Zróbmy sobie witaminę

Autor tekstu: lek. med. Janusz Kołodziejczyk



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 4 z 2008 roku.


-------------------------------


Ciekawe, kiedy nasz gatunek utracił możliwość wytwarzania witaminy C? I jak do tego doszło?


Panie Doktorze! Jestem lekarzem weterynarii i znam się "trochę" na biologii. Z powodu własnych chorób interesuję się także medycyną. Ostatnio irytuje mnie, gdy czytam, że jakąś przypadłość określa się jako "dziedziczną", mimo iż nikt nie zbadał genomu rodziców i dziadków chorego i nie dokonał porównania tego materiału z jego własną informacją genetyczną. Przecież dopiero co (z grubsza) odkodowano genom "Homo sapiens", więc do rutynowego rozszyfrowania informacji genetycznej każdego "Malinowskiego" droga jeszcze daleka. Złości mnie też, jak słyszę, że „terapia genowa rozwiąże wszystkie problemy”. Jedna terapia jako panaceum na wszelkie zło? To chyba jakieś nieporozumienie.                             dr weterynarii Zdzisław M. Montreal



Muszę stwierdzić, że odnoszę podobne wrażenie, jak Pan. Enuncjacje, o jakich Pan wspomina, zawdzięczamy zapewne modzie na nowość, która wydaje się bardzo obiecująca. Medycyna otrzymała wspaniałe narzędzie i na razie przymierza się do jego wykorzystania. Sądzę jednak, że nie dotyczy to mojego warsztatu pracy lekarza.


Mimo wszystko interesuje mnie, jak to narzędzie zostanie użyte, a zwłaszcza – przez kogo? Czy ku chwale zglobalizowanego przemysłu farmaceutycznego, czy pożytkowi ludzi chorych i cierpiących?


Po Pana telefonie zastanowiłem się nad tym zagadnieniem głębiej. Otóż różni spece od obliczania długości życia człowieka twierdzą, że jako gatunek jesteśmy zaprogramowani na około 120 lat (oczywiście przy zachowaniu optymalnych warunków egzystencji). Są i tacy, którzy oceniają, że Homo sapiens ma prawo bytować nawet 180 wiosen i dłużej! Może się to wydawać małą (a nawet grubą) przesadą, bowiem przeciętny czas życia w krajach cywilizacji zachodniej wynosi obecnie ok. 80 lat. Obawiam się zarazem, że przy próbie zdefiniowania przez tzw. naukowców optymalnych warunków, mogłoby dojść do karczemnych awantur. Na przykład, jeśli chodzi o żywienie, przedstawiciele miliarda Chińczyków uparliby się zapewne, że gwarancję zdrowia i długiego żywota stanowi konsumowanie potraw mięsnych. Natomiast reprezentanci miliarda Hindusów byliby wręcz przeciwnego zdania.


Zostawmy jednak czynniki konieczne do osiągania przez Homo sapiens 100 lat i zastanówmy się, co tak spektakularnego ma do zaoferowania inżynieria genetyczna, że jest w stanie wydłużyć wiek przeciętnego człowieka?


Pojedyncze doniesienia mówią o możliwości zastosowania terapii genowej w różnych chorobach, ale czy wpłynie to na przedłużenie życia gatunku? Może tak, a może nie. A jednak z Biblii dowiadujemy się, że ludzie żyli kiedyś prawie tysiąc lat! Informację tę traktujemy jak bajkę, zapominając, że np. żółwie dożywają ok. dwustu lat i jest to fakt niepodważalny. Zwierzęta wodne bywają jeszcze bardziej długowieczne.


Zastanówmy się, co wpływa na obniżenie jakości życia ludzi, a przez to przyczynia się do jego skrócenia. Wydaje się, że głównym tego typu czynnikiem jest miażdżyca naczyń tętniczych. Jak już wiemy (dzięki uporowi dr. Matthiasa Ratha), to nieprawda, że winę za taki stan rzeczy ponosi cholesterol. Związek ten jedynie naprawia naczynia, które ulegają degradacji wskutek niedoborów witaminy C, co jest spowodowane niemożnością jej syntetyzowania u ludzi. Gdyby nie działania naprawcze cholesterolu, w każdym przypadku hipowitaminozy C dochodziłoby do rozpadu tętnic i śmiertelnego krwotoku, jak w szkorbucie podczas awitaminozy.


Ludzie, małpy i świnki morskie są jedynymi znanymi istotami, które nie produkują witaminy C i muszą zdobywać ją razem z pokarmem. Nie jest możliwe, aby dzienna porcja pożywienia zawierała wystarczającą ilość potrzebnej witaminy (musiałoby to być ok. 100 kg cytrusów dziennie!). Jesteśmy zatem skazani na hipowitaminozę C i miażdżycę jako efekt naprawy tętnic przez cholesterol, lecz naprawione przez niego tętnice przypominają skórę zagojoną po głębokim oparzeniu – niby sprawa załatwiona, ale efekt opłakany. Ciekawe, kiedy nasz gatunek utracił możliwość wytwarzania własnej witaminy C? I jak do tego doszło?


To bardzo interesujące i ważne pytania, na które odpowiedzi może udzielić jedynie genetyka. Interesujące, bo jak widać, defekt ten dotyczy całej gałęzi naczelnych i ich dalszych kuzynów (skąd w owym naczelnym towarzystwie wzięły się świnki morskie?). Ważne, bo zmiany miażdżycowe są głównie udziałem ludzi, a nie spotyka się ich u zwierząt, których organizmy same zaspokajają zapotrzebowanie na witaminę C. Śledztwo genetyczne powinno nam zdradzić, kiedy i gdzie doszło do mutacji pozbawiającej ludzi możliwości syntezy własnej witaminy C. Znacznie istotniejsze jest jednak to, że inżynieria genetyczna może to zmienić i w następnych pokoleniach zapewnić nam produkcję witaminy endogennej.


Warto pogdybać, jakie by to przyniosło efekty? A więc na pewno brak miażdżycy oraz podwyższenie odporności nieswoistej, jak też wydłużenie życia i utrzymanie młodego wyglądu, ponieważ witamina C stymuluje wytwarzanie elastyny – białka odpowiedzialnego za elastyczność tętnic i skóry.


Jednak czy zarobi na tym przemysł farmaceutyczny? Zdecydowanie nie! Biorąc pod uwagę, że to właśnie międzynarodowe konsorcja łożą na testy farmaceutyczne, kto miałby sfinansować badania dotyczące odzyskania przez nas enzymu, dzięki któremu zaczniemy produkować niezbędną dla organizmu witaminę? Bez posiadania własnej witaminy C cierpimy na miażdżycę, którą nasz wspaniały „dobroczyńca” – przemysł farmaceutyczny – zwalcza coraz nowszymi i liczniejszymi specyfikami. To, że przy okazji występują tzw. objawy uboczne, oznacza dodatkowy zysk, gdyż i te dolegliwości można przecież leczyć. Gdy zabraknie miażdżycy, która towarzyszy nadciśnieniu tętniczemu, cukrzycy, zawałom, udarom, demencji, niedokrwieniom, zapaleniom i atrofiom – czym zajmie się nasz ulubiony dział przemysłu? Wytwarzaniem witaminy C? Ona już nie będzie potrzebna, bo staniemy się samowystarczalni – nasze organizmy zaczną wytwarzać ją w ilościach właściwych.


Zatem sukces to będzie, czy porażka?


-------------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów