Fluor superstar

Autor tekstu: Janusz Materne



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 6 z 2011 roku.


----------------------------------------------


Rozpędzony pociąg współczesności wessał nas w ciemny tunel zwariowanego pośpiechu. Farmaceutyczni potentaci i koncerny różnych maści robią nam w umysłach sztuczny tłok i postępują jak złodziejskie szajki w pociągach i autobusach. Zatroskanych i zaintrygowanych łatwiej omamić i nakłonić do zakupu czegoś, co rzekomo nam pomoże.


Wrzaskliwe, nachalne billboardy, rozkazujący tryb reklam radiowych, podsuwane ukradkiem rady w uduchowionych filmach... Miłośnie zalotny tembr reklamiarzy. Kolor, kolor, kolor, wrzask i pisk, fałsz i napór na nasze mózgi oraz portfele. W walce o byt, wygodę, urodę i zdrowie najinteligentniejszy z ssaków gna ku samozagładzie, a oligarchowie chemii i farmacji mają za nic milionowe rzesze. Dla nich liczy się tylko jedno: krociowe zyski.


Tymczasem Ziemia jest bezbronna, ale pamiętliwa. W szpiku kostnym noworodków przybywa strontu. W USA połowa ciąż kończy się śmiertelnym zejściem w okresie prenatalnym, albo urodzeniem chorego dziecka (Raport Instytutu Medycyny Narodowej Akademii Nauk). Przemysłowe wyziewy i popłuczyny zawierają metale ciężkie, pestycydy, ftalany, azotyny, węglowodory i wiele innych antyczłowieczych kombinacji chemicznych, a między innymi niestety różne związki fluoru.


Przed laty pod dyktando drogeryjnych dystrybutorów proklamowano w szkołach akcję fluoryzacji zębów. Zakochani w nas wysokopłatni propagatorzy polecają nowe, rewelacyjne pasty na poranek, na poobiadek, na wieczorek, dla pań i panów, odrębne na wakacje i pogrzeby. Reklamowane są nowe, rewelacyjne i drogie szczoteczki, coraz bardziej stechnicyzowane w zależności od płci, pory roku i barwy włosów. Są sprężynowe, silikonowe, z wahliwym śródwłosiem i innymi wygibasami. Najnowsze mają skrobakospychacze do języków i jęzorów. Tylko patrzeć, jak niebawem doinstalują nam termoregulator wyziewu, fontannę i dozownik dowcipu z serii Przychodzi baba do drogerii.


A zębów coraz mniej, coraz więcej za to zahartowanych protetyków. Niektórzy producenci trudzą się, by rozkrwawić dziąsła i poluzować przyzębie, dzięki czemu inni będą mogli wepchnąć nam zwykłe pasty z dodatkiem nowokainy jako specjalne przeciwbólowe. Zanosi się na to, że wkrótce cena pasty pokryje tylko koszt tuby i dystrybucji, bo ona – pasta – będzie gratis.


Fluor to zielonkawy gaz, cuchnący, trujący i bardzo aktywny chemicznie. Już w 1931 roku odkryto, że nadmiar tego pierwiastka w organizmie powoduje fluoryzację, która wpływa na łamliwość zębów. Ciemne plamy, wyglądające jak dziury, deformują uzębienie. Sole fluoru kumulują się w kościach powodując osteosklerozę i rabują magnez.


Po wojnie fluorowanie wody miało sens. Dziś – w obliczu rozwydrzonej industrializacji – fluor pojawił się w nadmiarze w glebie, powietrzu i wodzie. Skoro przemysły obficie zaopatrują nas w niego, po co jeszcze fluoryzacja zębów?


Związki fluoru są emitowane przez fabryki superfosfatów, huty metali i szkła, cegielnie, rafinerie, spalarnie i amatorskie ogniska. Ponieważ są rozpuszczalne, rośliny pobierają je z gleby i kumulują w owocach, korzeniach spichrzowych, ziarnie i bulwach. Naukowcy kanadyjscy (Journal of Food Science) orzekli, że mamy obecnie do czynienia z gwałtownym wzrostem związków fluorowych w artykułach spożywczych powszechnego użytku. Z kolei badania japońskie (Japoński Dziennik Zdrowia, 1969 r.) wykazały powiązanie fluoru z nowotworami przewodu pokarmowego. Jeden ze szwedzkich badaczy stwierdził zaś, że związki te mogą uszkodzić skórę, śluzówkę, protoplazmę komórek oraz płuca, wywołując odruchy astmatyczne.


Prof. K. McNeil z Minnesoty pracował nad triclosanem spowinowaconym z fluorem. Triclosan jest dodawany do wszystkich kosmetyków, proszków i pasty do zębów, można więc rzec, że osacza nas ze wszystkich stron. McNeil stwierdził, że pod wpływem słonecznych promieni UV triclosan przechodzi w dioksyny, a te zaliczane są do substancji najgroźniejszych.


Powraca w tym miejscu wspomnienie wydarzeń na Ukrainie sprzed lat. Wrogowie prezydenta Juszczenki poczęstowali go wówczas podstępnie jedną z 200 znanych dioksyn. Jakie były tego skutki – wszyscy widzieliśmy, a warto dodać, że również woda z wodociągu lub basenu uzdatniana fluorem nierzadko prowadzi do powstania triclosanu. Ten – pod wpływem słońca – może być źródłem dioksyn, które okazują się prawdziwie zabójcze.


Użyteczność fluoru już wcześniej była kwestionowana, a w ostatnich latach nauka w tej sprawie bije na alarm. Szwecja już dawno wycofała pasty z triclosanem (czytaj: z fluorem). Również naukowcy niemieccy stwierdzili, że dodatkowe wprowadzanie fluoru do organizmów przynosi dziś zdecydowanie więcej szkód niż pożytku.


W Śląskiej Akademii Medycznej dowiedziono, że nadmiar fluoru w dużych aglomeracjach jest powszechny i działa szkodliwie nie tylko na zęby, ale także na ogólny stan zdrowia. Belgia jako pierwszy kraj na świecie zakazała stosowania dodatków fluorowych, a tamtejszy minister zdrowia publicznego stwierdził jednoznacznie, że są one zagrożeniem dla zdrowia fizycznego i psychicznego. W efekcie rząd Belgii zaproponował Komisji Europejskiej, by zabronić stosowania dodatków fluorowych w całej Unii.


W 1999 roku UNICEF raportował, że pewne rządy nie były wystarczająco informowane o tym, iż fluor jest trujący. Jednym słowem, świat się ocknął i ucieka od tej trucizny. A Polska?


Najpierw trzeba nastraszyć potencjalnych pacjentów po to, by zaproponować im zbawcze pasty i szczoteczki. Dentyści alarmują z powodu tragicznego stanu uzębienia dzieci i domagają się dodatku szczotkowego na wzór becikowego. Natomiast lobby drogeryjno-stomatologiczne przekonuje, że od pasty z fluorem zależą kariera i szczęście osobiste dzieci.


Pewien profesor z Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie mówi, że nieleczona próchnica prowadzi do poważnych schorzeń: reumatyzmu, zapalenia mięśnia sercowego, nerek, tęczówki oka i żył. Raport przygotowany swego czasu przez naukowców z Warszawy i Łodzi podaje, że 87 procent sześciolatków ma próchnicę. Nim dorosną, połowa straci co najmniej jeden ząb, a do emerytury wypadną im wszystkie. By tego uniknąć, należałoby zainstalować w szkołach gabinety dentystyczne.


Najgorsze, że blisko połowa trzylatków ma już próchnicę, ale z nią można wygrać. Najlepszym tego przykładem jest miasteczko Nexo w Danii, gdzie dentyści uczyli dzieci, jak dbać o zęby od małego, rozdawali szczoteczki i pasty z fluorem. Dzieci myły zęby pod okiem nauczycieli, a potem jeszcze w domach. Efekt był ponoć znakomity, tyle że duńskim dzieciom, które mają warunki socjalne i wyżywienie dużo lepsze niż polskie, warto zajrzeć do buź po 20 latach. Wtedy okaże się, jak wygląda ich uzębienie.


Aktywiści stomatologii mówią o objawach i leczeniu, rzadziej o przyczynach i zapobieganiu. W rezultacie trwa fluoryzacja dzieciaków i sprowadzamy superpasty i zajefajne szczoteczki.


Przedwojenni i powojenni Polacy nie znali tych cudów, a mimo to wczesna bezzębność okazywała się wśród nich czymś wyjątkowym. Po wojnie nie było past, a w podstawówce dostawaliśmy z darów Szwedzkiego Czerwonego Krzyża blaszane flakony z miłym proszkiem do zębów. Później pojawiła się miętowa nivea i polska – pomarańczowa. Wielu z nas owijało palec mokrą szmatką i po umaczaniu w soli przecierało zęby pionowo i poziomo. Inni zamiast szczoteczek gryźli przed snem twarde jabłka. Ale to był świat bez smogu elektromagnetycznego i oszalałej chemii, a wolnoobrotowe bormaszyny były napędzane nożnie.


---------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów