Zmowa

Autor tekstu: Marek Rymuszko



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 4 z 2010 roku.


----------------------------------------------


Balon z mistyfikacją, jaką było ogłoszenie przez Światową Organizację Zdrowia pandemii świńskiej grypy, wcześniej czy później musiał pęknąć. Skutki tąpnięcia, u którego źródeł leżała bezwzględność i pazerność wielkich koncernów farmaceutycznych, okazują się jednak – i bardzo dobrze – poważniejsze, niż niektórzy przewidywali, zwłaszcza że to dopiero początek tego, co może jeszcze wyjść na jaw.


Przez wiele miesięcy w oficjalnych światowych mediach, także polskich, w sprawie tej panowało milczenie, któremu towarzyszyła histeria, nakręcana dzień po dniu przez prasowe tabloidy oraz komercyjne stacje telewizyjne i radiowe. W jej ramach nagłaśniano prawie każdy nowy przypadek światowej grypy zakończony zgonem pacjenta, czyniąc to nierzadko w sytuacji, gdy przyczyną śmierci – jak później wychodziło na jaw – były wcześniejsze poważne schorzenia i dysfunkcje organizmów osób dotkniętych „nową chorobą”. W niektórych prasowych tytułach i programach TV niemal polowano na ludzi wysiadających z samolotów tylko dlatego, że niektórzy z nich w podejrzany sposób zanosili się kaszlem (co mogło zwiastować – i z reguły tak było – banalne przeziębienie i „zwykłą” infekcję dróg oddechowych), nie mówiąc już o podwyższonej temperaturze całego ciała, która mogła zostać spowodowana tuzinem innych przyczyn (to, co w owym czasie wyczyniała prasa brukowa, także w naszym kraju w celu podbicia bębenka z czytelniczymi emocjami, stanowi smutny przyczynek do dyskusji na temat coraz bardziej chylącej się ku upadkowi etyce zawodu dziennikarskiego).


Na tę – dziś widać już wyraźnie – umiejętnie podsycaną spoza zasłony medialną atmosferę strachu nakładały się naciski wielkich firm farmaceutycznych, usiłujących zmusić rządy poszczególnych państw do zakupu gigantycznych partii szczepionek przeciwko grypie AH1N1 przy wykorzystaniu formuł prawnych, które praktycznie uwalniały producentów od jakiejkolwiek odpowiedzialności za skutki uboczne szczepień, z wykluczeniem możliwości ich publicznego ujawnienia włącznie. Zamiast tego opinii publicznej oraz decydentom usilnie wmawiano, że przed konsekwencjami pandemii można uchronić się jedynie poprzez powszechne – najlepiej przymusowe – zaszczepienie wszystkich obywateli przeciwko świńskiej grypie, przy czym, ponieważ interes od początku kręcił się nie tak, jak zakładano, pojawiła się koncepcja, że w tym celu nie wystarczy jedno szczepienie, lecz potrzebne będą minimum dwa. Wszystko to działo się w tym samym czasie, gdy na niezależnych portalach internetowych dosłownie wrzało wskutek publikowania tam informacji, jakich próżno było szukać w oficjalnych mediach, często – bardzo często – żyjących z jednoczesnego reklamowania produktów firm farmaceutycznych. Właśnie dlatego nie mogła liczyć w żaden sposób na ich wsparcie austriacka dziennikarka Jane Burgermeister, która w ub. roku wytoczyła pozwy przeciwko wielkim koncernom farmaceutycznym i WHO (także grupie czołowych polityków), oskarżając adresatów o sztuczne nakręcanie świńskiej grypy, a nawet jej świadome wywołanie po to, by pomnożyć własne zyski i zrealizować inne złowróżbne cele. Jednocześnie w internetową sieć – jak można sądzić: celowo – wrzucono różne niezweryfikowane wiadomości, mające skompromitować nieoficjalny obieg informacji w tej mierze, jak np. rozpowszechniane pogłoski o zakupie przez niektóre państwa większej ilości trumien i plastikowych worków z przeznaczeniem na ciała ofiar pandemii, budowie prowizorycznych obozów, w jakich mieli zostać rzekomo izolowani wszyscy, którzy nie zgodzą się na poddanie szczepieniom, nie mówiąc już o sugerowanej możliwości ogłoszenia w wielu krajach z tego powodu stanu wyjątkowego, który zawiesza liczne prawa obywatelskie i w imię dobra ogólnego uzasadnia szerokie stosowanie przymusu państwowego.


Aż w końcu – pod ciężarem wychodzących raz po raz na jaw bulwersujących faktów – gmach pracowicie budowanej mistyfikacji bezpowrotnie runął. Przełomowym momentem okazała się twarda postawa rządów niektórych państw, z Polską na czele, które nie poddały się presji międzynarodowych instytucji stojących na straży zdrowia, takich jak WHO oraz sterujących z ukrycia tą organizacją wielkich koncernów farmaceutycznych. Efektem takiej postawy była odmowa zakupu gigantycznych partii szczepionek bez wzięcia na siebie przez producentów prawnych gwarancji bezpieczeństwa ich stosowania.


Kolejną szczególną cezurę wyznaczyły działania podjęte przez Podkomisję Zdrowia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, która na początku stycznia br. ustami swego przewodniczącego, dr Wolfganga Wodarga (z zawodu lekarz i epidemiolog) zażądała wszczęcia oficjalnego śledztwa w sprawie niedopuszczalnych metod, jakimi na wspomnianym polu posłużyły się koncerny oraz ujawnienia ich powiązań z instytucjami powołanymi do ochrony ludzkiego zdrowia, w tym zwłaszcza WHO. Jednym z przykładów takich powiązań okazała się – choć to tylko wierzchołek góry lodowej – rola, którą odgrywał jeden z brytyjskich naukowców, Roy Anderson. Z jednej strony, doradzał on w sprawie szczepionek rządowi brytyjskiemu, z drugiej zaś, inkasował ogromne kwoty od ich producenta. Jeszcze dalej w oskarżeniach posunął się przewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego UE, Lluis Maria de Puig, który określił ogłoszenie pandemii mianem największego skandalu medycznego w historii, a także zarzucił kartelom farmaceutycznym, że wskutek ich presji miliony ludzi zaszczepiły się nieprzetestowanymi szczepionkami, narażając się na niedające się przewidzieć skutki uboczne.


Wreszcie – w obiegu publicznym pojawiły się oficjalne pytania (przedtem można było je znaleźć jedynie na wspomnianych niezależnych forach internetowych), jak to możliwe, że szczepionki przeciwko grypie AH1N1 były gotowe na długo wcześniej, zanim choroba ta „wybuchła” i zaczęła się rozprzestrzeniać, co tak naprawdę stało się w czeskim laboratorium, gdzie podczas testowania jednej z rzekomo bezpiecznych szczepionek na zwierzętach stwierdzono ich zgony, a także co kryło się za wybuchem w pociągu w Szwajcarii przesyłki z „zanieczyszczoną” partią szczepionki wyekspediowaną z Meksyku do jednego z miejscowych centrów farmaceutycznych.


Wszystko to – dodajmy – eksplodowało w momencie, gdy państwa, które wcześniej zawierzyły oficjalnym enuncjacjom WHO, zakupiły miliony szczepionek, w efekcie czego, nie wiedząc obecnie, co z nimi począć, usiłują gorączkowo pozbyć się kłopotu poprzez ich odsprzedanie innym krajom, bynajmniej niezainteresowanym taką transakcją. Wystarczy przypomnieć, że sama tylko Francja nabyła 84 miliony szczepionek (inne źródła operują liczbą 94 milionów) przeciwko grypie AH1N1 za kwotę 860 milionów euro, Włosi wydali na nie ok. 200 milionów € (euro), a władze wielkiej Brytanii miliard funtów, nie mówiąc już o podjęciu przez nie innych działań na wypadek, gdyby pandemia miała przybrać katastrofalne rozmiary (plany włączenia w walkę ze świńską grypą wojska, przygotowanie dodatkowych miejsc w kostnicach itp.). Była to – jak dziś wychodzi na jaw – bezproduktywna aktywność, gdyż u podstaw całej histerii kryła się przede wszystkim pazerność farmaceutycznych tytanów, które z premedytacją wprowadziły światową opinię publiczną w błąd. Cała intryga zaś wzięła w łeb w momencie, gdy okazało się, że grypa ma łagodny przebieg, liczba jej śmiertelnych ofiar jest mniejsza niż w przypadku zwykłej grypy (do lutego ok. 13 tys. osób), ludzie nie chcą się dobrowolnie szczepić, gdyż boją się potencjalnych skutków aplikowanego im antidotum (wystarczy powiedzieć, że np. we Włoszech zaszczepiło się zaledwie 4 procent obywateli, zaś we Francji ok. 8 procent), a na odwołanie się do przymusu państwowego nie ma szans.


W tym miejscu trzeba wyraźnie zaakcentować jedną rzecz. Nie ma kraju, w którym władze służby zdrowia nie spotkałyby się z ostrymi, zazwyczaj uzasadnionymi zarzutami, gdyż chodzi o dziedzinę życia z samej swej natury konfliktogenną i szczególnie trudną do zarządzania. Nie inaczej jest w Polsce, gdzie – niezależnie od aktualnych ekip politycznych sprawujących władzę – resort zdrowia zawsze pozostawał na cenzurowanym i był słusznie krytykowany za wiele swoich działań, a jeszcze częściej ich brak. Sami w Nieznanym Świecie wielokrotnie nie szczędziliśmy gorzkich słów polskiemu systemowi ochrony zdrowia, piętnując bezwład zarządzających nim instytucji, z NFZ na czele, przede wszystkim zaś niezdolność do wypracowania takiego modelu zapobiegania chorobom i leczenia pacjentów, który uwzględniałby również naturalne metody terapii. I te zarzuty pozostają w mocy.


Z równą mocą jednak trzeba oddać sprawiedliwość obecnej szefowej Ministerstwa Zdrowia, Ewie Kopacz i jej współpracownikom w kierownictwie resortu, którzy mimo nieprawdopodobnej wręcz presji, jaką na nich wywierano (a mam nadzieję, że instrumenty i części składowe tej presji z biegiem czasu wyjdą na jaw), nie zgodzili się na zakup przez państwo szczepionek przeciwko świńskiej grypie bez zagwarantowania w negocjowanych kontraktach bezpieczeństwa osobom poddawanym szczepieniom oraz wzięcia na siebie przez producentów odpowiedzialności za skutki uboczne. Mogę powiedzieć w tym miejscu tylko tyle, że jeśli pochodzące z przecieków informacje, jakimi dysponujemy, a dotyczące wspomnianych negocjacji są prawdziwe (przy czym od razu uprzedzam, że jakiekolwiek próby skłonienia redakcji do ujawnienia źródeł tych informacji są bezcelowe, gdyż w tej mierze chroni nas art.12 ust. 1 pkt.2 oraz art 15 ust. 1 pkt.2 prawa prasowego), mielibyśmy do czynienia z absolutnym skandalem.


Tym większy więc szacunek trzeba wyrazić Pani Ewie Kopacz za determinację i odwagę, jaką wykazała, odmawiając zakupu niebezpiecznych i niedostatecznie przetestowanych szczepionek przeciwko świńskiej grypie, za co spotkała się z huraganową krytyką części lekarzy (zwraca zwłaszcza uwagę niepowszednia aktywność na tym polu niektórych byłych szefów resortu zdrowia z SLD-owskim ministrem Markiem Balickim na czele). Co ważniejsze – nie ugięła się ona również pod ciężarem medialnych ataków, w czym celowała zwłaszcza wąska grupa tzw. opiniotwórczych publicystów oraz niektóre tytuły prasowe. Chcę wierzyć, że u źródeł tych postaw leżała zwykła głupota i ignorancja (w środowisku, z którego sam się wywodzę, cecha niestety dziś nierzadka), a nie decydowały o tym zupełnie inne względy. Tak czy inaczej wszyscy – podkreślam: wszyscy – ludzie dobrej woli i o czystych rękach w tej konkretnej sprawie mają obowiązek podziękować Ewie Kopacz za to, co zrobiła (a mówiąc bardziej precyzyjnie: czego nie zrobiła), mimo wywierania na nią zmasowanej presji. Chapeau bas!


Na tym tle – co trzeba stwierdzić ze szczególnym ubolewaniem – kuriozalną postawę zaprezentował polski Rzecznik Praw Obywatelskich. Chodzi nie tylko o złożone przezeń doniesienie do prokuratury operujące zarzutem, iż władze polskiej służby zdrowia – poprzez niezakupienie szczepionek przeciwko świńskiej grypie – rzekomo naraziły obywateli na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia (jak wiadomo, prokuratura – co było do przewidzenia i za co jej chwała – odmówiła wszczęcia w sprawie postępowania), lecz jakby tego mało, w swoich groteskowych (bo one są niestety groteskowe) działaniach posunął się do wniesienia z tego powodu pozwu przeciwko skarbowi państwa wraz z groźbą, że w razie jego nieuwzględnienia przez sąd uda się ze swoimi roszczeniami do Trybunału w Strasburgu, wzywając jednocześnie do składania identycznych powództw przeciwko państwu polskiemu przez obywateli (przy czym pan Rzecznik w styczniowym wywiadzie dla Radia RMF FM swoje poczynania nazwał, jakże celnie, krucjatą). Ze swej strony uważam, że sprawiedliwym pokwitowaniem takiego zachowania Rzecznika powinna być jego dymisja z pełnionej funkcji. Piszę to z tym większą przykrością, że sam jestem prawnikiem i dobrze pamiętam czasy, gdy urząd RPO sprawowały tak wybitne i godne szacunku osobistości, jak profesor Ewa Łętowskaczy profesor Andrzej Zoll. Jest więc doprawdy rzeczą żenującą, iż w ogóle mogło dojść do wspomnianej sytuacji, zwłaszcza że wspomniany Rzecznik – jak słychać – znał poufne materiały dotyczące negocjacji w sprawie zakupu szczepionek przeciwko świńskiej grypie przez polski rząd, ergo wiedział, dlaczego transakcja ta – właśnie w imię najlepiej pojętego interesu społecznego i poszczególnych obywateli – nie powinna zostać zawarta. Jeśli zaś Rzecznik (który, jak twierdzi, sam zachorował na świńską grypę), koniecznie chciał się na nią zaszczepić, mógł przecież w każdej chwili uczynić to na własny koszt (i ryzyko), jako że szczepionki te były dostępne, tyle że bez opatrzenia ich państwowym certyfikatem bezpieczeństwa, do wydania którego – podkreślmy raz jeszcze – brakowało niezbędnych przesłanek.


W kontekście spraw, o jakich piszemy, trzeba też uważnie przyjrzeć się roli środków masowego przekazu, nie bez powodu określanych mianem czwartej władzy. Ludzie mają prawo otrzymać odpowiedź na pytanie, jak to możliwe, że przez długie miesiące ogromna większość polskich mediów nie zająknęła się na temat akcji wszczętej przez Jane Burgermeister, i to nawet wówczas, gdy w jej obronie zaczęły stawać oficjalne instytucje życia publicznego w Austrii i innych krajach – od przedstawicieli władz różnego szczebla poczynając a na wspierających reporterkę renomowanych kancelariach prawnych kończąc. Oprócz Nieznanego Świata, który o zakulisowych aspektach walki ze świńską grypą napisał jako jeden z pierwszych tytułów prasowych (Histeria czy spisek? – w nr 11 z ub. r.), na wysokości zadania stanęły tylko: tygodnik NIE, zamieszczając w nr 40/2009 bardzo ważny (i odważny) artykuł Agnieszki Wołk-Łaniewskiej Świnie szczepią ludzi oraz utrzymujący niezmiennie wysoką profesjonalną formę Magazyn Reporterów TVN „UWAGA” (uhonorowany w 2003 r. Nagrodą Stowarzyszenia Krajowy Klub Reportażu za dziennikarską determinację i rzetelność w ujawnianiu ciemnych stron naszego życia), który na przełomie roku wyemitował na ten temat doskonale udokumentowaną, demaskatorską audycję.


W momencie, gdy powstaje niniejszy tekst (luty br.), sytuacja jest następująca: po publicznym sformułowaniu przez przewodniczącego Podkomisji Zdrowia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Wolfganga Wodarga zarzutu, iż pomiędzy koncernami farmaceutycznymi a ekspertami Światowej Organizacji Zdrowia doszło do zmowy, mającej na celu ogłoszenie nieistniejącej de facto pandemii po to, by zarobić krocie na szczepionkach, w sprawie tej zaczęły się pierwsze przesłuchania. Problemem ma zająć się również cała Rada Europy. W obliczu tych wydarzeń niektórym najwyraźniej zaczynają puszczać nerwy. Np. przedstawiciele firm farmaceutycznych tłumaczą się obecnie, że to przecież nie one, lecz WHO ogłosiła pandemię świńskiej grypy, ergo właśnie ta organizacja jest odpowiedzialna za całe zamieszanie. Z kolei angielski naukowiec Roy Anderson, pod wpływem którego władze brytyjskie zakupiły za bajońską kwotę gigantyczną liczbę szczepionek w sytuacji, gdy na tę chorobę zmarło tam co najwyżej 250 osób, wydaje się mniemać, że równoległe pobieranie przezeń 115 tysięcy funtów rocznie od firmy GlaxoSmithKline (producent szczepionek i – jak pisze prasa – jeden z największych beneficjentów pandemii) to mało znacząca okoliczność. Tym zaś, którzy całą tę aferę – bo to jest afera właśnie – usiłują wyciszyć, dedykuję zwięzły artykuł redaktora naczelnego prestiżowego niemieckiego dwumiesięcznika Matrix 3000 Franza Bludorfa Przyszłość zaszczepiona (artykuł z poz. 46 – przyp. Z. Ch.). Jego autor we wspomnianej publikacji ujawnia kolejne porażające w całym znaczeniu tego słowa fakty. Jeśli są one prawdziwe – a wiele na to wskazuje – sprawa świńskiej grypy powinna w skali światowej zaowocować znacznie poważniejszymi konsekwencjami, niż jedynie zdymisjonowaniem pewnej liczby skorumpowanych urzędników WHO i wytoczeniem procesów karnych osobom, które w imieniu firm farmaceutycznych doprowadziły do jednego z największych przekrętów w historii walki z nękającymi ludzi chorobami. W szczególności nie wolno w żadnym razie pozwolić na to, by cała ta skandaliczna afera z upływem czasu zaczęła rozchodzić się po kościach (a takie niebezpieczeństwo potencjalnie istnieje). Wszystkim, którzy cynicznie igrają z ludzkim zdrowiem i za nic mają elementarne reguły prawa oraz etyki, trzeba definitywnie powiedzieć: dość!


Na koniec jeszcze jedno. Ci, którzy ponoszą odpowiedzialność za przekręt, przegrali nie tylko z tego powodu, że przegięli ze swoimi poczynaniami mającymi na celu wygenerowanie za wszelką cenę monstrualnych zysków w walce z nieistniejącą pandemią. Ponieśli oni klęskę dlatego, że nie docenili siły internetu, jako globalnej sieci informacji oraz kształtowania opinii, a zwłaszcza okoliczności, że istnienie tej sieci pomoże się ludziom w masowej skali zorganizować, skonsolidować, zdemaskować fakty, które w zamyśle ich kreatorów nie powinny wyjść na jaw, w konsekwencji zaś stawić skuteczny opór i wywrzeć wpływ na rozwój sytuacji. To bardzo ważne doświadczenie, którego znaczenia nie sposób nie docenić.


----------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów