniu przez węża oraz przy ślepocie i paraliżu. Jego Vita sporządził Wenancjusz Fortunat.

*******

Patern z Sens. Około 875 r. Usuardus wprowadził go do swego martyrologium pod dniem 12 listopada. Na początku XII w. jakiś mnich z opactwa Saint-Pierre-le-Vif w Sens ułożył Passio, przy czym posłużył się wieloma kliszami hagiograficznymi. Wedle niego Patern miał pochodzić z Coutances. Młodo został mnichem w Scicy (Sesciacum). Gdy zasłynął z cudów i zdobył wielki rozgłos, zdecydował się ujść z opactwa. W końcu udał się do klasztoru Saint-Pierre w Jaulnes, ale tam na nowo zasłynął z nadprzyrodzonych darów. Kiedyś wybrał się w odwiedziny do Sens. Gdy wracał, napadli nań w borze zbójcy, których nadaremnie usiłował nawrócić. Odrąbali mu głowę. Ciało odszukał i godnie pochował Ebbo, biskup Sens. Zachodzi jednak pytanie, czy ta opowieść nie została ułożona po to, żeby wyjaśnić obecność relikwii biskupa Avranches w okolicach Sens, dokąd w IX w. uniesione zostały z obawy przed napadami Normanów. Wspomnienie obchodzono 13 lub 12 listopada.


W efekcie tekst zupełnie niezrozumiały. Skoro relikwie Paterna, biskupa Avranches przeniesiono do Orleanu, to jakim sposobem miałyby znaleźć się w Sens?



Paula i Cyriak, męczennicy z Malagi (-) W Martyrologium Rzymskim spotykamy ich pod dniem 18 czerwca. Wedle tego samego zapisu mieli być razem ukamienowani. Wiemy jednak, że w Martyrologium Hieronimiańskim Cyriak występuje kilkakrotnie między dniami 16 a 21 czerwca, i to z różnymi towarzyszami: z Pawłem, to znowu z Pawłem i Paulą albo jeszcze z innymi. Trudno uporządkować to widoczne zamieszanie, powiększone zróżnicowaną lokalizacją domniemanego męczeństwa. Jako taka występuje w zapisach Afryka, Rzym, Tomi, Kordoba, Tremeta itd. Prawdopodobne wydaje się to, że chodzi ciągle o męczenników afrykańskich z czasów Dioklecjana i Maksymiana. Prokonsul Anolinus kazał chrześcijan sprowadzić do Kartaginy. Wśród nich znaleźli się Cyriak oraz jego osiemnastoletnia siostra Paula. Ci czczeni byli potem w hiszpańskiej Maladze i tam też z czasem uznani za świętych lokalnych.


A nie prościej uznać, że Cyriak i Paula byli rzeczywistymi męczennikami w Maladze? Imiona Cyriak i Paula były wówczas bardzo popularne w różnych miejscowościach Cesarstwa.



Paulin, biskup Besançon. Wedle niektórych miał być następcą Maksymina, wedle innych jest z nim identyczny. W każdym razie jego imię na liście biskupów tej stolicy pojawiło się dopiero w XI stuleciu. W dyskusji nad wiarogodnością tej wzmianki wysunięto także hipotezę, wedle której zapis wywodzi się z jakichś oznak czci okazywanej Paulinowi z Trewiru.


Skoro o wiarygodności mają decydować hipotezy a nie fakty, to chyba lepiej pozostawiać żywoty bez komentarzy.




Peregryn z Piacenzy. Jest postacią, której historyczność okazuje się co najmniej wątpliwa. Miał pod koniec IV stulecia dzielnie ewangelizować wymienione miasto. Dzięki niemu znikły tam ostatnie ślady pogaństwa. Z jego też inicjatywy zbudowano kościół ku czci św. Sawina. Pierwsze pisane wiadomości o tym pochodzą jednak z XI stulecia. Potem jako jego dies natalis podawano 10 lutego. W końcu uznano go za nudum nomen.




W zapisach martyrologicznych spotykamy pod tym imieniem dwóch męczenników. Umieszczeni są pod 6 marca i 29 września. Jeden z nich jest jednak purum nomen: nic o nim nie wiemy, a grupa, do której został zaliczony, wydaje się tworem sztucznym. Druga wzmianka powstała ze zniekształcenia imienia Placidus; także i o tym męczenniku niczego, co byłoby prawdopodobne, powiedzieć się nie da.




Prokul, biskup Narni. Jest postacią co najmniej enigmatyczną. Istnieją podejrzenia, że jest repliką męczennika, czczonego w Terni lub w Bolonii. W Martyrologium Rzymskim widnieje pod 1 grudnia jako biskup, który śmierci męczeńskiej dostąpił w czasie najazdu Totyli. Baroniusz zaczerpnął tę wiadomość z martyrologium Usuarda, skąd zaś czerpał ten ostatni, trudno powiedzieć.




Prymazjusz, męczennik. Święty, którego pod tym imieniem martyrologia wspominały 25 lutego, ma może zniekształcone imię i należy do sztucznie utworzonej grupy męczenników afrykańskich. Pozbierano ich z dziejów i korespondencji św. Cypriana. Poza tym nic o nim nie potrafimy powiedzieć.




Prymus, Makary, Just i Amarant. Wedle Martyrologium Hieronimiańskiego tworzą oni grupę męczenników afrykańskich. Nie wiemy jednak, gdzie i kiedy ponieśli śmierć za wiarę. Ich wspomnienie miałoby przypadać 8 listopada. Przypuszczalnie zgrupowano ich sztucznie. Są może męczennikami z różnych epok i z różnych afrykańskich miejscowości.




Felicissima. Święta, która nosić miała to imię, trzykrotnie pojawia się w martyrologiach: 26 maja, 12 sierpnia i 24 listopada. W pierwszym wspomnieniu mowa o męczennicy z Todi. Druga wzmiankowana jest jako dziewica umęczona w Falerii, w Umbrii. Trzecia widnieje jako męczennica z Perugii, w Toskanii. Czy są to rzeczywiście trzy odrębne postacie- Czy nie nastąpiło tu raczej rozszczepienie tego samego, pierwotnego kultu- Tak właśnie przypuszcza wielu. Zresztą nic ponadto o tych męczennicach powiedzieć nie potrafimy, a Passio (BHL 3630), którą poświęcono drugiej, mówiąc zarazem o męczenniku Gratylianie, jest tworem pozbawionym jakiejkolwiek wartości historycznej.


Komu i do czego mają się przydać takie informacje?


Przykład na sprzeczne informacje:



Ptolomeusz, męczennik aleksandryjski. Wymienia go biskup Dionizy w liście zachowanym u Euzebiusza (VI, 41). Był jednym z żołnierzy, którzy towarzyszyli innym skazańcom na miejsce ich męki. Dionizy wymienił Amona, Zenona, Ptolemeusza, Ingenesa oraz starca Teofila. Oni to gestami i całą swą postawą zachęcali chwiejnych do wytrwania. Potem, zanim ich zdążono pochwycić, sami pobiegli do ławy oskarżonych i oświadczyli, że są chrześcijanami. Dzięki temu dostąpili, jak poprzednicy, męczeństwa. Redaktorzy średniowiecznych martyrologiów swobodnie obeszli się z ich wspomnieniem. W Martyrologium Rzymskim spotykamy ich obecnie pod dniem 20 grudnia.

******

Zenon, męczennik z Aleksandrii. W swej Historii kościelnej Euzebiusz cytuje list Dionizego Aleksandryjskiego do Fabiusza, a w nim relację o męczennikach z czasów Decjusza (249-251). Między innymi czytamy w niej, że w czasie sądzenia chrześcijan w trybunale znalazła się garstka żołnierzy. Znakami i rozmaitymi gestami starali się oni powstrzymać przed odstępstwem od wiary sądzonych chrześcijan; w ten sposób sami ujawnili się jako chrześcijanie. Zresztą zadeklarowali to potem otwarcie. Zgładzono ich bez zwłoki. Ado, który Historię znał z przekładu Rufina, wprowadził męczenników do swego martyrologium pod dniem 20 grudnia. Jednym z nich - obok Amona, Ptolomeusza i Engenesa - był właśnie Zeno. W nowym Martyrologium Rzymskim wspomina się ich 1 czerwca, bo taką datę podają starożytne teksty etiopskie. Razem z żołnierzami wymienia się również starca Teofila.




Osobliwym pomysłem autora z Deonu wobec niektórych starożytnych żywotów jest dość częste używanie zwrotu „wolno zatem przypuszczać, że...”. Oczywiście autor dalej ujawnia własne przypuszczenia, które wcale nie muszą być zgodne z prawdą. Dziwne to, jeżeli autor z Deonu krytykuje innych autorów fikcyjnych żywotów.


Powyższe cytowane przykłady z pracy autora są zaledwie garścią przykładów, których w omawianej pracy jest ogromna ilość.


Z tych powodów cały dział imion i ich wątpliwych patronów należałoby wycofać z internetu i zastąpić porządnym opracowaniem przez autora o wyższych kwalifikacjach. Towarzystwo Jezusowe powinno przecież dbać o swoje dobre imię.

-----------------------------------

Zbigniew Chorąży

Zawady – Repki, lipiec 2010


Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów