Wizje, channeling i medycyna

Autor tekstu: Piotr Skórzyński



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 12 z 2007 roku.


----------------------------------------------


Dla nowoczesnego materialisty anioły i demony nie istnieją, bo jego zdaniem nie istnieje świat nadprzyrodzony. Cóż jednak począć z sytuacjami i przypadkami, których w żaden sposób nie da się wyjaśnić i zinterpretować przy zastosowaniu naukowych, odgórnie zaakceptowanych metod badania rzeczywistości?


Wszyscy, jak przypuszczam, lubimy opowieści o aniołach, o czym świadczy fakt, że również Nieznany Świat poświęcił im niejednokrotnie uwagę, m. in. w bloku w nr 8 z 2006 roku, a ostatnio także piórem Andrzeja Szmilichowskiego. Ale czym właściwie są te istoty?


Wizjoner James van Praagh (w książce Rozmawiając z niebem) woli mówić o pomocnikach lub przewodnikach: Istnieje wiele rodzajów przewodników czy aniołów. (…) Pierwszą grupę przewodników stanowią nasi bliscy, których poznaliśmy w poprzednich wcieleniach lub między wcieleniami. Delikatnie nakierowują nas na pewne sytuacje i określonych ludzi, telepatycznie przekazując swoje myśli, odczucia i wrażenia. Przeważnie niczego nie zauważamy, chociaż usłyszelibyśmy ich, gdybyśmy tylko na chwilę przystanęli w pędzie dnia codziennego.


Jak pisze autor, niejednokrotnie, gdy nie możemy znaleźć kluczy, psuje się samochód, zacina zamek, zatrzaskują drzwi – czyli wtedy, gdy zwykle nawet kulturalni ludzie wyrażają się dosadnie, z pretensją do losu – to duchowi Pomocnicy próbują nam przeszkodzić w jakimś niefortunnym działaniu. Niekiedy zaś w sytuacjach dramatycznych materializują się. Zjawiają się zawsze w porę, by przeprowadzić zdezorientowaną matkę z dziećmi przez zatłoczone lotnisko do właściwego samolotu, naprawić samochód podczas śnieżycy, a nawet przynieść kosz pełen prowiantów rodzinie, której zabrakło pieniędzy. Wyglądają jak zwykli ludzie, odzywają się krótko i rzeczowo – po czym znikają.


Z opowieści zamieszczonych w paru poświęconych aniołom książkach, jakie wyszły w Polsce, najbardziej lubię tę o rodzinie na pikniku, która została nagle otoczona przez gang motocyklistów. Przerażeni ludzie oczekiwali na najgorsze – gdy nagle złoczyńcy, wyraźnie skonfudowani, wykręcili swoje maszyny i odjechali. Tydzień później uratowana w tak niewytłumaczalny sposób rodzina obejrzała zdjęcie, które akurat wtedy zrobił jej ustawiony w pewnej odległości aparat. Z tyłu, za ich przepełnioną strachem gromadką stały dwie ogromne skrzydlate postacie.


Ładna jest też opowieść o dwóch policjantach z Nutley w stanie New Jersey, którzy zawsze przed patrolem modlili się lub czytali Psalm 91 – prośbę o pomoc do aniołów. Pewnego dnia otrzymali polecenie odnalezienia kryjówki narkomanów. Za miastem, pośród gęstych zarośli udało im się odkryć zamaskowaną jaskinię pełną narkotyków i pornografii. Ponieważ usłyszeli jakieś odgłosy, ukryli się – tylko po to, by za chwilę stanąć naprzeciw 20-osobowej bandy.


Dilerzy nie mieli broni, więc zgodnie z przepisami policjanci także jej nie wyjęli. Wyszli i oświadczyli narkomanom, że są zatrzymani, po czym młodszy przeczytał im ich prawa. Nikt z bandy nie drgnął, choć jej członkowie mogli z łatwością obezwładnić dwóch stróżów prawa. Wydawało się, jakby patrzyli na coś za ich plecami.


Gdy po jakimś czasie nadjechała pomoc i aresztowanych wyprowadzano, jeden z policjantów zapytał przywódcę:

Dlaczego nie walczyliście?

Czy myślisz, że mam szmergla? – odparł diler. – Bić się z trzydziestoma gliniarzami?


Częstsze są przypadki głosów, które ludzie słyszą w dramatycznych sytuacjach. Oto opis niezwykłego przeżycia Glorii Tylor z Curry River w hrabstwie Southampton w Anglii. Wielce osłabiona po porodzie kobieta krzątała się przy niemowlęciu, jednak gdy trzeciego dnia zaczęła krwawić, położna kazała jej leżeć, ale Gloria nie posłuchała. Jakiś kobiecy głos mówił mi, żebym wstała z łóżka. Powtarzał: „Spaceruj, nie przestawaj spacerować.” Jakoś udało mi się chodzić, ale w końcu nie miałam już sił. Jednak kiedy tylko zasypiałam, czułam czyjeś poklepywanie po ramieniu, a głos mówił: „Glorio, obudź się, wstawaj. Nie leż, spaceruj.” (…) Wydawało mi się, że dostaję kręćka. Pod koniec czwartego dnia, gdy nie była już w stanie zwlec się z łóżka, usłyszała rozkazujący głos mężczyzny: Musisz ją powstrzymać przed zaśnięciem.


Okazało się, że lekarze w szpitalu nie spostrzegli, iż Gloria nie wydaliła części łożyska. Pozostawione błony zatruwały cały organizm. Przeżyła tylko dzięki temu, że spacerowała i wskutek tego część łożyska oderwała się.


Medycyna akademicka nie uznaje istnienia aniołów. Nie potrafi jednak wyjaśnić tego fenomenu, tak jak setek podobnych. Udowodnione jest natomiast, że psychika ludzka okazuje się niezwykle podatna na wszelkie parapsychiczne oddziaływania. Jak podał dr Scott Peck: W serii skomplikowanych eksperymentów dr Montague Ullman i dr Stanley Krippner zademonstrowali w sposób niezbity, że człowiek na jawie jest w stanie wielokrotnie i regularnie przekazywać obrazy innej osobie, śpiącej w odległym pokoju i że obrazy te pojawiają się w snach śpiącego. (American Journal of Psychiatry, marzec 1970).


Słyszenie głosów zwykle zalicza się do przypadków schizofrenii. Ponieważ zaś nie udało się opracować definicji tej choroby, psychiatrzy wolą dziś mówić o rozszczepionej osobowości.

Najsławniejszym jej przykładem ma być casus Eileen Garret (irlandzkie medium 1893 – 1970), kobiety wykształconej i zamożnej, z przekonań materialistki, która pragnąć wyjaśnić, co się z nią dzieje, poddała się niezliczonym badaniom, częściowo je finansując. Ku własnemu zdumieniu i konsternacji regularnie zapadała w trans, podczas którego za jej pośrednictwem przejawiały się istności z różnych epok i wymiarów duchowych. Podobnie jak u wielu mediów spirytystycznych, ciało zmieniało parametry fizjologiczne, gdy było przejmowane przez tajemnicze, choć życzliwe byty o różnych egzotycznych imionach. Na przykład byt Uvani miał całkiem różne EKG. Z kolei, kiedy umysł Eileen przejmował Abdul Latif, stawała się cukrzykiem. Jak twierdzą naukowcy, którzy współpracowali przy tych badaniach – dowiodły one także zmiany fizycznego składu krwi. Testy psychologiczne ostatecznie udowodniły, że obie wspomniane postacie nie mają nic wspólnego z psychiką swej gospodyni.


Psychiatrzy Scott Miller i Patrick Trigano są autorami pracy na temat Sary, pacjentki dr. Bennetta Browna z chicagowskiego Rush Presbyterian Hospital. Sarah jest nosicielką aż …14 osobowości. Jedenaście lat przed wydaniem opracowania u Sary stwierdzono cukrzycę. Jest ona uważana za przypadłość nieuleczalną, którą dzięki insulinie można jedynie neutralizować (notabene endokrynologia powstała dzięki analizie poziomu insuliny). Otóż w chwili, gdy Sara staje się osobowością występującą po imieniem Sentinel, poziom cukru w jej krwi gwałtownie opada.


Jest to – piszą Caryle Hirshberg i Marc Barasch w książce Dusze, medycyna i cuda wielkie odkrycie, które jednak zostało starannie przemilczane w psychiatrii. (…) Przypadek Sary udowadnia, że cukrzyca może być stanem bytu.


Inny badacz, dr. Gary Peterson opisał casus dziewczyny, która normalnie miała alergię na trawę. Kiedy jednak kazano jej kosić trawnik, pacjentka przestawiała się na osobowość chłopca nie wykazującą żadnego z symptomów alergicznych.


Przypadki rozszczepienia osobowości dostarczają nam imponującej ilości danych na temat korelacji między zmianami osobowości a zmianami fizjologicznymi. Istotne różnice kliniczne odkryto w zmiennych określających wzrok – takich jak jego ostrość i widoczna refrakcja, widzenie koloru, równowaga mięśniowa, wielkość źrenic, krzywizna rogówki i ciśnienie wewnątrzgałkowe. Badania przeprowadzone w 1984 r. wykazały, że w każdej osobowości zdecydowanie odmiennie funkcjonuje centralny układ nerwowy.


Łączy się z tym sprawa niezwykle nagłośnionego w USA i rozpowszechniającego się channelingu, czyli domniemanego kontaktu mediów z ponad- i poza-ziemskimi istotami. Niekiedy można go nawiązać poprzez tzw. wizualizację, która jest prastarą techniką jednego z systemów jogi. Psycholog kliniczny z Uniwersytetu Berkeley, José Stevens, który uprawia takie pośrednictwo, jest pewien rzeczywistego istnienia przemawiających przez niego bytów. Zaś Andrija Puharich, lekarz-wynalazca, właściciel 50 patentów, wyrażał przekonanie, że to wyższe istoty z innych przestrzeni i czasów zapoczątkowały nowy dialog z ludzkością...


W książce poświęconej zarówno psychologicznej, jak i socjologicznej analizie tego zjawiska Jon Klimo cytuje m. in. dr. psychologii Charlesa Tarta z Uniwersytetu Kalifornijskiego: Istnieje dość materiału dowodowego, bym poczuł się zobligowany do poważnego traktowania koncepcji bezcielesnej inteligencji.


Ale może najważniejsze jest zwierzenie byłego lekarza, później zaś guru (m.in. aktora Richarda Chamberlaina) Brugh Joya: Nikt nie wie, czym jest siła parapsychiczna, nikomu to zresztą nie było nigdy wiadome...(...) Kontakt z tymi energiami to zabawa z ogniem, a skutkami mogą się okazać: psychoza, pogłębienie neurozy, przyspieszenie procesów chorobowych i samobójstwo.


Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że pierwszy rozpoznany – czy raczej nazwany w ten sposób – przypadek rozszczepionej osobowości to historia May Burt z 1917 r. O ile zwykła May była słodką, niewinną dziewczynką, o tyle May druga pisała (całkiem dobrze, jak na 10-latkę) wulgarne listy i używała takiego słownictwa, którego, jak się zarzekali zmartwiali ze zgryzoty rodzice, nie miała w ogóle okazji poznać.


Czytelnicy opisanej dokładnie w książce Possesed autentycznej historii 12-letniego chłopca – na kanwie której nakręcono głośny film Egzorcysta – nie byliby już tak pewni diagnozy psychiatrów.


Jeszcze w 1765 r. sławny racjonalista Denis Diderot pisał w jeszcze sławniejszej Encyklopedii: Niedorzecznym byłoby nie wierzyć, że czasami demony wchodzą w stosunki z ludźmi. Dziś historycy donoszą o schizofreniczkach, które niekiedy brano za czarownice. Ale to zaledwie żonglowanie słowami, skoro nie wiemy, skąd się bierze i czym naprawdę jest schizofrenia. Jeśli bowiem psychikę niektórych ludzi mogą wypożyczać byty życzliwe lub neutralne, dlaczego ma to być niemożliwe dla duchów skrzywionych i pasożytniczych?


W swojej książce prof. Ian Currie z Guelph University jako najczęstszą przyczynę chorób psychicznych wymienia lekkomyślne zabawy w wywoływanie duchów. Wszyscy wizjonerzy, egzorcyści, wróżki, a także psychiatrzy o nieco większym doświadczeniu jednym głosem i z całą mocą ostrzegają przed zabawami w wirujący talerzyk czy rozrywką za pomocą tabliczki ouija. Jest to bowiem otworzenie drzwi, przez które może wejść każda siła, co niekiedy kończy się obłędem i śmiercią.


W książce z 1925 r. Kultura wieków średnich historyk Jan Ptaśnik zainteresował się ówczesnymi egzorcyzmami. Jego uwagi godne są przytoczenia: Gdyby się wierzyło w prawdziwość przekazów o wypędzaniu demonów z opętanych, to nawet jeśli ktoś nie dawałby wiary w istnienie złych duchów, musi przecież uznać, że w owych nieszczęśnikach leczonych egzorcyzmami znajdowało się jakieś drugie ja, które obawiało się świętych i ich relikwii, a drwiło z samej modlitwy. To drugie ja przedstawia się nieraz na podstawie opisów jako bardziej wykształcone od samego opętanego, a nawet otoczenia, któremu różne tajemnice zdradza. To drugie ja dokumenty nazywają właśnie demonem lub diabłem. Z reguły okazuje się on najpierw zuchwałym i zuchwale odpowiada na rozkaz opuszczenia ciała nawiedzonego – i dopiero kiedy egzorcysta zastosuje środki silniejsze, ogarnia go niepokój, a potem strach...by w końcu opuścić opętanego.


Ale dla nowoczesnego materialisty demony nie istnieją, bo nie istnieje świat nadprzyrodzony.


Wydawałoby się wobec tego, że w przypadku idealistów (według terminologii filozoficznej) ze środowiska New Age rozumowanie powinno być analogiczne. Ponieważ uznają oni niematerialność świata, powinni dopuścić możliwość manifestacji sił demonicznych.


Tymczasem taki związek nie zachodzi. Niematerialiści z grona alternatywnych psychologów, lekarzy i filozofów uznają Boga – na modłę hinduistycznego panteizmu – ale nie przyjmują do wiadomości, że może działać także Jego zbuntowany anioł.


Jednym z wyjątków jest psychiatra Stanislav Grof. Przyznał on, że niektórzy z pacjentów zażywających LSD napotykali ciała astralne – i że w pewnych przypadkach prowadziło to do stanu charakterystycznego dla opętania.


Już w latach 30. ub. wieku dr Carl Wickland doszedł do wniosku, że obłęd jest w istocie opętaniem i skutecznie leczył swoich pacjentów modlitwą. Po wojnie to samo odważył się oświadczyć prof. Currie: obok demonów wyróżnił on też duchy zmarłych. Currie wzywa do swoich pacjentów egzorcystów i – zamiast 15 % wyleczeń jak jego koledzy – ma ich 85 %. Pisze również o zbawiennym wpływie elektrowstrząsów, które wbrew szeroko rozpowszechnionej opinii, są bezbolesne dla pacjenta, natomiast – zdaniem wspomnianego psychiatry – zabójcze dla duchów, które egzystują na najniższych poziomach wibracji.


Zwróćmy także uwagę, że kategorie opisu stosowane przez dr. Olivera Sacksa – sławnego dzięki jego książce Przebudzenia oraz filmowi pod tym samym tytułem – przywodzą na myśl siły poza-fizyczne. Dr Sacks był sprawcą i następnie świadkiem niesamowitego przypadku w historii medycyny: przebudzenia się chorych, którzy 50 lub 30 lat wcześniej zapadli na śpiączkę [_1_]. Miał on okazję nie tylko obserwować, lecz także wysłuchać tych ludzi, gdy w 1969 r. na krótko odzyskali świadomość i samokontrolę. Jego relacja jest dokładna i napisana z naukowymi rygorami, ale treść zmusza do pytań, które większość naukowców uważa za nienaukowe. Opowieści pacjentów Sacksa wskazują bowiem wyraźnie na siłę zewnętrzną wobec ich psychiki – siłę, wobec której byli bezbronni i która traktowała ich z wyrafinowanym okrucieństwem. Czytelnik nie może oprzeć się wrażeniu, iż ma do czynienia z czymś wykraczającym poza przyrodoznawstwo.


Chodziło o nagłe, nieznośne rozjątrzenie pewnych uczuć, które nawiedzały ją w różnych okresach choroby i które jeszcze się wzmagały w ostatnich dniach podawania l-dopaminy. (…) Myślę, że takie uczucia nawiedzały wszystkich pacjentów, którzy odkryli jak groteskowo choroba zmieniła ich poczucie tożsamości – ale chyba najbardziej pacjentów po zapaleniu mózgu i schizofreników, ponieważ oni odczuwają największy ontologiczny gwałt, najbardziej intensywną i niewytłumaczalną napaść na ich jaźń.


Godne namysłu jest to, że istoty przejawiające się podczas nawiedzania lub opętania nie mogą się materializować. Wygląda to zupełnie tak, jakby potężniejsza od nich siła im tego zabraniała.


Możemy jednak spekulować, że Phyllis Schlemmer (Ziemia, planeta wyboru), a raczej kosmiczny nauczyciel, który przez nią przemawia, odnosił się pośrednio do owych mrocznych bytów przestrzegając: Pamiętajcie, istnieją też pewne cywilizacje (…), które pragną przejąć kontrolę nad Ziemią, pragną trzymać jej dusze w okowach. Odnotujmy też, że obszerne ustępy poświęcone owym duchowym pasożytom znajdujemy także w książkach Barbary Marciniak, czyli zapisach jej kontaktów z Plejadanami.


Ale Schlemmer mówi coś więcej. Dostarcza bowiem tak poszukiwanej odpowiedzi na pytanie, skąd właściwie wziął się ten fizyczno-duchowy zamęt.


Trudno nam zrozumieć waszą naturę. Inni uczyli nas o was. Bardzo jest nam trudno zrozumieć wasze fizyczne mechanizmy. Jesteśmy świadkami problemów, jakie macie ze swoją płciowością. Nie możemy ich usunąć, muszą to zrobić sami ludzie, wysubtelnić ją. (…)


Tragedie Ziemi zaczęły się, ponieważ nie byliśmy świadomi problemów, które stwarza fizyczność. Byliśmy nieświadomi implikacji uczucia błogości i zadowolenia. Nie byliśmy tego świadomi, ponieważ jest to jedyna planeta o takiej fizyczności. Nie ma ona żadnej siostrzanej planety.


Ciało fizyczne ma inne odczucia niż na wszystkich innych planetach; tutaj dusza zaczyna odczuwać pożądanie. Przyjemność i ból.


Warto w tym miejscu przypomnieć opinię sławnej hipnotyzerki Dolores Cannon, która wyjaśniała w swoim bestsellerze Strażnicy ogrodu: Dla wyższych energii przebywanie na Ziemi jest niezwykle trudnym zadaniem, ponieważ w swej naturze są one czyste i niewinne. Nie potrafią zrozumieć ciemnych stron waszego świata. Te wyjątkowe odczucia jakie dane są ludziom – jeśli wierzyć dawnym księgom – nie były też obce istotom, które nazwano w Biblii synami bożymi. W Księdze Judy – nie włączonej do katolickiego kanonu – czytamy, że zbuntowane anioły w ludzkiej postaci współżyły z kobietami, za co podczas Potopu zostały wypędzone z Ziemi. Według Tory, ich potomkowie, czyli olbrzymi (greccy Tytani?) mieli zatrute dusze, które po śmierci zamieniły się w złe duchy. Natomiast w myśl tradycji muzułmańskiej archanioł Mejchis (lub Szejtan) odmówił posłuszeństwa Bogu, gdy dowiedział się, że ma służyć nowemu gatunkowi: ludziom.


Z pewnością nie należy zbyt wiele uwagi poświęcać mrocznym siłom, które czasem potrafią nam szkodzić. Normalni ludzie są przed nimi chronieni – i dopiero gdy zaczną czcić zamiast Boga swoje talenty, urodę czy majątek (to znaczy, gdy poddadzą się pysze), duchy ciemności zyskują do nich dostęp.


Jednak nie oznacza to, że duchy te mają pełną swobodę. Tak nie jest. Mogą działać, ponieważ uczą nas, jak dawać sobie radę ze złem. Ciekawie pisze o tym polska wizjonerka Ewa Seydlitz (Przemiany w ultrafiolecie), która musiała uporać się ze swoim diabłem stróżem:


...moja niewiedza duchowa i zabobonne reakcje mąciły skutecznie przepływ informacji. Często bowiem pojawiał się w swojej diabolicznej postaci i atakował mnie dotąd, aż zaczynałam się bronić – i odnajdywałam intuicyjny sposób panowania nad lękiem.


Przypominało to treningi ze sparring-partnerem – nieraz całonocne, trudne i pełne grozy pojedynki – po których zawsze wychodziłam silniejsza i mądrzejsza. Z biegiem czasu okazywało się, że zostałam przygotowana na jakiś kolejny atak trudnych sytuacji w życiu. (…) Złe duchy są na zawsze związane przez Pana znakiem krzyża i pod jego wpływem, acz niechętnie, potrafią służyć dobrym celom...


Ważna jest całkowita akceptacja siebie, gdyż demony wykorzystają każdy słaby punkt w podświadomości, aby przez niego zaatakować. Bezustanne rozpamiętywanie własnych grzechów i kłamstw sprawia, że chroniąca przed nimi tarcza staje się dziurawa jak sito. Jedynym skutecznym sposobem na utrzymanie jej w całości jest głębokie przekonanie o wybaczającej miłości Boga w stosunku do wszystkich błędów, które popełniamy nagminnie, gdyż jesteśmy tylko ludźmi. Bóg jednak oczyszcza wszystkich, którzy go kochają i wierzą w Jego miłość. Jest to najważniejsza nauka, po którą weszliśmy w światy materialne.


Natomiast w protokółach Schlemmer czytamy: Ale jednocześnie trzeba wiedzieć, żeby nie oddawać siebie głupcom. Głupcy są po to, by przekonać się, czy oddalibyście się głupcowi. Taka jest ich rola.


Oczywiście nie wiemy, czy byty, z którymi komunikuje się Schlemmer (zresztą ortodoksyjna metodystka), możemy utożsamić z aniołami. W potocznym rozumieniu, które nas najbardziej powinno obchodzić, to Inspiratorzy – a czasem Pomocnicy duchowi (in-spirit oznacza właśnie wchłaniać ducha, uduchawiać)


Nauczyciel Phyllis dodaje: Gdybyście wiedzieli, ile istot znajduje się w tym pokoju. Towarzyszą wam cały czas. Często płaczemy razem z wami.


To, że nie są wszechmocne i współczują wspólnie z nami na sposób ludzki, tylko dodaje im wiarygodności. Takie samo zapewnienie znajdujemy u Howarda Storma, profesora historii sztuki, który po NDE został pastorem. Jego niezwykła opowieść o spotkaniu ze swymi duchowymi opiekunami kończy się zapewnieniem: – Powiedzieli mi, że zawsze będą blisko mnie, gdyż towarzyszą każdemu człowiekowi. Zawsze przy mnie byli i zawsze przy mnie będą. Nie chronią nas przed cierpieniem, bo jest ono ceną za lekcję, jaką otrzymujemy na Ziemi. Ale pomagają je przetrwać i przezwyciężyć.


Lonnie Melashenko i Timothy Crosby w książce W obecności aniołów podają wiele przykładów takiej pomocy. Oto wyznanie matki, która straciła dziecko:


Byłam załamana. Czułam się tak, jakbym sama miała umrzeć. Potrzebowałam pomocy. Moim modlitwom towarzyszyło jakieś dziwne odczucie. (…) Poczułam, że zamiast położyć się spać, powinnam czuwać tej nocy, modląc się. I gdy usiadłam na łóżku – zobaczyłam anioła. (…) Zrozumiałam, że to dziecko nie było moje, lecz Boże. Podarował mi je Bóg, choć nie na długo. (…) Przez to doświadczenie zrozumiałam też, że to nie Bóg zsyła cierpienia na ludzi, lecz raczej, że On przechodzi przez nie razem z nami.


Szczególnie bliskie kontakty z aniołami ma polsko-amerykańska malarka i wizjonerka Elisabeth Poll. Zakończmy więc tę publikację optymistycznym przesłaniem, jakie przekazali jej niebiańscy przyjaciele (cytat za Planetą aniołów):

Na waszej Ziemi otwieramy kanały i płynie przez nie dobroć i miłość z innych planet. Wasza Ziemia jest teraz w fazie bardzo trudnych i radykalnych zmian. U wielu z was powiększą się orbity waszego mózgu i poszerzą się horyzonty. (…) Wszystkie wasze czyny staną się jawne.(...) Tylko dobre i czyste serce może nas widzieć. (…) Coraz większa liczba ludzi będzie nas oglądać. Będziecie zmieniać wasze egoistyczne myślenie. Nie jesteście stworzeni do uwielbiania siebie, ale do wzajemnej pomocy. Wasze zmysły powołano do odróżniania dobra i zła. Pozostańcie wierni dobru. Spróbujcie się otworzyć i zawołać. Nawet z najdalszych zakątków Uniwersum przybywamy na wasze żądanie.


-----------------------------------

[_1_] Medyczna nazwa tej choroby brzmi: śpiączkowe zapalenie mózgu, samo zaś schorzenie stało się znane po wybuchu jego epidemii w 1917 r. Jednak przebiegało w tak różny sposób, że nie znaleziono dwóch pacjentów, którzy prezentowaliby identyczny obraz kliniczny – przy czym objawy były tak niepokojące, że lekarze klasyfikowali tę chorobę jako epidemiczne delirium, epidemiczną schizofrenię, epidemiczny parkinsonizm, atypową wściekliznę itp. W okresie 10 lat, w ciągu których szalała, zabrała lub wyniszczyła prawie 5 mln osób – zanim w 1927 r. zniknęła równie nagle i tajemniczo, jak się pojawiła. Co trzeci z dotkniętych tą przypadłością umierał w ostrym stadium śpiączki, albo w stanach tak intensywnej bezsenności, że wykluczała możliwość uśpienia z pomocą leków. Pacjenci, którzy przeżyli, zostali całkowicie pozbawieni energii, inicjatywy, motywacji, apetytu, z całkowitą obojętnością siedzieli bez ruchu.


----------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów