Kompromitacja

Autor tekstu: Marek Rymuszko



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 8 z 2008 roku.


----------------------------------------------


To coś zgoła kuriozalnego i głęboko nieprzyzwoitego należy uznać fakt, że w sytuacji, gdy polska służba zdrowia boryka się z tak wieloma problemami, a pacjenci miesiącami czekają na przeprowadzenie badań diagnostycznych i niezbędnych zabiegów, Naczelna Rada Lekarska wszczyna kolejną histeryczną kampanię przeciwko naturalnym metodom terapii, tym razem za główny cel swojej szarży obierając homeopatię. To nie pierwsza próba zastraszenia lekarzy stosujących takie metody, jaskrawo sprzeczna z nadrzędną regułą działania dla dobra chorego.



Tzw. stanowisko Naczelnej Rady Lekarskiej w sprawie stosowania homeopatii i pokrewnych metod przez lekarzy i lekarzy dentystów oraz organizowania szkoleń w tej dziedzinie zostało przyjęte 4 kwietnia 2008 r. Ze względu na niepowtarzalną erystykę tego dokumentu jego treść przytoczmy w całości:


Naczelna Rada Lekarska negatywnie ocenia zjawisko stosowania homeopatii i pokrewnych nienaukowych metod przez niektórych lekarzy i lekarzy dentystów także organizowanie szkoleń w tych dziedzinach przez instytucje i organizacje mające sprawować pieczę nad prawidłowym wykonywaniem zawodów medycznych.


Stale narasta liczba dowodów oraz przekonanie środowisk naukowych w medycynie, że homeopatię należy zaliczać do nienaukowych metod tzw. medycyny alternatywnej, która proponuje stosowanie bezwartościowych produktów o niezweryfikowanym naukowo działaniu.


Rada wyraża zaniepokojenie, że część lekarzy i lekarzy dentystów, jak również niektóre organizacje lekarskie i uczelnie medyczne angażują się w popularyzację homeopatii i pokrewnych metod, służąc pomocą w organizacji szkoleń i działań mających na celu legitymizowanie oraz promocję homeopatii.


Naczelna Rada Lekarska uważa, że działania takie stoją w sprzeczności z art. 57 Kodeksu Etyki Lekarskiej, który mówi: „Lekarz nie może posługiwać się metodami uznanymi przez naukę za szkodliwe, bezwartościowe lub niezweryfikowanymi naukowo. Nie może także współdziałać z osobami zajmującymi się leczeniem, a nie posiadającymi do tego uprawnień...”, jak również ze stanowiskiem Naczelnej Rady Lekarskiej Nr 24-02-IV z dnia 8 listopada 2002 r. w sprawie tzw. medycyny alternatywnej.


Zapisy te zobowiązują Naczelną Radę Lekarską, inne organy samorządu lekarskiego oraz wszystkich jego członków nie tylko do przeciwstawienia się ww. tendencjom, ale również do popierania działań tych lekarzy, lekarzy dentystów i organizacji lekarskich, których celem jest troska o zachowanie racjonalnego charakteru medycyny praktykowanej w naszym kraju oraz racjonalnego wydatkowania prywatnych i publicznych środków przeznaczanych na leczenie.


W ślad za tym w mediach ruszyła żwawa kampania dyskredytowania już nie nie tylko metod, o jakich mowa w oświadczeniu NRL, lecz także lekarzy, którzy po nie sięgają. Szczególnie żenującą wypowiedzią popisał się prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, Konstanty Radziwiłł. Jak wynika z informacji zamieszczonej na portalu TVN24.pl, rozmówca tej stacji nie krył, że medycynę niekonwencjonalną uznaje za szkodliwą szarlatanerię. Dywagacje na temat, czy zamiast leczenia medycznego można stosować coś innego, same w sobie są szkodliwe. Każdy państwowy dyplom wprowadzałby pacjentów w błąd, że państwo legitymizuje takie „leczenie” i nie uznaje go za zupełnie bez sensu. Która metoda jest lepsza – wróżenie z gwiazd na północy czy na południu nieba? – ironizuje (Radziwiłł – przyp. ). Prezes Rady jest też przeciwny państwowym certyfikatom dla osób praktykujących alternatywną medycynę. – Mamy do czynienia z sektorem, który w żaden sposób nie da się certyfikować. Jest niewiele krajów na świecie, gdzie tego typu działalność jest objęta jakąkolwiek regulacją. Są wśród nich Niemcy i Austria, a historyczny okres, kiedy je wprowadzono, lata trzydzieste, rządy Hitlera i nazistów, nie są najlepszą rekomendacją – uważa Radziwiłł.


W związku z ostatnią enuncjacją można by powiedzieć krótko, że doktor Radziwiłł, który sztukę ironii (vide passus odnoszący się do wróżenia z gwiazd) opanował na poziomie powiatowego kabaretu Burak pastewny, albo z rozmysłem rozmija się z prawdą, albo w odniesieniu do problemów, w jakich się wypowiada, jest niedouczony. Obie ewentualności są nie do przyjęcia, a szef organizacji polskich lekarzy powinien wiedzieć, że regulacje dotyczące medycyny naturalnej funkcjonują współcześnie w wielu państwach, nawet jeśli nie mają rangi ustawowej. Tak dzieje się m. in. we Włoszech i Portugalii, w USA i Szwajcarii, na Węgrzech i w Hiszpanii, a w Wielkiej Brytanii całą tę sferę kształtuje w praktyce oparty na precedensach tzw. obyczaj medyczny oraz prawny, który sankcjonuje działania medycyny alternatywnej w bardzo szerokim zakresie wyłącznie ze współpracą terapeutów naturalnych z klinikami i szpitalami. Natomiast odwołanie się w tym kontekście przez Pana Radziwiłła do Hitlera trzeba ocenić jako niedopuszczalny wandalizm etyczny. Prezes NRL może bowiem pleść, co ślina na język przyniesie, nie wolno mu jednak przy tej okazji obrażać ludzi korzystających z naturalnych terapii, a zwłaszcza stosujących je kolegów po fachu. Dobrze byłoby zarazem, gdyby tak rączo wprzęgający w całą dyskusję – bez elementarnego ładu i składu – wątek reżimów faszystowskich, szef organizacji lekarskiej przypomniał sobie, jak np. medycynę ludową traktował system stalinowski nie tylko w Polsce, lecz we wszystkich państwach, gdzie został on zainstalowany i jak wiele praktykujących ją osób przypłaciło swoją postawę więzieniem i innymi drakońskimi represjami. To wstyd więc – naprawdę wstyd – sięgać po tak bałamutne i niegodne intelektualnie argumenty. Jeśli zaś stanowią one efekt luk pamięci, są przecież jeszcze dostępne powszechnie środki farmaceutyczne, których zażycie pozwala tę kłopotliwą przypadłość wydatnie złagodzić. Ostatnia rada wydaje się tym bardziej użyteczna, że medyczni dogmatycy znad Wisły od lat czynią wszystko, by przemilczeć inne, wysoce niewygodne dla nich argumenty oraz fakty. Jak np. taki, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w sprawie alternatywnych terapii zajmuje zupełnie inne stanowisko i nie tylko sankcjonuje ich stosowanie (z homeopatią włącznie), lecz co więcej, przed pięciu laty proklamowała własną strategię w tym zakresie. Zgodnie z nią państwa powinny opracować zasady bezpieczeństwa, skuteczności i jakości takich praktyk oraz stworzyć nad nimi nadzór. WHO zaleca też akredytowanie szkół uczących medycyny naturalnej i licencjonowanych terapeutów za pomocą odpowiednich instytucji – przypomina Katarzyna Wężyk na wspomnianym portalu TVN24.pl. Na co prezes NRL odpowiada – uwaga, uwaga, bo będzie wyjątkowo smakowicie: – Mam wrażenie, że niektóre międzynarodowe instytucje ulegają presji lobby związanego z medycyną niekonwencjonalną, w tym produkcją leków, które trafiają nawet do aptek. To jest wielki przemysł i WHO mogła ulec jego presji.


Doktora Radziwiłła – podsumujmy – nie niepokoi zatem bezprecedensowo brutalny lobbing wielkich koncernów farmaceutycznych wywierających naciski na lekarzy oraz systemy służby zdrowia poszczególnych państw w celu wprowadzenia na rynek produkowanych przez siebie specyfików przynoszących im miliardowe zyski, a jednocześnie często, bardzo często charakteryzujących się niekorzystnymi dla ludzkiego zdrowia działaniami ubocznymi. Z tego punktu widzenia szczególnej uwadze polecam lekturę zamieszczonego na str. 64- 66 bieżącego numeru artykułu dr Alicji Niedzwiecki – dyrektora Instytutu Naukowego Dr Ratha w Santa Clara w Kalifornii Co się kryje za kampanią ataków na witaminy?, uwagi dr Janusza Kołodziejczyka Zdrowi nie są mile widziani w rubryce Lekarz naturalista radzi na str. 57, a także obszerny artykuł Nieżywi lekarze nie kłamią na str. 60 – 66 dr Joela Wallacha, który od kilku lat krąży w internecie. Autorami wszystkich tych publikacji są lekarze, ergo koledzy doktora Radziwiłła po fachu, mający na temat lansowanych przez niego opinii najwyraźniej zupełnie inne zdanie. Natomiast on sam – jak widać – przedmiotem swej troski woli czynić urojony wpływ instytucji oraz organizacji propagujących naturalne metody leczenia na WHO!


Czy to jest jeszcze – wypada zapytać – normalna dyskusja, czy czysta socjotechnika? I kto przy tej okazji tak naprawdę rżnie głupa?


Jak się szacuje, na świecie homeopatię stosuje obecnie ok. 130 tysięcy lekarzy, z czego w naszym kraju ok.6 tysięcy. Czynią to z powodzeniem i dla dobra chorych, mimo że niektórym z nich w Polsce na wszelkie sposoby utrudnia się życie. Np. doktor Mieczysław Bąkowski, ordynator Oddziału Neonatologicznego (noworodków) w Szpitalu Miejskim św Trójcy w Płocku, który stosuje homeopatię pomocniczo od 10 lat, zredukował dzięki niej ilość ordynowanych w stosunku do małych pacjentów farmaceutyków, w tym zwłaszcza antybiotyków, o 10 procent. Z kolei wielu, bardzo wielu weterynarzy potwierdza skuteczność homeopatii w leczeniu zwierząt, co rozbija w puch tezę o rzekomym efekcie placebo, do jakiego ma się ona sprowadzać. Także z własnej redakcyjnej praktyki możemy przytoczyć liczne przykłady, gdy leczenie homeopatią w przypadku ludzi oraz zwierząt dało zaskakujące i w pełni wymierne rezultaty. Cóż jednak z tego, skoro „eksperci” Naczelnej Rady Lekarskiej, których raport stał się podstawą wygenerowania wspomnianego dokumentu, i tak wiedzą swoje. Ich zdaniem, homeopatia to w rzeczywistości klasyczne placebo i nic ponadto.


Głuchota? Ślepota? A może w całej sprawie chodzi o coś zupełnie innego?


Podejrzenia takie umacnia skład rzeczonego zespołu „ekspertów”, w którym znalazł się m. in. hematolog, prof. Wiesław Jędrzejczak z Akademii Medycznej w Warszawie – od lat zaprzysięgły wróg jakichkolwiek naturalnych metod terapii, czemu dawał wyraz w licznych publicznych wypowiedziach (wołających zresztą, jeśli chodzi o ich kompetencję, o pomstę do nieba), jak również profesor Jerzy Kruszewski z Kliniki Chorób Infekcyjnych i Alergologii Wojskowej Akademii Medycznej w Warszawie. Ten ostatni już przed kilkunastu laty zaznaczył swój aktywny udział w przyjęciu przez Zarząd Głównego Polskiego Towarzystwa Alergologicznego tzw. uchwały na zjeździe w Jachrance z 29 sierpnia 1996 roku, w której wszystkie pozaakademickie terapie – od homeopatii po akupunkturę (sic!) – uznano za bezwartościowe, ergo szkodliwe dla ludzkiego zdrowia, wiążąc je w dodatku (w tej mierze prof. Kruszewski wniósł szczególnie doniosły wkład w przemyślenia, o jakich mowa, dzieląc się nimi na łamach periodyku Dziecko alergiczne) z upadkiem tradycyjnych wartości moralnych, kruszeniem – jak to ujęto – autorytetów i wzorców osobowych tudzież ucieczką człowieka do świata iluzji (czytaj: emocji). Komentując ten, kuriozalny w rzeczy samej dokument w tekście Rodzaj alergii (Nieznany Świat nr 9 z 1998 r.) zwróciliśmy uwagę, że w sytuacji, gdy alergologia – na tle innych gałęzi medycyny – jest w stanie wylegitymować się stosunkowo mizernymi efektami leczenia za pomocą „metod naukowych”, lekarze tej specjalności, zamiast odwoływać się do „upadku tradycyjnych wartości moralnych”, które, ośmielam się zauważyć, nie są raczej kategorią medyczną, mogliby okazać nieco więcej pokory oraz szacunku wobec alternatywnych sposobów terapii, jakich nie znają, nie rozumieją i nie próbują rzetelnie przebadać. W przeciwnym bowiem razie rodzi się nieuchronnie pytanie, czy rzecznicy wspomnianej opcji w ogóle wiedzą, o czym mówią.


Tezę tę w znacznym stopniu uprawdopodabnia wywiad, jakiego wspomniany wcześniej profesor J. Kruszewski udzielił 24 kwietnia b. r. organowi prasowemu ojca Rydzyka, noszącemu nazwę Nasz Dziennik. Nawiasem mówiąc gazeta ta, drukując rozmowę z „ekspertem” od homeopatii, wykazała się rażącą lekkomyślnością, gdyż dotychczas, podobnie jak patronujące jej duchowo Radio Maryja, zwalczała ona homeopatię z zupełnie innych pozycji. O ile bowiem zespół „ekspertów” NRL uważa, że specyfiki, o jakich mowa, nie są lekami i bazują wyłącznie na naiwności pacjentów, kościelni ortodoksi od lat usilnie wmawiają ludziom, że homeopatia działa jak najbardziej, tyle że za pomocą uruchamianych za jej sprawą wrogich człowiekowi energii demonicznych. Nad głupstwami, jakie przy tej okazji się kolportuje (ich dobrym przykładem jest zamieszczony na stronach internetowych tego samego Naszego Dziennika artykuł ks. Aleksandra Posackiego Homeopatia – między pseudonauką a ezoteryzmem), spuśćmy zasłonę miłosierdzia, bo z takimi argumentami nie da się rzeczowo polemizować. Gorzej, gdy profesor doktor habilitowany alergologii na łamach radiomaryjnej gazety stwierdza m.in. autorytatywnie, że Żadna substancja w tzw. symbolicznej dawce nie może działać. Żadna? Naprawdę? A co z różnego rodzaju szczepionkami, szanowny Profesorze Doktorze Habilitowany? Co z nimi?


Zdaniem homeopatów, nie jest ważna obecność materialnej substancji w podawanych środkach, ale pozostawione przez nią „piętno”, „pamięć” lub „informacja”, bowiem to ona ma mieć zasadnicze znaczenie dla uzyskania efektu. Nie da się na gruncie współczesnej wiedzy z zakresu chemii, fizyki, fizjologii i farmakologii objaśnić sensu takich spekulacji – snuje tymczasem z niezmąconym spokojem swoje wywody profesor Kruszewski, dodając, iż Gdyby tak było, to np. woda z kranu, stykając się z ogromną liczbą cząsteczek, zachowując ich pamięć, byłaby najlepszym lekarstwem. Tego rodzaju poglądy – zwróćmy uwagę – lansuje się po kilkunastu latach znanych na całym świecie doświadczeń japońskiego badacza Masaru Emoto nad pamięcią wody (laureat Honorowej Nagrody Nieznanego Świata w 2004 r.), a także niezliczonych eksperymentów i badań prowadzonych w wielu krajach, które jednoznacznie wskazują na fakt, że we wszystkich procesach życiowych, a więc także w sferze leczenia najważniejszy jest właśnie przekaz informacji. Generalnie zaś – rozwijając twórczo myśl prof. Kruszewskiego – wygląda to zupełnie tak, jakby nie można było sprawdzić smaku marchewki bez zjedzenia, powiedzmy, jej kilograma!


To jest, panowie, wojna, którą wszczęliście sami na własne suwerenne życzenie. Waszemu „stanowisku” przeciwstawiamy się z pełną determinacją i odpowiedzialnością w imię dobra chorych oraz prawa każdego człowieka do wyboru takich metod terapii, które uznają oni dla siebie za najkorzystniejsze i najskuteczniejsze.


Ręce doprawdy opadają, gdy dziś po latach postępów, jakie poczyniła nauka, czyta się podobne pseudo-dywagacje. Nic więc dziwnego, że profesor Kruszewski w trakcie niedawnej dyskusji na antenie Radia TOK FM ze wspomnianym wcześniej doktorem Bąkowskim ze szpitala w Płocku, który z powodzeniem stosuje pomocniczo w swojej praktyce homeopatię, miał do powiedzenia tylko tyle, że gratuluje mu dobrego samopoczucia (cytuję z pamięci, ale sens wypowiedzi był z grubsza właśnie taki). Czyli – dopowiedzmy – nieważny jest bezsporny efekt terapeutyczny. Liczy się wyłącznie brak wiarygodnych, uchwytnych statystycznie badań klinicznych, co homeopatię rzekomo dyskwalifikuje.


Naczelna Rada Lekarska dopiero co doszczętnie się skompromitowała, broniąc wprowadzonego do Kodeksu Etyki Lekarskiej zapisu, zakazującego lekarzom krytyki metod terapii zastosowanych przez ich kolegów. Zakaz ten, jak wiadomo, został z hukiem uchylony przez Trybunał Konstytucyjny. Może więc nadeszła pora, by to właśnie Trybunał zabrał głos w kwestii legalności i celowości stosowania naturalnych metod terapii, w tym homeopatii w imię dobra chorych i z uwzględnieniem w tej mierze praktyki państw UE, orzecznictwa sądów w krajach unijnych i dyrektyw Światowej Organizacji Zdrowia. Te ostatnie nie są wprawdzie obowiązującym prawem, skoro jednak niektórzy próbują być od WHO nie tylko mądrzejsi, lecz także ją pouczać, a przy okazji imputować uleganie jakiejś wyimaginowanej presji zwolenników medycyny naturalnej, warto, by wreszcie ktoś wylał im na głowę kubeł zimnej wody, niekoniecznie tej z kranu, tak zajmująco rekomendowanej przez profesora Kruszewskiego.


To, co w odniesieniu do problemu medycyny zintegrowanej, prezentuje nie poraz pierwszy w swoich oświadczeniach Naczelna Rada Lekarska w Polsce, jest niczym innym, jak próbą kneblowania ust lekarzom, którzy szukają najskuteczniejszych sposobów pomocy chorym. Mają oni do tego nie tylko prawo, lecz stanowi to ich niezbywalny etyczny obowiązek, a ci, którzy powinności tej nie rozumieją (czy raczej udają, że jej nie pojmują), powinni zamilknąć dla dobra chorych właśnie. Jeśli zaś już – powtórzę tu coś, co napisałem na łamach przed kilku laty – chcą na ten temat dyskutować na gruncie „kryteriów naukowych”, niech pogadają z moim kotem, który leczeniu homeopatycznemu – w sytuacji, gdy inne środki terapii okazały się zawodne – zawdzięcza zdrowie i długowieczność. Niech mu, usilnie proszę, spróbują wytłumaczyć, że jego obecny dobrostan stanowi rezultat działania efektu placebo, ewentualnie (zamiennie) działania sił nieczystych. Niech natomiast dadzą wreszcie raz na zawsze spokój swoim kolegom, którzy wiedzą od nich więcej. Takim, jak chociażby doktor Krzysztof Lenard ze szpitala w Kolbuszowej, który dzięki zastosowaniu pijawek uchronił niedawno swojego pacjenta przed amputacją nogi, za co spotkały go administracyjne groźby i represje.


Szanowny Panie Doktorze Radziwiłł! Może to Pana zdziwi, ale dzisiejsza Polska wraz z innymi państwami demokratycznymi tym różni się od przywoływanych przez Pana reżimów totalitarnych, że jej obywatele mają prawo decydować o wyborze takich metod terapii, jakie uważają dla siebie za najkorzystniejsze i najbardziej skuteczne. Zrozumiano to już w wielu krajach na świecie, gdzie leczenie za pomocą atakowanych przez NRL metod, z homeopatią włącznie, jest refundowane przez kasy chorych (vide Szwajcaria). I jeśli Pan tego nie rozumie, pora odejść, przede wszystkim zaś przestać straszyć ludzi pod pretekstem poczucia odpowiedzialności za właściwe wykonywanie zawodów lekarza i lekarza dentysty. W przeciwnym bowiem razie może się Pan znaleźć w sytuacji, którą krótko scharakteryzował Pana światły kolega, profesor Julian Aleksandrowicz, mówiąc że woli zostać uleczony przez dyletanta niż umrzeć w majestacie nauki.


Informacja redakcji z nr 3/2010

Bez machania mokrymi od łez chusteczkami żegnamy lek. med. Konstantego Radziwiłła w roli prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. Wprawdzie stracił on w ostatnich dniach stycznia 2010 roku swoją posadę z przyczyn, by tak rzec formalno-prawnych, gdyż właśnie dobiegła końca jego druga kadencja (po raz trzeci kandydować nie mógł), biorąc jednak pod uwagę równie systematyczne, co zajadłe ataki doktora Radziwiłła na medycynę naturalną i obsesyjną wręcz niechęć do homeopatii, na temat której wielokrotnie mówił zwykłe głupstwa, tak czy inaczej jest to wiadomość ze wszech miar pozytywna. Panu Konstantemu Radziwiłłowi życzymy pomyślności na nowym etapie życia zawodowego, a poczynaniom jego następcy w Naczelnej Radzie Lekarskiej dr. Maciejowi Hamankiewiczowi będziemy sekundowali z życzliwością proporcjonalną do oceny dokonań w dziedzinach pozostających w polu naszych zainteresowań.
Konstanty Radziwiłł został wybrany na jednego z trzech wiceprezesów.(przyp. Z. Ch.)


Lekarzy, którzy systematycznie czytają Nieznany Świat – a z naszych szacunków wynika, że jest ich przynajmniej kilka tysięcy – prosimy o zapoznanie z tą publikacją wszystkich, którzy powinni znać jej treść. Pragniemy również z całą mocą zapewnić, że w walce o prawo stosowania takich terapii, jakie uważacie za celowe i uzasadnione, mimo rzucanych Wam pod nogi kłód, nie jesteście osamotnieni.

-------------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów