Cicha inwazja

Autor tekstu: Marek Rymuszko



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 5 z 2010 roku.


----------------------------------------------


Dopuszczenie, nawet w ograniczonym zakresie, upraw roślin genetycznie modyfikowanych jest ciosem zadanym Naturze i ludzkiemu zdrowiu, a jednocześnie oznacza wkroczenie na drogę, z której nie ma odwrotu.


Chcę dziś napisać o sprawie, która od wielu lat bulwersuje społeczeństwa wielu państw, a od niedawna nabrała również palącej aktualności w polskich realiach w związku z przygotowywaną przez parlament ustawą o GMO. W odniesieniu do sygnalizowanego problemu trwają zażarte polemiki, które część mediów próbuje prezentować jako spór światłej części środowiska naukowego i biznesu z jednej strony, z nierozumiejącymi wymogów współczesnego świata zajadłymi ekologami z drugiej. To zabieg bałamutny, by nie rzec: wyjątkowo nieuczciwy.


Walcząca o wprowadzenie w naszym kraju całkowitego zakazu upraw genetycznie modyfikowanych Koalicja POLSKA WOLNA OD GMO, do której należy prawie 400 organizacji, instytucji oraz osób prywatnych, jest jedną z najbardziej dynamicznych tego rodzaju struktur w Europie. Nie ma prawie dnia, żebyśmy w naszym redakcyjnym komputerze nie znaleźli rozsylanych przez nią apeli i komunikatów. Ale też – powiedzmy wprost – w konfrontacji z tym, z czym mamy ostatnio do czynienia, a zwłaszcza inwazją żywności genetycznie modyfikowanej i upraw GMO, w czym celują niektóre światowe koncerny z firmą Monsanto na czele, jest się czego bać.


GMO, czyli Genetycznie Modyfikowany Organizm – by posłużyć się cytatem jednego z dokumentów Koalicji Polska Wolna od GMO – oznacza sztuczne wstawienie obcych genów do materiału genetycznego danego organizmu. Geny przenosi się przekraczając granice między gatunkami, np. geny zwierząt przenosi się do roślin. Metody przy tym stosowane są nieprecyzyjnie. Nigdy w przyrodzie takie organizmy nie powstają w sposób naturalny, np. pomidor z genem ryby, ziemniak z genem meduzy, karp i ryż z genami człowieka, sałata z genami szczura, soja i kukurydza z genami bakterii.


Zwolennicy GMO powiadają na to, że chodzi tu o wielce pożyteczną „zieloną rewolucję” mającą na celu zdynamizowanie produkcji żywności na świecie i stworzenie szansy wykarmienia go, zwłaszcza tam, gdzie ludność cierpi głód i niedostatek. Jest to jednak zwykłe mydlenie oczu, gdyż tak naprawdę w tym przypadku mamy do czynienia z działalnością stricte biznesową, której skutki w sferze ludzkiego zdrowia są na obecnym etapie wiedzy niemożliwe do przewidzenia, zwłaszcza że prowadzone w tej mierze badania, często finansowane przez zainteresowane koncerny, okazują się zmanipulowane i nierzetelne w formułowanych wnioskach.


Skutki te i związane z nimi niebezpieczeństwa najpełniej przedstawia – wydana również w Polsce – książka Jeffreya M. Smitha Nasiona kłamstwa, czyli o łgarstwach przemysłu i rządów na temat żywności genetycznie modyfikowanej. To miażdżąca, jeśli chodzi o prezentowaną w niej faktografię, edycja, podobnie jak inna, bardzo obszerna i moim zdaniem najlepsza prasowa publikacja, jaka ukazała się u nas na ten temat. Mam na myśli dwuczęściowy artykuł Stephena Lendmana Zasiew nasion destrukcji wydrukowany przez dwumiesięcznik NEXUS w numerach z maja-czerwca i lipca-sierpnia 2008 r. Konkluzja obu tych opracowań jest z grubsza taka, że wprowadzenie genetycznie modyfikowanych nasion w rolnictwie bazuje na gigantycznym naukowym oszustwie i korporacyjnych kłamstwach.


Sytuacja z każdą chwilą zaostrza się w związku z faktem, że mimo oporu społeczeństw wielu państw, niektóre z nich pod naciskiem wielkich korporacji zgodziły się na dopuszczenie upraw GMO na swoim obszarze, podczas gdy inne zdecydowanie się temu przeciwstawiają. Spór przybrał ostatnio na sile zwłaszcza w obrębie Unii Europejskiej, której dyrektywami zasłaniają się m.in. polskie władze, skłaniające się ku opcji, zgodnie z którą dotychczasowe przepisy w tej mierze miałyby zostać zliberalizowane. Tymczasem prawda wygląda zupełnie inaczej.


W krajach będących członkami Unii Europejskiej rośliny genetycznie modyfikowane stanowią niespełna 0,2 procenta upraw, a ich areał w 2008 roku wynosił 98 tysięcy hektarów, z czego 73 procent przypadło na jedno państwo: Hiszpanię. Pozostałe kraje, w których dopuszczono uprawy GMO to Czechy, Portugalia, Słowacja, Rumunia i, niestety Polska, przy czym – odwołajmy się z kolei do materiałów fundacji ICPPC (International Coalition to Protect the Polish Countryside – Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi): Jedyną odmianą genetycznie modyfikowanej rośliny, jaka może być uprawiana na terenie Unii Europejskiej, jest kukurydza o symbolu MON 810, produkowana przez firmę Monsanto. Dopuszczono ją do uprawy decyzją z dnia 8 września 2004 roku, która zapadła pod wpływem silnych nacisków Światowej Organizacji Handlu (WTO), traktującej jako priorytet zasadę wolnego handlu, de facto kwestionującą prawo krajów UE do wstrzymania importu GMO na ich rynki. Państwa członkowskie UE mogą jednak zakazać wysiewu i sprzedaży GMO, jeśli wejdą w posiadanie informacji o istnieniu zagrożenia dla środowiska lub zdrowia ludzi.


Informacje te zaś – i stanowiące ich podstawę badania – są ze wszech miar niepokojące. Oto tylko niektóre płynące z nich wnioski:


* Wytwarzane przez kukurydzę MON 810 toksyczne białko Cry1Ab zwalcza nie tylko omacnicę prosowiankę, ale także inne organizmy żywe, nie będące gatunkami celowymi tej modyfikacji. (…) Inne publikacje dowodzą, że kukurydza produkująca toksyczne białko powoduje wyższą śmiertelność wśród zwierząt (owadów - przyp. Z. Ch.) – wioślarek Daphnia magna, motyli monarchów Danaus plexippus i sówki bawełnówki egipskiej Spodoptera littoralis, złotooka drapieżnego Chrysoperla carnea, biedronki dwukropki Adalia bipunctata.


* Szczególnie niepokojący jest wynik badania nad działaniem białka Cry 1 Ab na pszczoły miodne Apis mellifera, u których po spożyciu kukurydzy MON 810 upośledzeniu ulega zdolność orientacji i uczenia się (…). Oznacza to realne zagrożenie dla pszczelarstwa wskutek wymierania całych rojów pszczół w wyniku kontaktu z uprawami MON 810.


* Prowadzono też badania dotyczące wpływu kukurydzy Bt na kręgowce, głównie szczury (Rattus sp.) i myszy (Mus musculus), a także kurczaki (Gallus gallus domesticus)... Szczególnie duże znaczenie mają tu prace włoskiego zespołu badaczy z uniwersytetu w Urbino, który wykrył, że pod wpływem spożywania kukurydzy GMO przez myszy, komórki ich wątroby zmieniały kształt oraz odporność.


* Inne zespoły naukowców stwierdziły, iż szczury spożywające karmę na bazie kukurydzy Bt wykazują wyższą śmiertelność wskutek obecności toksycznego białka lub śladów pestycydu Roundup. Inne prace (…) wykazały wyższą śmiertelność myszy po spożyciu karmy GMO oraz występowanie w ich komórkach rozrodczych zmian zwyrodnieniowych. Te niepokojące wyniki badań wykonanych na ssakach sugerują możliwy negatywny wpływ roślin GMO, w tym kukurydzy MON 810, także na organizm człowieka.


* Doprowadziło to naukowców do odkrycia, które dziesięć lat temu uważano za niemożliwe. W żołądkach zwierząt hodowlanych spożywających kukurydzę Bt jako paszę stwierdzono przepływ materiału genetycznego z komórek kukurydzy do bakterii Escherichia coli obecnej w przewodach pokarmowych tych zwierząt (…). Świadczy to o możliwości przekazywania cech będących przedmiotem modyfikacji między zupełnie obcymi organizmami.


* Oprócz bezpośredniego zagrożenia dla organizmów żywych zebrane prace analizują oddziaływanie upraw GMO na inne rodzaje upraw, a w konsekwencji – na rolnictwo. Jednym z opisywanych niebezpieczeństw jest tworzenie tzw. „superchwastów”.


* Wbrew deklaracjom przemysłu biotechnologicznego, że możliwe jest współistnienie upraw konwencjonalnych z genetycznie modyfikowanymi (…) wiele niezależnych doświadczeń (…) wskazuje jednoznacznie na fakt, iż transgeniczne rośliny rozprzestrzeniają się samoczynnie w środowisku, czyniąc nieskutecznymi wszelkie strefy buforowe. Ten prosty fakt naraża na niebezpieczeństwo skażenia każdą naturalną uprawę.


* Wbrew pierwotnym założeniom uprawy GMO zwiększyły zużycie pestycydów i skażenie środowiska.


Wszystko to spowodowało, że sześć państw Unii Europejskiej – chodzi o Austrię, Francję, Grecję, Luksemburg, Niemcy, Węgry i Włochy – wydało na swoich terytoriach zakaz wysiewu i sprzedaży kukurydzy MON 810, a kilka innych, m. in. Belgia i Irlandia przygotowuje się do wprowadzenia podobnych restrykcji. Podstawą podjętych przez nie działań jest tzw. Klauzula Bezpieczeństwa, zawarta w artykule 23 Dyrektywy 200/18 UE w sprawie zamierzonego uwalniania do środowiska organizmów modyfikowanych genetycznie. Ponieważ MON 810 to jedyna odmiana dopuszczona na europejskim rynku, kraje te de facto zabezpieczyły swoje terytoria przed ekspansją GMO. Obowiązujące zakazy okazały się skuteczne – np. kilka miesięcy po wydaniu we Francji rozporządzenia o jego wprowadzeniu firma Monsanto, producent kukurydzy MON 810, ogłosiła że na terenie tego kraju nie istnieje już żadna uprawa GMO. Tymczasem pierwotny areał obsiany tą odmianą wynosił 30 000 ha – czytamy w jednym z dokumentów.


Tymczasem w Polsce – w odniesieniu do sygnalizowanego problemu – zaczyna najwyraźniej brać górę opcja liberalna, co znajduje swoje odzwierciedlenie w pracach nad nową ustawą dotyczącą GMO. Według raportu producentów kukurydzy, w 2008 roku powierzchnia upraw MON 810 sięgała u nas 3 tysiące hektarów. Jak alarmują organizacje ekologiczne, jest to spowodowane przez lukę prawną, gdyż mimo obowiązującego w naszym kraju zakazu handlu nie wprowadzono zakazu wysiewu tej odmiany. Powoduje to, że rolnicy mogą kupować genetycznie modyfikowaną kukurydzę za granicą i siać ją na swoich polach. To niezgodne z obowiązującą ustawą o GMO z 2001, ale Rząd RP nie podjął żadnych działań, aby zatrzymać ten nielegalny proceder wysiewu MON 810. Ponieważ jedyną odmianą GMO uprawianą na terenie Unii jest kukurydza MON 810, należy wprowadzić natychmiastowy zakaz obrotu i wysiewu kukurydzy MON 810 na terenie naszego kraju. Polska powinna wziąć przykład z tych państw unijnych, które wprowadziły taki sam zakaz na swoich terenach, podpierając każdy z nich znanymi już publikacjami naukowymi. I dalej : Jak podaje Institute of Science in Society w Londynie: „Obecnie ilość dowodów świadczących o tym, że produkty modyfikowane genetycznie nie są bezpieczne, jest już tak znaczna, iż ustawodawcy powinni odpowiadać za karygodne zaniedbania z racji nieprzerwania kampanii zaprzeczania i wprowadzania społeczeństwa w błąd...”.


Sytuacja stała się tak niepokojąca, że w sprawie zabrał niedawno głos Komitet Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, który w bezprecedensowym oświadczeniu z 29 stycznia 2010 r. zwrócił z naciskiem uwagę na bardzo poważne potencjalne niebezpieczeństwo związane z uwalnianiem GMO do środowiska. Jak głosi dokument podpisany przez Przewodniczącego Komitetu Ochrony Przyrody PAN, profesora Zbigniewa Mirka: Rzeczywista skala zagrożeń (w tej mierze) pozostaje wciąż nierozpoznana. Jednakże już istniejące przesłanki wskazują, że skutki środowiskowe wprowadzania GMO mogą okazać się dalekosiężne i nieodwracalne, a równocześnie znacznie gorsze od skutków powodowanych przez jakiekolwiek inne czynniki zagrażające obecnie bioróżnorodności i szeroko rozumianej jakości środowiska.


Ludzie i instytucje propagujące GMO utrzymują, że nie ma przecież przeszkód, by jedne i drugie uprawy, tj. ekologiczne i genetycznie modyfikowane współegzystowały ze sobą. Mówiąc innymi słowy: ten, kto nie chce, nie będzie korzystał z nasion GMO. Rzecz w tym – że nie istnieje żadna możliwość odizolowania takich upraw od innych, a związane z nimi zanieczyszczenia – za pomocą owadów i pyłków roznoszonych przez wiatr – bardzo szybko „zakażają” pola i zasiewy wolne od GMO. Skalę kłamstwa w tej mierze najlepiej oddaje fakt, że kiedy uprawy GMO wprowadzano na szeroką skalę w USA, usilnie przekonywano, że stanowiące ich konsekwencję zanieczyszczenia mogą dotknąć co najwyżej 0,9 procenta innych upraw. Dziś wiadomo już, że ich areał sięga kilkudziesięciu procent (różne źródła operują tu nieco odmiennymi danymi). W rzeczywistości mamy więc do czynienia z cichą, ukrytą inwazją, niszczącą rolnictwo wolne od GMO, a opinię publiczną po raz kolejny (po raz kolejny, gdyż w podobny sposób działały np. koncerny farmaceutyczne w sprawie świńskiej grypy) cynicznie oszukano. To ważne tym bardziej, że wprowadzonych do środowiska genów praktycznie nie da się już usunąć.


...Genetycznie modyfikowana żywność grozi szerzeniem się alergii, raka i odporności na antybiotyki. W wyniku modyfikacji mogą powstawać nowe białka o charakterze nieznanych alergenów i toksyn. Wiele negatywnych stron GMO jest jeszcze nie odkrytych lub skrzętnie ukrywanych... – mówi dr Zbigniew Hałat, lekarz epidemiolog, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów (www.halat.pl; źródło: Gazeta Lubuska z 28-29 maja 2005 r.).


Stanowisko naszej redakcji w sprawie, o jakiej mowa, jest jednoznaczne. Trzeba wszystkimi dostępnymi środkami przeciwstawić się kolejnej próbie narzucenia przez wielki biznes i międzynarodowe korporacje licznym państwom oraz społeczeństwom własnych wzorców myślenia i działania zagrażających ludzkiej wolności i zdrowiu. Każda inna ewentualność jest nie do przyjęcia.


Więcej informacji na sygnalizowany temat można znaleźć m.in. na stronach internetowych: www.icppc.pl/antygmo/2009/06/zakazy-na-gmo-w-ue/

http://www.ekonomia24.pl/artykul/974366.html


-----------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów