Od Parnasu po Ararat

Autor tekstu: Ryszard Winer



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 6 z 2008 roku.



W odległości 140 km od Aten, nad Zatoką Koryncką leży góra Parnas (2457 m n. p. m.), która podobnie jak wulkan Hasan Dag w centralnej Anatolii, również ma dwa szczyty! Wszyscy pamiętamy z mitów o potopie, że arki dwóch ich bohaterów: biblijnego Noego i greckiego Deukaliona po opadnięciu wód osiadły na dwóch górach – Ararat (5165 m n. p. m.) w Turcji i Parnas w Grecji. Obie one mają podwójne wierzchołki!


To nie może być przypadek. Zarówno Ararat jak i Parnas dzieli od Hasan Dag odległość ok. 1000 km. Z kolei Parnas i Hasan Dag leżą dokładnie na tej samej szerokości geograficznej: 38 st. szerokości geograficznej północnej. To także na tej górze, łysej od 1800 m wzwyż, jak i terenie całej Grecji, widać ślady potopu sprzed 12 tys. lat w postaci intensywnych deszczów, które spłukały w doliny całą glebę. O ile jednak usytuowanie w czasie potopu Deukaliona jest trudne, potop biblijny coraz częściej datowany jest na I połowę VI tysiąclecia p. n. e., a więc blisko daty upadku Catalhoyuk (6200 r. p. n. e.).


Zgodnie z relacją Platona, kiedy Atlantydzi znaleźli się w Grecji, już stamtąd nie wrócili, gdyż zostali pokonani w bitwie przez armię pra-Ateńczyków, po której nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi oraz globalna katastrofa, unicestwiająca obie armie i Atlantydę. Jak dotąd historycy nie znaleźli dowodów na to, by w tak odległych czasach istniały jakieś pra-Ateny z ich liczną i waleczną armią. W tej sytuacji skupmy się na górze Parnas, która urasta do rangi faktycznego celu przybycia Atlantydów do Grecji.


Poniżej Parnasu leżą Delfy i Korynt, którego królem był również Posejdon. Być może faktycznie nie funkcjonowały jeszcze wówczas pra-Ateny, natomiast ziemia nad Zatoką Koryncką skrywa do dziś ruiny miasta (na wzór Catalhoyuk), które zbudowali Atlantydzi.


Sama góra Parnas w wierzeniach starożytnych Greków była siedzibą muz i Apollina. Nie jest więc to miejsce nieznane. Na uwagę zasługuje również fakt, że dla podążających z zachodu na wschód Atlantydów Parnas była pierwszą na ich drodze górą o podwójnych wierzchołkach.


Tajemnica Doliny Bogów, czyli: tak wyglądali?



Na trasie wędrówki Atlantydów znalazła się Dolina Bogów we włoskiej Val Camonica, położona około stu kilometrów na północ od Mediolanu, gdzie wkrótce po cofnięciu się lodowca, to jest około 10 000 roku p. n. e., w niewielkiej bagnistej dolinie jacyś ludzie zbudowali domy na palach. Następnie na gładko wyszlifowanych przez lodowiec, wystających z ziemi skałach wyryli tysiące rysunków przedstawiających między innymi istoty podobne do ludzi ubrane w ubiór przypominający skafandry kosmiczne, w promienistych hełmach na głowach i w otoczeniu gwiazd. W ten sposób otrzymaliśmy rzadką możliwość ujrzenia, jak faktycznie wyglądali Atlantydzi, w momencie gdy ubrani w kombinezony mające ich chronić przed promieniowaniem materii Obcych (ci ostatni znajdowali się wśród nich po wylądowaniu w wybudowanej bazie – Atlantydzie) szli z Atlantydy do Grecji.


Dopiero za Parnasem była Hasan Dag i – jeszcze dalej na północny wschód – góra Ararat. Oczami wyobraźni widzę Catalhoyuk i Hasan Dag o podwójnym wierzchołku oraz podobne góry: Ararat i Parnas oraz ludzi i zwierzęta wstępujące do wnętrza jakiejś arki, która następnie zabiera ich z Ziemi w bezpieczne miejsce, chroniąc w ten sposób przed kataklizmem, który – chociaż zaczynał się wielkim gorącem – kończył się zimnem i potopem, trzęsieniami ziemi i wybuchami wulkanów. Po uspokojeniu żywiołów przybywa arka i wychodzą z niej ludzie, którzy zaludniają opustoszałą ziemię.


Jednak w obrazie tym zupełnie nie pasują do siebie: wysokie góry o podwójnych wierzchołkach i mityczne arki, które mają być statkami pływającymi po wodzie. Jest to niemożliwe przede wszystkim z powodu braku takich ilości wody na Ziemi, by pokryła ją do wysokości szczytów gór oraz rozmiarów samej arki. Np. trzypokładowa arka Noego miała mieć 150 m długości, 25 m szerokości i 15 m wysokości. Są to typowe wymiary dzisiejszego statku o wyporności około 15 000 BRT.


Biblijne wymiary arki Noego szybko jednak przestały być miarodajne, gdy okazało się, że były uzupełniane przez żydowskich uczonych w Piśmie dopiero w niewoli babilońskiej, a zatem około 550 r. p. n. e. Przypuszczalnie do arki Noego dopasowano wówczas wymiary jednego z pełnomorskich statków fenickich, albo egipskich pływających po Nilu.


Największym statkiem świata starożytnego był grecki trzymasztowy Alexandris z V wieku p. n. e., który miał 128 metrów długości. Tymczasem zupełnie inna arka Utnapisztima wyłania się z tabliczki XI epopei o Gilgameszu. Jest to drewniana skrzynia w kształcie sześcianu o boku 60 m i powierzchni 3500 m kwadratowych, którą w środku przedzielało poziomo sześć pokładów, tworzących siedem pięter. Każde piętro podzielone zostało na dziewięć komór, co dawało w sumie 63 komory. Takie coś z pewnością nie mogło pływać po wodzie, ale mogło być np. przyczepione do liny i wciągane do góry (z braku miejsca nie przytoczę innych, licznych argumentów przemawiających za zaprezentowanym rozwiązaniem).Wówczas jednak drugi koniec liny musiałby znajdować się na statku – matce należącym do jakiejś wysokorozwiniętej pozaziemskiej cywilizacji, który parkował na geostacjonarnej orbicie.


Jak zaś taką skrzyniępowtórnie zatrzymać na szybko wirującej planecie? Do tego celu miały służyć właśnie duże i wysokie góry o podwójnych wierzchołkach, pomiędzy którymi za pomocą sztywnej poprzeczki lub wysuwanych wąsów chwytany był lądownik. Dlatego w przytoczonych mitach o potopie – arki, które faktycznie były lądownikami pozaziemskiego statku kosmicznego, przybijały do góry o podwójnych wierzchołkach. Najpełniejszą wizję takiego lądownika stanowi piramidalna Arka Nommo Dogonów z ich mitów.


Kataklizm za kataklizmem


Kiedy według relacji Platona wielki kataklizm miał unicestwić zwycięzców i zwyciężonych oraz Atlantydę, na Ziemi rzeczywiście odnotowano 500-letni okres niebywałego gorąca (tzw. ocieplenie Allerod), w wyniku czego zginęło mnóstwo ludzi oraz prawie wszystkie duże zwierzęta. Gdy żar skończył się równie nagle jak się pojawił, nastały po nim siarczyste mrozy małej epoki lodowej (w młodszym dryasie), trwającej ok. 2000 lat od 10 000 do 8 000 r. p. n. e. W tym okresie oprócz zimna i deszczów doszło także do licznych erupcji wulkanów i silnych ruchów tektonicznych oraz aktywności wulkanicznej we Francji, Niemczech, Karpatach, na Kaukazie oraz w innych miejscach na Ziemi. Dodajmy do tego bardzo silne trzęsienie ziemi na zachodnim Atlantyku u wybrzeży Portugalii, które wzbudziło tsunami o ogromnych wysokościach. Fale zatopiły wówczas m. in. Wyspę Spartel, obecnie znajdującą się 60 m pod wodą, na dnie Cieśniny Gibraltarskiej w pobliżu zatoki Cadiz ( gdzie niektórzy lokalizują Atlantydę). Na indonezyjskiej wyspie Flores wybuchł wulkan Kelimutu, w wyniku czego m. in. wyginęli maleńcy ludzie z Flores o wzroście około 1 metra. Z kolei odnalezione w Nebrasce (Ameryka Północna) pozostałości pogrzebanych w popiele setek nosorożców stanowią dowód, że w 8000 r. p. n. e. także tam nastąpiła potężna eksplozja wulkaniczna, której miejsca jednak nie udało się dotąd ustalić. Jednocześnie na rzece Niagarze pojawił się uskok tektoniczny, który dał początek wodospadowi o tej samej nazwie.


Także w licznych grotach, m. in. Szanidar (Iran) znaleziono ślady silnego trzęsienia ziemi z tego okresu, a rdzenie lodowe z Grenlandii z lat 7500 p. n. e. zawierają duże ilości kwasu azotowego, który stanowi pozostałości po silnej erupcji wulkanicznej.


I właśnie przed takimi wielkimi kataklizmami Obcy chcieli uchronić pewną liczbę ludzi zgromadzonych pod górą Parnas. Czy 4 tysiące lat później, kiedy pod Hasan Dag istniało Catalhoyuk, również do nich doszło?


Około 6550 r. p. n. e., a więc 4000 lat od tamtych wydarzeń i około 900 lat od założenia Catalhoyuk, ciepły i wilgotny klimat tzw. Optimum holoceńskiego nagle skończył się. W ciągu kilku lat na Ziemi znów zrobiło się bardzo gorąco i sucho. Poziom mórz podniósł się o kolejne 20 metrów. Na podstawie badania lodu z lodowca Kilimandżaro można wnosić, że wielka susza na całej planecie trwała około 500 lat. W jej wyniku całkowicie powysychały wszystkie wielkie afrykańskie jeziora położone na Saharze. Ponadto raptownie skurczyło się jezioro Czad na pograniczu dzisiejszego Nigru, Czadu i Nigerii oraz Jezioro Wiktorii.


Gwałtowna i głęboka susza w sposób nagły i bezpowrotny „zabiła” kulturę aterską, która przetrwała nawet suszę sprzed 4000 lat. Zmusiła również mieszkańców Pustyni Wschodniej i w Negebie do porzucenia dotychczasowych terenów, a nawet zejścia do najbardziej wilgotnych rejonów nadnilowych, tj. do Delty i nad jezioro fajumskie zasilane wodami Nilu. Także w Nilu odnotowano w tym okresie obniżenie wylewów, powodujące zanik roślinności, zwłaszcza dzikich zbóż. Raptownie skurczyły się też liczne, wielkie jeziora Turcji.


Badania próbek z dna Morza Galilejskiego oraz jeziora Huleh, które również znajduje się w Galilei, a także z terenu Alikosz u podnóża gór Zagros wykazały, że w dzisiejszej strefie nadgranicznej między Iranem a Irakiem botanicy stwierdzili wyraźny spadek objętości pyłku drzew ok. 6000 roku p. n. e., co wskazuje, że okres ten był dla drzew wyjątkowo niepomyślny. Na płaskowyżu irańskim, niższych stokach Zagrosu i w północnej Mezopotamii pojawiła się typowa sawanna.


Na skutek suszy cała południowo-wschodnia Europa stała się pustynna, a na zachód od Pragi, tam gdzie płynie Łaba, tak jak przed 4000 laty, znów pojawiły się wydmy. Również koryto Dunaju z tego okresu, które utworzyło się w obrębie osadów jego poprzedniczki, nie miało wystarczającej siły i objętości, by wybrać inną drogę przez równinę aluwialną. Jedynym wytłumaczeniem było pustynnienie. We wschodniej Europie znów szalały burze piaskowe.


Słodkowodne jezioro, późniejsze Morze Czarne tak bardzo się skurczyło, że poziom w nim był niższy o ok. 150 m. od światowego poziomu mórz, a ówczesna linia brzegowa biegła kilkadziesiąt kilometrów w głąb obecnego morza. Pośrednio był to efekt tego, że z końcem pierwszego małego okresu lodowego nastąpiła zmiana kierunku polodowcowych strumyków. Zamiast jak dawniej spływać do jeziora (Morza Czarnego), roztopiony lód ciekł na zachód, gdzie tworzyło się całkiem nowe Morze Północne.


Exodus w nieznane


W następstwie wzrostu średniej temperatury powietrza już około 6500 r. p. n. e. w Catalhoyuk zaprzestano stawiania nowych domów na miejscu poprzednich, co spowodowało powstanie wolnych placów. Z tego okresu pochodzą również ślady pożarów. Ostatecznie około 6200 roku p. n. e. kilka tysięcy mieszkańców Catalhoyuk spakowało swój dobytek i bez śladów ataku z zewnątrz czy też walki nagle opuściło swoje domy i … rozpłynęło się w powietrzu. Brak ciał przeczy zarazem tezie o jakiejś pandemii wirusowej. Ten sam los spotkał miasto Hacilar leżące w odległości 190 kilometrów na zachód od Catalhoyuk, na północ od śródziemnomorskiego portu Antalya, które jednak nie osiągnęło równie wysokiego stopnia rozwoju jak Catalhoyuk. Tak samo nagle opuścili swe zasobne siedziby na Cyprze wszyscy mieszkańcy tej wyspy i odjechali w nieznane. Także tu archeologowie nie odkryli niczego, co by świadczyło o jakimś ataku z zewnątrz.


Około 6000 roku p. n. e. w niemniej tajemniczych okolicznościach opustoszało Jerycho ze swoimi 2000 mieszkańców oraz sąsiednia osada Munhata. Jednocześnie zanikło całkowicie osadnictwo w basenie środkowego Eufratu i na syryjskim stepie. Między innymi wyludniła się Beitha leżąca w pobliżu Petry, na południe od Morza Martwego. Ten sam los spotkał osady w Jordanii w Wadi Fellah i na tarasie al-Khiam. Natomiast na terenie Zagrosu kryzys gospodarki rolniczej był na tyle głęboki, że jej rolę ponownie przejęło pasterstwo wspierane przez zbieractwo.


Mimo, że z powodu braku porzuconych ciał wykluczono pandemię wirusową, przedstawiony obraz sugeruje, że na Bliski Wschód spadła jakaś tajemnicza zaraza, tak straszliwa, że cały ten obszar się wyludnił. Spadek liczby ludności wynosił 50 % i był porównywalny z tym sprzed 4000 lat, łączonym z katastrofą, która – według Platona – zniszczyła Atlantydę.


Analogicznie jak poprzednio po okresie gorącym przyszło zimno i susza. Niski poziom metanu uwięzionego w części lodowych próbek z Grenlandii wykazał niezbicie, że już ok. 6200 roku p. n. e. na północy zrobiło się właśnie wyjątkowo zimno i sucho, co nie przeczy danym świadczącym, że np. w Afryce jeszcze przez około 200 lat było gorąco. Ta kolejna mała epoka lodowa trwała do 5800 roku p. n. e., a ów okres niemal całkowicie pokrywa się z wynikami datowania węglem radioaktywnym. W trakcie fali mrozów poziom morza obniżył się o 5 – 7 metrów.


Również podczas tej drugiej małej epoki lodowej lub zaraz po niej nastąpił okres wzmożonej działalności morza i aktywności wulkanicznej. I tak około roku 6000 p. n. e. u wybrzeży Norwegii w głąb morza osunął się na odległość 800 km wielki kawał stoku kontynentalnego o grubości około 450 m. Będące następstwem tego wydarzenia tsunami zniszczyło wschodnią Szkocję, pozostawiając sedymenty o grubości 4 m.


Około roku 5000 p. n. e. w wyniku trzęsienia ziemi pękł wał ziemny na Bosforze i wody Morza Śródziemnego z ogromną siłą wlały się do wyschniętego słodkowodnego jeziora, przyszłego słonego Morza Czarnego. Ogromna siła tego kataklizmu wzięła się stąd, że ilość wody spiętrzonej w Morzu Śródziemnym oraz w położonych na zewnątrz i połączonych ze sobą oceanach Atlantyckim, Spokojnym i Indyjskim, była niemal nieograniczona. Szybkość napływu wody do Morza Czarnego zmniejszyła się dopiero, gdy poziom Morza Czarnego podniósł się na tyle (o ponad sto metrów), by dosięgnąć skraju wyrwy i tym samym zredukować wysokość wodospadu. Według dokonanych obliczeń, każdego dnia przez Bosfor wlewało się 16 kilometrów sześciennych wody – dwieście razy więcej niż przepływa dziennie przez Niagarę. Poziom Morza Czarnego podnosił się mniej więcej o 15 centymetrów dziennie, podczas gdy wszystkich oceanów świata obniżył się o 30 centymetrów.


Nadal niespokojnie


Jednocześnie badania geologiczne wykazują, że około 4600 r. p. n. e. w Ameryce Północnej miał miejsce jeden z najpotężniejszych wybuchów wulkanicznych w prehistorii. W jego wyniku zniszczeniu uległ Mount Mazama. O ilości pyłu i skał, które zostały wówczas wyrzucone w powietrze (40 km sześciennych), świadczy kaldera, w której dzisiaj znajduje się jezioro o średnicy 10 km (Crater Lake w stanie Oregon, USA). Mniej więcej z tego samego okresu pochodzą ślady wybuchu wulkanu w dolinie Tehucan w pobliżu stolicy Meksyku. W tym samym okresie, w wyniku intensywnych ruchów morza przerwane zostało połączenie Wysp Brytyjskich z lądem na wysokości Dover. Po tym wydarzeniu żywioły wyraźnie się uspokoiły.


Poczynając od około 5800 roku p. n. e. średnie temperatury zaczęły wszędzie rosnąć, dając początek kolejnemu tzw. optimum klimatycznemu w holocenie (altithermal). Temperatura letnia była wtedy o ok. 2 – 4 st. C wyższa, a zimowa o 2 – 4 st. niższa niż obecnie. W tym czasie południowa granica nieciągłej wiecznej zmarzliny na terenie dzisiejszej Rosji znajdowała się o około 600 km dalej na północ niż dziś. Ocieplenie najbardziej dało o sobie znać na wysokich szerokościach geograficznych.


Gdy około 5800 r. p. n. e. zrobiło się cieplej, z roztopionego Lodowca Laurentyńskiego we wschodniej Kanadzie powódź słodkiej wody znów wdarła się do oceanów. Dwa wielkie jeziora – Agassiza i Ojjbway – oraz zespół mniejszych zbiorników wodnych znajdowały się za lodowcem, mniej więcej 500 metrów nad poziomem morza. Kiedy lody ustąpiły około 5800 lat p. n. e., woda przelała się do dzisiejszej Zatoki Hudsona, a następnie przez Cieśninę Davisa do północnego Atlantyku. Jej ilość obliczono na 110 000 – 220 000 kilometrów sześciennych, a więc wystarczająco dużo, by niemal natychmiast podniosło to poziom oceanów o 10 centymetrów. Spoczywająca wciąż na lądzie Kanady pokrywa lodowa spłynęła do morza, gdzie doszczętnie się roztopiła, dodatkowo podnosząc poziom oceanów o 10 cm. Podobnie działo się w innych obszarach, gdzie topiące się i pękające lody wpadały do oceanów w postaci ogromnych gór lodowych i stopniowo topniały. Oceany podnosiły się nawet o 4 centymetry rocznie, aż ich poziom osiągnął wysokość ponad 30 metrów powyżej wcześniejszego stanu, powodując ogromną powódź na lądzie.


Okresy zimna następujące po okresach gorąca przyjęto nazywać małymi epokami lodowymi, gdyż przedstawiona sekwencja wydarzeń: najpierw 500-letni okres gorąca, a potem odpowiednio długi okres zimna – do złudzenia przypomina wielkie plejstoceńskie zlodowacenia, tyle że jakby ściśnięte w czasie i zminiaturyzowane. Również podczas plejstoceńskich zlodowaceń rozrastaniu się lodowych powłok, które co pewien czas przesuwały się na południe od Skandynawii w głąb Europy, towarzyszyło powstanie dużych okresowych obszarów pustynnych na terenie Rosji i Ukrainy, rozciągających się nawet na południowy wschód Europy oraz wybrzeża Morza Czarnego. Także przejście od klimatu mroźnego do ciepłego następowało gwałtownie. Z kolei przejście od klimatu ciepłego do zimnego dokonywało się zawsze stopniowo i powoli. Gdy jednak tylko klimat stawał się ekstremalnie zimny, następowało nagłe ocieplenie z pominięciem faz pośrednich. Na razie brak naturalnego wytłumaczenia tego zjawiska.


Ale to nie wszystko. Genetycy badający ludzkie DNA doszli do wniosku, że po każdym takim zlodowaceniu gwałtownie spadała liczebność hominidów, na co ukuli termin wąskie gardła (do najbardziej znanych należą te sprzed 1 200 000 lat – spadek do ok. 3000 osobników i sprzed 70 000 lat – spadek do ok. 1000 osobników). Takie wąskie gardła miały również miejsce po małych epokach lodowych.


Pozostaje jeszcze ustalić, kiedy i gdzie wylądował lądownik, który zabrał ludzi zgromadzonych pod Hasan Dag około roku 6200 p. n. e. Najszybciej, bo już około roku 5500 p. n. e. żywioły uspokoiły się na kontynencie europejskim i w Azji. Można przyjąć, że arka-lądownik powrócił w tym czasie na Ziemię i został zatrzymany przez górę Ararat, tak jak mówi Biblia. Za Araratem przemawia także mapa rozprzestrzeniania się języków indoeuropejskich. Po opuszczeniu lądownika ludzie podzielili się na niewielkie grupy i jako tzw. światli najeźdźcy (termin naukowy) rozeszli się w różne strony. Najwcześniej pojawili się w południowej Europie (na ziemie Polski docierają w tym czasie wpływy z zachodniej Europy; miejscowa ludność myśliwska przejmuje kulturę rolną dopiero ok. 3000 roku p. n. e.). Uczeni zakładają, że przekazywali oni grupom łowiecko-zbierackim swoje rolnicze praktyki i kulturę, ale także geny. I tu spotkał ich przykry zawód. Odkryli bowiem, że spośród 24 próbek genów mitochondrialnych pobranych z kości i zębów 24 osób, datowanych na 7,5 – 7 tys. lat, sześć należy do niezwykle dzisiaj rzadkiego genetycznego typu N1a. W przebadanym materiale kopalnym udział tej linii wynosi ok.25 %, ale u dzisiejszych Europejczyków to zaledwie 0,2 %. Prawdopodobnie właśnie ów klan N1 pochodzi od rolników, którzy zasiedlali tereny Europy 7,5 tys. lat temu.


Dlaczego jednak ich geny niemal zupełnie znikły z puli genowej Europejczyków? Według mnie nie za bardzo mieli je komu przekazać, bo ocalałych kobiet było niewiele, a ponadto prawdopodobnie nawet te nieliczne nie zyskały uznania w oczach światłych najeźdźców i po prostu były zabijane. Dowody eksterminacji ze strony światłych najeźdźców w postaci skupisk kilku lub nawet kilkudziesięciu szkieletów mężczyzn, kobiet i dzieci noszących ślady walki, a później także praktyk kanibalistycznych (!) – są już odkrywane w Europie.


Światli najeźdźcy


Ze względu na znaczny upływ czasu trudniej jest wskazać miejsca, gdzie 4000 lat wcześniej z arki-lądownika na ziemię wysiedli ludzie zabrani spod Parnasu. Jednak dzięki genetyce i antropologii dentystycznej wiemy, że mniej więcej w roku 9800 p. n. e. na stepach zachodniej Ukrainy oraz w samej osadzie Kostienko, a więc blisko góry Ararat – pojawiła się nieliczna populacja ludzi o całkowicie odmiennym DNA mitochondrialnym i zmienionych drugorzędnych cechach uzębienia (np. zęby trzonowe z trzema korzeniami i pięcioma wierzchołkami w koronie zęba, a górne siekacze starte na kształt łopatki), określanych jako sinodoncja. Nauka mówi tu o przypadkowej mutacji.


Wspomniani ludzie szybko rozprzestrzenili się na wschód, do Chin i na północny wschód do Syberii. Stamtąd, gnani jakimś przymusem (może w poszukiwaniu dawnej ojczyzny?), przez pomost lądowy, tzw. Beringię, łączący Syberię z Alaską przedostali się na kontynent amerykański, i dalej przez korytarz między masywami lądolodu – kordylierskim i laurentyńskim, ludzie z Clovis – jak określono ich od nazwy stanowiska w Nowym Meksyku – dotarli na południe. W ciągu 700 lat zasiedlili dzisiejsze USA, zaś w ciągu dalszych 300 lat dotarli w pobliże Ziemi Ognistej. Tempo tego marszu wyniosło ok. 20 km na dobę! Dalej była już tylko Antarktyda, gdzie niektórzy również sytuują Atlantydę.


Wędrowcy wytwarzali znakomite długie groty do włóczni i oszczepów, którymi polowali na grubego zwierza, ale również na starszych od siebie ludzi z Sandi oraz innych, których ślady stóp oraz dowody działalności odnajdują dziś archeolodzy. Wygląd ludzi z Clovis możemy poznać po rekonstrukcji twarzy człowieka z Kennewick.


Podobnie, jak światli najeźdźcy wyeliminowali łowców na terenie Europy, 4000 lat wcześniej okrutni ludzie z Clovis wyrugowali pierwszych mieszkańców Ameryki.


Według etnografów badających amerykańskich Indian, bezpośrednich potomków ludzi z Clovis, należą oni do najbardziej agresywnych ludów. Dotyczy to zarówno Indian z prerii, jak i Azteków czy Majów, którzy torturowali i zabijali, składając bogom w ofierze tysiące mężczyzn wziętych do niewoli podczas tzw. wojen kwiatowych.


Owa skłonność do okrucieństwa ludzi z Clovis widoczna jest jeszcze m. in. u współczesnych Japończyków, którzy wywodzą się z tego pnia (te same geny + zęby). Najstarsze migracje grup ludzkich, które dały początek współczesnym Japończykom, odbywały się około 200 roku p. n. e. z Chin. W tym czasie pojawiają się w Japonii pola ryżowe, metalurgia i formy osadnictwa związane z powstającą właśnie wtedy kulturą Yayoi. Uzębienie ludności kultury Yayoi jest bardzo podobne do uzębienia współczesnych Japończyków, ale okazuje się ono jednocześnie całkowicie odmienne od uzębienia ludności kultury Jomo, którzy przybyli do Kraju Kwitnącej Wiśni wędrując wzdłuż wybrzeży morskich z południa ok. 10 000 roku p. n. e., co było możliwe dzięki gwałtownemu ociepleniu, czy też uzębienia Ajnów – ich prawdopodobnych potomków.


Krótkotrwała sielanka


Na przełomie V i IV tysiąclecia skończyło się trwające ponad 1500 lat optimum klimatyczne w holocenie z bardzo wysokimi średnimi temperaturami (wyższymi niż obecna średnia 15,5 stopnia C), które teraz znów gwałtownie spadły. Dane z rdzeni lodowych, jak i irlandzkich czarnych dębów świadczą o silnych zaburzeniach klimatu już około roku 4400 p. n. e. przejawiających się ochłodzeniem. Na Spitsbergenie zniknął małż omułek i znów pojawiły się białe niedźwiedzie oraz pola lodowe. Przez całe IV tysiąclecie na półkuli północnej padały obfite deszcze, w tym także w północnej Afryce, o czym świadczą liczne malowidła z tego okresu na ścianach tamtejszych jaskiń. Deszcze te spowodowały również ostatni, względnie wysoki poziom jeziora Czad.


Także na Bliskim Wschodzie od końca VI tysiąclecia p. n. e. notuje się znaczny wzrost opadów, które w I poł. IV tysiąclecia p. n. e. osiągają swoje maksimum. W tym okresie nawet pustynny dzisiaj region Sistanu porastały gęsto tamaryszki, topole i wiązy, a po przeciwnej stronie Zatoki Perskiej, na Półwyspie Arabskim, rozpościerały się liczne jeziora. Spadek opadów nastąpił dopiero ok. 3500 r. p. n. e. W tym czasie również klimat Afryki Północnej stał się bardziej suchy. Około 3300 r. p. n. e. na Egipskiej Pustyni Zachodniej gwałtowny powrót pustyni uniemożliwił uprawianie pasterstwa i zmusił mieszkańców tego regionu, znad jeziora Nabata do raptownej migracji m. in. do doliny Nilu. Według nauki, na początku VI tysiąclecia p. n. e. ośrodek rozwoju przesunął się z wyludnionej Anatolii do północnej Mezopotamii (południowa była jeszcze bezludna). Stale osadnictwo na tym obszarze Bliskiego Wschodu poprzedziły szczególnie silne migracje.


Rolnictwo, wykorzystujące tylko pory deszczowe, rozwijało się pomyślnie w północnej Mezopotamii, której krajobraz zapełniły wioski kultury Hassuna i Halaf. W dalszym ciągu były to jednak małe wioski, składające się z kilkudziesięciu, rzadziej kilkuset małych domów, w których ludzie żyli zorganizowani w rodziny. Wspólnie magazynowali oni żywność produkowaną tylko na własne potrzeby. Byli samowystarczalni także w innych dziedzinach.


Pierwsze osady w południowej Mezopotamii pojawiły się później, bo dopiero w połowie V tysiąclecia p. n. e. i należały do wieśniaków z kultur Samarra i Ubajd, którzy budowali większe domy i wsie niż ludy z północy. Region ten, zwany Sumerem, nie należał do atrakcyjnych dla osadników – było tu mało drzew, za dużo bagien i terenów pustynnych. W efekcie w V tysiącleciu Mezopotamia znalazła się na etapie egalitarnych, mniejszych, a potem coraz większych wspólnot rozwijających się mniej więcej jednakowo na całym jej terytorium.


O ile na północy podstawę hodowli stanowiła owca i koza, na południu przeważała świnia, a przede wszystkim bydło. Z uwagi na wyraźne zróżnicowanie warunków klimatycznych rolnictwo na południu wykorzystywało, choć prawdopodobnie jeszcze w bardzo ograniczonym stopniu, metody irygacyjne. Mieszkający tu ludzie uprawiali głównie pszenicę i jęczmień. Modele klimatyczne sugerują, że wilgotne monsuny znad Oceanu Indyjskiego wzmacniały działanie deszczów znad Morza Śródziemnego, zaczynających się wiosną wcześniej i trwających dłużej niż obecnie. Razem z wyższym poziomem wód powodowały one, że kanały irygacyjne na południu Mezopotamii nie były konieczne, lecz stanowiły raczej uzupełnienie, a nie podstawę gospodarki.


Ten trwający prawie 1700 lat (5700 – 4000) ciepły i wilgotny okres był wolny od żywiołów, ale także siermiężny w swoim wyrazie cywilizacyjnym. Dlatego w Mezopotamii nic nie zapowiadało budowy miast-państw.


W połowie IV tysiąclecia p. n. e. udokumentowane dla tego okresu i trwające ok. 200 -300 lat zmiany klimatyczne zahamowały wylewy, które pokrywały dotąd regularnie duże obszary ziemi i doprowadziły w efekcie do wysuszenia dużych rejonów Dolnej Mezopotamii. Szczególnie jej południowe obszary, dotąd bagniste, stały się atrakcyjne dla nowego, stałego osadnictwa.


I właśnie wówczas doszło do wydarzenia, które przeszło później do historii pod hasłem: Zagadka Sumerów.


----------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów