Cukier pod lupą

Autor tekstu: lek. med. Janusz Kołodziejczyk

Przedruk z miesięcznika "Nieznany Świat" nr 3 z 2010 roku.

----------------------------------------------

Przestrzeganie diety ubogiej w węglowodany i uprawianie ruchu fizycznego jest w stanie obniżyć poziom cukru we krwi do wartości uznawanych obecnie za prawidłowe. Jednak człowiek z dobrą glikemią i tak będzie cukrzykiem, upodabniając się w tym do niepijącego alkoholika.


Panie Doktorze! Mam 51 lat, a od pięciu choruję na cukrzycę. Wiem też, że za dużo ważę, co niestety widać. Mój lekarz przepisał mi doustne leki przeciwcukrzycowe, ale jednocześnie stwierdził, że nie wie, czy mi pomogą. Siostra mojej mamy bierze je od lat, a stan jej zdrowia nadal nie jest dobry. Co to za leki, które nie leczą? Jeżeli tak ma być, to po co mi one? Może istnieje inny sposób, aby wyjść z tej opresji - np. dzięki metodom naturalnym?                               Anna W. woj. opolskie



W swoim liście poruszyła Pani jednocześnie kilka spraw: samej cukrzycy, leczenia, które nie skutkuje, zbyt dużej wagi oraz tzw. metod naturalnych.

Cukrzyca to - mówiąc ogólnie - za duża ilość cukru we krwi (norma cukru na czczo wynosi 110 mg %, a po jedzeniu do 140-180 mg %). I nie chodzi tu bynajmniej o to, że słodka krew oznacza słodkie życie lecz, że cukier w nadmiernej ilości niszczy naczynia krwionośne, przyspieszając miażdżycę.

Do najczęstszych powikłań naczyniowych cukrzycy należą: ślepota, zawały serca, udary mózgu, niewydolność, dializy nerek, a także amputacje stóp. Wszystko to dzieje się za sprawą niepotrzebnie zjadanego dwucukru - sacharozy (słodyczy, łakoci, cukiereczków i wszelkich innych słodkości).

Czy w takim razie cukier w ogóle jest nam potrzebny?

Oczywiście! Organizm człowieka pozyskuje go jednak sam (np. z owoców i warzyw, mąki, ziemniaków, bananów, ryżu oraz innych zbóż). Ten z cukiernicy również się przydaje, ale głównie . . . rolnikom hodującym buraki cukrowe, pracownikom cukrowni i wszystkim, którzy na tym produkcie zarabiają. Im jest niezbędny, natomiast nam - zapamiętajmy to - szkodzi.

Cukrzyca typu drugiego, na którą Pani cierpi, prześladuje najczęściej osoby dojrzałe, które jedząc zbyt wiele i nazbyt słodko w stosunku do zażywanego ruchu - zaczynają tyć. Niestety tkanka tłuszczowa to nie tylko balast i powód do zmartwień z powodu otyłości. Dodatkowo zaburza ona swym działaniem wiele ważnych funkcji organizmu. W tej sytuacji propozycję leczenia cukrzycy wyłącznie tabletkami, które nie likwidują przyczyny choroby, faktycznie należy uznać za nieporozumienie. A przecież można pomóc w inny sposób.

Przede wszystkim powinniśmy ograniczyć węglowodany - cukier i mąkę, która de facto też jest cukrem (tzw. wielocukrem). Koniecznie trzeba także zwiększyć ilość wysiłku fizycznego. Te dwa elementy wpłyną na poprawę stanu zdrowia osoby chorej na cukrzycę.

Przestrzeganie diety ubogiej w węglowodany oraz ćwiczenia gimnastyczne są w stanie obniżyć poziom cukru we krwi do wartości uznawanych obecnie za prawidłowe (oczywiście jutro eksperci mogą objawić nam inną normę). Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że człowiek z prawidłową glikemią i tak będzie cukrzykiem, upodabniając się w tym do niepijącego alkoholika.

W tym momencie należałoby zapytać, czy da się leczyć przyczyny cukrzycy? Czy można np. spowodować, by trzustka znów zaczęła produkować wystarczającą ilość insuliny i żeby tkanki prawidłowo na nią reagowały?

Można, pod warunkiem, że stosuje się refleksoterapię, akupunkturę lub klawiterapię. Na skórze, jak wiadomo, znajdują się miejsca, których stymulacja (kłucie, ugniatanie, stawianie bańki, ogrzewanie cygarem moksa itp.) wywołuje poprawę stanu trzustki. Rzecz sprowadza się do polepszenia nerwowej regulacji wydzielania wewnętrznego (insuliny) oraz zewnętrznego (soków trawiennych). Likwiduje też stan zapalny, który bardzo często okazuje się przyczyną ostrej niewydolności trzustki, prowadzącej do wystąpienia cukrzycy typu pierwszego, zwanej młodzieńczą. Rozpoczyna się ona nagle bardzo wysokimi poziomami cukru, co na samym początku terapii zmusza do zastosowania insuliny. Bez tej suplementacji obcym hormonem chory z ostrą niewydolnością trzustki umarłby. Podawanie substancji, która nie jest wytwarzana przez chory organ, ratuje w tym momencie życie, pozwalając trzustce dojść do normy i odzyskać zdrowie. Gdy trzustka się zregeneruje i podejmie normalną pracę, zastrzyki z insuliną można odstawić.

Tak jednak się nie robi. Hormon podawany z zewnątrz zaspokaja w nadmiarze zapotrzebowanie organizmu, sprawiając, że znika popyt na własną insulinę. Tego rodzaju leczenie załamuje sprzężenie zwrotne (samoregulację) pomiędzy poziomem obcej insuliny we krwi, a pobudzaniem trzustki. Trwa to latami i ostatecznie wywołuje zanik komórek wytwarzających insulinę.

Daję sobie obciąć nie tylko włosy, że komórki wysp Langerhansa trzustki, którym zawdzięczamy wytwarzanie tego hormonu, są po okresie początkowego kryzysu (wywołanego toksycznym, infekcyjnym lub innym zapaleniem) przynajmniej częściowo odbudowywane. Mogłyby na nowo podjąć swoje zadanie, lecz trzustka nie jest pobudzana do pracy, bo aktywujący ją bodziec w postaci wysokiego poziomu cukru i niskiego insuliny - nie występuje. Insulina (choć obca) jest dostępna, cukier więc znika i trzustka zaprzestaje produkcji.

Każdy nieużywany organ w końcu zanika. To biologiczne prawo świetnie tłumaczy mechanizm powstawania cukrzycy. Gdyby od początku leczenia zastosować refleksoterapię, np. w postaci klawiterapii, w bardzo wielu przypadkach udałoby się przyspieszyć regenerację trzustki, likwidując w niej stan zapalny za pomocą wymuszonej reakcji naczynioruchowej. Stymulowany organ bez problemu podjąłby pracę. Trzeba by tylko w odpowiednim momencie wycofać się z zastrzyków obcej insuliny - i byłoby po chorobie, tak jak w ostrym kłębuszkowym zapaleniu nerek z dializowaniem sztuczną nerką, z którego rezygnuje się po podjęciu pracy przez chory narząd.

To, o czym piszę, jest dla ogółu lekarzy czymś nieznanym, a przez to niepoważnym. Czasem zdarza się, że ktoś nagle zachoruje na cukrzycę i trafia do mnie we właściwym momencie (tzn. na samym początku choroby). Jednak jego lekarska rodzina wywiera wtedy nacisk na podjęcie takiej, a nie innej terapii, w konsekwencji czego pacjent ten - zgodnie z doktryną - może stać się inwalidą. A ponieważ żyjemy w wolnym kraju, wolno chorować, jak kto chce, i umierać, kiedy się chce. Ta wolność jednak szybko się skończy, bo nadchodzi Codex Alimentarius, który, o czym jestem przekonany, ową naukową doktryną dosłownie nas przygwoździ, zatem jest się czego bać.

--------------------------------------------



Powrót do strony tytułowej


Powrót do listy artykułów