Siedem cudów Nieznanego Świata

Autor tekstu: Przemysław Nowakowski



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 6 z 2008 roku.


-------------------------------


Siódmego lipca 2007 roku szwajcarska organizacja NOWC ogłosiła w Lizbonie listę Siedmiu Nowych Cudów Świata. Składająca się z samych siódemek data została wybrana nieprzypadkowo. Numerologiczna koincydencja z pewnością bowiem pomoże w wypromowaniu tego zestawienia i zapewni mu nieśmiertelną sławę, jaka przez setki lat towarzyszyła obiektom wyróżnionym w II wieku p. n. e. przez słynnego poetę z Sydonu, Antypatra.


Kolos Rodyjski, Wiszące Ogrody Semiramidy czy Latarnia na wyspie Faros do dziś wywołują emocje i pobudzają wyobraźnię. Za tysiąc lat taką samą rolę będą być może pełnić budowle wytypowane przez ludzi w gigantycznym głosowaniu, któremu towarzyszyło duże zainteresowanie i kampanie medialne w nominowanych krajach. Wśród 7 zwycięskich propozycji znalazły się m. in. Tadż Mahal – cudowne mauzoleum wykute w marmurze oraz monumentalny Wielki Mur Chiński. Początkowo na liście pojawiły się Piramidy w Gizie, budząc protesty Egipcjan, którzy uważali, że to, co zostało już raz uznane za cud, nie powinno wymagać ponownej legitymacji ze strony głosujących. W wyniku ich zabiegów wiekopomne pomniki faraonów ostatecznie nie wzięły udziału w konkursie.


Dla jednych najważniejsze kryterium stanowi wygląd. Na innych wrażenie robi włożona praca. Pojawiają się jednak też głosy, iż podstawą nazwania czegoś cudem powinna być otaczająca obiekt mgiełka tajemnicy. Piramidy w Gizie, Stonehenge, Machu Picchu czy posągi z Wyspy Wielkanocnej z pewnością spełniają ten warunek, jednak można pokusić się o wybranie innych miejsc, nieujętych przez NOWC nawet na liście propozycji. Wiążą się z nimi sekrety, które czynią je bardzo atrakcyjnymi. Takie zestawienie zasługuje na miano Siedmiu Cudów Nieznanego Świata.


1. Sfinks


Na temat piramid egipskich napisano setki rozpraw. Największe kontrowersje wzbudziły publikacje szwajcarskiego badacza Ericha von Däenikena, który uznał, że są one dziełem kosmitów. Według innej znanej wersji stworzono je ku przestrodze dla kolejnych pokoleń, po katastroficznym końcu cywilizacji Atlantów. Dużo mniejsze znaczenie przypisuje się starożytnemu strażnikowi piramid, Sfinksowi. Tymczasem mityczny lew o twarzy człowieka może kryć w sobie sekret o wiele większy, niż mogłoby się pozornie wydawać.


Pod koniec lat 70. ubiegłego wieku miłośnik egipskich zagadek John Anthony West dostrzegł w słynnej twarzy marsjańskiej znaczące podobieństwo do Sfinksa i postanowił zbadać, czy rzeźba spod Gizy pochodzi z roku 2500 p. n. e. i rzeczywiście przedstawia oblicze faraona Chefrena. Przez kolejne lata West wysnuł teorię, iż powstanie wielkiego posągu miało związek z cywilizacją znacznie bardziej rozwiniętą niż ta z epoki faraonów. Jej kres nastał w wyniku gigantycznej powodzi, co wyjaśniałoby ślady erozji wodnej na ciele Sfinksa. Aby potwierdzić swoje przypuszczenia, badacz nakłonił profesora Roberta Schocha z uniwersytetu w Bostonie do przybycia do Gizy i przeprowadzenia stosownych badań.


Geolog rozpoczął pomiary w 1991 roku i bardzo szybko potwierdził, że główną przyczyną erozji rzeźby były nawiedzające tę okolicę permanentne deszcze. W porównaniu z innymi znajdującymi się w pobliżu budowlami, powstałymi, jak się powszechnie uważa, trzy i pół tysiąca lat temu, strażnik piramid wydawał się dużo starszy. Według Schocha można było wykluczyć tezę, iż Sfinks zwietrzał podczas suchej fazy dziejów Egiptu, tymczasem pluwial nabtyjski, nawadniający kraj Horusa skończył się 5 wieków przed przewidywanym czasem wzniesienia posągu. Profesor z Bostonu przeprowadził odpowiednią symulację i uznał, że prawdopodobną datą powstania tajemniczej postaci w Gizie jest rok zbliżony do 7000 lat przed Chrystusem, kiedy to tworzono pierwsze osady w Jerycho i Catal Huyuk.


Dwa lata później West uzyskał kolejny dowód potwierdzający jego przypuszczenia. Specjalista od rekonstrukcji twarzy, amerykański policjant Frank Domingo wykluczył podobieństwo postaci przedstawionej na posągu z wizerunkiem Chefrena z Muzeum Kairskiego.


Jeszcze dalej w swoich hipotezach posunął się Graham Hancock, autor bestsellerowych książek Ślady palców bogów i Strażnik tajemnic. Według niego Sfinks powstał w roku 10500 p. n. e., gdyż właśnie wtedy nad ranem, w dniu równonocy wiosennej, Gwiazdozbiór Lwa wznosił się zarówno nad horyzontem, jak i na wprost wzroku posągu z Gizy. Pozostaje jednak pytanie, jaka cywilizacja posiadałaby taką wiedzę astronomiczną i środki, aby wyrzeźbić w skale monumentalny korpus króla zwierząt i tajemnicze ludzkie oblicze?


Naukowcy od lat ignorują tezy świadczące o starszym, niż się zakłada, pochodzeniu Sfinksa. Schochowi zarzuca się pominięcie teorii o erozji chemicznej. Domingo nie wziął pod uwagę faktu, że portrety twarzy Chefrena nierzadko różnią się od siebie, Hancock zbyt łatwo akceptuje znajomość znaków Zodiaku przed 12 500 lat. Jednak uprawiając tę krytykę zapomina się, że posąg z Gizy nie jest jedynym prawdopodobnym świadkiem czasów, o których nie śniło się akademikom.


2. Tiahuanaco


Kiedy w połowie XVI wieku pierwsi hiszpańscy konkwistadorzy dotarli do słynnego miasta Tiahuanaco, leżącego na granicy Peru i Boliwii, tubylcy wyjaśnili im, że stojące tam budynki wzniesiono na długo przed panowaniem Inków. Nikt nie umiał jednak stwierdzić, kto tego dokonał ani kiedy. Miejscowe legendy na ten temat różniły się między sobą. Według jednych kompleks zbudowali wirakoczowie, tajemniczy osadnicy, którzy przybyli w okolice Andów tysiące lat wcześniej. Inna wersja zakładała, że metropolia była dziełem rasy olbrzymów. Obie teorie nie muszą się wykluczać.


Tiahuanaco leży na wysokości prawie czterech tysięcy metrów nad poziomem morza i jest oddalone kilkanaście kilometrów od słynnego jeziora Titicaca. Centralne miejsce stanowi ogromne sztuczne wzgórze nazywane warownią, jednak największe zdumienie badaczy do dziś budzi Brama Słońca – kamienny blok o wadze blisko dziesięciu ton, z wizerunkiem boga Wirakoczy pośrodku. Rzeźba ta stanowi północno-zachodnią część dawnej świątyni Kalasasaya.


Opuszczone miasto, usytuowane niezwykle wysoko na kamiennym płaskowyżu, intrygowało niejednego amatora przygód. Zadawano sobie pytanie, po co wznoszono budowle w tak nieprzyjaznym i niedostępnym miejscu?


Jedną z osób, które postanowiły zmierzyć się z legendą Tiahuanaco, był austriacki naukowiec Arthur Posnansky. Po przyjeździe do Boliwii w 1903 roku rozpoczął prace wykopaliskowe na terenie antycznej metropolii. Główne wnioski ze swej pracy zawarł w wydanej 40 lat później książce o wiele znaczącym podtytule Kolebka człowieka amerykańskiego.


Hipotezy wyłożone przez Posnansky'ego zwalają z nóg. Przy założeniu, że świątynia Kalasasaya została wzniesiona w celach astronomicznych i miała wskazywać kierunki równonocy wiosennej i jesiennej oraz najdłuższego i najkrótszego dnia w roku, obliczył on, że taka sytuacja miała miejsce około 17 000 lat temu. Cóż za niesamowita liczba! Tak daleko nie sięgają najbardziej śmiałe przypuszczenia co do istnienia rozwiniętej cywilizacji w zamierzchłej przeszłości. A jednak Austriaka poparli niemieccy astronomowie. Zaskakującym potwierdzeniem jego tez stało się też rozpoznanie w dziwacznym zwierzęciu przedstawionym na Bramie Słońca toksodonta, gatunku który przypominał krzyżówkę współczesnego hipopotama i nosorożca, a wyginął 11 tysięcy lat temu. Innym dowodem na szaloną wersję powstania Tiahuanaco przed okresem ostatniego zlodowacenia była możliwość, że w tamtych czasach płaskowyż znajdował się pod wodą jeziora, a zatem kompleks mógł służyć nie tylko jako miejsce obrzędowe, ale również port.


Oczywiście większość naukowców odrzuca datowanie Posnansky'ego. Według przyjętej dziś opcji najstarsze miasto świata powstało 2 500 lat temu, co potwierdzałoby fakt, iż w XVI wieku tubylcy mogli nie znać przeznaczenia, daty wzniesienia ani imion twórców Tiahuanaco. Badacze zakładają też, że mieszkańcy tego regionu podporządkowali sobie w późniejszym okresie ogromny, poszerzony o 1000 kilometrów obszar. Czemu zatem nie dotarły do naszych czasów żadne potwierdzenia tej niesamowitej dominacji? I dlaczego wielka potęga tak nagle upadła? Może okres jej świetności minął bezpowrotnie wraz ze zmianą klimatu, a Arthur Posnansky nie mylił się w datowaniu miasta? Tak czy owak, wciąż nie znamy prawdziwego przeznaczenia kompleksu ukrytego w niedostępnych Andach na wysokości prawie 4 kilometrów.


3. Katedra w Chartres


Kiedy ostatni templariusze płonęli na stosie w 1314 roku, jednym z wielu zarzutów, które im postawiono, było finansowanie budowy ogromnych świątyń, bluźnierczo kierujących swe iglice w kierunku nieba. Jedna z legend głosi, że monumentalną katedrę w Chartres we Francji (jej wieże liczą sobie 120 metrów wysokości!) zbudowano na podstawie wskazówek ukrytych w Tablicy Praw, znajdującej się w starotestamentowej Arce Przymierza. Informacje te z Ziemi Świętej do Galii mieli przekazać właśnie Ubodzy Rycerze Chrystusa i Świątyni Salomona.


Nie znamy nazwisk najsłynniejszych budowniczych katedr gotyckich. Pozostawali oni anonimowi, żyli w ascezie i posiadali niezwykłą wiedzę, dotyczącą wznoszenia gmachów, które z zewnątrz sprawiały przytłaczające wrażenie, a w środku ujmowały lekkością i rozległą przestrzenią. Znamy z imienia Wilhelma z Sens, który zaprojektował katedrę w Salisbury, jednak na próżno szukalibyśmy jakichś konkretnych osób kojarzących się z Chartres. Tymczasem to właśnie tam powstał pierwszy gigantyczny przybytek boskiej świetności.


Świątynia słynie z najpiękniejszych w Europie witraży (m. in. Błękitna Róża), kompleksu posągów otaczających ołtarz oraz … posadzki w kształcie labiryntu. W ówczesnych kościołach miały one wyobrażać pielgrzymkę do Jerozolimy. Wierni na kolanach pokonywali wyznaczoną trasę do wyimaginowanej Ziemi Świętej, jednakże w centrum czekała ich niespodzianka. Zamiast chrześcijańskich symboli znajdowały się tam nazwiska, rysunki przedmiotów związanych z budownictwem, albo zwierciadła. Obrazy akcesoriów, ściśle kojarzących się z masonerią, potwierdzają hipotezę, że średniowieczni budowniczowie katedr należeli do stowarzyszenia wolnomularzy, a co za tym idzie posiadali własne rytuały, obrzędy i oczywiście byli depozytariuszami sekretnej, hermetycznej wiedzy, być może przekazanej im przez templariuszy. Nic dziwnego, że w późniejszych latach labirynty usunięto z posadzek niemal wszystkich kościołów.


Świątynia w Chartres stanowi tu chlubny wyjątek. Co więcej, w miejscu krętej ścieżki życia wiodącej do Jeruzalem radiesteci odkryli bardzo duże promieniowanie. Dalsze badania wykazały, że pod posadzką znajduje się 14 cieków wodnych, które zbiegają się w samym centrum labiryntu. A zatem budowniczowie katedr wiedzieli, jak wywołać duchowy wstrząs u wiernych, nie prosząc o ingerencję Boga.


Inne gotyckie katedry we Francji także zmuszają do zastanowienia się nad ich prawdziwym przeznaczeniem. Warto w tym miejscu przytoczyć jeszcze jedną niezwykłą koincydencję. Patronką większości galijskich średniowiecznych świątyń jest Najświętsza Maria Panna. Gdyby ich położenie na mapie połączyć za pomocą jednej linii, naszym oczom ukazałby się obraz bardzo zbliżony do układu gwiazd w gwiazdozbiorze Panny. Czy to jedynie zaskakujący zbieg okoliczności? (Zob. także reportaż i fotoreportaż Anny Ostrzyckiej-Rymuszko i Marka Rymuszko z Katedry w Chartres – Tajemnica, nr 10 NŚ z 2006 r.).


4. Mohendżo-Daro

Około 3 700 lat temu przestało istnieć jedno z najbardziej rozwiniętych miast starożytności. W położonym w dolinie Indusu Mohendżo-Daro mieszkało, według szacunków historyków, około 35 tysięcy ludzi. Żyli oni w niezwykle nowoczesnych, jak na owe czasy, mieszkaniach, wyposażonych w system sanitarny, wewnętrzne patio i zabezpieczenia przed hałasami, brzydkimi zapachami oraz intruzami. Domy, nierzadko dwupiętrowe, ustawione były równo wzdłuż harmonijnie zaprojektowanych ulic. W środku miasta znajdowało się centrum handlowe, hala zebrań i prawdopodobnie łaźnia. Przed ewentualnym najeźdźcą miały chronić usytuowane na zachodzie wieże oraz fortyfikacje posadowione na południu osady.


Co więc spowodowało, że nagle przestało funkcjonować całe miasto, a o jego istnieniu dowiedzieliśmy się dopiero w XIX wieku?


Do najprostszych wyjaśnień należą migracja i agresja z zewnątrz. Pierwszą opcję można spokojnie wykluczyć ze względu na wysoki stopień zaawansowania technologicznego. Natomiast drugiego wariantu odrzucić się nie da, zwłaszcza, że na jego korzyść przemawia kilka niepokojących czynników.


Badaczy przybyłych do odkrytego po latach Mohendżo-Daro zdziwiło kilka szczegółów. Na ulicach miasta leżało wiele fragmentów sczerniałego szkła. Późniejsze analizy wykazały, że były to gliniane naczynia, które uległy stopieniu w wyniku działania ekstremalnie wysokiej temperatury. Wśród ruin znaleziono także szkielety obejmujących się ludzi, jakby bliscy padali sobie w ramiona oczekując jakiegoś kataklizmu. Wkrótce odkryto też na kamiennych murach pokryte pęcherzykami szkliwo. Kolejne badania dostarczyły dowodów na istnienie w całej okolicy silnego promieniowania. Dziś już wiemy, że emisja pierwiastków radioaktywnych w Mohendżo-Daro przekracza kilkadziesiąt razy tę, która występuje w Hiroszimie i Nagasaki. Czyżbyśmy więc mieli do czynienia z poligonem starożytnej wojny atomowej?


W jednym z najstarszych eposów, które zachowały się po dziś dzień – hinduskiej Mahabharacie – możemy przeczytać takie oto słowa: Świat wypalony ogniem taczał się w piekielnym gorącu. Rozszalałe słonie biegały w kółko, szukając schronienia przed okropnym żarem. Woda gotowała się w rzekach i wyparowywała. Ginęły wszystkie zwierzęta, a wróg padał jak ścięty kosą. W innym miejscu mowa jest o sile rażenia stosowanej wówczas broni: Pojedynczy pocisk niósł całą potęgę Wszechświata. Rozpalona kolumna dymu i płomieni, jasna jak tysiąc słońc, wzniosła się w pełnej okazałości (…) Ciała były spalone nie do poznania. Wypadały włosy i paznokcie, naczynia pękały bez widocznej przyczyny, ptaki stawały się białe.


Na niektórych tabliczkach znalezionych w Mohendżo-Daro odkryto pismo przypominające rongo-rongo, tak jakby mieszkańcy doliny Indusu utrzymywali kontakt z odległymi o tysiące kilometrów gospodarzami Wyspy Wielkanocnej, gdzie używano takich właśnie symboli. Jeśli mogli podróżować w powietrzu, to niewykluczone, że również zginęli w wyniku inwazji z nieba. Opis z Mahabharaty to przecież poetyckie ujęcie znanej nam dobrze broni jądrowej. Całkiem możliwe, iż ruiny Mohendżo-Daro są dowodem na to, że nasza cywilizacja nie jest wcale najwyższym szczeblem w dotychczasowym rozwoju historii człowieka.


5. Kaaba


Arabowie wierzą, że wzniósł ją pierwszy człowiek – Adam, historycy sprzeczają się co do jej pochodzenia, a wyznawcy islamu z całego świata pięć razy dziennie modlą się z twarzą skierowaną w jej kierunku. Pielgrzymka do Kaaby – niewielkiego, wysokiego na 15 metrów sześcianu usytuowanego w centrum świętego miasta muzułmanów Mekki, stanowi jeden z pięciu filarów religii kalifów. Wnętrze odzwierciedla podobno raj, w którym po śmierci znajdzie się każdy wierny.


Kaaba uchodziłaby za miejsce kultu, jakich wiele, gdyby nie zagadkowy Czarny Kamień, który można wymienić jednym tchem z pokrywą grobu Pacala w Palenque i płaszczem z wizerunkiem Matki Boskiej z Guadelupe. Chodzi o najbardziej niezwykłe artefakty pochodzące z różnych etapów historii ludzkości.


Czarny Kamień (hadżar, lapis niger) stanowi integralną część muru Kaaby. Ma średnicę równą trzydziestu centymetrom, a otacza go srebrna obejma, która powstrzymuje jego rozpad. Nikt nie wie, jakie jest pochodzenie ani przeznaczenie tego przedmiotu. Według najczęściej pojawiających się teorii stanowi on pozostałość po meteorycie, który dawno temu spadł na tereny współczesnej Arabii. Jednak trudno w taki sposób tłumaczyć szacunek, jakim był otaczany ten odłamek gwiezdnego pyłu. Co więcej, najbliższy krater w pobliżu Mekki, który mógłby stanowić pozostałość kosmicznego deszczu, jest oddalony o 1 100 km, a na dodatek pochodzi sprzed 260 lat. Tymczasem kult kamienia sięga początku religii, a jego kradzież w 930 roku stała się autentyczną tragedią wszystkich Arabów.


Muzułmanie uważają, że hadżar spadł z nieba w czasach pierwszych ludzi. Na początku był zupełnie biały, jednak pod wpływem grzechów ludzkiego plemienia zaczął czernieć, aż w końcu przybrał barwę, jaką możemy obserwować dzisiaj. Według jednej z hadis, przeznaczenie kamienia jest boskie: w dniu Sądu Ostatecznego będzie on patrzeć oczami Allacha i przemawiać jego głosem. Wówczas to wymienione zostaną imiona wszystkich tych, którzy pocałowali go z szacunkiem w trakcie swoich pielgrzymek do Kaaby.


Trudno za pomocą rozumu wytłumaczyć fenomen lapis niger. Zdawać by się mogło, że religia objawiona, za jaką uchodzi islam, opiera się na Koranie. Dlaczego zatem każdego dnia blisko miliard mahometan pięciokrotnie pada na kolana z twarzą zwróconą w kierunku niewielkiego kamienia i modli się doń żarliwie? Niezależnie od tego, czy jest to meteoryt, bazalt, czy odłamek lawy, zdaje się on mieć nadzwyczajną moc, niczym słynny monolit z Odysei Kosmicznej 2001 Stanleya Kubricka. Kto wie, może hadżar naprawdę pochodzi z zamierzchłych czasów i posiada cechy, których my – ludzie współcześni – nie potrafimy zrozumieć?


6. Wielkie Zimbabwe


W średniowieczu popularna była w Europie legenda o dwóch afrykańskich miastach, kryjących ponoć w sobie niezbadane skarby. Jednym z nich miało być Timbuktu (Mali), drugie – zwane Zimbabwe – kojarzono z biblijnym Ofirem, znaną z Biblii krainą, do której podróżowały w XI wieku p. n. e. Statki króla Salomona. Flota wracała stamtąd obładowana złotem i innymi kosztownościami składającymi się na mityczne bogactwo władcy. Gdy w XIX wieku zawitali tam europejscy podróżnicy, opowieści o wyłożonych cennym kruszcem ulicach Timbuktu okazały się mocno przesadzone. Jednak przeznaczenia Zimbabwe do dziś nie udało się zrozumieć, mimo że po raz pierwszy dotarto doń już w 1868 roku.


Gdy niemiecki podróżnik Karl Mauch przybył na Czarny Kontynent, aby odkryć opisaną w Starym Testamencie legendarną krainę Ofir, natknął się przypadkowo na poszukiwacza przygód Adama Rendersa. Ten w opisie Niemca dostrzegł podobieństwo do wielkiego muru, który przypadkiem znalazł w buszu podczas jednej ze swych wypraw. Mauch bezzwłocznie pozwolił się tam zaprowadzić. Jakież było jego zdziwienie, kiedy nagle jego oczom ukazało się gigantyczne wymarłe miasto, otoczone wysokim wałem zbudowanym z granitowych bloków. Wewnątrz znajdował się kompleks mniejszych zabudowań, a nad całością górowała cytadela sięgająca 10,5 m i licząca u podstawy 6 m. Co ciekawe, żaden z murów nie posiadał okien ani nie był w środku wydrążony. Kamienie zostały ułożone bez użycia zaprawy w taki sposób, że nie dało się ich przesunąć.


Zachwycony Mauch oznajmił, że twierdza z pewnością jest legendarnym Zimbabwe i musi być dziełem Arabów, albo Fenicjan, gdyż żaden afrykański lud nie byłby w stanie zbudować takiego cuda.


W kolejnych latach na terenie Zimbabwe pojawiło się kilka stanowisk archeologicznych. Zamiarem eksploratorów nie było jednak badanie ruin, a jedynie poszukiwanie złota. Faktycznie niewielką ilość cennego kruszcu udało się tam znaleźć, jednak w wyniku tych poszukiwań zniszczono znacznączęść murów.


Dopiero w 1905 roku do Rodezji przybyli archeolodzy, którzy skupili się na sprawach najważniejszych. Pozwoliło im to stwierdzić, że kompleks wzniosła ludność afrykańska, przy czym pochodził on z czasów o 1000 lat wcześniejszych od epoki króla Salomona.


Ustalenie pochodzenia czy okresu jego budowy w żaden sposób nie rozwiązało problemu przeznaczenia tajemniczej budowli. Mury, wypełnione w środku kamieniami, z pewnością nie były obiektami kultu religijnego ani mieszkaniami, nie pełniły też funkcji obronnej. Wśród wielu teorii zwłaszcza jedna zasługuje na uwagę. Wał otaczający Wielkie Zimbabwe ma kształt elipsy bardzo podobnej do tej, którą od wielu lat otacza kultem plemię Dogonów, mieszkające niedaleko Timbuktu w Mali. Figura ta symbolizuje niewidoczną gołym okiem, maleńką gwiazdę Syriusza B, okrążającą większego bliźniaka – Syriusza A. Opowieści Malijczyków udało się potwierdzić naukowo dopiero w II połowie XX wieku.


Niesamowita wiedza afrykańskiego ludu musi robić wrażenie. Jednak jeszcze bardziej szokuje uderzające podobieństwo kompleksu Zimbabwe do świętej elipsy Dogonów. Czyżby przewędrowali oni tysiące mil tylko po to, aby wykonać katorżniczą pracę? Przecież do budowy wielkiego muru użyto setek kamieni o wadze wielu ton. Z drugiej strony, kto inny mógł stworzyć coś tak zagadkowego? Być może dopiero kolejne lata przyniosą rozwiązanie tajemnicy ukrytej w samym sercu afrykańskiego buszu.


7. Nazca


W 1939 roku podczas prac nad wielokilometrowymi podziemnymi kanałami, znajdującymi się pod peruwiańską pampą, u podnóża Andów, zauważono tajemnicze linie ciągnące się wzdłuż płaskowyżu Nazca. Początkowo nic nie zapowiadało skali tego odkrycia. Dwa lata później amerykański historyk Paul Kosok postanowił zbadać przeznaczenie znaków. O tym, że natrafił na prawdziwą bombę, dowiedział się dopiero, gdy wspiął się na jeden z pagórków. Wówczas jego oczom ukazały się skomplikowane wzory, bądź biegnące przed siebie linie proste. Po obserwacji z powietrza i stwierdzeniu, że takich ciągów jest więcej Kosok zaprosił do współpracy niemiecką matematyczkę Marię Reiche, aby dokonała bardziej szczegółowych pomiarów. Badaczka nie przypuszczała wówczas, że znajduje się u progu największej przygody swojego życia.


Pierwszym efektem pracy Reiche było stwierdzenie, że znaki, które dostrzegł Kosok, tworzą obraz gigantycznego ptaka o 50-metrowym ogonie. Wkrótce okazało się, że niektóre linie ciągną się dziesiątki mil i zbiegają w kilku miejscach. Odkryto także wizerunki innych zwierząt, m. in. małpy oraz węża. Stało się jasne, że płaskowyż Nazca kryje jedną z najbardziej frapujących zagadek Ziemi.


Kolejne lata badań wykazały, że symbole tworzono przez usuwanie ciemnej warstwy skały i ukazywanie jasnego podłoża. Dokładność wykończenia obrazów oznaczała, że ich twórcy musieli obejmować wzrokiem całą panoramę pampy, co było możliwe jedynie z powietrza. Ale w jaki sposób mieszkańcy tej okolicy unosili się w górę, skoro ustalono, że linie zaczęły powstawać około II wieku p. n. e. ?


Maria Reiche przez całe życie utrzymywała, że wzory miały przeznaczenie astronomiczne, podobnie jak Stonehenge czy Newgrange w Wielkiej Brytanii. Do takiego wniosku skłonił ją fakt, że w dniu przesilenia zimowego nad miejscem, gdzie słońce zachodziło, jedna z linii stykała się z horyzontem. Podobnych koincydencji odkryto kilka, co sprawiło, że tematem tym zainteresował się Gerald Hawkins z uniwersytetu w Bostonie, który zasłynął odkryciem astronomicznych korelacji w Stonehenge. Tym razem jego ocena była sceptyczna. Hawkins uważał, że mamy tu do czynienia ze zbyt dużą przypadkowością, aby znaki z Nazca uznać za powiązane z obserwacjami Kosmosu. Niektórych badaczy skłoniło to do wysnucia nowych, zaskakujących hipotez.


Autorem najbardziej kontrowersyjnej z nich był Erich von Däeniken, który w liniach na płaskowyżu dopatrzył się pasów startowych dla pojazdów przybyszów z gwiazd. Teoria ta wyjaśniała stworzenie przez prymitywną cywilizację gigantycznej siatki wzorów, których nie udałoby się wykreślić bez obserwacji wykonanych z powietrza.


Do postawienia innej tezy skłoniły badaczy znajdowane na końcach linii osmalone ogniem kamienie i ceramika cywilizacji Nazca, przedstawiająca przedmioty przypominające balony. Czyżby tajemnicze wzory faktycznie stanowiły miejsce ich startu? Pradawnym Inkom przypisuje się co prawda umiejętność wznoszenia się w powietrze z pomocą tych wehikułów, nie bardzo jednak wiadomo, dlaczego istotne w tych podniebnych podróżach miałyby być obrazy zwierząt.


Wśród wielu proponowanych wyjaśnień fenomenu peruwiańskiej pampy warto wymienić jeszcze dwa. Według jednego z tłumaczeń linie powstały, aby połączyć starożytne miejsca mocy na zasadzie zbliżonej do działania tzw. linii ley. Inna teoria zakłada powstanie znaków w strefach, gdzie pod ziemią znajdowały się żyły wodne. W mitologii inkaskiej od lat obecne są opowieści o ogromnym jeziorze ukrytym pod płaskowyżem w Nazca. Jak na razie żadnej z tych hipotez nikt nie potrafi wesprzeć faktami.


-----------------------------------------


Na świecie znajduje się wiele cudownych, tajemniczych miejsc, które zmuszają do refleksji i przewartościowania niektórych pewników naszego postrzegania rzeczywistości. Tam, gdzie pojawia się zagadka, budzi się wyobraźnia. Gdy konstruujemy nową, roboczą hipotezę, do pracy przystępuje krąg naukowców pragnących jak najszybciej obalić rewelacje i przywrócić wiarę w obowiązujący paradygmat. Lecz zgodnie z teorią Thomasa Kuhna, żadna zasada nie jest wieczna, gdyż prędzej czy później przestaje odpowiadać naukowemu rozumieniu świata i w konsekwencji upada.


Sceptycyzm współczesnych akademików także będzie kiedyś musiał ustąpić nowej perspektywie. Zbyt wiele budowli i miejsc znajdujących się wokół nas wymyka się racjonalnemu wytłumaczeniu. Ich magia zasadza się właśnie na tym, że są okryte tajemnicą. A przecież nasza lista jest wybitnie ograniczona. Można by do niej dodać np. bajeczne miasto Nan Madol na wyspach Pacyfiku, pałac Potala w Lhasie czy ósmy cud świata, jak współcześni nazywają Coral Castle – kamienne miasto (dokładniej jedno gospodarstwo – przyp. Z. Ch.) wzniesione na Florydzie przez jednego tylko człowieka, Edwarda Liedskalnina (na temat Koralowego Zamku Liedskalnina zamieściliśmy obszerną publikację w numerze kwietniowym z br. – przyp. red.). Każde z nich bardziej zasługuje na miano cudu niż Wieża Eiffla czy Statua Wolności. Warto o tym pamiętać, gdy w gronie znajomych będziemy dyskutować o zestawieniu dokonanym przez New Seven Wonders.


Lista siedmiu cudów świata Starożytnego


Kolos Rodyjski

Latarnia morska na wyspie Faros

Posąg Zeusa w Olimpii

Wiszące Ogrody Semiramidy

Piramidy Egipskie

Mauzoleum w Halikarnasie

Świątynia Artemidy w Efezie


W niektórych starożytnych zapisach, np. u Antypatra, pojawiają się także:


Kolosy Memnona

Brama Isztar

Posąg Asklepiosa w Epidauros


Lista siedmiu cudów średniowiecza


Wielki Mur Chiński

Koloseum

Stonehenge

Grobowce Kom El Shoqafa w Aleksandrii

Porcelanowa Wieża w Nankinie

Krzywa Wieża w Pizie


Cuda świata według Amerykańskiego Stowarzyszenia Cywilnych Inżynierów


CN Tower w Toronto

Most Golden Gate w San Francisco

Empire State Building w Nowym Jorku

Tama Itaipu na rzece Parana

Kanał Panamski

Plan Delta

Tunel pod kanałem La Manche


Niektórzy do tego zestawienia dodają jeszcze:

Samolot Concorde

Centrum Lotów Kosmicznych im. Johna F. Kennedy'ego na przylądku Canaveral

Internet (!)


Lista 7 Nowych Cudów Świata (ogłoszenie wyników nastąpiło 7 lipca 2007 roku w Lizbonie)


Chichen Itza

Koloseum

Machu Picchu

Petra w Jordanii

Figura Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro

Tadż Mahal

Wielki Mur Chiński


Pozostałe kandydatury w kolejności alfabetycznej:


Akropol

Alhambra

Angkor Wat

Hagia Sofia

Kreml /Sobór Wasyla Błogosławionego

Opera w Sydney

Posągi z Wyspy Wielkanocnej

Statua Wolności

Stonehenge

Świątynia Kiyomizu w Japonii

Timbuktu

Wieża Eiffla

Zamek Neuschwanstein


---------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów