Bez znieczulenia

Autor tekstu: Marek Rymuszko



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 2 z 2010 roku.


----------------------------------------------


Wszyscy, którzy w minionych miesiącach zwracali się do właściwych urzędów i instytucji z prośbą o zweryfikowanie prawdziwości informacji dotyczących rychłych utrudnień w dostępie do witamin, ziół i suplementów diet, otrzymywali oficjalne odpowiedzi, że wprowadzenia żadnych tego rodzaju ograniczeń się nie przewiduje, a alarmistyczne doniesienia na temat Codexu Alimentarius stanowią medialny wymysł. Dziś już wiadomo, że adresatów tej korespondencji wprowadzono w błąd. To praktyka absolutnie niedopuszczalna, z której władze mają obowiązek wytłumaczyć się przed opinią publiczną.


Przypomnijmy: w listopadzie 2008 r. w dwóch artykułach: Skandal oraz Orwell na talerzu ostrzegliśmy przed przygotowywanymi w ramach Unii Europejskiej oraz związanych z pracami nad tzw. osławionym Codexem Alimentarius rozwiązaniami prawnymi, w myśl których od 1 stycznia 2010 r. dostęp do niektórych witamin, ziół i suplementów żywności ma zostać poważnie ograniczony. Publikacje te potraktowano z pełnym niedowierzaniem, a internetowe doniesienia na ten temat, dotyczące zwłaszcza prac nad Kodeksem Żywnościowym FAO/WHO, określono mianem nieprawdziwych. Taka też była myśl przewodnia udzielanych przez Głównego Inspektora Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w reakcji na kierowane pod jego adresem przez osoby prywatne oraz firmy pytania (zobacz publikację Codex Alimentarius Polsce na razie nie grozi? w nr 6 z 2009 r).


Tymczasem rzeczywistość jest inna. Z początkiem tego roku w państwach Unii Europejskiej weszła w życie Dyrektywa 2002/46/EC. Zgodnie z nią, a ściślej mówiąc wydanymi na jej podstawie w poszczególnych krajach UE, w tym także w Polsce, przepisami, z rynku ma zniknąć wiele powszechnie dostępnych dotychczas preparatów witaminowych, suplementów diet, ziół i dermo-kosmetyków. Wszystko to odbywa się pod pretekstem uporządkowania rynku leków, a precyzyjnie rzecz ujmując, konieczności zarejestrowania licznych naturalnych produktów w trybie przewidzianym właśnie dla leków. Związana z tym procedura trwa wiele miesięcy, a niekiedy nawet długie lata, zaś kryteria zakwalifikowania konkretnych specyfików do wspomnianej kategorii są wysoce niejasne i – trudno oprzeć się takiemu wrażeniu – celowo pogmatwane. Dodajmy, że całą operację, dokonywaną na żywej tkance społecznej, przeprowadza się brutalnie, niezdezynfekowanymi narzędziami i bez znieczulenia. Efekt? W najbliższych tygodniach z półek polskich aptek oraz innych placówek handlowych zniknie wiele wartościowych substancji, suplementów oraz środków, których terapeutyczne wartości sprawdziły na sobie miliony ludzi.


W momencie, gdy tekst ten powstaje, panuje pełen chaos, gdyż Ministerstwo Zdrowia – żeby choć raz stało się inaczej! – nie zdążyło opracować na czas odpowiednich regulacji. Wygenerowany przez nie 30 listopada 2009 r. Komunikat Ministra Zdrowia (podpisany przez podsekretarza stanu, Marka Twardowskiego) w sprawie wykazu produktów leczniczych, które mogą być dopuszczone do obrotu w placówkach obrotu pozaaptecznego oraz punktach


MINISTERSTWO ZDROWIA Warszawa, 30 listopada 2009 r.

Podsekretarz Stanu

Marek Twardowski


Komunikat Ministra Zdrowia w sprawie wykazu produktów leczniczych, które mogą być dopuszczone do obrotu w placówkach obrotu pozaaptecznego oraz punktach aptecznych.


W związku z wcześniejszymi zapowiedziami odnośnie nowelizacji rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 6 października2009 r. w sprawie wykazu produktów leczniczych, które mogą być dopuszczone do obrotu w placówkach obrotu pozaaptecznego oraz punktach aptecznych (Dz. U. Nr 171, poz. 1335) w załączeniu przekazuję propozycję przedmiotowego wykazu z uprzejmą prośbą o zgłaszanie ewentualnych uwag do dnia 13 grudnia 2009 r. Uwagi w formie elektronicznej bardzo proszę przesyłać na adres email: wykaz@mz.gov.pl. Jednocześnie bardzo proszę o wstępną analizę ewentualnych uwag pod kątem ich zgodności rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 2 lutego 2009 r. w sprawie kryteriów klasyfikacji produktów leczniczych, które mogą być dopuszczone do obrotu w placówkach obrotu pozaaptecznego oraz punktach aptecznych (Dz. U. Nr 24, poz. 151 z późn. zm.).

/-/ Marek Twardowski

(podpis i pieczątka)



aptecznych, którego adresatom dano niespełna dwa tygodnie na zgłoszenie w stosunku do jego treści uwag, trzeba uznać za praktykę iście kuriozalną, jeśli wziąć pod uwagę, że załącznik do owego komunikatu – uwaga, uwaga, usiądźcie w tym momencie w fotelu – jeśli chodzi o listę leków, zawiera blisko 19 tysięcy pozycji (!), w odniesieniu do tzw. suplementów ok. 2 tysięcy, a w przypadku produktów dopuszczonych do sprzedaży w sklepach ogólnodostępnych i specjalistycznych – ponad 400. Całość trudno ocenić inaczej niż w kategoriach ponurego żartu i nie można w tej sytuacji dziwić się, że konsekwencją próby takiego załatwienia sprawy stała się potężna awantura.


Informacja zaczerpnięta z portalu rynekzdrowia.pl

--------------------------------------------------------------------

Obrót pozaapteczny lekami: 11 dni na składanie uwag

2009-12-02 11:55:00

Resort zdrowia czeka na uwagi do wykazu leków pozostających w obrocie pozaaptecznym.

Do 13 grudnia 2009 roku zainteresowani mogą zgłaszać swoje uwagi w sprawie wykazu produktów leczniczych, które mogą być dopuszczone do obrotu w placówkach obrotu pozaaptecznego oraz punktach aptecznych.

Przypominamy, że w nowelizacji rozporządzenia ministra zdrowia z 6 października 2009 roku, na liście produktów leczniczych dopuszczonych do obrotu w punktach aptecznych nie znalazło się wiele leków dostępnych bez recepty, mimo że te same leki mogą być dystrybuowane przez sklepy zielarsko-medyczne.

Ponadto umieszczono w nim nazwy handlowe preparatów, a nie nazwy substancji chemicznych, które są składnikami preparatów. To może uniemożliwić wydanie tańszego odpowiednika drogiego leku. W przypadku niektórych leków produkowanych w wielu dawkach, wykaz nie uwzględnia również umieszczenia wszystkich dawek tych preparatów.

Przedstawiciele Izby Gospodarczej Właścicieli Punktów Aptecznych i Aptek (IGWPAiA) zapowiedzieli wystąpienie z pozwem zbiorowym przeciwko skarbowi państwa, gdyby wykaz wszedł w życie w wersji proponowanej pierwotnie przez Ministerstwo Zdrowia.


Finalny zaś rezultat całego tego zamieszania jest taki, że w ostatnich tygodniach roku nie było wiadomo, które ze wspomnianych produktów obronią swój dotychczasowy status, które zaś będą musiały zostać poddane procedurze rejestracyjnej przewidzianej dla leków, co na dłuższy czas wyeliminuje je z obrotu. Wszystko to odbywa się pod hasłem troski o ludzkie zdrowie i bez poszanowania elementarnych interesów obywateli.


Oczywiście każdy kij ma dwa końce. Sytuacji, do jakiej doszło, winni są często producenci określonych środków i suplementów diet, którzy chcąc uciec spod rygorów uciążliwej procedury wpisywania ich na listę leków – nierzadko w dowolny sposób zmieniali kwalifikację tych wyrobów, nadając im status umożliwiający niczym nie skrępowaną sprzedaż. Co więcej, niektóre firmy ze swoimi produktami już wcześniej weszły na ścieżkę rejestracyjną przewidzianą dla leków, później ją porzucając. To praktyka niemądra i krótkowzroczna, która wcześniej czy później musiała się skończyć megakonfliktem godzącym w interesy klientów. Nie uzasadnia to jednak w żadnej mierze wycofywania z rynku witamin, ziół oraz innych niezwykle wartościowych z punktu widzenia ludzkiego zdrowia artykułów pod pretekstem, że leczą, mimo że nie mają do tego prawa!


Za całą sprawą kryją się, rzecz jasna, pieniądze – duże pieniądze – jako że procedura rejestracyjna leków wiąże się z koniecznością poniesienia przez wytwórcę wysokich kosztów. Z drugiej jednak strony, trudno nie zauważyć, że ludzie i struktury odpowiedzialne za wspomniane decyzje doszczętnie pogubili się w swoich tłumaczeniach i wyjaśnieniach. Dopiero co np. słyszeliśmy – vide „ideowe” założenia Codexu Alimentarius – że witaminy i zioła (nie podlegające opatentowaniu, ergo nie generujące zysków, jakich oczekują wielkie koncerny farmaceutyczne) nie leczą, a nawet są szkodliwe (sic!!! – przypomnijmy sobie falę inspirowanych publikacji, w których usiłowano lansować taką właśnie tezę). Obecnie okazuje się, że właśnie dlatego, iż mają one właściwości lecznicze, produkty zawierające tego rodzaju składniki powinny podlegać rejestracji przewidzianej dla leków. W taki sposób niezłomni „obrońcy” ludzkiego zdrowia, starający się utrudnić wszelkimi sposobami dostęp do naturalnych metod leczenia, sami zagonili się w kozi róg. Tu również leży przyczyna nieporadności w objaśnianiu, z jakich to powodów specyfiki czy suplementy diety zawierające np. miętę, miłorząb japoński czy żeńszeń, nie mówiąc już o witaminach (w zależności od „stężenia” w nich czystej witaminy właśnie) i ziołach powinny zostać zakwalifikowane jako lek, skoro w zasadzie, o czym uprzednio namiętnie przekonywano, substancje te rzekomo nie leczą.


W sprawie nowych ministerialnych regulacji wprowadzanych pod przykrywką „nowelizacji” aktu już obowiązującego (tj. rozporządzenia Ministra Zdrowia z 6 października 2009 r.) szykują się procesy, jakie skarbowi państwa zamierzają wytoczyć producenci niektórych specyfików oraz Izba Gospodarcza Właścicieli Punktów Aptecznych i Aptek. Z naszego – redakcyjnego i czytelniczego punktu widzenia – równie ważna, jeśli nie najważniejsza, okazuje się natomiast ocena obecnej sytuacji, formułowana na płaszczyźnie społecznej i aksjologicznej.


Są mianowicie granice absurdu, obłudy i kłamstwa w traktowaniu obywateli. W tym przypadku nie po raz pierwszy zostały one przekroczone. Nie możemy pozwolić się dłużej bezkarnie otumaniać, oszukiwać, przede wszystkim zaś potulnie godzić na to, by ograniczano nasze prawa do wyboru takich metod terapii, które z własnego punktu widzenia uważamy za najwłaściwsze i najskuteczniejsze. To nie państwa ani organizacje międzynarodowe w rodzaju Unii Europejskiej, WHO czy FAO będą decydowały w naszym imieniu, co jest dobre dla ludzkiego zdrowia, a co nie; z czego wolno nam korzystać, a od czego wara. Praktyka po wielokroć już udowodniła, że przepisywane przez polityków wszelkiej maści – a wspomniane organizacje zostały przez nich zdominowane – receptury są funta kłaków warte, od stosowania zaś serwowanych na ich podstawie terapii łatwiej się rozchorować niż zachować dobrostan.


Dlatego wszelkie tego rodzaju działania muszą spotkać się z ostrym i zdecydowanym społecznym sprzeciwem. W przeciwnym razie wkrótce w najistotniejszych dla naszego zdrowia sprawach nie będziemy mieli nic do powiedzenia, gdyż o tym, jak powinniśmy się leczyć, kiedy i na co zaszczepić, a także co wolno jeść, czego zaś spożywać się zabrania (np. – potencjalnie – warzyw z przydomowych ogródków), zadecydują inni w imię interesów, z którymi nie mamy nic wspólnego. Nie można do tego dopuścić.


Po raz kolejny polecamy wnikliwe śledzenie tego, co jest publikowane na stronach internetowych, których wykaz podaliśmy w nr 11/2008 w zakończeniu publikacji Orwell na talerzu. Szczególnej uwadze polecamy strony www.stopcodex.pl , www.fnbg.pl oraz www.kodeks-a-zdrowie.pl , gdzie przez cały czas ukazują się aktualne informacje oraz komentarze poświęcone sygnalizowanym problemom.


-----------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów