Zagadka świadomego życia

Autor tekstu: Jakub Jasiński



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 2 z 2008 roku.


-------------------------------


Prawdziwym celem życia jest poznanie Boga. (Paramahansa Jogananda)


Czy świadomość może występować samoistnie? Wydaje się, że w takim ujęciu jej odpowiednikiem jest czysty byt, niepowiązany ani z ciałem, ani z umysłem, a więc coś, co istnieje poza czasem i przestrzenią jako projekcjami umysłu.


Świadomość w wielu doktrynach religijnych bywa często kojarzona z duszą, a w indyjskich systemach wiary utożsamia się ją z absolutem (Brahmanem); występuje tam ona jako Paramatma. Często przeciwstawia się ją pojęciom przyrody, materii i fizyczności. Tak być jednak nie musi. Spróbujmy to wykazać, posiłkując się filozofią Giordana Bruna, Barucha Spinozy i Teilharda de Chardina oraz myślą suficką i taoistyczną.


Można przyjąć, iż pewne schematy rozumowania oraz systemy filozoficzne, stworzone przez wspomnianych myślicieli, wzajemnie się uzupełniały i wskazywały na wspólne podłoże czynionych przez nich założeń, a mianowicie na panpsychizm i panteizm.


Panteizm, wywodzony już z niektórych kosmogonii, a występujący w wielu systemach filozoficznych, stawia znak równości pomiędzy Bogiem a przyrodą. Dla zwolenników panteizmu boskie jest wszystko, co istnieje, bowiem boski pierwiastek przenika całą materię, rzeczywistość. Bóg jest Naturą, a więc Wszechświat czy Kosmos to Bóg. Już od czasów stoików – w tym także poglądów, jakie prezentował Marek Aureliusz – panteizm uważano za nurt, który położył podwaliny pod ideę panpsychizmu, o której za chwilę.


Boska natura świata, rezygnacja z postrzegania Boga osobowego to niezbędna formuła dla zrozumienia idei pneumy i podstaw panpsychizmu. Pojęcie pneumy oznacza dla stoików życie oraz stanowi źródło wszystkich przemian, jakie zachodzą w całym Wszechświecie. Zagadnienie owych nieustających metamorfoz wspaniale rozwinął w swej filozofii Giordano Bruno, pisząc właśnie o swoistych przemianach kolei losu, o wiecznym kołowrocie wydarzeń utożsamianych z całością i ze wszystkim, co istnieje. Stąd blisko już do spostrzeżenia, iż podobne postrzeganie świata prezentuje mądrość chińskiej księgi przemian I cing, posługującej się kategorią wiecznych zmian dwóch pierwiastków: yang i yin. Wynikają one z niezmiennej zasady Tao – o niej to właśnie mówi m. in. mędrzec Lao Tsy – która, nie ędąc w ruchu, w ruch wprawia wszystko. Do idei panteizmu, o czym wkrótce się przekonamy, nawiązuje również Baruch Spinoza.


Yin – yang, odwieczna równość


Wspomniana wcześniej kategoria pneumy zawiera w sobie rozum świata, esencję, która wszystko przenika i ożywia. To pojęcie stoików posłuży później do zbudowania bloku filozoficznego o nazwie pneumatologia, zakładającego możliwość udowodnienia, iż człowiek jest istotą duchową i jako taki opiera się na czymś wyższym niż on sam, na czymś transcedentnym.


Rolę tę spełnia próżnia, stan przynależny pojęciu czystej świadomości, a zatem takiej, która nie jest świadoma niczego. Nie istnieje dla niej podmiot ani przedmiot poznania, nawet sam proces. Podmiot bowiem charakteryzuje się ukierunkowaniem na własne ja, a tutaj występuje tylko esencja Bycia, czystej egzystencji: Sat-Cit-Ananda. Czysta świadomość istnienia jest szczęśliwością. Duch czyli owa nieskalana świadomość znajduje swój odpowiednik naukowy właśnie w pojęciu próżni. Próżnia, i to również w znaczeniu, jakie przyjął Giennadij Szypow, zawiera w sobie wszystko, co tak naprawdę istnieje; w ujęciu mistycznym, jak już wskazaliśmy, odpowiada jej Duch. Materia zaś to de facto zbiór atomów; pod mikroskopem okazuje się, że maleńkie elektrony krążą wokół jądra, a ruchy te zachodzą właśnie w próżni, która zajmuje najwięcej miejsca w atomie.


Zatem co kryje ta pustka?


Człowiek jawi się jako wspaniały manipulator cząsteczek. Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak to jest, iż spożywamy atomy, oddychamy nimi, trawimy je, wydalamy? Nie chodzi tu o biochemiczną stronę tych procesów, lecz o samą naturę zjawiska, jej istotę. Atomy budują nasze ciała, znajdują się wszędzie wokół nas. Siedzimy na nich, piszemy nimi i na nich. Zwykłe rozerwanie kromki chleba to przecież oddzielenie, czy też swoiste rozszczepienie budujących ją pierwiastków. Jak to się dzieje, że przy tej prostej czynności wywołujemy reakcję, i to czysto atomową? Na czym polega zjawisko, że gdy opieramy się o ścianę, wiemy, że utrzyma ona nasz ciężar, choć ubranie styka się z atomami ściany, mogłyby się więc one przemieszać (jak np. cukier z wodą)? Gdzie w takiej sytuacji przebiega granica styczności między atomami ubrania, jakie nosimy, a ściany, o którą się opieramy?


Dlaczego jedni, jak ojciec Pio potrafili przenikać przez ściany czy zamknięte drzwi, a inni nie mają takich umiejętności? Czy nie oznacza to, że świadomość stanowi klucz do zrozumienia procesów transmutacji atomów? Czy za pomocą umysłu możemy nimi sterować, tworzyć dowolne kombinacje?


Spójrzmy na nasze ciało fizyczne, będące w istocie masą stężonego, zgęstniałego światła. Jeśli to prawda, dusza w tym rozumieniu uosabia czystą, esencjonalną energię. Dusza to po prostu duch działający w ciele człowieka.


Co z kolei sprawia, iż Duch przechodzi w stan materii? Doktryna suficka na czele z jej mistrzem i odnowicielem Ruchu Sufich, Pir o Murshidem Hazratem Inayatem Khanem odpowiada, iż tym czynnikiem, który sprawia, iż duch staje się na początku czymś słyszalnym, potem widzialnym i wreszcie namacalnym, jest wibracja.


Podobnie opisuje to Biblia mówiąc, iż na początku było słowo, zatem dźwięk, z którego później zrodziło się światło, a w końcu cały świat. Także w taoizmie występuje pojęcie pustki jako spektrum wszystkich potencjalnych stanów materii.


Tao wyraża ową próżnię czy też Ducha, który nie został zrodzony, lecz wszystko od niego pochodzi. To on wszystko warunkuje, określa, transformuje, choć trwa w bezruchu. Tao wyraża potencjał całości, sumę wszelkich układów yin i yang. Wielką Pustkę wypełnia energia chi, prana, tak jak absolut, czyli Duch (próżnia) mieści w sobie atomy tworzące życie. W myśli sufickiej Ibn Arabi w swoim wiekopomnym dziele Droga do Pana Mocy ową pustkę nazywa chala. To stan Wszechświata przed jego stworzeniem. Od tej nazwy pochodzi słowo chalwa, czyli wycofanie rozumiane jako akt absolutnego wyrzeczenia się dóbr świata na rzecz dążenia do osiągnięcia Boskości.


Zanim objawiony został świat w postaci, w jakiej go obecnie znamy, istniał tylko absolut, w sufizmie zwany Dhat, czyli jedyny byt. Nie przybrał on żadnej formy, gdyż ich wówczas nie było, występował jako Nic.


Absolut ów miał postać czystej egzystencji, określanej w sufizmie jako Ahhadiyyah. Z niej to właśnie powstała świadomość istnienia. Skoro nic nie istniało, Absolut nie mógł być świadom niczego oprócz swego własnego bytu. Stąd Duch (Absolut) to czysta świadomość, świadomość, która nie jest niczego świadoma poza sobą. Ten stan w sufizmie zwie się Wahdah, czyli świadomość dźwięku. Widzimy zatem, iż dźwięk, światło oraz to, co dotykalne, ma swe odpowiedniki zarówno w świecie nauki, jak i mistyki. Czyste istnienie przeradza się poprzez wibrację w dźwięk, a potem w stan materii, staje się widzialne i namacalne.


Jak powiada Jogananda w Istocie samourzeczywistnienia podstawową substancją Wszechświata jest świadomość. Materia jako taka została po prostu powołana myślą do istnienia, z tym, że pierwotnie miała postać energii, która potem dopiero przybrała fizyczne kształty. Materia stanowi uproszczoną formę energii.


Warto przytoczyć tu fragment eseju filozoficznego Wing Makers (Stwórcy Skrzydeł) z komory nr 6, który zwraca uwagę na odwieczną zagadkę, jaką staramy się rozwikłać, a mianowicie: czym jest Kosmos?


Kosmolodzy prowadzą dyskusje nad strukturą Wszechświata, jego wiekiem, kształtem, wymiarami, parametrami, składem. Tworzą formuły i teorie, sądząc lub mając nadzieję, iż Wszechświat można potraktować jak rzecz, którą określają stałe prawa. Tak nie jest. Kosmologia zdaje się nie dostrzegać faktu, iż na Wszechświat składa się wiele czynników, a z powodu owej mnogości cechuje go dynamizm i zmienność. To powoduje komplikacje wśród odnoszących się do niego przewidywań i analiz. Nie istnieje żadna matematyczna formuła, w którą można by go ująć. Wszechświat jest organiczny, płynny, wielo-różnorodny, podlegający permanentnym przemianom. W pewnym sensie można go porównać do człowieka.


Niedawno naukowcy z Uniwersytetu Stanforda, analizując sygnały radiowe, jakie emituje najbliższa nam gwiazda, uświadomili sobie, iż Słońce wibruje w swoisty sposób co 5 minut i zjawisko to nazwali śpiewającym Słońcem. Co ciekawe, sygnały te, po przerobieniu ich na pliki audio przypominają bicie serca.


Przejdźmy teraz do idei panpsychizmu, której początki sięgają czasów Talesa. To także kategoria znana w filozofii, która przypisuje całej materii życie i psychiczną naturę. To ważne stwierdzenie, gdyż jeśliby poszukać głębiej w doktrynach filozoficznych Wschodu, tam również spotkamy się z takim przekonaniem, jak choćby w naukach Awatara Kriszny w Bhagawadgicie. Na gruncie europejskim jednym z filozofów, który uznawał tę ideę, był właśnie Filip Bruno, który po wstąpieniu do zakonu dominikanów przybrał imię Giordano.


Dotykamy tutaj zagadki duszy, zarówno ludzkiej, jak i Wszechświata. Wing-Makers stwierdzają, iż w przyszłości nastąpi odkrycie Duszy przez naukowców. Nazywają to Wielkim Portalem.


Do tego wydarzenia, ich zdaniem, ludzkość stale się zbliża, a jego nadejście szacowane jest na rok 2080. Na razie to przyszłość, choć niewątpliwie odkrycie w sposób naukowy i niepodważalny człowieczej Duszy może spowodować niesamowite przewartościowanie w ludzkim postrzeganiu rzeczywistości.


Wracając zaś do myśli Giordana Bruna … Pisał on m. in. na temat mechanizmów sterujących Kosmosem. Był zwolennikiem poglądów Anaksagorasa, zwłaszcza mówiących o tym, iż wszystko zawiera się we wszystkim, i wszystko można wydobyć ze wszystkiego. To właśnie Bruno sformułował pewne prawa i przypuszczenia, jak np. te, iż nieskończonej przyczynie odpowiada nieskończony skutek. Nic nie powstaje i nie ginie wedle substancji (zapamiętajmy to pojęcie, gdyż będzie go używać również Baruch Spinoza). Dalej – że Ziemia porusza się, ciała niebieskie to anioły, które są rozumnymi stworzeniami, a nasza planeta posiada zmysłową i rozumną Duszę odrębną od formy ciała. Nawiasem mówiąc: czyż nie odpowiada to przekazowi komory nr 6, gdzie zapisano, iż Wszechświat jest jakby człowiekiem, żywym organizmem? I czyż nie wspiera to koncepcji Gai Jamesa Lovelocka?


Bruno rozumiał duszę jako gościa w ciele materialnym, jako przejezdnego, który zatrzymał się w przydrożnym hotelu i wreszcie jako więźnia w celi. Wskazywałoby to zresztą na przekonanie Bruna do idei reinkarnacji – wędrówki duszy w różnych ciałach.


Zbieżne doświadczenia w tej dziedzinie prezentuje również myśl suficka oraz hinduistyczna. Zdaniem Hazrata Inayata Khana dusza jako część Ducha nie podlega narodzinom i śmierci, nie może też być uwikłana w koło samsary czyli cykl odwiecznych narodzin i śmierci. Inkarnuje tylko osobowość Duszy. Owo małe lub fałszywe ja w sufizmie określa się mianem Nafs. Śri Ramana Mahariszi stawiał kiedyś swym uczniom pytanie: skoro dusza jest atmą, wieczną doskonałą istotą, kto odradza się z pokolenia na pokolenie w ciele człowieczym? I odpowiadał: ego. Ego, nafs, fałszywe ja, w hinduizmie zwane ahamkara. Widzimy tu zatem wyraźnie zbieżność poglądów filozoficznych powstających w tak różnych kręgach kulturowych.


Wszystkie te pojęcia i porównania okazują się ważne dla zrozumienia idei panpsychizmu i panteizmu.


Filozofem, który zmagał się z doprowadzeniem do jakiejś wspólnej platformy rachunku monistycznego z rachunkiem kartezjańskim, o podejściu mechanicystycznym był wspomniany już wcześniej Baruch Spinoza. Towarzyszyło mu głębokie przekonanie o jedności całego bytu (monizm), stąd też w jego myśli jedną z centralnych kategorii zajmowało pojęcie substancji. Według filozofa istnieje tylko jedna substancja, stanowiąca zasadniczy budulec całego Wszechświata, całego Kosmosu; substancji owej nic nie uzasadnia, a jednocześnie warunkuje ona wszystko inne. W takim ujęciu wyczuwamy nawiązanie do myśli sufickiej, odpowiada też ono idei Ducha (Dhat, inaczej absolut) jako najpierwotniejszej esencji wszelkiego bytu. Ponieważ istnieje samoistnie, sama przez się, nie może być do niczego odniesiona i jest nieskończona, a jako taka stanowi przyczynę istnienia wszelkich innych bytów, tak jak Duch, będący źródłem dusz, oraz próżnia, która poprzez wibrację stwarza dźwięk i materię (i to materię o różnej gęstości, a więc poziomie wibracji!). Spinoza wyciąga stąd wniosek, iż taka substancja musi być wszechmocna i nazywa ją Bogiem. Zaznacza się tu silnie jego panteizm i monizm.


Podążając dalej tym tropem wchodzimy na pole panpsychizmu. Substancja ta przenika wszystko, a zatem ma świadomość tylko samej siebie, jako że dla niej nie istnieje zewnętrzny świat. Charakteryzuje ją więc skupianie w sobie wszelkich bodźców. Jeżeli jednak pod postacią tej substancji kryje się Bóg, a stanowi ona jedyną esencję, w konsekwencji musimy uznać, iż wszystko, co istnieje, jest Bogiem. Kosmos równa się Bogu, a cała materia, przyroda, świat to jego oblicza.


Oczywiście Spinoza był przekonany o racjonalności owej substancji; o tym, iż przejawia się ona zgodnie z zasadami logiki. I właśnie z tego punktu widzenia uzasadniał istnienie w świecie zjawisk naturalnych, w tym determinizmu. Bóg, jego zdaniem, istnieje, i to w sposób konieczny, zatem wszystko, co przebiega w świecie, także musi być konieczne (zdeterminowane). Wolność zaś dla Spinozy polega na akceptowaniu praw przyrody, dostosowaniu się do nich, pogodzenia działań człowieka z prawami Natury. Tylko bowiem uświadomienie sobie wyższych konieczności, ograniczeń wiedzie do porozumienia ze swoim losem. Nie ma zatem w myśleniu Spinozy czegoś takiego jak przypadek. Istnieje tylko prawo konieczności.


Tak jak Hazrat Inayat Khan odróżniał Ducha i materię, ale wiedział, że są one w gruncie rzeczy tym samym – Spinoza rozumiał je jako aspekty jednej substancji. Z tym, że dla Barucha materia i Duch tworzyły jakby dwa odrębne światy, nie mające ze sobą punktu styczności, a np. w koncepcji sufickiej materia wynika z Ducha, gdyż jest z niego generowana poprzez wibrację.


Rozważając jeszcze rolę materii, warto na koniec powrócić do myśli Pierre'a Teilharda de Chardina, który tak zwracał się do niej w swoim Hymnie: Bądź błogosławiona, szorstka Materio, jałowa glebo, twarda skało, ty która ustępujesz tylko przemocy i zmuszasz nas, byśmy pracowali, skoro chcemy jeść. (…). Bądź błogosławiona, potężna Materio, nieodparta Ewolucjo, Rzeczywistości ciągle rodząca się, ty co rozsadzając wciąż nasze ramy, każesz nam szukać zawsze coraz dalej Prawdy. (…). Pozdrawiam cię jako niewyczerpaną pojemność bytu i Przemiany, w której kiełkuje i rośnie wybrana Substancja. Pozdrawiam cię jako uniwersalną moc zbliżania i jednoczenia, przez którą wiąże się rój monad, i w której zbiegają się one wszystkie na drogę Ducha. (…). Żeby dosięgnąć ciebie, Materio, potrzeba byśmy wychodząc od uniwersalnego kontaktu ze wszystkim, co się porusza na ziemi, stopniowo poczuli roztapianie się w naszych rękach form poszczególnych tego, co trzymamy, aż zetkniemy się z jedyną esencją wszelkich stanów i wszelkich związków. (…).


Czyż słowa te nie stwierdzają dobitnie, iż materia jest drugą stroną Ducha, że jest elementem immanentnym wszelkich stanów przyrody, i że jako taka stanowi niezbędne środowisko dla rozwoju zjawisk oraz procesów związanych z psychiką, z ludzką psyche?


Te krótkie rozważania nie eliminują oczywiście pytań odnoszących się do zagadki świadomego życia. Życia, które dokonuje się w każdej komórce ludzkiego ciała i w każdym kwadrancie galaktyk tworzących zamieszkiwany przez nas Wszechświat.


------------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów