Gangsterzy w białych kitlach

Autor tekstu: Maciej Kaniewski



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 10 z 2008 roku.


----------------------------------------------

(Korespondencja z USA)


Raport New York Times na temat przekrętów i nieuczciwych praktyk przemysłu farmaceutycznego można przyrównać do terapii szokowej. Coraz więcej osób pyta – Jak to możliwe, że daliśmy się tak ogłupić i jaką w tym rolę odgrywa państwo?


Łapownictwo jest stare jak świat. Przestaliśmy się już temu dziwić. Dziwilibyśmy się, gdyby go nie było. Natomiast łapownictwo igrające z twoim życiem, dotykające cię ze strony ludzi, do których błagalnie wyciągasz ręce po ratunek, masz do nich pełne zaufanie – przy czym chodzi tu o osoby, które składają przysięgę Hipokratesa i choćby z tego powodu zostały postawione na piedestale – to niejako odwrotna strona medalu.


Niedawno New York Times obnażył te podziemne arkana, opisując jak pozbawione jakichkolwiek zasad etycznych kolosy farmakologiczne, dla których nie liczy się nic poza władzą i mamoną, wciągają w swoje macki uczciwych i oddanych pacjentom lekarzy. Przyjrzyjmy się więc bliżej temu, co dziś określa się mianem zwyczajnej medycznej procedury.


W 2001 roku wypisano w USA 2,8 miliarda recept. To przeciętnie 9,9 recepty na każdą babcię tudzież niemowlaczka. Statystyki sporządzone przez dr Mar Haymen i Marka Liponisa, a ujawnione w jednym z bardzo rzadkich występujących w obronie konsumenta magazynów Ultrapenetion, zostały opatrzone przez dr Haymen bardzo znaczącym komentarzem: Farmacja i recepty, potrzebne czy nie – wymknęły się całkowicie spod kontroli.


Przeprowadzono między innymi wywiad z dr Robertem Cohenem, autorem wiekopomnego dzieła Mleko śmiertelną trucizną. Byłoby to może zabawne, gdyby nie było tragiczne. Amerykanie bowiem, niestety, wierzą w reklamę. Coraz mniej, ale ciągle wierzą. Zdumiewająca jest ta siła fałszywego marketingu i propagandy.


Jak to się odbywa? Bardzo prosto. Koncerny farmakologiczne płacą skorumpowanym lekarzom potężne sumy. Jednocześnie informuje się o naborze chętnych do wystąpienia w roli świnki doświadczalnej. Obiecuje im się złote góry. Wielu ubogich Amerykanów daje się na to nabrać, jako że w ogłoszeniu zawsze jest mowa o dokładnym przebadaniu pacjenta.


Pacjent rzeczywiście zostaje przebadany od A do Z, a później przez 12 miesięcy karmi się go nowoodkrytym lekiem. Tysiące lekarzy partycypuje w tym kryminalnym oszustwie. Ryzykują naszym życiem i zdrowiem, bo petunia non olet.


Po wprowadzeniu leku na rynek następują tak zwane konsultacje. Polegają na tym, że „swój” lekarz wypisuje medykamenty znacznie droższe, niż konkurencyjnych firm. Inkasuje dziesiątki tysięcy dolarów. A ty? Ty jesteś po paru miesiącach „zawieszony”, jak ja byłem na Zanatacu i Valium. Te skandaliczne praktyki są stosowane powszechnie. To akademicki wręcz przykład bezkarnej, kryminalnej działalności typowej dla przemysłu farmaceutycznego i „zorganizowanej medycyny”.


Dla początkujących urządza się nieodpłatne wakacje na Hawajach. Obsypuje się ich również podarkami, a wszystko pod hasłem kontynuowania edukacji. Niestety, większość lekarzy daje się „wyedukować” i przepisują pacjentom to, co ich „dobroczyńcy” zalecają.


Swego czasu byłem świadkiem takiej „edukacji” w Hilton Hawaiian Village. Wykłady „edukacyjne” trwały 45 minut i miały bardzo słabą frekwencję.


Niektóre lekarstwa proponuje się z 500-tysięcznym narzutem, czyli kosztują one pół miliona więcej niż zawarte w nich ingrediencje. Farmakolodzy, by sprzedać jak najwięcej pigułek, nie cofną się przed niczym, przed żadnym kłamstwem i oszustwem.


Wymyśla się nowe choroby i zachęca rodziców do ordynowania niekiedy wręcz narkotycznych leków dzieciom. Kto słyszał o samobójstwach wśród dzieci 20 - 30 lat temu? Dziś to zjawisko powszechne. Prozak dla trzylatka. Genialne.


Badania laboratoryjne skwapliwie unikają wykazania jakichkolwiek negatywnych efektów. Media za pozytywne publikacje dostają miliony dolarów. Skaczą jak pan każe. Wywiera się też presję na FDA (amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków – przyp. red. ), aby przedłużyć obecność na rynku śmiercionośnego leku chociażby o jeden rok. I na ogół się to udaje. Przykład: osławiona historia z Vioxxem. Jeden rok to góra szmalu. A że Vioxx zabijał – drobiazg.


Wszystko pracuje jak w szwajcarskim zegarku. Krzywa profitu stale wzrasta, a tymczasem krzywa zdrowotna społeczeństwa spada na łeb na szyję. Generalnie wszystkie te pigułki, proszki, syropki, małmazje tworzą ze społeczeństwa populację chemicznych zombie, cierpiącą z powodu niezwykle toksycznych działań ubocznych „przecudownych” panaceów. To największa granda i oszustwo w dziejach naszego kraju – stwierdził New York Times.


FDA pod naciskiem opinii publicznej przesłuchało dr Davida Grahama, uczciwego człowieka, który ryzykując karierę poinformował o działaniach ubocznych Vioxx. Przy okazji nadmienił, że zdaniem jego kolegów 60 % operacji chirurgicznych odbywa się bez koniecznej, uzasadnionej przyczyny.


Przemysł farmaceutyczny zmonopolizował amerykański rynek. Nie wolno przywozić leków z Kanady, FDA tańczy w rytm życzeń koncernów, a korupcja lekarzy osiąga szczyty.


Statystyki medycyny konwencjonalnej podają, że co roku od przepisanych leków umiera 100 tysięcy Amerykanów. Natomiast dwa miliony traci z tego powodu zdrowie wskutek trwałego uszkodzenia organów wewnętrznych z kalectwem włącznie. Jeden z senatorów nazwał to zjawisko medycznym holocaustem, po czym bardzo szybko zamilkł.


Etyka z wolna staje się pojęciem zapomnianym. Ważne jest, ile pieniędzy wpłynie do kieszeni akcjonariuszy i ile setek milionów rocznego bonusu zgarnie prezes koncernu farmaceutycznego i jego najbliżsi współpracownicy.


Największym skandalem jest fakt, że wspaniałe panacea okazują się w wielu przypadkach nieskuteczne. Większość leków zaledwie łagodzi symptomy choroby i utrzymuje pacjenta tak długo przy życiu, jak długo wystarcza mu pieniędzy na leczenie.


Statyny (statin) to następna bajka o żelaznym wilku. Przepisuje się je na prawo i lewo na każdą odmianę chronicznych zaburzeń metabolizmu, choćby wystarczyłyby w tym celu naturalne odżywki, dieta i gimnastyka.


Kolejny horror to reklamowane do szaleństwa leki bez recepty. Są drogie i w wielu przypadkach okazują się kompletnie bezużyteczne, a jednocześnie bardzo niebezpieczne. Np. NSDIDs (lek przeciwbólowy i jemu podobne) uśmiercają do 40 tys. osób rocznie, wywołując wewnętrzne krwawienie, a nie oferując pacjentowi nic w zamian. Tymczasem wystarczyłaby odpowiednia kuracja prowadzona pod okiem dobrego dietetyka. W tym czasie FDA poświęca swą energię na wycofanie z rynku rozmaitych ziołowych herbatek.


Ziołolecznictwo to śmiertelny wróg farmakologów. Po pierwsze, zioła są tanie. Po drugie – co gorsza – pomagają.


Wielu pracowników rządowych ma ścisłe powiązania z kolosem farmakologicznym. Na czele z prezydentem Georgem W. Buszem, który w trosce o zdrowie amerykańskich staruszków zabronił im sprowadzania leków z Kanady. Ten sam producent, ten sam skład chemiczny, ta sama nalepka, tyle że cena niższa nieraz o 80 %. Wzruszająca jest taka troskliwość.


Innego rodzaju symptom to załatwienie sobie ciepłej posadki jeszcze w okresie pracy dla rządu USA. Kto wie np., że Henry Kissinger był przez wiele lat przedstawicielem interesów Libii, znajdującej sią na liście państw terrorystycznych? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że Colin Powell ma obecnie intratną robotę w chińskim przemyśle zbrojeniowym? Naturalnie nie jest w to bezpośrednio zaangażowany, broń Boże, ma tylko, podkreślam, głos doradczy. Nic dziwnego, że farmakologia czuje się bezkarna.


Podam jeszcze jeden przykład z serii, tym razem bezprecedensowy. Kiedy rząd USA postanawia dokonać wielkiego zakupu zbrojeniowego, cywilnego etc. – ogłasza przetarg. Ma prawo do targowania się i stawiania warunków. Reguła ta jednak w dziwny sposób nie dotyczy przemysłu farmaceutycznego. To on dyktuje ceny, a podatnik płaci setki miliardów za leki dla emerytów, którym co chwila w ten czy inny sposób coś się „obcina”. Nasz system medyczny to zwykłe szambo – napisał New York Times. Jesteśmy bardziej chorzy i otyli niż nasi rodzice i dziadkowie. Tak naprawdę dobra porada lekarska do szerokiej rzeszy ludzi nie dociera.


Najlepszą radę serwuje dr Null (od lat procesujący się z farmacją o zniesławienie). Powiada on otwarcie, że nie ma lekarstwa na śmierć. Natomiast doskonałym czynnikiem podtrzymania zdrowia jest słońce. W swoje posiłki włącz spirulinę, chlorellę (wyciąg z algi mający właściwości antyrakotwórcze) – apeluje wspomniany lekarz. Rzuć palenie. Raz na zawsze zapomnij o coca coli i wszelkich „oranżowatych” napojach. Zmuś się, nawet jeśli nie masz ochoty, do gimnastyki. Może to być spacer, jazda na rowerze – wszystko co uaktywnia pracę serca i oddech. Tlen to żywiciel.


Chińczycy opracowali na ten temat wielotomowe dzieła. Wystarczy, gdy będziesz się starał oddychać pełną piersią. Jedz, na co masz ochotę, z wyjątkiem... dr Null ujął to w wyśmienity sposób: Wszystko, co białe to twój wróg: mąka, cukier, sól, tłuszcz etc. I pij co najmniej 8 szklanek wody dziennie.


Społeczeństwo powoli, bardzo powoli budzi się z tego amotycznego letargu. Coraz bardziej uświadamia sobie, że Wielka Medycyna nie zna umiaru, a wszechogarniające szalbierstwo zaczyna powoli ukazywać swą prawdziwą twarz. Naród jest i przestraszony i zszokowany. Orgia profitu zaślepia profitobiorców. Coraz częściej słychać głosy: Daliśmy się zwariować i tym „chemicznym draniom” i naszej administracji. Jak to możliwe, że takiemu amokowi uległo całe państwo? Strach dziś iść do lekarza. Jak do tego doszło?


New York Times wyjaśnia, że kropla po kropli nasączono mózgi ludzkie receptami leków, które ten umysł jakby przyciemniały. Powoli napojono społeczeństwo kultem pigułki. Był to „przekręt” tysiąclecia, tym bardziej perfidny, że dokonany w obliczu prawa i z błogosławieństwem ojców narodu.


Szalbierstwa na taką skalę na dłuższą metę nie dało się ukryć. Następuje gwałtowny powrót do medycyny naturalnej. Przemysł farmaceutyczny boi się tej „zarazy” jak ognia. Zawiadujący nim ludzie w przeciągu ostatnich lat zarobili tryliony dolarów. Próbują więc z medycyną naturalną walczyć środkami prawnymi. Szanse powodzenia krucjaty są jednak małe. Każdy kongresman i senator jest bowiem świadom tego, że jego głos przeciw medycynie naturalnej byłby końcem politycznej kariery.


Gdy pisałem ten artykuł, pytano mnie, czy nie podchodzę do raportu NYT zbyt mało krytycznie. Nie, nie podchodzę. Po pierwsze, wszystko to przeżyłem na własnej skórze, a po drugie, gdyby New York Times napisał jedno słowo mijające się z prawdą, postawił przecinek nie w tym miejscu – horda prawników z firm farmaceutycznych puściłaby go z torbami.


Każdy kij ma oczywiście dwa końce. Są doskonałe firmy farmakologiczne. Są wspaniali, ratujący życie lekarze. Ale o nich przy innej okazji.


------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów