Koncepcja pozaziemska

Autor tekstu: Ryszard Winer



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 5 z 2008 roku.


----------------------------------------------


Ryszard Winer jest badaczem zagadek historii i rzecznikiem koncepcji, w myśl której przed setkami tysięcy lat do naszego Układu Słonecznego przybyła ekspedycja ratunkowaprzedstawicieli innej kosmicznej cywilizacji, której zadaniem – w obliczu zagrażających Ziemi kataklizmów – było ocalenie ludzi oraz zwierząt przed unicestwieniem. Działania takie, zdaniem R. Winera, podejmowano wielokrotnie.

Jest autorem następujących książek: Rozbitkowie z Arki Noego (Wydawnictwo 86 PRESS 1995 rok), gdzie na poparcie wspomnianej tezy zaprezentowano dowody z dziedziny nauk ścisłych oraz dane historyczne z okresu od dziesiątego tysiąclecia do początków czwartego tysiąclecia przed naszą erą;Piramidy – klucz do tajemnicy (Wydawnictwo Adalex, 2000 rok) – ta z kolei pozycja zawiera przede wszystkim argumenty ze sfery archeologii i historii starożytnej dotyczące faktycznego przeznaczenia par bliźniaczych piramid oraz Na początku było Słowo (Wydawnictwo Adalex, 2003 r.), gdzie autor poszukuje rozwiązania zagadki m. in. w Biblii i różnorodnych mitologiach. Aktualnie R. Winer przygotowuje do druku drugie, poprawione wydanie edycji Piramidy – klucz do tajemnicy oraz pracuje nad nową książką o Niejednej Atlantydzie, której zwiastun stanowi poniższy tekst, jaki w ramach cyklu Odkrywanie Atlantydy zaprezentujemy w kilku kolejnych numerach.



Mityczna Arka była kosmicznym statkiem zakotwiczonym na orbicie geostacjonarnej. Na jej pokład – w chwili kataklizmu – z góry o dwóch wierzchołkach najłatwiej było ewakuować Obcych oraz wytypowanych mieszkańców.


Rosnący stan wiedzy o górnym paleolicie, czyli starszej epoce kamienia, jak też o ludziach kultury magdaleńskiej, a zwłaszcza brak świadectw materialnych sprawił, że do przeszłości powinna odejść teza o wyłącznie ziemskim rodowodzie cywilizacji Atlantydy. Czy to jednak ostatecznie przekreśla jej rzeczywiste istnienie? Osobiście uważam, że nie, gdyż takie spojrzenie otwiera drogę do nowego potraktowania legendarnego wątku.


Porównując relację Platona o Atlantydzie z historią niektórych dawnych miast, można dojść do wniosku, iż przed rokiem 2000 p. n. e. w różnych miejscach na Ziemi istniały przynajmniej jeszcze dwa podobne do niej miasta, z których wyruszano na dalekie wyprawy zakończone na nowym miejscu budową wyjątkowej metropolii pochłoniętej przez wielki kataklizm. We wszystkich trzech przypadkach, zarówno stolica Atlantydy jak i jej późniejsze odpowiedniki oraz nowe miasta jawią się jako bazy przedstawicieli supergęstej, pozaziemskiej cywilizacji, podczas ich cyklicznych lądowań na Ziemi.


W stolicy Atlantydy i jej późniejszych odpowiednikach Przybysze przez około 300 lat przechodzili adaptację do warunków niższego ziemskiego ciążenia. Następnie wyruszali na wyprawy po Ziemi, podczas których pozyskiwali potrzebne im metale, głównie złoto. Po około 700 latach od wylądowania wraz z wydobytymi metalami i pewną liczbą ludzi gromadzili się oni u stóp charakterystycznych gór o dwóch wierzchołkach, gdzie budowali nowe miasta-bazy. Góra o dwóch wierzchołkach zatrzymywała przybyły po nich lądownik, opuszczony na linie ze Statku Obcych, parkującego na geostacjonarnej orbicie. Tam, gdzie nie udało się znaleźć terenu o takim ukształtowaniu, budowali parę dużych jednakowych piramid z kamienia lub cegły. Po wejściu Przybyszy i ludzi do lądownika był on wciągany wysoko ponad Ziemię, gdzie mogli oni bezpiecznie przeczekać wielkie kataklizmy w postaci gorąca, suszy oraz deszczów, trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów, które przez 500 lat nękały powierzchnię planety w efekcie bliskości supergęstej materii Statku. Kiedy żywioły uspokoiły się, lądownik z uratowanymi ludźmi osiadał tym razem na innej górze o dwóch wierzchołkach, a ci, którzy ocaleli, zaczynali zasiedlać opustoszałą ziemię.


W przypadku Atlantydy, po około 700 latach od wylądowania i założenia miasta, Obcy pojawili się na terytorium Grecji, pod charakterystyczną górą Parnas o dwóch wierzchołkach, wraz z pewną liczbą ludzi, których zamierzali uratować. Prawdopodobnie zbudowali tam miasto-bazę, której jeszcze nie odkryto (Platon wspomina o istniejących już wówczas Atenach). Następnie dwa wierzchołki Parnasu zatrzymały lądownik spuszczony na linie. Ci, którzy do niego weszli, opuścili go w zupełnie innym miejscu, by rozpocząć wszystko od początku, bo kataklizmy zniszczyły miasta oraz pozabijały ludzi.


Góra o dwóch wierzchołkach


Podczas studiowania relacji Platona o Atlantydzie często umyka nam, iż tak naprawdę istniało tylko jedno miasto: imperialna stolica – Atlantyda, którą otaczały tereny wiejskie. Właśnie ze względu na ich istnienie, uprawnione jest używanie określenia cywilizacja Atlantydy. Natomiast w przypadku np. Jerycha, prawdopodobnie najstarszego historycznego miasta oraz jemu podobnych, których nie otaczały wiejskie tereny, nie można mówić o cywilizacji, a co najwyżej o państwach – miastach. W rezultacie Platon opisał tylko wyjątkowe miasto oraz wyprawę wysłanych stamtąd wojsk do Grecji, zakończoną klęską oraz wielką katastrofą, która dotknęła zarówno zwycięzców, jak zwyciężonych i ich wyspę. Jeżeli naprawdę chcemy rozwiązać zagadkę Atlantydy, cała nasza uwaga powinna być skoncentrowana na jej stolicy i wspomnianej wyprawie.


Wyjątkowość stolicy Atlantydy należy upatrywać w jej szczególnym położeniu, które wymusiło niezwykłą i niepowtarzalną zabudowę w postaci naprzemiennych pierścieni lądu i wody. Za wzór planu miasta posłużyło koło, co tłumaczy się tym, że jego kształt jest idealny. Należy jednak pamiętać, że według nauki koło zostało wynalezione i użyte dopiero 7000 lat później przez Sumerów.


Według mnie, kolisty kształt miasta wymusiła góra, niewysoka ze wszystkich stron, która leżała na płaskiej równinie, w odległości mniej więcej 9 km (50 stadiów) od brzegu morza. Pierwotnie na szczycie miała się znajdować siedziba Euenora – mężczyzny zrodzonego na początku z ziemi i jego żony Leukippe, rodziców Klejto, dziewczyny, którą Posejdon wybrał sobie za żonę, gdy jej rodzice umarli. Wokół góry mieszkali zaś Atlanci zrodzeni z ziemi (czytaj: tubylcy).


Przystępując do opisania miasta, najlepiej oddajmy głos samemu Platonowi: Ze wzgórza, na którym mieszkała Klejto, Posejdon uczynił miejsce obronne i odosobnił je ze wszystkich stron, tworząc mniejsze i większe pierścienie z morza i z ziemi, jedne dookoła drugich: dwa z ziemi i trzy z morza; zakreślił je jakby poczynając od środka wyspy, od którego były wszędzie równo odległe. Największy pierścień, ten który był połączony z morzem, mierzył trzy stadia szerokości (555 m). Równie szeroki jak on był bezpośrednio z nim sąsiadujący pierścień z ziemi. Z drugiej pary pierścieni wodny miał szerokość dwóch stadiów (370 m), a pierścień z ziemi był również tak samo szeroki jak poprzedzający go wodny. Pierścień wodny, który otaczał bezpośrednio środkową wyspę mierzył tylko jeden stadion szerokości. Środkowa wyspa, na której znajdowała się samotna góra, miała średnicę pięciu stadiów (1 stadion wynosił 607 stóp – między 147 a 192 m – czyli od 725 do 960 m). Wyspę tę, zarówno jak pierścienie z ziemi i most, który mierzył pletron (1 pletron = 30 m), otoczyli całkowicie ze wszystkich stron kamiennym murem. Cały okrąg muru otaczającego najskrajniejszy pierścień pokryli miedzią, którą posługiwali się niczym glazurą. Pierścień wewnętrzny pokryli stopioną cyną. Co się tyczy pierścienia, który otaczał Akropol, pokryli go orichalkiem lśniącym jak ogień.


Na szczycie góry stanął pałac i zamek królewski, w środku którego znajdowała się świątynia poświęcona Klejto i Posejdonowi otoczona złotym murem. Świątynia Posejdona miała 185 m długości i 90 szerokości i proporcjonalną do nich wysokość. Jej wygląd miał jednak w sobie coś barbarzyńskiego. Od zewnątrz pokryli ją całą srebrem, z wyjątkiem krawędzi, które powleczono złotem.


Na górze w obfitości była woda, zarówno zimna, jak gorąca. Każdy z tych gatunków wody nadawał się znakomicie do użytku dzięki swej łagodności i zaletom. Wyzyskiwały je specjalne konstrukcje i plantacje odpowiadające naturze wód. Umieścili dookoła baseny, jedne otwarte, drugie kryte, przeznaczone do ciepłych kąpieli w okresie zimowym. Osobno były kąpiele królewskie i dla osób prywatnych; inne dla kobiet, inne dla koni i dla innego bydła jucznego, wszystkie z odpowiednimi dekoracjami.


Odpływającą wodę odprowadzali do gaju Posejdona, gdzie dzięki żyzności ziemi rosły drzewa wszystkich rodzajów. Stąd kierowali wodę do pierścieni zewnętrznych kanałami zbudowanymi wzdłuż mostów. Tutaj znajdowało się wiele świątyń poświęconych licznym bogom, wiele ogrodów i gimnazjonów, jedne dla ludzi, drugie dla koni. Te ostatnie były zbudowane osobno na kolistych wyspach, utworzonych przez każdy z pierścieni. Między nimi, pośrodku jednej z większych wysp, urządzili hipodrom do wyścigów konnych o szerokości jednego stadionu i wystarczająco długi, by pozwolić koniom w wyścigach obiec dookoła cały pierścień.


Po obu stronach hipodromu, od jednego końca do drugiego, znajdowały się koszary mieszczące niemal całą gwardię księcia. Najbardziej zaufane oddziały wojskowe były ulokowane w najmniejszym pierścieniu najbliższym Akropolowi. Tym zaś, którzy odznaczali się spośród wszystkich największą wiernością, dano pomieszczenia wewnątrz samego Akropolu, blisko pałacu królewskiego. Zbrojownie były pełne trójrzędowców i wszelkiego sprzętu do ich wyposażenia. Wszystko to było ułożone w doskonałym porządku.


Po przekroczeniu portów zewnętrznych, których było trzy, natrafiało się na wał o kształcie koła, który brał początek od morza i wszędzie był odległy na pięćdziesiąt stadiów od najobszerniejszego pierścienia, utworzonego przez największy z portów. Wał zamykał się w kanale portowym od strony morza. Pokrywały go liczne domostwa napierające na siebie nawzajem. Wjazd od morza i największy port były zatłoczone statkami i zewsząd przybyłymi kupcami.


Twór sztuczny?


Ponieważ równina, na której miała leżeć stolica Atlantydy, była płaska, z geologicznego punktu widzenia istnienie na niej naturalnej, samotnej góry jest rzadkością, co może sugerować, że powinno się ją zakwalifikować jako twór sztuczny. Za taką tezą przemawia także prawdopodobnie płaski (ścięty) wierzchołek góry, tak żeby można było na nim zbudować pałac, a w nim świątynię Posejdona długą na 1 stadion i szeroką na trzy pletrony (ok. 90 m). Być może dlatego wielu autorów ilustracji przedstawiających Atlantydę umiejscawia schodkową piramidę lub nawet dwie, jednakowej wysokości na poziomie płaskich wierzchołków. Takie podejście artystów wynika z założenia, że skoro prawie identyczne piramidy schodkowe budowano w Egipcie oraz w Ameryce Środkowej i Południowej, musiano je też znać na Atlantydzie, która miała leżeć pomiędzy nimi.


Jest raczej pewne, że tej sztucznej góry (piramidy) nie zbudowali tubylcy, ale zrobił to Posejdon, którego specjalnością było zakładanie obozów i miast, budowa fortyfikacji. Posejdon, którego dwuczłonowe imię: wołacz posei i dopełniacz das – znaczy małżonek Ziemi, wybrał to miejsce na miasto nie ze względu na wdzięki osieroconej Klejto, czy istnienie tam osady tubylców, ale bliskość morza, w którym miał swoją siedzibę. Zbudowanie miasta w kształcie koła stanowiło już tylko konsekwencję wzniesienia najpierw sztucznej góry. Razem stanowiły one pewną logiczną całość, dla której teraz należało znaleźć przeznaczenie.


Gdy skatalogowałem te wnioski, uświadomiłem sobie, że w ciągu ostatnich lat odkryto ruiny miasta o zabudowie równie niezwykłej jak stolica Atlantydy. Ponadto źródła mówią także o istnieniu osad w pobliżu góry o dwóch wierzchołkach lub z parą jednakowych piramid, których mieszkańcy również najpierw przybyli nie wiadomo skąd, a później zniknęli w tajemniczych okolicznościach. Czyżby zatem stolica Atlantydy nie była takim właśnie jedynym wyjątkowym miejscem na Ziemi? Gdyby udało się uprawdopodobnić tę tezę, potwierdziłoby to istnienie platońskiej Atlantydy 12 000 lat temu i pomogło wyjaśnić, przez kogo i w jakim celu została założona.


4000 lat później


Z nastaniem VIII tysiąclecia w dziejach ludzkości nagle pojawił się nowy, wyższy etap rozwoju, zwany rewolucją rolniczą, która niestety ograniczyła się tylko do Bliskiego Wschodu i jego okolic. Tymczasem po Europie, Afryce, Wschodniej i Południowej Azji oraz obu Amerykach jeszcze przez długi czas niezmiennie wędrowały nieliczne grupy łowców i zbieraczy.


Początkowo przyszłe zboża zbierano jako dzikie trawy. Dopiero później nauczono się je wysiewać, co spowodowało wzrost wielkości ziaren. Oprócz zbóż w południowym Iranie, północnej Syrii i Izraelu udomowiono także fasolę i soczewicę. Oswojono również zwierzęta. Najwcześniej (poza psem) udomowiono: kozę, owcę (północna Syria), bydło i świnie (Turcja). Udomowienie roślin i zwierząt następowało równolegle, bowiem zmagazynowane ziarno z jesiennych zbiorów umożliwiało wykarmienie stada przez zimę, a łajno zwierząt trawożernych jest najlepszym nawozem. Ponadto wynaleziono krosno i liczmany (Turcja). Natomiast nawet na obszarze Bliskiego Wschodu nie znano jeszcze wówczas garncarstwa.


Zdaniem naukowców do tego skoku cywilizacyjnego przyczyniły się głównie zmiany klimatu. Bliski Wschód stawał się coraz bardziej pustynny, gdyż wraz z cofnięciem się polarnej pokrywy lodowej kierunek deszczonośnych wiatrów atlantyckich przesunął się ku północy. W rejonie tym człowiek, aby utrzymać się nadal przy życiu, stopniowo schodził z gór, gdzie zmniejszająca się ilość dzikich roślin jadalnych i zwierzyny łownej nie pozwalała mu dłużej utrzymać się z samego tylko myślistwa i zbieractwa. Z kolei niżej rosły dziko pszenica i jęczmień i żyli dzicy przodkowie psów, kóz, owiec, bydła i nierogacizny, co stanowiło wręcz zaproszenie do samowytwarzania pożywienia. Nic więc dziwnego, że najstarsze ślady rewolucji rolniczej archeolodzy znajdują w tzw. Żyznym Półksiężycu, szczególnie na wyżynnych terenach dzisiejszej Palestyny (Jerycho), Syrii (Tell Halula, Mureybet), Jordanii (Beidha), Turcji (Asikli, Coyonu), Iraku i Iranu. Dotychczasowe społeczności koczownicze utrzymujące się z myślistwa i zbierania dzikich roślin zrezygnowały tam z ciągłych wędrówek i przeszły do gospodarki rolniczej. Tak przynajmniej głosi nauka.


Jednak według mnie, za zmianą tą kryło się coś więcej. Społeczności, o jakich mowa, zaczynają bowiem budować duże wspólne osady liczące nawet ponad 100 domów i 1000 mieszkańców (w paleolicie składały się one z kilku szałasów i kilkudziesięciu osób) oraz mieszkać w dużych, prostokątnych domach (wcześniej w kształcie koła) z cegły mułowej i kamienia. Niektóre z nowych osad ze względu na wielkość oraz posiadanie systemu obronnego składającego się z murów obronnych z wieżami oraz fosami, uczeni zaczęli nazywać miastami, mimo że ze współczesnej perspektywy z pewnością bliższe prawdy byłoby dla nich określenie miasteczko.


Najstarszymi i najbardziej znanymi miasteczkami były: Jerycho w Palestynie, Tell Quaramel i Abu Hureyra w Syrii. Dwa pierwsze znane są przede wszystkim z posiadania systemów obronnych, w tym zwłaszcza najstarszych pojedynczych wież z kamienia o średnicach dochodzących do 12 metrów i wysokości ponad 9 metrów. Jednak ze względu na mury obronne otaczające całe miasto zabudowa Jerycha w postaci około 100 domów wznoszonych z cegły mułowej zajmowała najwyżej 1 – 3 ha, a zamieszkująca w nich ludność wynosiła najwyżej 2 000 osób. Co tych ludzi pchnęło na tę drogę i od kogo czerpali wzór?


Wielkość i wygląd Jerycha czy Tell Quaramel całkowicie blednie przy Catalhoyuk (czytaj: Czatalhijik) w środkowej Turcji, co oznacza Wzgórze Widelca, określanym mianem największego neolitycznego miasta na świecie. Na obszarze ok. 15 ha w gęstej zabudowie w szczytowym okresie w ponad 1000 domów mieszkało około 7 000 osób (zakładając, że każdy z nich był zamieszkiwany przez mniej więcej pięcioosobową rodzinę). Charakter zabudowy w Catalhoyuk jest imponujący i równie niezwykły jak stolicy Atlantydy. Tajemniczości całej sprawie przydaje fakt, że w obydwu przypadkach taka zabudowa już nigdy i nigdzie nie powtórzyła się na Ziemi. Wyraźnie też wyrastała ona ponad poziom otaczających je kultur, co było charakterystyczne również dla Atlantydy.


Plaster miodu i zmyślona bitwa


Najdziwniejsze jest to, że Catalhoyuk zostało założone przez niewielką grupę ludzi, o których niczego nie wiemy: kim byli ani skąd przybyli. Musieli być niezbyt liczni, gdyż ilość odkrytych osad wokół Catalhoyuk nie jest duża. W każdym razie już od około 7400 roku p. n. e. na ogromnej, dobrze nawodnionej równinie Konya, będącej dnem wyschniętego jeziora, na wysokości około 900 m n. p. m., jakieś 210 kilometrów na południe od Ankary, wznosili oni prostokątne domy z suszonej cegły wypełniającej szkielet z drewnianych, pomalowanych na czerwono belek. Jest to najwcześniejszy (w skali światowej) przykład zastosowania cegieł przy budowie domów, do tego prostokątnych. Ponieważ domy przylegały do siebie bardzo ściśle murami i dachami, tylko tu i ówdzie poprzedzielane były niedużymi placami, na których m. in. palono śmieci. Brak było natomiast miejsca na wytyczenie ulic ( a w konsekwencji i drzwi zewnętrznych). W efekcie główne szlaki komunikacyjne osady przebiegały po ... dachach domów. W dachu znajdował się też otwór, który stanowił jedyne wejście do małych pomieszczeń – po drewnianych drabinach. Wewnątrz przechodziło się z jednej izby do drugiej przez dziurę w ścianie pozbawioną drzwi. Kolejne domy budowano w tym samym miejscu, a ich kształt i wielkość nawiązywały do poprzednich.


Zabudowa była tak ścisła, że tylko budynki na krańcach miasta posiadały ściany zewnętrzne, które z braku jakichkolwiek murów obronnych częściowo pełniły ich rolę. Całość sprawiała wrażenie plastra miodu.


Ściany domów co roku były bielone. Ponadto na wszystkich poziomach ściany z cegieł, podłogi i sufity pokrywano starannie cienką warstwą miejscowej białej glinki, a następnie ozdabiano barwnymi malowidłami będącymi odwzorowaniem ntradycyjnych tureckich kilimów i rzeźbami. W niszach zrobionych w ścianach chowano zmarłych. Powierzchnia większości z dotychczas odkopanych 140 domów (ok. 4 % całej zabudowy) wynosiła 25 – 27 m. Poza obszernym pomieszczeniem mieszkalnym każdy z nich był wyposażony w spiżarnię. Niektóre z odkopanych domów miały przeznaczenie sakralne.


Ten typ zabudowy sprawiał, że pomimo braku wysokich murów obronnych – z zewnątrz i tak nie było widać, co dzieje się w środku. Przypomnijmy, że stolicę Atlantydy otaczał wysoki kamienny mur pokryty miedzią, a przejścia nad pierścieniami wodnymi oraz baseny dla okrętów pokryto dachem, co sprawiało, że z zewnątrz miasto również pozostawało niewidoczne.


W Catalhoyuk uprawiano jęczmień, trzy rodzaje pszenicy, soczewicę, groch, fistaszki i migdały. Obecność jałowca, jabłek migdałów i innych owoców wskazuje m. in., że istniały tu pierwsze sady. Udomowiono barany, kozy i psy. Hodowli bydła domowego jeszcze nie znano; wieprz i osioł były dzikie. Polowano na jelenia, osła, dzika, leoparda, daniela, niedźwiedzia, lwa, wilka, dzikiego barana, kozła, gazelę, lisa, ptaki. Łowiono także ryby słodkowodne.


Mieszkańcy tego miasta, tak jak innych neolitycznych osad, używali krzemiennych sierpów oraz kamiennych żaren i tłuczków, które służą do przygotowania pożywienia że zbóż, głównie z jęczmienia, pszenicy i prosa. Jednak ponieważ ważne miejsce w kulturze jego mieszkańców odgrywało rzemiosło, zwraca uwagę szczególnie przemysł kamienny, który pod tym względem nie ma sobie równych na Bliskim Wschodzie. Wydzielono około 50 typów narzędzi, w tym broń, charakteryzującą się płaskim dwustronnym retuszem. Pojawiają się liczne groty strzał różnego rodzaju, groty włóczni, dochodzące niekiedy do znacznej długości, a wreszcie wspaniałe sztylety. Wiele spośród tych okazów służyło przede wszystkim do celów reprezentacyjnych, jak np. głowice maczug wytworzone z wielobarwnie żyłkowanych kamieni.


Podstawowym surowcem do produkcji narzędzi był obsydian – wulkaniczne szkło, z którego wykonywano ponad 90 % narzędzi, ale używano też importowanego z Syrii krzemienia. W dziesięciu grobach kobiet odnaleziono najstarsze, doskonale wypolerowane lustra z obsydianu. Ponieważ jest on materiałem trudnym do obróbki, zdumiewa zręczność mieszkańców prehistorycznego miasta, którzy wytwarzali z obsydianu lustra bez pęknięć.


Mieszkańcy tej osady wykazywali też zdumiewające umiejętności jubilerskie przejawiające się w wytwarzaniu koralików, co odbywało się w taki sposób, że wiercili dziurki w okruchach obsydianu, co budzi zdumienie archeologów. Nie może przez nie przejść żadne nowoczesne stalowe wiertło. Jednak w Catalhoyuk znaleziono również wyroby z miedzi i ołowiu – jedne z najstarszych na świecie. Z metali tych wykonywano głównie pierścionki, paciorki, wisiorki i inne drobne rzeczy, ale także najprostsze narzędzia w rodzaju szydeł lub przekłuwaczy.


Wydobywanie i obróbka miedzi oraz ołowiu odbywała się dzięki istnieniu w okolicy rud metali. Kolejna obróbka metali miała miejsce na Bliskim Wschodzie dopiero ponad 1000 lat później.


W Catalhoyuk ujawniono także pierwowzory pieczęci. Kolejne znaleziono dopiero ponad 1000 lat później w ruinach osady Halaf. Ujawniono tam także jedne z najstarszych na Ziemi ślady plecionkarstwa i tkactwa (kawałek lnu – spódnica) oraz odzież z lnu datowaną na 6500 r. p. n. e. (znaleziono ją jeszcze tylko w jaskini w Nahal Heme na pustyni Judejskiej). Malowidła na ścianach domów ukazują najczęściej ludzi ubranych w odzież ze skóry, zapewne z leoparda, z czapkami z tego samego surowca. Uderza natomiast, że mieszkańcy Catalhoyuk nie znali garncarstwa. Przypomnijmy, iż obok budowy domów, statków i znajomości pisma Atlantom miała być także znana obróbka metali.


Chociaż zabudowa Catalhoyuk ogólnie nieco przypomina stolicę Atlantydy, jednak różni się tym, że to pierwsze miasto nie leży nad morzem i pośrodku nie ma żadnej sztucznej góry (piramidy). Co więc takiego łączy Catalhoyuk z platońską relacją o Atlantydzie?


Mimo, że do dziś nie wiadomo kim byli i skąd przybyli budowniczowie Catalhoyuk ze swoją nowatorską techniką, której wcześniej się nigdzie nie spotyka – ich pojawienie się w Anatolii bardzo przypomina tzw. inwazję Atlantów na Europę i Afrykę, tragicznie zakończoną w Grecji. Ponieważ z uważnej lektury tekstu Platona wynika, iż milionowa armia Atlantydów była fikcją, stworzoną przez niego na użytek pewnego szyfru (zob. moją publikację Kod Platona w nr 1 z br.), należy przypuszczać, że również do Grecji przybyło niewielu Atlantydów, gdzie nie było żadnej armii Ateńczyków, tak jak i nie doszło do przegranej z nimi bitwy.


Niestety nie znamy jeszcze miejsca, skąd przyszli budowniczowie Catalhoyuk wyruszyli do Anatolii. Jednak nawet przedstawicielom nauki wydaje się raczej pewne, że nie mogliby zbudować Catalhoyuk bez zamieszkiwania wcześniej w innym mieście, którego dotąd nie zlokalizowano. Według mnie z wyglądu przypominało ono stolicę Atlantydy; miało pośrodku górę i również leżało blisko morza, którego wody skrywały siedzibę tajemniczego Kogoś, kto jak Posejdon, w pewnym momencie wyszedł z morza i założył ową metropolię. Morze Czarne odpada, ponieważ wówczas było tylko słodkowodnym jeziorem. Z kolei Morze Śródziemne znajdowało się zbyt blisko Catalhoyuk. Praktycznie pozostają więc wybrzeża leżące nad Oceanem Indyjskim. Nauka nie zna tam żadnego miasta datowanego na około 7700 r. p. n. e. Jeśli jednak uwzględni się przy tym podniesienie poziomu morza, jego ruiny mogą być dziś skryte pod wodą.


W roku 2002 prasa doniosła o odnalezieniu przez archeologów pod wodą, na głębokości 40 metrów na dnie zatoki Kambajskiej wrzynającej się z Morza Arabskiego w zachodni brzeg subkontynentu Indii, 40 kilometrów od wybrzeży stanu Gudżarat – resztek kamiennych konstrukcji wykonanych przez człowieka. Ciągną się one na 8-kilometrowym pasie dna morskiego. Urządzenia generujące na podstawie sygnałów sonara obrazy wykryły obiekty wyglądające na kamienne słupy, przewrócone mury oraz zabudowania pełniące nieokreśloną na razie funkcję, być może świątynną. Następnie nurkowie wydobyli na powierzchnię 2000 artefaktów, w tym fragmenty schodów, naczynia ceramiczne, perły, szczątki rzeźb, próbki pisma, kości oraz zęby zwierzęce i ludzkie. Gdy jedną z kłód drewnianych poddano analizie dendrochronologicznej, która polega na obliczaniu wieku na podstawie liczby słojów drzew, okazało się, że jej wiek wynosi dokładnie 7500 lat p. n. e. Wspomniane prace podwodne trwają nadal, ale już dzisiaj wiadomo, że – według dotychczasowej wiedzy – żadnego miasta w tym okresie tam być nie powinno.


Skoro Catalhoyuk faktycznie przypomina pra-Ateny z relacji Platona, poszukajmy więcej zbieżności pomiędzy nimi. Nad Catalhoyuk góruje sylwetka wulkanu Hasan Dag (3268 m n. p. m.) o dwóch jednakowych szczytach, który jest jedynym wulkanem w centralnej Anatolii o tak charakterystycznej sylwetce. O ścisłych związkach wulkanu z miastem może świadczyć fakt, że w jednym z odkopanych domów odkryto na ścianie najwcześniejszy pejzaż świata, przedstawiający Catalhoyuk na tle czynnego wulkanu Hasan Dag. Równie dobrze fresk ten można odczytać jako plan miasta, którym posługiwał się jego tajemniczy architekt. Brak lawy wśród domów każe sądzić, że metropolia nie została zniszczona przez wybuch wulkanu.


-------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów