Zioła jak dzieci

Autorka tekstu: Maria Rojek



Przedruk z miesięcznika „Nieznany Świat” nr 2 z 2008 roku.


----------------------------------------------

Jest jedną z najbardziej znanych polskich zielarek, postacią nieomal legendarną, a dzięki naturalnym kuracjom aplikowanym od wielu lat przez Anielę Jandę z Boguchwały koło Rzeszowa zdrowie odzyskały tysiące chorych.


Pochodzi z rodziny, w której kobiety od pokoleń trudniły się ziołolecznictwem. Moc ziół wykorzystywały jej mama i babcia. Wiadomości wyniesione z domu Aniela Janda uzupełniała na warsztatach ziołolecznictwa organizowanych w Instytucie Zielarstwa w Poznaniu i w Niemczech. Dziś swoją wiedzą oraz doświadczeniem dzieli się z uczestnikami kursów zielarskich, które prowadzi sama.


Jej słuchacze szukają ratunku w naturalnych metodach leczenia, gdyż medycyna akademicka zawiodła ich nadzieje.


Kiedy mój trzyletni synek opuszczał szpital, ordynator ostrzegł mnie przed podawaniem mu antybiotyków. Skutki przyjmowania takich specyfików mogły być dla dziecka tragiczne. Zaczęłam więc szukać innych sposobów terapii. W internecie znalazłam stronę pani Neli i tak trafiłam na kurs – wspomina Elżbieta J.


Jan Ż. wskutek przedawkowania w dzieciństwie narkozy od 30 lat chorował na serce. Leczenie farmakologiczne nie dawało rezultatów, chciano mu przyznać rentę. Obecnie, dzięki dzikiej róży i głogowi jego serce pracuje prawidłowo. Aniela Janda proponuje mu dodatkowo na wzmocnienie nalewki z serdecznika i pietruszki oraz owoców kaliny.


Pani Kazia, która tymi sposobami wyleczyła się z astmy, zaleca terapie ziołowe członkom swojej rodziny i znajomym, zaś pani Grażyna – po przejściu na emeryturę – chce zająć się medycyną naturalną, bo od dawna się nią pasjonuje. Z kolei Antoni Tryliński, którego moja rozmówczyni ziołami i bioterapią „wyciągnęła” z alkoholizmu, planuje wraz z partnerką założenie ośrodka ziołolecznictwa w Rakszawej koło Łańcuta. Ukończenie kursu da im uprawnienia do prowadzenia takiej działalności.


Darmowa apteka


Lucyna, partnerka pana Antoniego przyznaje, że nie zdawała sobie sprawy z tego, iż uporczywe chwasty, z którymi nieustannie walczy, są lekami na wszelkie schorzenia. I że tak naprawdę Natura to wielka darmowa apteka. Ze swej strony Aniela Janda nie pozwala nazywać roślin chwastami. Kocha je i uważa, że zioła trzeba traktować serdecznie, bo na to zasługują. Pozwalają wyleczyć m. in. schorzenia, z którymi nie radzi sobie medycyna akademicka, np. zakażenia poszpitalne gronkowcem czy paciorkowcem. Odporne na wszelkie antybiotyki szczepy bakteryjne poddają się działaniu trędownika bulwiastego (Scophularia nodosa). Wiosną i latem (od kwietnia do września) w przypadku zakażenia przez trzy dni należy zjadać dwa świeże listki trędownika podane w sałatkach lub na chlebie z masłem. Potem następuje trzydniowa przerwa, po czym kontynuujemy kurację i tak postępujemy przez miesiąc. Po tym okresie wyginą bakterie i ich formy przetrwalnikowe.


Generalna zasada jest następująca: wiosną i latem wykorzystuje się świeże zioła, które zbierane w słoneczne dni podczas pełni księżyca – mają największą moc. Suszone w tym czasie „śpią”; porą ich aktywności są jesień i zima. Toteż zimą wypija się dwa razy dziennie przez 30 dni napar z łyżki ziela trędownika. Koniecznym uzupełnieniem kuracji są półgodzinne kąpiele w wywarze z dwóch garści ziarna i słomy owsa (najlepiej świeżego). Uwaga: kożuch, który zbiera się na powierzchni wody, należy usunąć i wyrzucić na mróz albo słońce. Jeśli bowiem bakterie spłyną do kanalizacji, będą zakażały inne osoby!


Gdy ta kuracja nie pomoże – w sukurs spieszy świeża, majowa pokrzywa. Jeden z klientów Anieli Jandy pozbył się uporczywego paciorkowca, sypiając na sienniku wypchanym właśnie pokrzywami. Trzeba je wymieniać co trzy dni.


Trędownik także na nowotwory


Susza panująca w rzeszowskim od kwietnia do końca lipca 2006 r. sprawiła, że trędownik bulwiasty nie wytworzył bulw. Szkoda. Maść z bulw trędownika zasmażanych w smalcu gęsim lub oleju rycynowym przykłada się 2 razy dziennie (zewnętrznie, na gazie) na guzy nowotworowe. W przypadku braku bulw można posłużyć się – ale tylko zewnętrznie – sproszkowanymi czarnymi, dojrzałymi nasionami bielunia dziędzierzawy (Datura stramonium). Bieluń to roślina trująca, podobnie jak wiele innych, silnie działających ziół. Można z niej korzystać, przestrzegając ściśle zaleceń specjalisty.


Nowotwory ustępują generalnie pod działaniem ziół goryczkowych, takich jak piołun, Centuria, owoc dębu, mniszek lekarski. Raka skóry należy zwalczać od zewnątrz i od wewnątrz. Nie wystarczy tu maść z trędownika czy posypywanie bieluniem. Równocześnie trzeba pić sok ze świeżego korzenia mniszka, wyciśnięty w sokowirówce (korzeń przechowujemy tylko dwa dni). Pierwszego dnia wypijamy 5 razy po 30 kropli, drugiego – 4 x 30, trzeciego 3 x 30, a piątego – już tylko 30 kropli, po czym wykonujemy kontrolne USG i kontynuujemy leczenie według podanego schematu. Cała kuracja trwa 42 dni. W przypadku raka prostaty pani Aniela poleca okłady z wywaru z piołunu przykładane na dolną część brzucha. Jeśli pojawi się brzydki zapach – jest nadzieja na wyzdrowienie.


Chorym na nowotwór płuc lub oskrzeli może pomóc mech (porost) islandzki (Cetraria islandica), ale tylko świeży, gotowany w świeżo udojonym mleku (prosto od krowy – nie ze sklepu!). Litr mleka mieszamy z 10 dag mchu pociętego na drobne kawałki nożyczkami. Sposób zażywania – jak wyżej, z tym że pierwszego dnia wypija się 5 razy dziennie po łyżce wywaru, piątego – jedną łyżkę, po czym trzeba wykonać prześwietlenie. Kurację należy powtarzać nawet pięciokrotnie.


Mleko prosto od krowy może pomóc dziecku cierpiącemu na guz mózgu, jeśli wcześniej nie było interwencji chirurgicznej. Odstawia się je na zsiadłe, po czym podgrzewa, odcedza twarożek od serwatki, a następnie miksuje oba składniki i ciepłe nakłada na gazę. Okład pokrywa potylicę, trzy pierwsze kręgi szyjne i okolice za uszami. W ciągu pół godziny ból głowy mija i dziecko usypia. Kurację prowadzi się przez 30 dni. Skuteczne bywają też okłady z młodych pędów sosny lub jodły, pociętych i zalanych oliwą z oliwek lub olejem rycynowym. Podczas leczenia powinno się z dzieckiem dużo rozmawiać, obserwując, czy występują zawroty głowy i inne objawy. Malec sam nam powie, czy już jest zdrowy.


Aniela Janda podkreśla, że kurację przeciwrakową trzeba prowadzić, aż nowotwór zupełnie zaniknie. Nie wolno pozostawić nawet jego śladowych ilości (wielkości główki od szpilki). Na taką zgorzel (pozostałość raka) stosuje się przez 30 dni okład z nasion lipy zmielonych w ręcznym młynku. (Uwaga: zioła mielone w młynku elektrycznym tracą cenne właściwości!) Natomiast ciepłe okłady z rozbitego tłuczkiem , rozgotowanego bobu przykładane na tylną część głowy pomagają nie tylko w przypadku torbieli i guzów w mózgu, ale i w chorobie Alzheimera. Przydatne okazują się tu również okłady ze świeżych liści kopytnika, utłuczonych z oliwą z oliwek.


Jeśli wskutek konwencjonalnego leczenia nowotworu doszło do oparzenia węzłów chłonnych, chorzy mogą sobie pomóc, przykładając pod pachy świeże liście babki lancetowatej, olejek z kwitnącego majeranku albo zgniecioną przytulię (Galium aparine) lub jasnotę białą (Lamium album). Można też zastosować ciepłe okłady ze startej, gotowanej dyni. Podgrzaną papkę ze świeżej, startej dyni pani Aniela aplikuje również na niegojące się rany. Wszystkie okłady i zioła muszą być ciepłe.


Niedoceniana dynia


Jeden kąt ogrodu zielarki z Boguchwały zajmują właśnie dynie. To, na ogół niedoceniane warzywo pomaga w leczeniu prostaty, cukrzycy, robaczycy, otyłości, usuwa z organizmu toksyny. Znajduje też zastosowanie w terapii schorzeń wątroby, trzustki, śledziony. Nasze babcie ze skropionych olejem konopnym dyni, brukwi i rzepy sporządzały surówkę działającą jak naturalna viagra. Warto więc przyrządzać zupy i surówki z dyni, a dzieci wzmacniać pastą z łuskanych pestek dyni, słonecznika i rodzynek, odważonych w równych ilościach, zmielonych w ręcznej maszynce do mięsa i zalanych ciemnym miodem. Dodatek orzechów włoskich pomoże poprawić wyniki w nauce.


Ze starych ksiąg


Już w Biblii znajdujemy wskazówki dotyczące stosowania roślin leczniczych. Prorok Izajasz zalecał placek figowy na wrzody. Hyzopem „wybielano” trędowatego. Hiob, dotknięty trądem, modlił się do Boga i leżał w gnoju, tj. zewnętrznie stosował nawóz koński. Okładami z kału młodego ogierka Aniela Janda wyleczyła studenta Ernesta cierpiącego na nowotwór kolana.


Moja rozmówczyni czerpie wiedzę ze starych ksiąg: osiemnastowiecznego Dykcjonarza roślinnego księdza Krzysztofa Kluka, poradnika lekarskiego Medycyna Ludowa dr. Simona z 1860 r., a nawet z medycznego traktatu łacińskiego z 1300 roku, który „przypadkiem” trafił w jej ręce. W tłumaczenie dzieła zaangażowali się zakonnicy. Lektura tych starych tekstów uczy pokory i … podziwu dla dawnych medyków. Ci ostatni za pomocą prostych metod radzili sobie ze schorzeniami, wobec których bywa bezsilna współczesna medycyna.


Kości z ciała opadłe okrywa i ciałem porosłe czyni popiół z jęczmienia spalonego zasypując – i ciało odrasta – czytamy w jednym z historycznych woluminów. Czy wyhodowane na nawozie sztucznym nowe odmiany jęczmienia pomogą w przypadku choroby Bürgera? Trądu? Czy można jeszcze wzmocnić dziecko ususzoną i utłuczoną w moździerzu ośródką chleba razowego uwarzoną w gęstym mleku? Przecież obecny skład mleka zmienił się; jest ono dziś kilkakrotnie uboższe w minerały od mleka, które dawały krowy karmione dzikimi trawami. Przodkowie leczyli śledzionę okładami z owsa prażonego na patelni, przykładanymi na lewy bok. Przeciwko kolce z przejedzenia i wylaniu żółci aplikowali ośródkę chleba razowego rozmoczoną w wodzie studziennej lub serwatce, posypaną cukrem. Natomiast „potłuczone członki” plastrowano (przykładano na nie okłady) ze startej skórki chleba razowego warzonej w occie winnym lub piwnym. Odmrożenia leczono maścią z sadła wieprzowego, rozdrobnionej ośródki chleba i piwa.


Kiedyś chleb był lekarstwem, dzisiaj nam nierzadko szkodzi. Dokuczliwy świąd (ust, narządów rodnych) to zdaniem Jandy – skutek spożywania pieczywa z konserwantami i polepszaczami. Gdy pojawiają się takie dolegliwości, healerka zaleca odstawienie chleba na trzy dni.


Ziołowe sposoby na uzależnienia


Paracelsus uczył, że kto chce pozbyć się nałogu alkoholowego, musi ścisnąć w dłoni kwiat o kształcie kielicha (np. powój) i sypiać z roślinami kielichowatymi przez 30 dni, wyrzekając się alkoholu. Warunkiem powodzenia kuracji jest bowiem wola wyzwolenia się z nałogu – mówi uzdrowicielka z Boguchwały.


Przeciwalkoholowa terapia ziołowa trwa do roku. Co dwa tygodnie w piciu ziół robimy przerwę. W tym czasie spożywa się kawę z wiesiołka, herbatki ziołowe, a przede wszystkim napar z męczennicy (Passiflora). W budowie kwiatu tej rośliny i w jej pokroju dopatrzono się … symboli męki Pańskiej, stąd nazwa. Herbata z tego pnącza zaspokaja głód alkoholowy. Zioła trzeba jednak dobierać indywidualnie. Moja rozmówczyni koduje też obrzydzenie do alkoholu poprzez oddziaływanie na odpowiednie meridiany, a w razie potrzeby stosuje zabieg bioterapii. Natomiast w walce z uzależnieniem od tytoniu pomaga złotokap.


Przeciw alergii


Stosunkowo łatwo można sobie poradzić z alergią u dzieci. Kąpiele z dodatkiem wywaru z uczepu trójlistnego (Bidens tripartitus) „wyciągają” substancję, która spowodowała alergię. Trudniej jest w przypadku osób dorosłych. Np. dwie kobiety pracujące w fabryce „rozkoszy podniebienia” nabawiły się alergii, wdychając wyziewy masy do nadziewania cukierków. Dokuczliwy kaszel i duszności ustąpiły po tygodniowej kuracji kapustą kiszoną, gotowaną przez pół godziny w wodzie (wywar słodzono miodem).


W kilka dni można pozbyć się alergii, zażywając sproszkowane i podawane na koniuszku noża korzenie kozłka i mniszka, po ich uprzednim zmieleniu w ręcznym młynku. Pomocne są też kąpiele w wodzie z dodatkiem octu winnego.


Koniczyna na wylew


W przypadku wylewów krwi do mózgu Anielę Jandę niejednokrotnie wzywano do szpitali, wiedząc, iż może pomóc choremu, przykładając na lewy bok ciepłe okłady z siana łąkowego. Najlepsze są jednak ciepłe okłady z wywaru koniczyny. Ulgę przynosi też przyłożenie ręcznika zamoczonego w occie jabłkowym.


W przypadku paraliżu dobrze robi wcieranie w połowę głowy i bok ciała spirytusowego wyciągu z suszonych płatków słonecznika. Jeśli przy tym dodatkowo zastosujemy trzy pijawki na potylicę jest szansa, że chory szybko stanie na nogi.


Nasi przodkowie serwowali w celach leczniczych żyto rozgotowane w winie. Chorego kładziono na takiej papce na dwie godziny dziennie. Po kilku dniach kuracji –jak uważali – powinien wstać z łóżka.


W ogródku mojej rozmówczyni latem kwitną karczochy. Kwiaty te trzeba zalać białą (czystą) wódką, po czym nalewka powinna postać dwa tygodnie. Wyciąg (po przecedzeniu) rozpuszczony w herbacie lub płynie zażywa się 2 razy dziennie, łyżeczkę po jedzeniu. Środek rozszerza naczynia krwionośne w głowie, zapobiegając głuchocie, osłabieniu pamięci, wylewowi.


Zielarkę z Boguchwały odwiedzają często chorzy na serce. 60-letni Józef B. przebył zawał, cierpiał na uszkodzenie mięśnia sercowego i chorobę wieńcową. Pani Nela – jak nazywają ją pacjenci – nauczyła go, że w sytuacjach kryzysowych trzeba uciskać meridiany na bocznych krawędziach małych palców. Tym sposobem udrożnione zostają naczynia krwionośne. Pan Józef opanował też APAN VAYU – mudrę, którą ćwiczył codziennie przez trzy kwadranse. Dodatkowo wypijał codziennie pół litra herbatki z serdecznika (Leonurus cardiaca) z krwawnikiem (Millefolium). Rezultat? Jego kłopoty zdrowotne skończyły się bezpowrotnie. Natomiast nalewka z głogu, serdecznika i dzikiej róży sprawiła, że Zdzisław J. Przestał odczuwać ból i pieczenie pod mostkiem. Ustały też drgawki i cierpnięcie ręki.


Czarodziejski ogród


Moja rozmówczyni zwraca uwagę na okazałe, kuliste kwiatostany przegorzana, oblężone przez pszczoły. – Pszczoły wskazują na właściwości lecznicze rośliny i nigdy się nie mylą. Przegorzan (Echinops) należy do tych nielicznych ziół, które podwyższają zbyt niskie ciśnienie krwi – mówi Janda.


Łzawica, zwana też łzami Hioba (Coix) rośnie i w ogrodzie, i w doniczce. Jej przypominające łzy nasiona można po otarciu miażdżyć wałkiem i jeść jak orzechy, a także dodawać do deserów. Healerka zjada codziennie rano i wieczorem po trzy ziarna, dzięki czemu nie ma żadnych problemów z wątrobą, drogami żółciowymi, woreczkiem. Połykane systematycznie łzy Hioba leczą reumatyzm, artretyzm, ischias, wspomagają trawienie, oczyszczają przewód pokarmowy z pasożytów. Doniczkę z tą ozdobną rośliną warto mieć w domu, bo olejki, które wydziela, aromatyzują powietrze. Z zasuszonych „łez” można robić różańce i lecznicze ozdoby.


Ulubienicą rzeszowskiej zielarki jest także mierznica czarna (Ballota nigra). Ta wspaniała, nieco podobna do pokrzywy roślina z rodziny wargowych działa na ośrodkowy układ nerwowy. W połączeniu z rumiankiem leczy depresje, stany lękowe, uwalnia od stresu. Z dodatkiem chmielu ułatwia zasypianie i przeciwdziała zaburzeniom snu: koszmarom, budzeniu się w nocy. Uspokajające działanie tego ziela Aniela Janda wykorzystuje w leczeniu łuszczycy na tle nerwowym. Często zapadają na nią zestresowani studenci. Żucie dwóch listków mierznicy ułatwia zapamiętywanie wykładów i zdawanie egzaminów.


Przed rozpoczęciem kuracji terapeutka bada zawsze podłoże łuszczycy. Likwiduje jej utajone źródła: dolegliwości wątroby, zatok, zębów. Często zaleca maść domowej roboty z nagietka, bazylii i chryzantemy. Jeśli tło schorzenia jest genetyczne – będzie ono powracało. Kurację zawsze dobiera się indywidualnie. Trzeba też brać pod uwagę, że są organizmy niepoddające się działaniu ziół oraz takie, które nie tolerują leków chemicznych.


Życie stawia przed ziołolecznictwem nowe wyzwania. Np. nasi żołnierze przywożą z Iraku choroby, które u nas nie występowały: pełzakowicę czy amebiozę. W przypadku tej ostatniej bakterie atakują wargi i jamę ustną, sprawiając, że chory nie może otworzyć ust. W takiej sytuacji na szczęście pomaga wilczomlecz, czosnek niedźwiedzi, wyciąg z pestek grejpfruta i srebro lub złoto koloidalne.


Nie sposób opisać wszystkich roślin leczniczych, które uprawia Aniela Janda. Ona sama zresztą chętnie oddaje nasiona ziół do adopcji. Uczestniczki kursów rozmnażają jej zielarskie dzieci w swoich ogródkach. Latem korzystają z ich zielonych listków w postaci przypraw, zimą popijają herbatki ziołowe.


Healerka z Boguchwały chętnie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniami, które zapisuje w grubych brulionach. I cieszy się, że dzięki ziołom możemy radzić sobie z chorobami cywilizacyjnymi, wobec których medycyna akademicka okazuje się bezradna. Radzi też wszystkim, aby włączyli zioła – nawet te banalne, jak rumianek, miętę, krwawnik czy pokrzywę – do codziennej diety. Jej mistrz, profesor Aleksander Ożarowski uważał, że dzięki temu zachowamy zdrowie.

---------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów